NOWINY24
    TO CZYTAJĄ INNI

    Popularne na portalu

    Rozwiń
    NOWINY24
    Zwiń

    Popularne na portalu

    • Przestępcy seksualni z Podkarpacia. Zdjęcia gwałcicieli i pedofilów z rejestru MS
    • Wypadek na moście w Przemyślu. Samochód prawie spadł do rzeki Wiar
    • W Rzeszowie trwa przedświąteczna spowiedź [DATY, GODZINY]

    Wójt od zawsze, czyli niekończąca się kadencja

    Wójt od zawsze, czyli niekończąca się kadencja

    Anna Janik

    Nowiny

    Nowiny

    Roman Kałamarz

    Roman Kałamarz ©Roman Kijanka

    Wójtowie-rekordziści na swoich stanowiskach trwają ponad 30 lat. Z takimi "wiecznymi samorządowcami" walczy Ruch Palikota, który chce ograniczenia kadencji do dwóch lat.
    Roman Kałamarz

    Roman Kałamarz ©Roman Kijanka

    Adam Warzybok wójtem gminy Lubenia jest już 23 lata. "Stołka" równie długo trzyma się Roman Kałamarz, wójt gminy Jarosław, sprawujący tę funkcję od 1990 r. Za jego rządów zmodernizowano wszystkie szkoły na terenie gminy, wszystkie mają też hale sportowe. Do każdej z miejscowości doprowadzono sieć wodociągową i kanalizację, a liczba mieszkańców zwiększyła się z 11 do 13,5 tys. osób.

    - Przez te wszystkie lata miałem wiele propozycji objęcia wyższych stanowisk, ale zdecydowałem się zostać tutaj - zdradza Roman Kałamarz. - Jestem przywiązany do pomocy ludziom, bo przychodzą do mnie z różnymi problemami. Raz, że zięć bije, raz, że nie chcą drogi przez swoją działkę. Tak buduje się zaufanie wyborców - twierdzi.

    Ruch Palikota mówi dość

    Prawdziwym rekordzistą jest jednak Wiesław Kubicki, wójt gminy Zarzecze. Jego kariera na tym samym stanowisku trwa nieprzerwanie od 31 lat, bo władzę w gminie jeszcze jako naczelnik objął w 1981 r. Z takimi "wiecznymi samorządowcami" walczy Ruch Palikota, który chce ograniczenia kadencji wójtów, burmistrzów i prezydentów do dwóch. Choć w lutym Sejm odrzucił ten projekt, ugrupowanie nie zamierza z niego zrezygnować. - Po drobnych poprawkach kosmetycznych ponownie trafi do sejmu. Długoletnie rządzenie tworzy sitwę, układ zamknięty, który nie pozwala się przebić młodym, ambitnym ludziom, bo promuje tylko "biernych, ale wiernych" - mówi Dariusz Dziadzio, poseł RP z Podkarpacia.

    Niezdrowe układy

    Podobnego zdania są politolodzy. Jak tłumaczą, umacnianie swojej pozycji przez wiele lat doprowadza do politycznych patologii. Jedną z nich są tzw. transakcje wiązane, np. zatrudnianie "swoich" lub tworzenie budżetu ze szczególnym uwzględnieniem potrzeb "wiernych" sołectw. Takie polityczne uzależnienie od siebie sprawia, że w praktyce z każdą kolejną kadencją władze coraz trudniej zmienić.

    - Są też inne problemy. Człowiek, który działa w gminie kilkanaście lat po pierwszej euforii spowodowanej zwycięstwem w wyborach popada w rutynę. A jeśli przez niekorzystną sytuację gospodarczą, niezależną od niego, nie jest w stanie poprawić jakości życia swoich wyborców w końcu staje się sfrustrowany - wyjaśnia dr Bogusław Kotarba z Katedry Politologii Uniwersytetu Rzeszowskiego. - Wtedy na stanowisku próbuje utrzymać się nie dzięki swoim zasługom, ale stworzeniu takiego układu politycznego, który zapewni mu reelekcję - dodaje.

    Sami wójtowie są zdania, że to wyborcy decydują, kogo obdarzą zaufaniem i tego prawa nie należy im zabierać.

    A może obowiązkowa przerwę?

    Zwłaszcza, że z założeń budżetowych każdego roku rozliczani są przez radę gminy, która przyznaje im absolutorium.

    - Wójtów nie przywozi się w teczkach, ludzie widzą zmiany w gminie i wiedzą, czy chcą mieć takiego gospodarza. Jest takie powiedzenie, że nie zmienia się konia podczas przeprawy przez rzekę. Zwłaszcza, że gospodarka nie lubi kadencyjności - mówi wójt gminy Jarosław. - Człowiek, który zaczyna pracę w gminie traci mnóstwo czasu, bo musi nauczyć się, jak ona funkcjonuje, do których drzwi zapukać, żeby dostać pieniądze, na co stać lokalną wspólnotę - dodaje.

    Dlatego eksperci proponują, żeby ograniczyć liczbę kadencji do dwóch lat, ale w jednej gminie. To oznacza, że wójtowie albo musieliby odczekać jedną kadencję i wtedy walczyć ze swoim następcą o powrót do władzy albo startować w wyborach w innej gminie. - I jedno i drugie wyjście ma swoje plusy. Przerwa w rządach daje czas na zdystansowanie się i przyjrzenie się temu, jak radzi sobie następca - mówi dr Koterba. - A możliwość kandydowania w innej gminie wprowadza element dodatkowej konkurencji i daje szansę tym wybitnym. Jeśli ktoś jest naprawdę dobry, to swoim gospodarzem będą chciały uczynić go też inne gminy - dodaje.

    Czytaj treści premium w Nowinach24 Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze (15)

    Dodaj komentarz
    Wszystkie komentarze (15) forum.nowiny24.pl

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo