Policjanci od przyrody

Norbert Ziętal
Praca przyrodniczego policjanta to przede wszystkim patrole w terenie. Nz. na pierwszym planie Maciej Sebastianka, z tyłu Michał Ferenc.
Praca przyrodniczego policjanta to przede wszystkim patrole w terenie. Nz. na pierwszym planie Maciej Sebastianka, z tyłu Michał Ferenc. NORBERT ZIĘTAL
Do tego zawodu nie mogą trafiać ludzie przypadkowi. Trzeba lubić naturalne środowisko i trudną pracę w terenie, także podczas mrozów i ulewnych deszczy.

- Męczy mnie robota w biurze. Gdybym mógł, to bym w ogóle tam nie przychodził. Jednak są pewne sprawy biurokratyczne, które jakoś trzeba załatwić. Choćby napisać notatkę z patrolu - mówi Maciej Sebastianka, strażnik z Zespołu Parków Krajobrazowych w Przemyślu.

Z wykształcenia leśnik. Do ZPK najpierw trafił na staż, potem na krótko do Straży Leśnej, a później znowu do Zespołu. Tym razem już na stałe. Nie żałuje decyzji. Jako jedyny w tej przemyskiej instytucji, ma uprawnienia strażnika. Może kontrolować wszelką przyrodę na terenie parków krajobrazowych.

Donos od sąsiada

Co robi przyrodniczy policjant? Dba, aby ludzie nie niszczyli przyrody, nie wyrzucali śmieci do lasu, nie kradli żwiru, nie kłusowali.

- Siedzenie za biurkiem nic by nie dało. Najważniejsze są patrole w terenie. Niezależnie od pory roku. No i oczywiście stała współpraca z różnymi ludźmi - opowiada pan Maciej.

Jak w każdej policji, także w przyrodniczej branży, podstawą są informatorzy. Zazwyczaj anonimowi. Często sąsiad dzwoni z donosem na sąsiada. Obaj od lat zgodnie żyją, ale ten donoszący nie może znieść, że tamten wysypuje w lesie odpadki eternitowe i stare opony.

Bywa niebezpiecznie

Strażnicy przyrody z Przemyśla mają pod opieką rozległy teren. Park Krajobrazowy Pogórza Przemyskiego, pod względem obszaru należy do największych w Polsce. Do tego dochodzą parki Południoworoztoczański, Puszczy Solskiej i Gór Słonnych.

- Patrole powinny się odbywać codziennie. Jednak są ograniczenia. Choćby to, że tylko ja mam uprawnienia strażnika, a na patrol musi jechać co najmniej dwie osoby. Względy bezpieczeństwa. Dlatego muszę brać kogoś, kto akurat nie ma pilnych obowiązków - mówi pan Maciej.

Patrole są w różne dni tygodnia, także w święta. Osoby wyrzucające śmieci do lasu lub kopiące żwir z rzeki, musza być przygotowane, że niespodziewanie pojawi się pomarańczowy samochód policji przyrodniczej.

- Zazwyczaj jest tak, że jak jednego dnia nadrobimy swoją robotę, to następnego jedziemy na wspólny patrol - mówi Michał Ferenc, pracownik przemyskiego ZPK. Z wykształcenia geograf.

Trochę jak szeryf

Czy patrolowanie przyrody może być niebezpieczne? Tak. Choćby ze strony kłusowników czy złodziei żwiru.

- Kiedyś pod Kalwarią Pacławską przyłapaliśmy mężczyzn na nielegalnej eksploatacji kruszywa. Byli wściekli. Sytuacja stawała się groźna. Dopiero policja ostudziła zapędy amatora bezpłatnego żwiru - opowiada strażnik.

Żwir z rzek można wybierać tylko po zdobyciu odpowiedniego pozwolenia.

Nielegalnych wysypisk śmieci w lasach jest coraz więcej.

- Najgorsze jest, gdy ktoś wyrzuca niebezpieczne odpadki. Azbest, eternit, opony czy zużyte oleje. Takie przypadki szczególnie ścigamy - mówi strażnik.

Co oprócz obcowania z naturą ma ze swojej pracy przyrodniczy policjant? Pobory niezbyt rewelacyjne. Za to nietypowe mundury. Gdy jest zimno można chodzić w zielonym polarze lub eleganckiej kamizelce.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie