"Śubuk" kręcony w Przemyślu. W filmie zobaczymy Andrzeja Seweryna, Aleksandrę Konieczną, Małgorzatę Gorol

Beata Terczyńska
Beata Terczyńska
Oddałam tej postaci całe serce - mówi Małgorzata Gorol, aktorka, którą spotkaliśmy w Przemyślu, w ostatnim dniu zdjęciowym do filmu "Śubuk". Wcieliła się w rolę matki autystycznego chłopca. - Ale to nie jest film publicystyczny - od razu zaznacza reżyser Jacek Lusiński. - Pokażę 20 lat życia kobiety, która od takiej młodziutkiej, trochę bezmyślnej, staje się świadomą, radzącą sobie z trudnościami, dokonującą wyborów i potrafiącą nawet zmienić rzeczywistość wokół siebie.

"Śubuk" to najnowsze dzieło producentów „Carte Blanche", „Ostatniej Rodziny" i nominowanego do Oscara „Bożego Ciała". Zdjęcia rozpoczęły się 19 października ubiegłego roku, a zakończyły w miniony piątek. Powstawały głównie w Przemyślu, ale także w Warszawie.

Produkcja pokrótce kreśli fabułę: "Jest rok 1989. Młoda dziewczyna, Maryśka zachodzi w ciążę ze starszym od niej milicjantem Darkiem. Mężczyzna nie chce dziecka i zmusza kobietę do aborcji. Mimo kiepskiej sytuacji materialnej i ambitnych planów życiowych decyduje się urodzić, a Darek usuwa się z jej życia. Wkrótce potem na świat przychodzi syn, w którego wychowaniu Marysię wspiera starsza siostra. Bardzo szybko okazuje się, że chłopiec mocno różni się od rówieśników: jest dziwnie wycofany, zamknięty w sobie, a jedyne wypowiadane przez niego słowo to „śubuk". Mijają kolejne lata, chłopiec zostaje wyrzucony z przedszkola, a po jakimś czasie pojawia się diagnoza: autyzm. Maryśka początkowo nie wie, jak odnaleźć się w tej sytuacji, a w Polsce lat 90. nikt nie rozumie tego zaburzenia. Kobieta postanawia zrobić wszystko, aby jej syn się normalnie uczyć. Wie bowiem, że jest ponadprzeciętnie inteligentny, ale wymaga więcej uwagi i cierpliwości od otoczenia. Rzucając wyzwanie służbie zdrowia i polskiemu systemowi oświaty, Maryśka odnajduje inne matki w podobnej sytuacji, ignorowane przez system. Od tej pory nie cofnie się przed niczym, aby osiągnąć swój cel oraz zapewnić swojemu synowi społeczną akceptację i zrozumienie".

- Ta historia wyszła z potrzeby przyjrzenia się fragmentowi świata, który mnie zaintrygował. Miałem kiedyś okazję obserwować matki, które przyprowadzały na terapię swoje dzieci ze spectrum autyzmu. Uderzyło mnie wtedy, że one wszystkie były samotne, zostawione przez mężczyzn - mówi reżyser Jacek Lusiński. - Wszystkie miały taką sytuację życiową, że musiały w pojedynkę dźwigać problemy.

Opowiada, że wraz z kolegą postanowili zrobić dokumentację tego zjawiska. Można powiedzieć nawet, że społecznego, bo skala jest znacznie większa, niż nam się wydaje. Reżyser mocno akcentuje, że film, który robi nie jest o autyzmie.

- W ogóle mnie to nie interesowało w znaczeniu artystycznym. To opowieść o tym, jak młoda, nieświadoma jeszcze osoba nagle musi sobie radzić z trudnościami, jak życie zmusza ją do dokonywania wyborów i jak ta ciężka sytuacja kształtuje samoświadomość tej kobiety.

W Przemyślu kręcono film "Śubuk". Zobacz zdjęcia z planu [GALERIA]

Jest historią matki, która wykorzystała swoją inteligencję, siłę, miłość do syna, by zapewnić mu normalne funkcjonowanie w społeczeństwie. Niewątpliwie będzie to ważny film dla osób, które zetknęły się z autyzmem w rodzinie, czy wśród bliskich.

Scenariusz bazuje na losach wielu matek autystycznych dzieci. - Rozmawialiśmy z różnymi kobietami. Słuchając opowieści o ich życiu dostrzegliśmy wiele elementów wspólnych.

Czyli chodziło panu o opowiedzenie historii i jednocześnie pokazanie mocnych emocji?

- Kino bez emocji nie angażuje, więc te muszą być. Natomiast tam, gdzie są emocje, bardzo łatwo skręcić w sentymentalizm, a tego nie chciałem. Podobnie, jak ciężkiego, społecznego kina - przyznaje. - A z drugiej strony, nie opowiadamy gatunku typu komedia romantyczna, tylko robimy kino, które jest pewnego rodzaju komediodramatem, bardzo bliskim rzeczywistości. Mamy do czynienia z bohaterką, która pokazuje, że może jednak warto poszukać w sobie czegoś, co nas pchnie do przodu, a nie zatrzyma.

"Śubuk" to komediodramat czy jednak dramat?

- To oczywiście zależy od tego, jak definiujemy komedię - wyjaśnia reżyser. - Ja definiuję w ten sposób, że sytuacje, które są ciężkie, trudne, emocjonalnie bardzo gęste, próbuję rozrzedzić takimi, które mają trochę lżejszy ciężar gatunkowy albo nie mają tego ciężaru w ogóle. Nie miałam w zamiarze widza wyłącznie dołował. Zależało mi, by film był na tyle przejmujący, żeby coś w nim poruszyć, bo tak rozumiem kino. Bardzo łatwo postawić kamerę i przez dwie godziny pokazywać plecy płaczącej bohaterki, tylko wtedy trafimy do 5 - 10 osób. Mnie interesowało dotarcie do znacznie większej grupy, ale w sposób nie łaszący się do niej.

PRZECZYTAJ TEŻ: Znani z Podkarpacia. Wybitny aktor Ignacy "Igo" Machowski zaczynał w Rzeszowie

Rolę matki dostała Małgorzata Gorol, znana m.in. z „Twarzy" Małgorzaty Szumowskiej i „Magnezji" Maćka Bochniaka.

- Na pewno była to trudna rola, ale warta świeczki. Jestem wdzięczna za tę propozycję. Oddałam kawał serca tej postaci - mówi. - Od razu wiedziałam, że jestem dla niej odpowiednia. Wciąż słyszę bowiem o plastyczności i, że metryka u mnie może się rozciągać w obie strony. Dlatego też dotąd obsadzano mnie w rolach znacznie młodszych bohaterek.

Uchyla trochę tajemnicy, co ustalili z reżyserem. Otóż jej bohaterka na początku wcale nie będzie lubiana przez widzów. - Tę sympatię będę rozwijać wraz z fabułą. Pokażę, co macierzyństwo jest w stanie zrobić z kobietą, która zaczyna być może rezygnować z siebie albo inaczej wybierać, w której rodzi się determinacja, uwypukla siła charakteru i bardzo duży temperament.

Przyznaje, że praca z dziećmi do łatwych nie należy. Zwłaszcza z tymi małymi.

- Prawda jest taka, że moja miłość zarówno do syna po drodze życia bohaterki, jak i moja sympatia do aktorów grających "śubuków" też się rozwijała a przełamanie nastąpiło absolutnie wraz z 7-letnim Wojtusiem grającym mojego syna z 1997 roku, czyli naszym prawdziwym autystą grającym w filmie o autyście. Był najwdzięczniejszym partnerem.

Z kolei w autystycznego, dorosłego już bohatera wcielił się Wojtek Dolatowski, dla którego to fabularny debiut. - Wcześniej miałem tylko przyjemność uczestniczyć w projekcie Netflixa, w serialu "Otwórz oczy", którego premiera będzie jesienią tego roku - mówi student Akademii Muzycznej w Gdańsku (tegoroczny dyplomant specjalności musical) i student zaoczny choreografii techniki tańca w Akademii Muzycznej w Łodzi.

Za nim niesamowite i inspirujące doświadczenie. Co było wyzwaniem?

- Na pewno poznanie spectrum autyzmu, ale i świadomość, że gram 19-latka a przede mną byli młodsi aktorzy. Musiałem odzwierciedlić po części to, co się działo wcześniej. Przeprowadzić kontynuację. Chodziło o mimikę, zachowania, reakcje na różne bodźce, relacje z matką.

Przygotowując się do zadania spotykał się z dziećmi z autyzmem.

- Zaskakującą rzeczą było, że wszystkie były różne. Czasami nam się wydaje, że osoby autystyczne mają komplet tych samych cech, zachowań i łatwo je rozpoznać. A to nie do końca tak jest. Objawy są wielorakie.

Na tyle połknął aktorskiego bakcyla, że zamierza w tym roku zdawać do szkoły teatralnej.

- Jest to moje ogromne marzenie - zdradza. - Po pracy w tak niesamowicie ważnym projektem człowiek nabrał jeszcze większego apetytu, rozbudził pasję.

Ekipa dawała ci fory?

- Wydaje mi się, że nie. Wszyscy pracowaliśmy na to samo, czyli żeby powstał świetny film. Atmosfera była świetna. Czułem się bardzo bezpiecznie. I czułem, że zaufano mi jako aktorowi. Pracę z reżyserem określiłbym jako partnerską, konkretną. Dużo rozmawialiśmy. Umożliwiał mi improwizowanie, dawanie własnych pomysłów, co było ciekawym elementem. Ale muszę też przyznać, że podczas tego projektu dowiedziałem się, jak ważny jest trud wszystkich ludzi pracujących nad filmem. I chciałbym to bardzo podkreślić, bo często się tego nie docenia i o tym nie mówi.

Przemyśl bardzo mu się spodobał.

- Przez ostatnie dni pogoda się zmieniała. Raz świeciło słońce, raz padał deszcz. Można było zobaczyć różne oblicza miasta. Miałem chwilę, żeby trochę pospacerować i jestem zachwycony. Mam nadzieję, że będę mógł tu jeszcze kiedyś wrócić.

Kiedy gościliśmy w Przemyślu, akurat ekipa uwijała się na Grodzkiej, gdzie kręcona była scena, w której bohaterowie wychodzą z kuratorium oświaty. Związana z kulminacją, zamknięciem głównego wątku. Filmowców czekały jeszcze nocne ujęcia w zajezdni autobusowej związane z poszukiwaniami zaginionego dziecka bohaterki.

Jak ważne jest w filmie Podkarpacie?

- Zostało wybrane nie z powodu tematu, tylko walorów estetycznych. Chciałem umiejscowić historię w niedużej aglomeracji. W mieście, w którym, jeśli odwróci się kamerę w jedną stronę, mamy stare kamienice mogące grać lata 80 i 90 - te, a kiedy odwróci się ją w drugą, mamy już 2009 rok - tłumaczy reżyser. - To rodzaj łatwości. Nie musieliśmy niczego tworzyć, budować. Nasz film nie pokazuje zalet turystycznych Podkarpacia, natomiast to miejsce jest fajne w obrazku a to ogromny walor. Kolejny aspekt, jak dany region chce współpracować z filmowcami. To bardzo ważne. Albo mamy pomoc w organizacji planu, np. zamykaniu ulic albo jej nie mamy. Przemyśl był naprawdę pomocny. Może to brzmi jak laurka, ale jeśli ktoś nie robi problemów, a wręcz pomaga, to łatwiej pracować.

Reżyserzy ostatnio ukochali to miasto.

- Głównie powstawały tutaj filmy historyczne a moim zdaniem potencjał na współczesne historie jest równie ogromny - podkreśla Jacek Lusiński. - Gdy przyjeżdżałem tu ze scenografem na dokumentację i łaziliśmy po mieście szukając plenerów, aplikacja pokazywała mi po 15 km zrobionych każdego dnia. Tego piękna jest taka masa, że musiałbym zrobić z 25-odcinkowy serial, żeby to wszystko ograć.

Co stąd odnajdziemy na ekranie? Leszek Bodzak, producent z Aurum Film mówi, że spędzili tu 12 dni. Najpierw byli jesienią. Wylicza, gdzie m.in. kręcili: Grodzka, zajezdnia przy Lwowskiej, kawiarnia w Rynku, dworzec PKP, cmentarz przy Przemysława, przychodnia lekarska na Słowackiego, ul. Matejki, Tatarska przy Wielkim Murze, Sowińskiego, Grottgera, Izydory Kossowskiej.

W obsadzie są także: Andrzej Seweryn - nagradzany na całym świecie za rolę w filmie „Ostatnia Rodzina", Aleksandra Konieczna („Ostatnia Rodzina", „Boże Ciało") - kilkukrotna laureatka Polskiej Nagrody Filmowej Orzeł, Marta Malikowska - odkrycie głośnego serialu HBO, „Ślepnąc od świateł", Filip Pławiak - gwiazda serialu „Chyłka". Autorami scenariusza są Jacek Lusiński i Szymon Augustyniak, zdjęć Bartosz Nalazek. Scenografia - Marek Zawierucha („Boże Ciało"), charakteryzacja - Aneta Brzozowska („Boże Ciało"), kostiumy - Anna Englert („Mowa ptaków").

Premiera dofinansowanego z Podkarpackiego Funduszu Filmowego i przez Polski Instytut Sztuki Filmowej (koproducentami są Canal+ Polska i WDK w Rzeszowie) "Śubuka" planowana jest za rok. - Kiedy konkretnie, zależy jak szybko zostanie rozładowany korek w kinach. Mnóstwo filmów czeka na premiery, w Polsce bodajże 70. Miejmy też nadzieję, że czwarta czy piąta fala epidemii nie zahamuje dystrybucji - mówi.

Czy wzrośnie opłata za ZUS?

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość
15 maja, 21:17, Andrzej:

jako mieszkańcy naszego cudownego miasta jesteśmy niezmiernie wdzięczni za promocje naszego miasta ekipom filmowym,,jednocześnie mamy wieli zal do władz miasta Przemyśla za to ,że kolejny raz zostawiły mieszkańców starówki bez miejsc parkingowych i pokazały nam fucka ....ale jaki prezydent takie mamy rozwiązania, to teraz taki standard w Przemyslu ,,,nie każdy mieszka w Pikulicach i ma podwórko na którym można zaparkować auto....

to przeprowadź się do Pikulic

A
Andrzej

jako mieszkańcy naszego cudownego miasta jesteśmy niezmiernie wdzięczni za promocje naszego miasta ekipom filmowym,,jednocześnie mamy wieli zal do władz miasta Przemyśla za to ,że kolejny raz zostawiły mieszkańców starówki bez miejsc parkingowych i pokazały nam fucka ....ale jaki prezydent takie mamy rozwiązania, to teraz taki standard w Przemyslu ,,,nie każdy mieszka w Pikulicach i ma podwórko na którym można zaparkować auto....

Dodaj ogłoszenie