Jesus kończy 15 lat

Grzegorz Król
Jesus Chrysler Suicide
Jesus Chrysler Suicide WOJCIECH ZATWARNICKI
Ich nazwa od początku budziła kontrowersje. Nawet z tego powodu musieli odwoływać koncerty.

Urodzinowy koncert Jesus Chrysler Suicide odbędzie się jutro w klubie Pod Palmą. Będą też projekcje video (m.in. niepublikowane teledyski, fragmenty z koncertów i występ u Kuby Wojewódzkiego).

Początek imprezy - godz. 20. Bilety w przedsprzedaży kosztują 15 zł, w dniu koncertu - 20 zł.

W połowie lat 80. o rzeszowskiej scenie muzycznej mówiła cała Polska. Zespoły 1984, One Million Bulgarians czy Wańka Wstańka były naszym muzycznym towarem eksportowym. Dziś też nie mamy się czego wstydzić. Jest przecież Jesus Chrysler Suicide.

- Rzeszowska scena to wtedy faktycznie było coś. Chodziliśmy na koncerty Bulgarów i słuchaliśmy nagrań 1984. Ale w naszych głowach rodziła się alternatywa w stosunku do tego, co słyszeliśmy i widzieliśmy - opowiada Tomek "Szamot" Rzeszutek.

Wówczas grał w ekstremalnie metalowym Don't Fuck, nowofalowym i eksperymentalnym Alan Schorchez oraz rockendrollowym Rotten Rolls.

- W 1991 roku te zespoły rozpadły się. Z ludźmi, którzy pozostali na placu boju, stworzyliśmy Jesus Chrysler Suicide - wspomina. - Gdy pod tą nazwą zagraliśmy pierwsze dwa koncerty zrozumieliśmy, że to był strzał w dziesiątkę.

JCS - tego w Rzeszowie brakowało

Dwa lata po założeniu kapeli wytwórnia Music Corner wydała debiutancką płytę Jesusów "Romp". Energetyczna muzyka i żywiołowe koncerty sprawiły też, że zespół stał się dużą atrakcją festiwali: Odjazdy'92, Jarocin'93, Jarocin'94, Industrialooza'94 i Polnishe Independent Festival'96 w Berlinie.

- Zaproponowaliśmy ludziom coś, czego wtedy w Rzeszowie brakowało: inaczej wyglądaliśmy i zachowywaliśmy się na scenie, inaczej także brzmieliśmy w porównaniu z tzw. rzeszowską sceną - mówi Tomek.

To nie zmienia faktu, że zawsze mieli szacunek do tego, na czym się wychowali. Dowodem były umieszczone na kolejnych płytach kowery - "Neonowa energia" 1984 i "Zapalony" Bułgarów.

Przetasowania personalne

W "pierwszym" Jesusie oprócz Rzeszutka znaleźli się Darek Chudzik, Piotrek "Teslaf" Urbanek i Sławek "Dżabi" Leniart. Przez piętnaście lat przez podstawowy skład, który nagrywał poszczególne płyty przewinęło się w sumie 12 osób. Dziś z składu 1991 r. ostał się tylko frontmen.

- Przetasowania odbywały się zwykle w sposób naturalny. Ludzie zmieniali miejsca zamieszkania, pracę. Czasem plany życiowe kolidowały z grą w JCS - zaznacza Tomek.

Każda zmiana zostawiała po sobie jakąś bliznę, zazwyczaj mijało trochę czasu zanim Jesus znów stawał na nogi.

- Ale też dostawaliśmy wtedy nową energię do dalszego działania. Nowi ludzie wprowadzali zazwyczaj coś, czego do tej pory brakowało nam w JCS - dodaje.

Zła nazwa - nie zagracie

Nazwa Jesus Chrysler Suicide, choć jest tylko zlepkiem trzech słów - popularnego wśród Latynosów imienia, marki samochodu i angielskiego "samobójstwa" - czasami wywoływała kontrowersje. Kilka lat temu odwołano m.in. jeden z koncertów na Podkarpaciu. Władze miasta, w którym miał się odbyć uznały, że grupa szarga wartościami katolickimi.

- Podobne utrudnienia były i pewnie będą. Nasza nazwa, teksty i muza okazały się dla niektórych zbyt trudne, lub zbyt prowokujące - śmieje się Tomek. - Na szczęście znalazło się wiele ludzi, którzy podali nam pomocną dłoń, gdy tego potrzebowaliśmy.

Album "Rhesus Admirabilis", który ukazał się w tym roku, to już piąty krążek zespołu. Tą płytą udowodnili, że mimo wielu niedogodności, można funkcjonować na muzycznym rynku. Pokazali, że muzyka z Rzeszowa nadal ma konkretną moc.

Zadowoleni są też z promującej krążek trasy. Jezusów, oprócz ludzi Podkarpacia, zobaczyli m.in. mieszkańcy Wrocławia, Zamościa, Chorzowa, Rybnika i Warszawy. Ci ostatni aż trzykrotnie, w ciągu zaledwie dwóch miesięcy.

- Spotkaliśmy tam wielu ludzi, którzy znają nasze wszystkie płyty. Ale pojawiało się też nowi, dla których byliśmy zupełnie świeżym bandem, który swoją "innością" albo przekona ich do siebie, albo nie. Osiągnęliśmy zamierzony cel - był czad, rewelacyjne przyjęcie i rockendrollowa zabawa, a nakład "Rhesus Admirabilis" wyczerpał się całkowicie.

To nie koniec

Plany Jesusów sięgają do końca 2007 r. Najważniejsza sprawa to jak najwięcej koncertów.

- Chcielibyśmy, choć w minimalnym stopniu, zaistnieć na rynku zachodnim. Mamy propozycje zagrania na Wyspach i w Niemczech. Wszystko idzie po naszej myśli - mówi Tomek.

Mają też zamiar wydać w limitowanym nakładzie coś w rodzaju "The Best Of" z utworami, które ciągle leżą w ich szufladach.

- Na składance znalazły by się kawałki, które nie "zmieściły" się na naszych płytach, nagrania demo itp.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie