Nasza Loteria SR - pasek na kartach artykułów

O tym, jak to galicyjscy chłopi wywołali rebelię...

Arkadiusz Bednarczyk
Procesja chłopska z klasztoru pp. benedyktynek w Sandomierzu
Procesja chłopska z klasztoru pp. benedyktynek w Sandomierzu arch. Arkadiusza Bednarczyka
19 lutego 1846 roku chłopi w Galicji - podburzani przez Austriaków - zgotowali miejscowym „panom” okrutną rzeź. Krwawe imieniny w Siedliskach, brutalne zabójstwo dziedzica Gogołowa czy drastyczny napad na poetę Wincentego Pola. To tylko niektóre z rozgrywających się wówczas wydarzeń...

Cała akcja inspirowana była przez władze austriackie (za głównego inspiratora uważany był starosta tarnowski Joseph von Wallerstern), tak aby rękoma chłopów zniszczyć patriotyczne nastroje wśród szlachty i ostatecznie doprowadzić do sparaliżowania przygotowywanego trójzaborowego powstania narodowego. Chłopi rozpoczęli swoje polowanie na szlachciców w lutym 1846 roku. Szacuje się, że ich ofiarami padło 1200 osób. Odwagi dodawała im wódka; w wielu wsiach na chłopa nakładano tzw. kontyngent wódki i nie miało to znaczenia czy wódkę wypito czy też nie. Dochodziło do sytuacji, że dziedzice płacili za robociznę kwitami, które można było zrealizować tylko w karczmie należącej do pana. W innych wsiach były one po prostu bezwartościowe. Tak stopniowo dochodziło do uzależniania chłopów od alkoholu...

Chłopskie nadgodziny i przemoc seksualna

Przez dziesiątki lat wielu z dziedziców okazywało jeśli nie pogardliwy to lekceważący stosunek do chłopa. Zwracali się do nich bezosobowo, w najlepszym razie podając im tylko koniuszki swoich dłoni. Pochodząca z Muzeum Narodowego w Krakowie mało znana powszechnie miniatura pokazuje księżną Izabelę Lubomirską rozdającą jałmużnę swoim poddanym. Księżna jedzie na skromnym osiołku a wokół jej osoby tłoczą się jej poddani. Czy jest to obrazek propagandowy? Na pewno księżną stać było na organizowanie pomocy charytatywnej jeżeli pomyślimy o ogromnym majątku jaki posiadamy. Na biedną nie trafiło – moglibyśmy potocznie powiedzieć. Z drugiej jednak strony dokumenty źródłowe wskazują na ogromną chciwość z jaką księżna egzekwowała swoje uprawnienia...

Przeprowadzone badania wykazały, że spośród wsi należących do dóbr księżnej Lubomirskiej najbardziej obciążone były wsie łańcuckie... Odbieranie poddanym ziemi i tworzenie większej liczby obciążonych pańszczyzną gospodarstw, ściąganie kilkakrotnie austriackich huzarów dla wszczynanych przez chłopów buntów, zwiększanie wysokości czynszu rocznego wywołującego zamieszki poddanych. Niewywiązywanie się z pańszczyzny księżna karała egzekucją połączoną z usuwaniem z gospodarstw, a także kary cielesne. Księżna Marszałkowa należała do tych galicyjskich właścicieli ziemskich, którzy nie tylko stali na czele opozycji przeciwko reformom rządu galicyjskiego, ale jawnie naruszała przepisy patentów. W historii Galicji zapisało się głośne wystąpienie księżnej przeciwko zniesieniu tzw. letnich dni pomocnych (podczas których chłopi musieli dodatkowo pracować na potrzeby zamku). Księżna nie zastosowała się również do patentu zakazującego zmuszanie chłopów do nabywania wódki. Oni musieli nabywać ją od księżnej przydając jej przy tym większych zysków.

Na polskiej wsi dochodziło także do przemocy seksualnej. Dziedzic majątku wybierał sobie kmiece córki, aby wykorzystywać je seksualnie. Przecież pan miał prawo wzywać poddanych na służbę. Pod jej pozorem szczególnie piękne chłopki zabierano do dworów na służbę a w rzeczywistości celem oddawania panu „usług seksualnych”. Sędzia grodzki biecki, poeta, satyryk i moralista Wacław Potocki pisał o dzieciach zrodzonych z takich gwałtów, że to „kundle” i lepiej w porę topić te szczenięta”.

Szpicrut honorowy

Bracia Alfred i Artur Potoccy z Łańcuta czujący się uprzywilejowani herbem i majątkiem do niższych od siebie „podług swego mniemania przemawiali albo przez „ty” jak czynił to hrabia Alfred albo w trzeciej osobie jak czynił to hrabia Artur. „Jest to z ich strony śmieszny sposób lekceważenia innych – jak pisała jedna z paryskich gazet – i pokazania swojej urojonej wyższości. Przyzwyczajeni tak przemawiać to swoich podwładnych: chłopów, ekonomów i leśniczych używają takich zwrotów i do innych pokazując jaka jest między nimi różnica.

„I nie jest to z przypadku, ale naumyślnie, ponieważ z tymi, których podoba się im uważać za równych rozmawiają przez pan”. „Rad bym doświadczyć – pisał dziennikarz – co by ów hrabia Alfred odpowiedział przypadkowemu chłopu, gdyby mu „ty” na „ty” odpowiedział... Pan Alfred w tużurek ubrany zawsze chadzał, ze szpicrutem świecącym i wznosił go do góry wśród służby jakby chciał pokazać go całemu towarzystwu. Raz ponoć oburzył się na swojego lokaja i zdzielił go tym szpicrutem. „Ja cię uderzyłem jako przyjaciela, któremu nie chciałem odmówić udziału w zaszczycie jaki mię się dostał” - odparł na zdziwienie lokaja Potocki.

Pomogła żona hrabiego odpowiadając, iż „ten szpicrut zdobyty na wyścigach rączością konia i zgrabnością dżokeja jest... odznaką honorową czymś na kształt... „orderu”, a uderzenie nim czymś na kształt ...”odznaczenia.”I pomimo takich żartów arystokratów niejeden chłopina, czy sługa pchali się na salony Potockich. A wszystko to dla głupiej próżności by można było przed sąsiadem lub sąsiadką powiedzieć, że się było „na herbacie w salonie pańskim”...

Kto stał za kulisami?

Miara się przebrała i w dziewiętnastym stuleciu podburzani przez Austriaków chłopi rozpoczęli walkę o poprawę swojego losu. A przecież w planach działaczy niepodległościowych np. Leona Dembowskiego czy Jana Goslara mieli mieć udział w ogólnonarodowym powstaniu.

Szczególnie krwawo było w Pilźnie. Ofiarą rozjuszonego chłopstwa był hrabia Stadnicki, którego chłopi dotkliwie pobili i odstawili do Tarnowa nieprzytomnego. Hrabia przewoził broń dla spiskowców powstania które miało objąć Galicję (chłopi myśleli, iż broń będzie użyta przeciwko nim). Śmiertelną ofiarą był Stanisław Bogusz właściciel wsi Rzędzianowice Chłopi pobili także ks. Franciszka Godlewskiego, wikarego z Dobrkowa aby następnie porzucić go przed tamtejszą plebanią gdzie skatowany skonał. Na nic zdała się zorganizowana przez miejscowego proboszcza procesja mająca uspokoić rozjuszonych chłopów, wręcz przeciwnie: chłopi zaczęli rzucać się na przerażonych księży. Dopiero pewien bluff - okazanie chłopom sfałszowanego dekretu władz austriackich, aby rozeszli się do domów, uspokoiło sytuację.

W sumie z rąk rozjuszonych chłopów zginęło 13 osób. Na cmentarzu w Pilźnie znajduje się zbiorowa mogiła ofiar rabacji chłopskiej. W miejscowości Brzyska koło Jasła, znajdujemy wzniesiony w latach trzydziestych XIX wieku przez rodzinę Kotarskich, zniszczony arkadowy dworek. W czternastu pokojach rozbrzmiewały przed laty wesołe rozmowy, śpiew, a w sali bankietowej odbywały się rodzinne uroczystości. Właściciel dworu Karol Kotarski, zwany przez miejscowych chłopów „Ojcem” był bardzo szanowanym i lubianym człowiekiem. Organizował u siebie we dworze darmową edukację dla okolicznych dzieciaków, powierzając to zadanie swojemu organiście.

Niestety nie wszyscy docenili filantropijną działalność dziedzica: został zamordowany w jednej z karczm podczas owej nieszczęsnej rabacji galicyjskiej w 1846 roku z rąk rozjuszonych chłopów. Nie tylko wspomniany na początku starosta austriacki von Wallerstern był inspiratorem całej akcji. Pewien dzierżawca propinacyjny Izaak Luksenberg dzięki bliskim stosunkom z władzami austriackimi odegrał równie ważną rolę w całej akcji. Głuchoniemy pamiętnikarz z Nozdrzca Ksawery Prek w swoich Pamiętnikach wspominał, że „Żyd Luksenberg, który dzień i noc z Breinlem konferował, szachrował, ludzi swoich po wsiach rozsyłał, szpiegował, chłopów do zabójstwa i rabunków namawiał i pieniądze w nagrodę za najokropniejsze zbrodnie rozdawał i przyrzekał.” I pisał dalej: „I żydowscy karczmarze dla zysku podniecali chłopów, aby rabowali, zabijali, aby mogli od nich fanty najdroższe za parę grajcarów nabywać”. Luksenberg z fajką na długim cybuchu z tryumfującą miną patrzał na prowadzonych przez chłopów panach w kajdanach z okolicznych miejscowości.

Najbardziej znanym przewodnikiem rozjuszonych chłopów był Jakub Szela. Zorganizował on chłopską armię i mianował siebie jej „generałem”. Był człowiekiem gwałtownym: bił ponoć wszystkie swoje zony (zawarł cztery małżeństwa), a nawet zabił kochanka jednej z nich. Szela od dawna słynął ze swojej niegodziwości. Trzymał on pokątnego pisarza Winiarskiego, pisał supliki, buntował poddanych, wybierał od nich pieniądze przeznaczone dla austriackich zaborców, butnie także, od trzech lat nie odrabiał pańszczyzny.

Plotkowano iż wiele zbrodni popełnił w młodości: od choćby kijami zamordował pastucha jego żonę i parobka. Spalił ojcowską chałupę bo ten rzekomo go wydziedziczył, później trafił do niewoli, skąd po ucieczce wrócił do domu. Wkrótce, aby uniknąć służby wojskowej odciął sobie siekierą u lewej ręce palce mały i serdeczny, zaś środkowy trwale uszkodził. Szela naraził się szlacheckiej rodzinie Boguszów, właścicieli Siedlisk koło Brzostku, na których donosił władzom austriackim. Miał być nawet publicznie ośmieszony podczas nabożeństwa w miejscowym kościele kiedy to na oczach całych Siedlisk stał zakuty w kuny; także zamykano go na kilka tygodni w areszcie. Wkrótce miał krwawo odwdzięczyć się swojemu chlebodawcy: w przydrożnej karczmie, w której akurat odbywały się imieniny żony dziedzica – Apolonii pochwycił i zamordował Wiktoryna Bogusza oraz właściciela Gorzejowej, Antoniego Pieszczyńskiego, potem na czele bandy chłopów wymordowali ludzi we dworze w Siedliskach (m.in. seniora rodu Stanisława).

21 lutego 1846 roku Szela z chłopami napadł na Brzostek. Przerażeni mieszkańcy schronili się w miejscowym kościele parafialnym. Mieszczanom udało się w końcu odeprzeć rozjuszonych chłopów. Szela, kiedy przestał być potrzebny Austriakom został internowany w Tarnowie W lutym 1848 r. na mocy decyzji cesarza został przesiedlony na Bukowinę. Przyznano mu 30 morgowe gospodarstwo w miejscowości Sołka. Mieszkał tam pod dyskretnym nadzorem policji do śmierci czyli do 1862 r. Przez wiele lat krążyły pogłoski, że Szela został zabity przez grupę szlachciców, którzy poprzysięgli mu zemstę. Z pewnością był kilka razy bardzo mocno pobity zarówno przez znanych jak i tzw. „nieznanych sprawców” (z pewnością dziedziców, którym „zalazł za skórę”).

Ofiarą znany poeta

Rozżalenie i lekceważący stosunek chłopów do panów (którego osobiście doświadczył) opisywał w swoich Wspomnieniach z 1868 roku – hrabia Franciszek Wiesiołowski galicyjski działacz niepodległościowy w czasie zaborów (typowany na „wielkorządcę Galicji).

„Chłopi wymawiali mi, że chciałem ich wyrżnąć, przedrzeźniali się, że panowie kiedy zjadą się, bawią się tylko, kłaniając się sobie, kawę popijają i zjadają pieczyste, a chłop biednych pracować na nich musi i stać za drzwiami. „Nie wyszczerzaj zębów” - mówili do niego „ty wilku, bo ci ich zaraz wybiję”... I palną go pałką.

Tragicznie zakończył żywot dziedzic Gogołowa – Denker. Gogołów podzielony był na części należące do Franciszka Pierzchały i Fryderyka Denkera. Denker był bardzo gorliwym patriotą i szykował powstanie objeżdżając okoliczne miejscowości na początku 1846 roku. Doniesiono o jego działalności do starostwa. 21 lutego chłopi pod wodzą syna Szeli otoczyli dwór Denkera. Jego samego owinięto w snop słomy i wśród wyrafinowanych mąk przecinano piłą.

Podobno chłopi szyderczo krzyczeli: "Rżnijcie powoli, bo to dobre panisko było..."

Skutki rabacji galicyjskiej nie ominęły znanego poety Wincentego Pola. Kiedy zatrzymał się on we dworze u swojego przyjaciela Tytusa Trzecieskiego w Polance koło Krosna, zmierzając do Wiednia, był świadkiem brutalnego napadu chłopów na dwór. W niedzielę 22 lutego rozjuszeni chłopi z okolic Polanki oraz Odrzykonia wtargnęli do wewnątrz i wywlekli Trzecieskiego, Wincentego Pola oraz jego brata Józefa, lekarza praktykującego w okolicy. Mężczyzn zaczęto okładać cepami. Kiedy w obronie męża stanęła Kornelia Pol jeden z napastników uderzył ją kosą w głowę i wówczas straciła ona przytomność. Ta ponura scena odbywała się na oczach przerażonych dzieci Polów. Kiedy zaczęły tulić się do udręczonego ojca podpici chłopi darli je za włosy i targali po śniegu. Następnie chłopi zamierzali spalić żywcem przywiązanych do drzewa mężczyzn ze dworu. Sytuację uratowała żona brata Wincentego, Józefa, która padając na kolana zaczęła głośno modlić się po niemiecku. Chłopi mieli respekt do urzędowego języka i ostatecznie odstąpili od straszliwego zamiaru. Furmanką chciano odwieźć ich do starostwa w Jaśle, ale na szczęście napotkani po drodze – w Moderówce – austriaccy dragoni uwolnili mężczyzn.

W Izdebkach koło Sanoka niejaki Bukowski „staruszek pełen cnót żyjący dla swoich sług i poddanych” człek spokojny razem ze swoim Kotarskim napadnięty został, na ziemię rzucony, okaleczony kosą wrzucony na sanie wleczony był do Sanoka. Chłopi powsiadali na powóz pozapalali cygara i całą drogę śpiewali, że teraz oni są hrabiami i że ukarali arystokratów. W Sanoku Bukowski przez ponad dobę nie mógł doprosić się kubka wody aby obmyć rany. Zaś kobiety z rodziny Bukowskich zmuszane były przez chłopów do tańców i przyśpiewek „Polska nasza”, „Polska chłopska”.

Rabacja przysłużyła się Austriakom, gdyż rękami chłopów stłumili przygotowania szlachty do planowanego powstania w Galicji. Niestety, podtrzymała wzajemną wrogość pomiędzy szlachtą i chłopami. Ale była też i druga strona medalu: krwawe chłopskie powstanie przyczyniło się do tego, że dwory europejskie zwróciły uwagę na ciężki los chłopów i problem pańszczyzny, której zniesienie zaczęto sukcesywnie uskuteczniać...

od 7 lat
Wideo

Pismak przeciwko oszustom, uwaga na Instagram

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na nowiny24.pl Nowiny 24