Justyna Szepieniec z Rymanowa od początku wojny jeździ do Lwowa. Zawozi dary, przywozi uchodźców [ZDJĘCIA]

Ewa Gorczyca
Ewa Gorczyca
Archiwum Justyny Szepieniec
Udostępnij:
Syn Tymek zapytał ją: „mamo, czy ty wiesz, że ja w tym tygodniu miałem trzy klasówki?". Przyznaje, od dwóch tygodni ma dla swojej dwójki dzieci bardzo mało czasu. W komórce długa lista nieodebranych połączeń i sms-ów. Na elektronicznej poczcie dziesiątki wiadomości do odczytania. Z ostatnich kilkunastu dni połowę czasu spędziła w drodze: za kierownicą swojego opla vivaro.

Ile razy przemierzyła już trasę z Rymanowa do Lwowa i z powrotem?

- Nie pamiętam... Chyba z siedem… - odpowiada Justyna Szepieniec.

Podróżniczka, himalaistka, właścicielka hotelu i restauracji „Jaś Wędrowniczek”, miejsca przyciągającego ciekawe osobowości z całej Polski, założycielka fundacji. Nie potrafi być bierna, gdy czasy wymagają działania. Tak było, gdy wybuchła pandemia, i tak jest teraz, gdy wybuchła wojna.

Kiedy dzwonię po raz pierwszy, zastaję ją w trasie. Wraca ze Lwowa, wiezie cztery matki z dziećmi, babcię i psa. Spokojniej możemy porozmawiać dopiero następnego dnia, choć spraw, które ją odrywają jest mnóstwo. W środę (9 marca) w nocy do „Jasia Wędrowniczka” dotarł autokar z grupą uchodźców. Bo Justyna nie tylko jeździ do Lwowa swoim autem. Wysyła także po uchodźców autobusy. Przewiozła już około 250 osób.

- Wszyscy jeszcze śpią. Dziewczyny w recepcji przygotowują dokumenty, kuchnia – śniadanie. Potem będziemy szukać dla tych, którzy nie mają w Polsce znajomych i krewnych, miejsc gdzie będą mogli pozostać na dłużej - opowiada Justyna.

To kolejna już grupa wojennych uciekinierów z Ukrainy, którą Justyna i jej fundacja sprowadziła ze Lwowa. I nie ostatnia. Przed weekendem do Rymanowa mają dojechać kolejne dwa autokary. Justyna właśnie dopina ostatnie sprawy organizacyjne związane z transportem.

Jak się to wszystko zaczęło?

24 lutego, gdy usłyszała pierwsze wiadomości o ataku Rosji na Ukrainę, już wiedziała, że nie usiedzi w domu. Następnego dnia była na przejściu granicznym w Krościenku. Od razu zgłosiła chęć przyjęcia u siebie uchodźców. W sobotę w internecie trafiła na informację o tym, że potrzebni są kierowcy-wolontariusze, którzy pojadą do Lwowa po osoby, które chcą się stamtąd wydostać. O siódmej rano stawiła się na granicy w Medyce, samochodem załadowanym darami, które zebrała fundacja i mieszkańcy Rymanowa.

Od tego czasu takich podróży odbyła już kilka. Trudno jej o nich opowiadać.

- W ciągu jednego dnia dzieje się tyle rzeczy, spotyka się tylu ludzi, doświadcza tylu emocji. Po każdym wyjeździe czuję, jakby moja głowa dosłownie pękała. Przed oczami mam obrazy, których nie da się łatwo zapomnieć - mówi.

Pierwszą samodzielną podróż odbyła w nocy. Samochód okleiła nalepkami „pomoc humanitarna”. Ukraiński strażnik, młody chłopak, poradził jej „niech pani włączy światła awaryjne, przejedzie pani szybciej jako samochód uprzywilejowany”.

Dla czekających w kolejce po ukraińskiej stronie zabrała jedzenie, herbatę w termosach.

- Potem przekonałam się, że na granicy sytuacja jest bardzo dynamiczna. Jednego dnia było w miarę pusto, w kolejnych ciągnąca się kolejka samochodów osobowych - opowiada.

Przeraża ją to, co za każdym razem zastaje we Lwowie

- To ogromna liczba ludzi, napływających z całej Ukrainy. Nie mam pojęcia, w jaki sposób wszyscy przedostaną się do nas. Powinniśmy jak najszybciej szukać dla nich miejsc. W całej Polsce, ale nie tylko. Także w innych krajach - uważa.
Lwowski dworzec kolejowy i autobusowy wypełniają tłumy.

- Uchodźców jest coraz więcej. Nie mają gdzie spać, czasem nie wiedzą, co ze sobą zrobić, bo bardzo trudno jest się dostać do pociągu. Są w podroży czasem od kilku dni, a nawet nie mają gdzie się umyć. W mieście zaczyna brakować jedzenia. Po południu półki w sklepach spożywczych są już puste. Sytuacje ratują organizacje charytatywne, które serwują na dworcu ciepłą zupę. Pomagają im sami Ukraińcy - relacjonuje Justyna Szepieniec.

Opowiada o wyjeździe, z którego właśnie wróciła. Wyruszyli do Lwowa o piątej rano na dwa samochody, z kolegą, który specjalnie przyjechał z Wrocławia. W bagażnikach i na siedzeniach: paczki ze środkami medycznymi przygotowanymi przez młodych Ukraińców przebywających w Polsce.

- Mieliśmy je przekazać do Mościsk, dla obrony terytorialnej. Była też przesyłka dla matki jednego z chłopaków, chorej na raka. I plik hrywien: podawała je dla swojego męża Ukrainka, która dotarła już bezpiecznie do Polski. Jej siostrzenicę miałam dopiero odebrać ze Lwowa. Kolejną paczuszkę przekazał pan, który przyjechał specjalnie z Gdańska: kilka drobiazgów w reklamówce, z których najważniejsze były klucze do mieszkania we Lwowie. Właściciel chciał je udostępnić uciekinierom z terenów ogarniętych wojną - opowiada Justyna.

Jak zaznacza, żadnej z tych osób wcześniej nie znała. To wszystko odbywa się na zasadzie „poczty pantoflowej”.

Przed granicą w Medyce zobaczyli wolontariuszkę: pchała wózek z supermarketu, pełen karmy dla zwierzaków. Ktoś czekał na to po ukraińskiej stronie, żeby dostarczyć do schroniska.

- Zabraliśmy - mówi Justyna.

Zmieścił się jeszcze termos do cateringu i pampersy, zamówione przez Andrzeja Mazepę ze Lwowa.

- To mój zaufany kontakt, Polak działający w wielu organizacjach, m.in. Stowarzyszeniu Kultury Polskiej Ziemi Lwowskiej. Ma pod opieką dzieci, bo ich jeszcze bardzo dużo zostało we Lwowie, i osoby starsze - mówi Justyna.

W Mościskach jej kontakt to Roman. Młody Ukrainiec.

- Bardzo zaangażowany w obronę swojego kraju. W ogóle całe to miasteczko jest bardzo dobrze zorganizowane. Działa tam baza, gdzie mieszkańcy przygotowują z darów podręczne apteczki dla żołnierzy. Robią też „koktajle Mołotowa”. Produkty spożywcze zostawiamy u drugiego pana Romana, który razem z rodziną prowadzi magazyn i przygotowuje paczki żywnościowe - opowiada.

Miasto gotowe do obrony

Droga z Medyki do Lwowa jest prosta. Ale każdy zjazd na trasie, prowadzący do innej miejscowości, jest zabezpieczony barykadami. Przy nich stoją mieszkańcy. Pilnują dzień i noc, by nie przedostał się ktoś niepowołany, co jakiś czas sprawdzają samochody. - Znam przypadek, że dwóch Rosjan przewoziło broń i amunicję w futerale na gitarę. Złapano ich – mówi Justyna.

Wjazd do Lwowa nie jest łatwy. Ale ludzie pomagają. Prowadzą konwoje bocznymi trasami, przez wioski, żeby ominąć korki.

- Miasto przygotowuje się do obrony. Na przedmieściach są betonowo-metalowe fortyfikacje, poukładane jedne na drugim worki z piaskiem, siatki maskujące. Widać wojsko, policję, wartowników grzejących się przy beczkach z rozpalonym ogniem - opowiada Justyna. Gdy patrzy na to wszystko, ogarnia ją wielki żal.

- Nie wyobrażam sobie, żeby Lwów, to piękne miasto, zostało zbombardowane - mówi.

Najbardziej wstrząsające obrazki widziała na lwowskim dworcu. To ojcowie żegnający swoje dzieci. Zapłakane rodziny, które muszą się rozdzielić. Dzieci, kurczowo trzymające babcię za rękę.

- Kiedy tak stoją przy autokarze, my szlochamy razem z nimi - przyznaje Justyna.

To, co ją uderza, to zachowanie uchodźców w drodze do Polski. Mimo niepewności, co ich czeka, są niesamowicie twardzi i dzielni. Nawet małe dzieci nie marudzą. Nie narzekają, o nic nie proszą, czasem nawet nie są w stanie zjeść kanapki. Dopiero po odprawie, za ukraińskim szlabanem, to napięcie, które towarzyszy im przez cały czas, nieco opada. Dają sobie prawo do emocji. Polska! Jeeeest! – krzyczą. Jest ulga, podziękowania, ale i wielki smutek. Bo nikt z nich nie chciał opuszczać swojego kraju.

Każdy kto chciałby wspomóc organizację przewozu uchodźców z Ukrainy może wpłacić pieniądze na konto Fundacji Jaś Wędrowniczek:
BGZ BNP PARIBAS Oddział Krosno
Numer Rachunku: 56 2030 0045 1110 0000 0416 9030

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polacy posiadają coraz droższe smartfony

Wideo

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Nowiny 24
Dodaj ogłoszenie