Wiceprezes AZS-u Rzeszów: nie ma sentymentów, liczy się kasa

Rozmawiał Tomasz Ryzner
Archiwum
Rozmowa z MARKIEM OGRODNICZKIEM, wiceprezesem AZS-u Rzeszów, pracujący w rzeszowskim akademickim sporcie od 1977 roku.

- Jubileusz 50-lecia AZS-u w Rzeszowie i na Podkarpaciu może się zbiec z wycofaniem koszykarek AZS-u z ekstraklasy. Podobna rzecz groziła tenisistom stołowym.
- Kiedyś AZS-y w Polsce stały mocniej finansowo. Przy nie tak znowu dużym wsparciu sponsorów można było funkcjonować na poziomie ekstraklasowym. Dziś uczelnie nie dostają dotacji na wyczyn. Kto umie znaleźć sponsorów, utrzymuje się w profesjonalnych ligach. Jest to coraz trudniejsze. W mojej Częstochowie (M.O. pracował w tamtejszym AZS-ie w latach 1967-77 - przyp. red.) nawet siatkarze mają coraz mniej środków, a przecież to topowa dyscyplina.

- Koszykówka w AZS-ie Rzeszów nie pierwszy raz wpada w zakręt. Dekadę temu drużynę wycofano z I ligi.
- Byłem wtedy prezesem Zarządu Środowiskowego AZS-u. Nie była to łatwa decyzja, ale nie miałem zamiaru włóczyć się po sadach za długi. Wcześniej jednak coś się nam udało. Przez lata w V LO dzięki pracy między innymi takich nauczycieli jak Wiśniewski, Koszela szlifowano koszykarskie talenty. Najpierw były sukcesy w mistrzostwach juniorskich i w końcu w latach 90-tych za trenera Marcińca zdarzyła się przygoda w ekstraklasie. Krótka, ale my tam awansowaliśmy właściwie samymi wychowankami. Dziś tych grup szkoleniowych jest za mało. Liczy się teraz armia zaciężna. Nie ma sentymentów, liczy się kasa. Moje zdanie jest takie, że jak się nie ma środków, to na siłę nie ma się sensu pchać w duży wyczyn.

- Czyli tenisiści Politechniki tez powinni sobie dać spokój.
- Mnie się ta drużyna podoba. Tacy zawodnicy jak Chmiel czy Lewandowski są związani, czy wnikają w nasze środowisko, szkolą następców. W koszykówce często następuje rotacja, wymiana składów. Dziś zawodniczka jest, jutro jej nie ma.

- A tak w ogóle studenci w Rzeszowie, regionie garną się do sportu?
- Powstają nowe obiekty, halę i muszę powiedzieć, że puste nie stoją. Jestem tym nawet mile zaskoczony.

- Jakie sporty królują?
- Trendy się zmieniają. Od lat popularna jest siatkówka, wielu studentów lubi futsal, coraz więcej osób uprawia sporty wodne. Myślę, że to upowszechnianie kultury odbywa się w wielu miejscach niezłym poziomie. Z drugiej strony, jeśli spojrzeć na ranking najbardziej usportowionych szkół wyższych to mam już gorszy humor. Niestety, w piętnastce ostatnio się nie mieścimy. Ciężko jednak konkurować z AZS-ami z większych miast.

- Czy zwykli studenci nadal mają tylko przez rok zajęcia z wuefu?
- Nic się nie zmieniło. Aby tych semestrów było więcej niż dwa, musiałby nastąpić jakiś nacisk, inicjatywa ze strony młodzieży.

- Jak pan ocenia przebieg obchodów 50-lecia AZS-ów?
- Jak to przy takich okazjach bywa, miło było spotkać dawnych znajomych, spojrzeć wstecz, powspominać.

- Panu niedługo też już stuknie pół wieku pracy w akademickim sporcie.
- Mam już swoje lata. Teraz to ja już pracuję w ramach wolontariatu. Jestem odpowiedzialny za kierowanie naszym ośrodkiem sportowo-turystycznym na Solinie. Na wczasach tu jednak nie jestem, pracy nie brakuje, ale ja nie lubię siedzieć bezczynnie.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie