Farma fotowoltaiczna w Cieszanowie składa się z 8 333 paneli i ma moc 2 MW. Ułożone rzędami na płaskiej działce, wyglądają jak plantacja porzeczek.

Wśród działających farm jest największą w Polsce. Choć szykują się większe, w innych częściach kraju, ale na razie są w budowie.

Taka farma od początku budziła zaciekawienie mieszkańców. Nie brakowało niedowiarków. A teraz? Coraz więcej osób interesuje się założeniem podobnych paneli u siebie - mówi Zdzisław Zadworny, burmistrz Cieszanowa.

Z zewnątrz farma wygląda niepozornie

Kilkanaście kilkudziesięciometrowych rzędów z panelami polikrystalicznymi.

Jakby ktoś ułożył płasko tysiące monitorów komputerowych. Łącznie paneli jest 8 333. Stosunkowo niewielka działka, 4,5 ha. Obok paneli trochę zielonego terenu, mały budynek i przyłącz do sieci energetycznej. Tyle. Cicho, spokojnie, nic nie huczy, ładnie wygląda. Słychać jedynie kosiarkę, którą obsługuje miły pan. Uśmiecha się serdecznie, zadowolony, że ktoś odwiedza farmę, ale do środka wpuścić nie może.

- Potrzebna jest zgoda szefów - tłumaczy.

Inwestorem farmy jest Stowarzyszenie na rzecz Innowacyjności i Transferu Technologii „Horyzonty” z Rzeszowa.

- To stowarzyszenie to dobry przykład na to, że startując ze stosunkowo niezbyt dużym kapitałem, ale za to dobrym pomysłem, można coś osiągnąć. Wykorzystali dofinansowanie dostępne w ramach Regionalnego Programu Operacyjnego, ze starego rozdania. Resztę pokryli z kredytu - mówi burmistrz Zadworny.

Projekt kosztował 17,6 mln złotych

Dofinansowanie z Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego 8,5 mln złotych. Kolejne 1,5 mln złotych dofinansowania pochodziło z budżetu państwa. Na farmie światło słoneczne jest przetwarzane na energię elektryczną. Bardziej fachowo: prąd elektryczny powstaje z promieniowania słonecznego, przy wykorzystaniu zjawiska fotowoltaicznego.

Nie ma co ukrywać, koszty produkcji takiego prądu nie są tanie. Dlaczego zatem coś takiego jest budowane? Po pierwsze ekologia. Węgiel, ropa, gaz już niedługo się skończą, energia słoneczna nie, a przynajmniej nie w wyobrażalnym dla człowieka okresie czasu. Po drugie, taka elektrownia może powstać wszędzie, działa praktycznie cały rok. Po trzecie jest zabezpieczeniem, rezerwą, na wypadek awarii głównej sieci energetycznej. A ostatnie upały i związana z nimi konieczność ograniczeń pokazały, że możemy potrzebować pomocy małych elektrowni.

- My w Polsce na razie startujemy. Na razie jeszcze nie do końca wiadomo, jak to będzie. Ale patrząc na przykład państw zachodnich można stwierdzić, że takie farmy będą opłacalne. Teoretycznie mówi się, że Niemcy przy fotowoltaice osiągnęli już nasycenie. Jednak obecnie, przy autostradzie pod Berlinem w budowie są kolejne, wielkie farmy fotowoltaiczne - mówi burmistrz.

Okazuje się, że nie tylko Zachód, bo również Rumunia, Bułgaria, Słowacja stawiają na pozyskiwanie tego rodzaju energii.

Burmistrz cieszy się, że to właśnie w jego gminie powstała największa tego typu farma w Polsce. To dobrze świadczy o gminie, nowe technologie są tutaj mile widziane. Jak udało się przyciągnąć taką inwestycję?

- W momencie powstawania projektu stowarzyszenie szukało odpowiedniej działki. A myśmy mieli taki teren, w planie zagospodarowania przestrzennego był wydzielony na działalność produkcyjno - usługową. Dzięki temu to była krótka piłka, bo już nie trzeba było już wydawać decyzji o warunkach zabudowy.

W momencie składania wniosku stowarzyszenie nie miało jeszcze pewności, czy dostaną pieniądze na inwestycje, czy nie. Dlatego na początku działkę wydzierżawili, ale teraz firma ma ten teren w wieczystym użytkowaniu.

Na razie prąd odprowadzany jest do sieci energetycznej PGE. Jednak możliwa jest jego sprzedaż bezpośrednio dla jakiegoś podmiotu. Gmina widzi w tym szansę na inwestorów. Najlepiej obok farmy. Są już przygotowane odpowiednie grunty.

Farma była budowana w ub. roku. W listopadzie popłynęły pierwsze kilowaty słonecznej energii. Na pełny gwizdek farma zaczęła działać w lipcu.

Inwestycja wyzwoliła jeszcze jedną pozytywną energię, tym razem u mieszkańców tej gminy. Ponad czterdziestu zaangażowało się w projekt Prosument, oferowany przez Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. Chcą podobne instalacje, choć oczywiście w o wiele mniejszej skali, budować u siebie. Gospodarstwa indywidualnie podpisują z firmami umowy na wykonanie instalacji. Są to instalacje nawet do 10 kW, czyli już nie takie małe. Koszt? Ok. 5 tys. złotych za 1 kW. Dla przeciętnego gospodarstwa czteroosobowego, nie prowadzącego produkcji rolnej, koszt wyniesie jakieś 20 tys. złotych. Zwrot pieniędzy zainwestowanych w urządzenia powinien zwrócić się po siedmiu, ośmiu latach. Choć producenci sprzętu twierdzą, że nawet po pięciu. Żywotność paneli to na pewno 20 lat. Częściej wymieniane są inne, towarzyszące urządzenia. Jednak sprzęt szybko tanieje i jest wydajniejszy.

- Myślę, że do końca roku co najmniej trzydzieści takich indywidualnych instalacji będzie wykonanych w naszej gminie. Mieszkańcy popatrzyli, że skoro duży wybudował i jemu się opłaci, to oni również będą mogli skorzystać a nawet zarabiać, oczywiście w skali mikro - twierdzi burmistrz.

Gospodarz gminy podkreśla, że to nie tylko widok farmy spowodował, że mieszkańcy przekonali się do fotowoltaiki. Dużo osób z tych terenów wyjeżdża do pracy za granicą, szczególnie do Niemiec. Widzą co tam się dzieje, w co inwestują mieszkańcy i przywożą nowinki.

- Ktoś przyjeżdża, widzi i kalkuluje. Aha, u Niemca jest tak i tak i on jeszcze na tym zarabia, to u nas też można. Może w Polsce na obecną chwilę przepisy nie są tak stabilne, nie dają takich gwarancji, ale w przyszłości będą musiały to uwzględniać.

Cieszanów to w Podkarpackiem gmina, przodująca w zastosowaniu odnawialnych źródeł energii

Nie tylko fotowoltaika. Do końca dobiegają prace związane z uruchomieniem biogazowni. Prąd będzie wytwarzać z kiszonki rośli zielonych, np. kukurydzy, i gnojowicy z gospodarstw trzody chlewnej. Wytworzy czysty prąd, a „przy okazji” energię cieplną i nawóz na pola. Biogazownia zacznie działać jeszcze w tym roku. Na razie u okolicznych rolników zakontraktowała zbiory ze 100 ha upraw kukurydzy, ale docelowo ma to być nawet 400 ha.

Władze gminy mają jeszcze jeden dość nietypowy pomysł. Obecny budynek gminny sypie się ze starości.

- Wymagałby kapitalnego remontu, a ten jest niemożliwy do wykonania, bo gdzie mielibyśmy wyprowadzić cały urząd. Dlatego obok chcemy postawić budynek. A w nim znalazłyby się wszelkie nowalijki z odnawialnych źródeł energii. Panele słoneczne, pompy ciepła, odpowiednia technologia budowy. Powstałby chyba pierwszy w Polsce pasywny  urząd gminy - roztacza plany burmistrz.

Takie obiekty to nowość w budownictwie, ale głównie mieszkalnym, jednorodzinnym. Dzięki odpowiedniej technologii budowania tracą bardzo mało energii, a więc potrzebuje o wiele mniej tej z publicznej sieci.

 

 

.