W "Kolbie" niezłe spięcie

Grzegorz Król
Kazik, jak zwykle, pokazał klasę. Fot. Wojciech Zatwarnicki
Kazik & Buldog, O.S.T.R, KSU - dzięki nim o festiwalu w Kolbuszowej wie już cała Polska.

Kazika nikomu przedstawiać nie trzeba, O.S.T.R to guru rodzimego rapu, który z łódzkich Bałut ciętym rymem komentuje nieciekawą rzeczywistość. Dorzućcie do tego starego punkowca Siczkę i jego działającą od 30 lat ustrzycką grupę KSU i mamy II Spinacz Festiwal - Kolbuszowa 2007.

Dorian od kilku miesięcy jest miejskim radnym. Jednak w sobotę i niedzielę, zamiast w urzędniczym garniturze, biega po terenie festiwalu w widocznej z daleka, mocno pomarańczowej koszulce Kultu. Biegać tak zaczął jakieś dwa miesiące wcześniej - jest w końcu jednym z głównych organizatorów kolbuszowskiego Spinacza.

- Radnym jestem to fakt, ale imprezę organizuję jako Dorian Pik i to się liczy. Funkcja, którą pełnię na pewnie trochę mi w tym pomaga, momentami jest jednak niewygodna. Część osób po prostu nie lubi polityków - śmieje się Dorian.

Przy organizacji imprezy działa ok. 50 wolontariuszy. Pierwsze plany i rozmowy z zespołami rozpoczynają się już w maju. Później, im bliżej imprezy, pracy jest coraz więcej. Pod koniec wszyscy zasuwają pełną parą - trzeba wyrównać plac przed sceną, nawieźć piasku, powycinać jakieś dzikie grusze. Ale opłaca się…

Afrykańskie rytmy zaserwował zespół Makossa.
Afrykańskie rytmy zaserwował zespół Makossa. Fot. Wojciech Zatwarnicki

(fot. Fot. Wojciech Zatwarnicki)Młode punki i legenda z Ustrzyk

Sobota upływa pod znakiem irokeza. Na scenie i poza nią rządzą punkowcy. Najpierw jest Festiwal Młodych Punków, w trakcie którego hałasują ANP, Road Closed, Fafkulce i Snafu.

Publice chyba się podoba, pod przed sceną mały młyn, wygolone głowy z kolorowymi czubami i masywne glany, które mimo masakrycznych upałów, z dumą noszą piewcy wytartego już nieco hasła "No Future".

Gwiazdą jest KSU - ustrzycki weteran Siczka i wspierający go muzycy, dzięki którym pochodząca od rejestracji samochodowej nazwa przetrwała już 30 lat. Choć lata minęły bieszczadzki punkrock nie traci na sile. Tekst przeboju "Jabol punk" można nawet skonfrontować naocznie…

Pierwszego wieczoru na Spinaczu bawi się prawie 4 tys. osób.

Spiąć ze sobą subkultury

W "Kolbie", bo chyba nikt tu nie używa nazwy Kolbuszowa, scena muzyczna kręci się od zawsze. Szczególnie mocno mają się hardcore'owcy - na ostre gigi w tutejszym Domu Kultury zawsze ściąga spora ekipa z Rzeszowa.

Nie brakuje też innych alternatywnych dźwięków. Był i taki przypadek, że hiphopowy Fisz koncertujący z Tworzywem Sztucznym, promując płytę po całej Polsce, odwiedzając Podkarpacie zawitał właśnie do Kolby.

- Coś w tym jest - mówi jeden z chłopaków kręcących się koło sceny. - Możesz już teraz napisać, że szykują się kolejne niespodzianki. Zdaje się, że Farben Lehre podczas październikowej trasy też ominie Rzeszów i zagra właśnie u nas…

Zrobienie festiwalu na nieco większą skalę było tylko kwestią czasu. I stało się - dwa lata temu Dorian spotkał się z Wiesławem Sitko, dyrektorem miejscowego Domu Kultury. Zaczęli się wzajemnie nakręcać na dużą plenerową imprezę i w końcu doszli do wniosku, że da się to zorganizować.

- Pomysł był taki, żeby zrobić festiwal inny niż wszystkie, żeby nie skupiać się na jednym gatunku muzyki, ale połączyć je ze sobą. Chcieliśmy upamiętnić to, że Kolbuszowa była kiedyś miastem polsko-żydowskim i te kultury zgodnie współżyły ze sobą - opowiada Dorian.

Stąd zresztą wzięła się nazwa Spinacz - bo, żeby podtrzymać ducha tolerancji, organizatorzy postanowili spiąć ze sobą, tym razem nie nacje, a muzyczne subkultury.

[obrazek3] Afrykańskie rytmy zaserwował zespół Makossa. (fot. Fot. Wojciech Zatwarnicki)Kazik u nas musiał zagrać

I tak rok temu, na początku sierpnia, wystartował pierwszy Spinacz, na którym gośćmi byli m.in. Jesus Chrysler Suicide, punkowy Farben Lehre i hardcore'owcy ze Schizmy.

Wieści o kolbuszowskim festiwalu błyskawicznie rozniosły się po całej Polsce południowo-wschodniej. Nie było innego wyjścia jak to pociągnąć dalej. Bo dlaczego o Spinaczu nie miał by się dowiedzieć cały kraj?

- Muzykę Kazika chłonę w każdej postaci, on po prostu musiał u nas zagrać. Dzięki wieloletniej znajomości udało się go ściągnąć. Z Ostrym też nie było większych problemów. Jakiś czas temu grał już u nas, więc nie trzeba go było długo namawiać na ten koncert - opowiada Dorian.

Na tydzień przed festiwalem o Kolbuszowej trąbiły już wszystkie portale informacyjne - od Onetu po Wirtualną Polskę.

Będzie trzeci Spinacz

W niedzielę było ostro. Słońce grzało jeszcze mocniej, wprost w oczy zespołom, które koło 18 zaczęły rozgrzewać nieliczną jeszcze publiczność. Najpierw wystąpił miejscowy Le Moore, później Elvis Deluxe, funkowo zabujała warszawska Mama Selita, żywe czarne rytmy zaserwowała Makossa.

Gdy na scenie, już po zmroku, pojawił się O.S.T.R witało go kilka tysięcy osób. Kazik z grupą Buldog dopełnili dzieła - na ich koncercie przez teren festiwalu przewinęło się ok. 6 tys. ludzi.

- Na miesiąc przed festiwalem, kiedy na głowie mamy miliony nie pozałatwianych jeszcze spraw organizacyjnych, po prostu nie chce się tego ciągnąć - przyznaje Dorian. -. Ale jak zobaczyliśmy to, co w tym roku działo się w naszym mieście, to nie ma innej szansy - trzeba to robić dalej. Trzeci Spinacz zagra na przyszłych wakacjach na pewno.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie