Opiekun wyprawy sprowadzanej z Bukowego Berda stanie przed sądem

Ewa Gorczyca
Ewakuacja w śniegowej zamieci uczestników szkoły przetrwania z Bukowego Berda
Ewakuacja w śniegowej zamieci uczestników szkoły przetrwania z Bukowego Berda Wojciech Zatwarnicki
Od 3 miesięcy do 5 lat pozbawienia wolności grozi Adamowi S., opiekunowi grupy nastolatków, którą w lutym ratownicy GOPR sprowadzali ze szczytu Bukowego Berda.

Leska prokuratura skierowała do sądu akt oskarżenia, zarzucając 22-latkowi narażenie biwakujących w Bieszczadach licealistów z Dolnego Śląska na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. - Na nim ciążył obowiązek szczególnej pieczy nad uczestnikami wyprawy - mówi Maria Chrzanowska, szefowa Prokuratury Rejonowej w Lesku.

Mieli przetrwać w trudnych warunkach

Zimowy biwak wędrowny organizowała wrocławska Szkoła Przetrwania i Przygody działająca w ramach fundacji Hobbit. Ratownicy z goprówki w Ustrzykach Dolnych wiedzieli o wyprawie. Jak twierdzą - odradzali młodym ludziom biwakowanie w wysokich partiach Bieszczadów. Po kilku dniach wędrówki, 10 nastolatków późnym popołudniem rozbiło namioty w rejonie szczytu Bukowego Berda, na wysokości ponad 1100 m n.p.m. Opiekunów z nimi nie było (nocowali w Ustrzykach Górnych), bo młodzi ludzie - zgodnie z planem szkolenia - mieli radzić sobie sami. Dla 16-19 latków miał to być sprawdzian z umiejętności przetrwania w trudnych warunkach.

Rano okazało się, że nastolatkowie utknęli na trudnym górskim masywie i nie są w stanie iść dalej. Warunki pogodowe były skrajnie trudne, szalała zamieć, namioty zasypywał śnieg, widoczność była zerowa. Na pomoc ruszyło ok. 30 ratowników GOPR, straż graniczna, leśnicy. Ze względu na burzę śnieżną nie można było użyć śmigłowca, skutery śnieżne nie były w stanie pokonać tylko część trasy. Dopiero ok. południa goprowcy, przedzierając się przez zaspy, dotarli na miejsce biwaku. Po siedmiu godzinach cała grupa została bezpiecznie sprowadzona do Mucznego. Większość szła w własnych siłach. Tylko jeden 16-latek, najbardziej osłabiony, z podejrzeniem odmrożeń, został zwieziony na noszach. Trafił do szpitala w Ustrzykach Dolnych, ale jego hospitalizacja była krótka.

Rodzice bronią Adama S.

Prokuratura uważa, że odpowiedzialność za całą sytuację ponosi 22-latek, opiekunem surwiwalowców. - To on zezwolił grupie na wyjście na szlak i nocleg w górach, mimo, że warunki atmosferyczne nie sprzyjały takiej wyprawie - argumentuje prokurator Maria Chrzanowska.

Adam S. złożył w śledztwie wyjaśnienia, ale nie poczuwa się do winy. Opiekuna bronili też rodzice uczestników "szkoły przetrwania". Ich zdaniem dzieciom nie stała się krzywda i nie można nic zarzucić organizatorom. Wrocławska szkoła ma 20-letnie doświadczenie w organizowaniu obozów i górskich wypraw. Rodzice twierdzili, że eskapada była dobrze przygotowana. Młodzi ludzie mieli odpowiedni ubiór i sprzęt na tę porę roku, przeszli wcześniej wielomiesięczny kurs, a do domu ostatecznie wrócili w dobrej formie. Nie mają pretensji do opiekuna: z załamania pogody nie można było przewidzieć, a instruktorzy zareagowali prawidłowo: polecili biwakowiczom zostać na miejscu i powiadomili GOPR.

Prokuratura jest innego zdania. Jej zdaniem nie było potrzeby narażania uczestników "obozu przetrwania" na sprawdzian w tak ekstremalnych warunkach, egzamin można było przeprowadzić bezpiecznie w innym miejscu, gdzie zimowa aura nie była zagrożeniem. - Adam S, wiedząc, że młodzi ludzie rozbili obóz na Bukowym Berdzie, powinien zaalarmować GOPR, dużo wcześniej, od razu, gdy doszło do załamania pogody, a nie dopiero wtedy, gdy nie udała się próba dotarcia na miejsce przez opiekuna - mówi prokurator Chrzanowska.

Wideo

Komentarze 3

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

t
tutys

co to za "dziennikarstwo " pani ewo? skoro to był OBÓZ PRZETRWANIA to proszę tego w cudzysłów nie brać bo zakłamuje pani FAKTY, ale to już nie byłoby tak poczytne prawa pani "dziennikarko"?

P
Papa smerf
W dniu 03.07.2013 o 12:03, czytelnik napisał:

Gdyby doszło do tragedii (a dużo nie brakowało i nie doszło tylko dzięki poświęceniu wszystkich ratowników-nie mogli użyć śmigłowca a nawet skutery nie radziły sobie z zaspami ), tak samo by twierdzili ? Skoro opiekun nie dał rady do nich dotrzeć-nie było zagrożenia ? Jeżeli nie było to po co opiekun który sam nie dał rady wzywał ratowników ? Za bezmyślność a w tym przypadku także głupotę powinno się odpowiadać.A ci rodzice którzy twierdza że nie było zagrożenia powinni ponieść koszty tej akcji razem z nieodpowiedzialnym opiekunem ! Ciekawe czy ktoś z tych rodziców podziękował ratownikom za to poświęcenie-uratowanie zdrowia,a może życia swoich synów ?

Zaraz się zacznie wymądrzanie specjalistów, jak powyżej. Przeczytaj poprzednie wpisy - tam wszystko przewałkowano do bólu. Teraz wakacje, więc wypoczywaj. Podniecasz sie bez potrzeby :P

c
czytelnik

Gdyby doszło do tragedii (a dużo nie brakowało i nie doszło tylko dzięki poświęceniu wszystkich ratowników-nie mogli użyć śmigłowca a nawet skutery nie radziły sobie z zaspami ), tak samo by twierdzili ? Skoro opiekun nie dał rady do nich dotrzeć-nie było zagrożenia ? Jeżeli nie było to po co opiekun który sam nie dał rady wzywał ratowników ? Za bezmyślność a w tym przypadku także głupotę powinno się odpowiadać.A ci rodzice którzy twierdza że nie było zagrożenia powinni ponieść koszty tej akcji razem z nieodpowiedzialnym opiekunem ! Ciekawe czy ktoś z tych rodziców podziękował ratownikom za to poświęcenie-uratowanie zdrowia,a może życia swoich synów ?

Dodaj ogłoszenie