Kierowca spychacza, który zdemolował cmentarz w...

    Kierowca spychacza, który zdemolował cmentarz w Targowiskach, nie poniesie kary

    Ewa Gorczyca

    Nowiny

    Aktualizacja:

    Nowiny

    40-tonowy kolos w czerwcu ub. roku zniszczył kilkadziesiąt nagrobków i uszkodził ogrodzenie cmentarza w Targowiskach

    40-tonowy kolos w czerwcu ub. roku zniszczył kilkadziesiąt nagrobków i uszkodził ogrodzenie cmentarza w Targowiskach ©Tomasz Jefimow

    Krośnieńska prokuratura umorzy śledztwo w sprawie zniszczenia cmentarza w Tagowiskach. Operator maszyny, która zmiażdżyła kilkadziesiąt nagrobków, nie popełnił przestępstwa.
    40-tonowy kolos w czerwcu ub. roku zniszczył kilkadziesiąt nagrobków i uszkodził ogrodzenie cmentarza w Targowiskach

    40-tonowy kolos w czerwcu ub. roku zniszczył kilkadziesiąt nagrobków i uszkodził ogrodzenie cmentarza w Targowiskach ©Tomasz Jefimow

    - Przebieg zdarzenia od początku wskazywał na to, że mężczyzna nie zdawał sobie sprawy z tego, co robi, nie mógł kierować swoim postępowaniem. Było ono tak nieracjonalne, że trudno je było w inny sposób wytłumaczyć - mówi Beata Piotrowicz, szefowa Prokuratury Rejonowej w Krośnie.

    Maszyna, której operatorem był 50-letni mieszkaniec Sanoka, w czerwcu ub. roku niwelowała teren pod boisko, ok. 200 metrów od cmentarza. Roboty na zlecenie gminy prowadziła spółka należąca do jednej z podkarpackich firm budowlanych.

    W pewnym momencie operator spychacza zjechał z placu budowy i skierował się w stronę cmentarza. Gąsienicowy kolos przemierzył dzielące go od niego rów i łąkę, staranował ogrodzenie, wyłamał drzewa i przejechał ukosem przez cmentarz, zatrzymując się dopiero na poboczu jezdni, po drugiej stronie, tuż nad skarpą. Po drodze zmiażdżył ok. 60 nagrobków.
    Zachowanie operatora wydawało się niewiarygodne. Mężczyzna był trzeźwy. Na początku tłumaczył, że awaria uniemożliwiła mu panowanie nad sprzętem. Jednak biegły ds. motoryzacji ocenił, że maszyna była sprawna.

    Krośnieńska prokuratura przedstawiła operatorowi dwa zarzuty. Pierwszy dotyczył zatajenia choroby i leczenia (co pozwoliło na otrzymanie zaświadczenia o zdolności do kierowania ciężkim sprzętem). Drugi - zniszczenia mienia.

    Na zlecenie prokuratury mężczyzna został zbadany przez psychologa i psychiatrę. Biegli stwierdzili, że w chwili popełnienia czynu 50-latek był całkowicie niepoczytalny.

    Trwające kilka miesięcy śledztwo zostało zamknięte. Prokuratura zwróciła się do sądu z wnioskiem o orzeczenie wobec podejrzanego tzw. środka zabezpieczającego, w postaci leczenia ambulatoryjnego. Sąd jednak odrzucił ten wniosek. Zdaniem sądu obowiązujące przepisy nie dają podstaw do orzeczenia takiego obowiązku.

    - Zwróciliśmy sprawę do ponownego prowadzenia do prokuratury - informuje Artur Lipiński, rzecznik Sądu Okręgowego w Krośnie.

    Prokurator Beata Piotrowicz zapowiada, że gdy tylko akta wrócą z sądu, wyda decyzję o umorzeniu śledztwa.

    - Niepoczytalność podejrzanego jest poza sporem - argumentuje. - 50-latek nie może ponosić odpowiedzialności, bo w myśl prawa nie popełnił przestępstwa. Nie będzie też stosowany przymus leczenia.

    Jak tłumaczy szefowa prokuratury niepoczytalność może być powodem do orzeczenia obowiązku leczenia w zakładzie zamkniętym, gdy sprawca stanowi zagrożenie dla otoczenia.

    - Takiego wniosku nie kierowaliśmy, bo biegli w swojej opinii nie stwierdzili takiej konieczności leczenia - tłumaczy prokurator Piotrowicz.

    Czytaj treści premium w Nowinach24 Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze (6)

    Dodaj komentarz
    Wszystkie komentarze (6) forum.nowiny24.pl

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo