NOWINY24
    POLECAMY

    To się czyta i ogląda

    Rozwiń
    NOWINY24
    Zwiń

    To się czyta i ogląda

    • Miauuuuu... koty naszych Czytelnikówi
    • Antyki, zabawki i letnie opony. Na giełdzie samochodowej kupisz wszystko
    • Studniówka 2019 uczniów Zespołu Szkół Ponadgimnazjalnych Nr 4 im. Ignacego Łukasiewicza w Krośnie

    Koncert „W 80 minut dookoła świata". Największe hity...

    Koncert „W 80 minut dookoła świata". Największe hity światowej i europejskiej sceny rozrywkowej w wyjątkowym widowisku muzycznym

    Opr. Ul

    Nowiny

    Aktualizacja:

    Nowiny

    Koncert „W 80 minut dookoła świata". Największe hity światowej i europejskiej sceny rozrywkowej w wyjątkowym widowisku muzycznym
    1/5
    przejdź do galerii

    ©Materiały prasowe

    Największe hity światowej i europejskiej sceny rozrywkowej w wyjątkowym widowisku muzycznym. Na scenie wystąpili: CHRIS SCHITTULLI (ulubieniec paryżanek, francuski tenor, który wraz z pop-operową grupą DIVINO podróżuje po całym świecie, występując nie tylko na scenach operowych i teatralnych, ale i rozrywkowych. Polskiej publiczności jest dobrze znany ze współpracy z Jackiem Cyganem) i THOMAS GROTTO (temperamentny Włoch, który swoim głosem zadziwił Czesława Mozila i Kubę Wojewódzkiego w programie X Factor. Po muzycznej mapie świata poprowadził nas Paweł Sztompke, ulubieniec słuchaczy Programu 1. Polskiego Radia, gospodarz audycji Muzyczna Jedynka.
    Rozmowa z Evą, polską wokalistka, którą usłyszeliśmy podczas wyjątkowego koncertu „W 80 minut dookoła świata”. Jej utwór „Szafirowy blask” przez kilka miesięcy utrzymywał się na szczycie listy przebojów Polskiego Radia.


    „W 80 minut dookoła świata” – taki tytuł zobowiązuje! Jak pamiętamy z czasów szkolnych, Pan Fileas Fogg, po swej osiemdziesięciodniowej podróży, stawił się w klubie dokładnie o godzinie, w której mijało osiemdziesiąt dni! Z tego, co sobie przypominam, Wam udało się zrealizować zamierzony plan równie precyzyjnie?


    Niestety, gdyby w grę wchodził zakład, przegralibyśmy go. Albowiem nasz koncert trwał dokładnie 81 minut!


    Ale cały świat zdążyliście objechać?


    Ależ skąd! (śmiech…) Przecież ten koncert, to jest dopiero początek naszego cyklu! Musimy sobie zostawić coś na potem! Ale za to podróżowałam w obsadzie międzynarodowej: Chris Schittulli z Francji oraz Thomas Grotto z Włoch – iście doborowe, ogniste towarzystwo!

    Właśnie! Włoch i Francuz, ale po polsku twardo rozmawiali, zarówno z Tobą i prowadzącym (Paweł Sztompke – przyp. red.)! Czyżby jakaś ustawka? Dialogi nauczone na pamięć?


    Absolutnie! Wszystko leciało na żywo! (śmiech…) Nawet powiem Ci w zaufaniu, że ta „żywość” w kilku miejscach zaczęła się posuwać ciut za daleko! Istniejąca bariera językowa, sprawiała, że były momenty trudne do przewidzenia, a przy tym humorystyczne.

    Na przykład?


    Choćby moment, w którym, na moją propozycję zaśpiewania w duecie, Thomas według scenariusza miał zaproponować tercet, a tymczasem powiedział, że „woli trójkąciki” – czym oczywiście wywołał ogólną wesołość na sali.

    Na co Ty błyskawicznie zareagowałaś, wywołując jeszcze większa burzę śmiechu! Tak się zastanawiałam podczas tych Waszych sprzeczek – niekiedy wręcz z pogranicza kłótni: czy Wy to robicie naprawdę, czy wszystko macie tak perfekcyjnie ustawione?


    I tak, i nie. Co do zasady, scenariusz mieliśmy napisany przez Pawła (Sztompke – przyp. red.). Ale jak przyszło do realizacji – zwłaszcza w połączeniu z francuską elegancją i włoskim temperamentem (śmiech…) – to emocje tak potrafiły ponieść, że rozwijała się improwizacja…

    W takim razie jak to się stało, że te Wasze „skoki w bok” nie rozwaliły całej akcji?

    Bardzo prosto: każda kwestia – czy to dialog, czy zbiorowa scena – zawsze prowadzą do następnej piosenki. I tak trzeba kształtować rozmowę, żeby w końcu trafić na właściwy temat i w odpowiednim momencie zacząć śpiewać!

    A skąd ten pomysł – przyznam, że całkiem oryginalny! Akcja rozgrywająca się w niby – poczekalni. Czekaj, bo nie pamiętam – to był dworzec kolejowy?

    Lotnisko, moja droga! Nie zauważyłaś choćby pierwszych scen z multimediów wyświetlanych za naszymi plecami? Czy choćby pojawiającego się co jakiś czas baneru tytułowego z wielką sylwetką samolotu?

    Ach rzeczywiście! To teraz już będę pamiętała! Ale wracając – skąd pomysł?

    Z głowy, jak każdy inny (śmiech…). Zapytasz teraz pewnie, z czyjej?

    Faktycznie, wręcz z ust mi to wyjęłaś…

    Zasadniczo na sam pomysł wpadł Paweł. Gdy to usłyszał mój producent, Alek Rostek, od razu powiedział – „robimy”. I z właściwą sobie determinacją uruchomił całą maszynę organizacyjną: współwykonawcy, zespół, no i multimedia – to był swoisty majstersztyk, nie uważasz? Teraz każdy teatr, czy sala koncertowa ma ekran i projektor. Zamiast wynajmować ciężarówkę sprzętu i ekipę do montowania scenografii, wieziesz w kieszeni pen-drive’a z plikami prezentacji. Przyznasz chyba, że to ma w sobie pewne znamiona genialności?

    Rzeczywiście! Do tego pomysł modny i nowoczesny…


    Otóż to! Pozwolisz, że z tego miejsca podziękuję za przygotowanie materiałów mojemu przyjacielowi Tadziowi (Oratowskiemu – przyp. red), który nie dość, że w Krakowie zna chyba wszystkich, to wiernie jeździ ze mną na moje koncerty i skrupulatnie je rejestruje. Przyznam się, że czasami z większą tremą siadam przed telewizorem oglądać to, co mi dostarczył, niż staję na scenie przed publicznością…

    Niemożliwe! A ja myślałam, że wtedy, to sobie już spokojnie siedzisz i z zaciekawieniem patrzysz, jak było…


    Złośliwa chyba jesteś (śmiech…!) Tu właśnie chodzi o te kluczowe słowa – „jak było”…

    Wracając jeszcze do tematu reagowania na bieżąco, nie mogę się powstrzymać przed zadaniem pytania: nie jest tajemnicą, że w przeddzień naszej premiery rzeszowskiej, mieliście światową prapremierę tego programu w krakowskim Teatrze Variete. Jako, że plotki rozchodzą się w tempie błyskawicznym, doszły mnie słuchy o jakimś ścinającym krew w żyłach incydencie, z którego ponoć wyszłaś po mistrzowsku, w dodatku ogrywając powstałą sytuację w idealnej harmonii z akcją…?


    Rzeczywiście, działo się…! (śmiech…) Okazało się, że tuż przed koncertem ktoś wpadł na genialny pomysł, aby jedną z pak odsłuchowych dla zespołu przesunąć o jakieś siedemdziesiąt centymetrów do przodu. Jak z całym impetem na nią wpadłam, wywinęłam salto, i wyłożyłam się na scenie! I powiem Ci, że nawet nie pamiętam dokładnie, co sobie wtedy pomyślałam! Po prostu wstałam, otrzepałam ubranie i… zaczęłam głośno narzekać na panujący bałagan – i broń Boże nie na scenie! Tylko w poczekalni, bo, jak pewnie pamiętasz, cała akcja naszego „koncertospektaklu” toczy się w poczekalni, gdzie podróżni – Artyści spotykają się ze sobą i wzajemnie przechwalają, gdzie to oni nie byli, dokąd jadą, i te sprawy – wiesz, o co chodzi…?

    Tak, wiem. Ale pozwól, że dokończę jeszcze temat tego upadku – tak mnie on zafascynował

    To ty się fascynuj nie upadkiem, tylko lepiej powstawaniem z niego. (śmiech…)

    Ma się rozumieć! To był tylko taki skrót myślowy…

    No? To już lepiej brzmi…

    Mając do czynienia z takimi incydentami, niejako automatycznie rodzi się pytanie: skąd Wy to macie? Przecież każdy „normalny” człowiek, po takiej przewrotce, siadłby sobie na krawężniku i rozpłakał się na cały głos! A tu, nie dość, że akcja idzie dalej, to jeszcze tak perfekcyjnie ogrywasz incydent?

    No wiesz? Każdy artysta jest w gruncie rzeczy trochę nienormalny. (śmiech…) Ale do rzeczy: po prostu my tak mamy – musimy umieć momentalnie reagować na każdą sytuację. Weźmy przykład: kiedyś miałam z pozoru banalne zadanie aktorskie – zagrać przed młodzieżą szkolną taki sobie spektaklik, w roli nieszczęśliwie zakochanej i porzuconej dziewczyny. I wyobraź sobie sytuację: wchodzisz, rzewnym głosem opowiadasz, jaka to Ci się krzywda stała, że chłopak Cię porzucił… i nagle z pierwszego rzędu słyszysz uwagę: „a to sk…syn!”.

    O, żeż! Chyba umarłabym na miejscu!

    No widzisz? (śmiech…) A tu trzeba grać dalej! Iść do przodu – niech na sali się dzieje, co chce, Ty musisz po prostu wykonać do końca swoje zadanie!

    Niewątpliwie, Wy swoje wykonaliście doskonale – patrząc na reakcje publiczności, żywiołowe oklaski, owacje na stojąco, śpiewanie razem z Wami – no i oczywiście bisy!


    Tak! Ale bisy, to już był „overtime”! (śmiech…) Nie wliczały się w te osiemdziesiąt minut! To był bonus dla wyjątkowej publiczności z Rzeszowa!

    Ja myślę, że choćby było nawet sto sześćdziesiąt, to i tak publiczność wyszłaby jeszcze z poczuciem niedosytu?

    No cóż! Pozostaje mieć nadzieję, że się nie mylisz!

    Czytaj treści premium w Nowinach24 Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Polecamy

    Nabór do konkursu na Młodzieżową Nagrodę Karola Wielkiego

    Nabór do konkursu na Młodzieżową Nagrodę Karola Wielkiego

    Zrób sobie prezent na Walentynki! Weź udział w loterii Nowin i wygraj mieszkanie

    Zrób sobie prezent na Walentynki! Weź udział w loterii Nowin i wygraj mieszkanie

    Hakerzy kradną dane ze smartfonów, zabezpiecz je.

    Hakerzy kradną dane ze smartfonów, zabezpiecz je.

    Zobacz, gdzie dobrze zjeść w Rzeszowie

    Zobacz, gdzie dobrze zjeść w Rzeszowie