Nasza Loteria SR - pasek na kartach artykułów

Karaluchy spadają nam na głowę - skarży się mieszkaniec bloku w centrum Rzeszowa. Sąsiadki zamknęły się w mieszkaniu i nie otwierały nikomu

Marcin Piecyk
Marcin Piecyk
Smród dobiegający z jednego z mieszkań i robaki rozchodzące się na całej klatce. Mieszkańcy jednego z bloków w rzeszowskim śródmieściu z takim problemem borykają się prawie od roku. Do tej pory nikt nie był w stanie poradzić sobie z sąsiadkami, które nie otwierały nawet pracownikom spółdzielni.

- Kilka dni temu była wzywana do nich policja, straż pożarna i ratownicy medyczni. Weszli tam, jeden brud, smród i karaluchy. Na balkonie leży ok. 20-30 cm gołębich odchodów, do tego zdechły gołąb i żyjące pisklęta - opisuje nam sytuację mieszkaniec wspomnianego bloku.

Mowa o mieszkaniu należącym do dwóch starszych kobiet. Z relacji sąsiadów wynika, że jakiś czas temu przestały wychodzić z domu, nie wpuszczały tam nikogo, nawet pracowników administracji, którzy przychodzili spisywać liczniki.

Jak relacjonuje sąsiad starszych kobiet, niedługo później lokatorzy poczuli nieprzyjemny zapach, który przenosił się aż do ich mieszkań. Ale to nie wszystko.

- Prusaki lecą z góry na dół. Pisałem do spółdzielni początkiem czerwca. Później do sanepidu. Nikt nie jest w stanie niczego z tym zrobić

- denerwuje się sąsiad starszych kobiet.

- Robaki to jedno, ale ja mam ciężką astmę i muszę tym smrodem oddychać. Niedługo przyjdzie ocieplenie, padnięty gołąb będzie się rozkładał i robactwo dalej będzie. W tej chwili jest w całym mieszkaniu, ja sobie z tym sam nie poradzę - martwi się rzeszowianin.

Mężczyzna mieszka bezpośrednio pod wspominanymi kobietami. Ale również sąsiad, który mieszka nad starszymi paniami, ma wiele powodów do zmartwień: smród, robaki, widok ohydnego balkonu i poczucie, że nic nie da się z tym zrobić.

Nie otwierały nikomu

W opisywanej sprawie interweniowaliśmy w administracji, do której należy blok. Po przedstawieniu sytuacji dowiedzieliśmy się, że w piątek przedstawiciele spółdzielni, MOPS-u oraz policjanci spróbują wejść do mieszkania i porozmawiać z kobietami. Dlaczego dopiero teraz?

- Już dawno próbowaliśmy, ale nas nie wpuszczały. Nie można komuś wejść do mieszkania, jeśli sobie tego nie życzy - poinformował nas pracownik spółdzielni Zodiak.

Dopiero policja przekonała lokatorki, aby wpuściły do mieszkania pracowników administracji
Dopiero policja przekonała lokatorki, aby wpuściły do mieszkania pracowników administracji Jarosław Jakubczak/zdjęcie ilustracyjne

- Dopiero te kilka dni temu, kiedy policja powiedziała, że wyważy drzwi, to im otworzono - kontynuował.

W piątek do mieszkania starszych pań udało się wejść bez większych problemów. Od razu po otwarciu drzwi cały korytarz wypełnił zapach (prawdopodobnie) popsutego jedzenia. Osoby, które tam weszły, po wyjściu oddychały głęboko z ulgą.

Okazało się też, że starsze panie nie miały prądu, pomimo że płaciły za niego rachunki. Wezwany został elektryk, który rozwiązał sprawę w kilka sekund. Wymienił spalony bezpiecznik.

Problem karaluchów rozwiązany?

Po wyjściu przedstawicieli spółdzielni udało nam się dowiedzieć, jakie zamierzają podjąć dalsze kroki w tej sprawie.

Po pierwsze: uprzątnąć balkon i założyć siatkę, żeby nie było więcej takich sytuacji z ptakami. Po drugie: przeprowadzić dezynsekcję w mieszkaniach, które będą tego wymagać. Wszystko na koszt administracji, ale pod warunkiem, że kobiety u siebie posprzątają.

Żeby upewnić się, że tak się stanie, policjanci poprosili lokatorki o podanie numeru telefonu do kogoś z rodziny. Udało im się porozmawiać z bratem młodszej kobiety, który zadeklarował, że pomoże w uporządkowaniu bałaganu.

- Siatką zajmiemy się jak najszybciej w tym tygodniu. Na dezynsekcję trzeba będzie chwilę poczekać - powiedziała nam pracownica spółdzielni Zodiak w Rzeszowie.

- Sprawdzimy również instalacje w mieszkaniu, żeby zobaczyć, w jakim są stanie. Warto pochwalić sąsiadów, którzy zauważyli problem i powiadomili nas o nim - powiedział Jacek Grochola, wiceprezes spółdzielni Zodiak.

Przedstawicielki Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Rzeszowie, które w piątek rozmawiały z kobietami, próbowały przekonać je do przyjęcia pomocy. MOPS zaoferował, że będzie do nich przysyłać opiekunkę. Panie były przeciwne temu pomysłowi, twierdząc, że radzą sobie same. Pracownicy opieki społecznej mają je jeszcze przekonywać do zmiany decyzji.


Zobacz też: Rewitalizacja parku przy Dąbrowskiego w Rzeszowie

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Chcesz sprzedać mieszkanie ? To musisz wiedzieć!

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Wróć na nowiny24.pl Nowiny 24