Polski lekarz w Anglii

Antoni Adamski
- W Anglii, aby dostać stałą pracę w kliniece uniwersyteckiej, trzeba wygrać konkurs, zazwyczaj z kilkoma kandydatami z całego świata - mówi dr hab. Andrzej Pluta.
- W Anglii, aby dostać stałą pracę w kliniece uniwersyteckiej, trzeba wygrać konkurs, zazwyczaj z kilkoma kandydatami z całego świata - mówi dr hab. Andrzej Pluta. KRYSTYNA BARANOWSKA
Udostępnij:
Ile zarabia lekarz w Londynie? Jaka jest angielska służba zdrowia? Oto opowieść dr hab. Andrzeja Pluty, byłego ordynatora rzeszowskiego Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego, który obecnie pracuje w szpitalu klinicznym Basildon - Thurrock University.

Jak trafił z Rzeszowa do Anglii?

- Pod koniec roku 2004, dwa miesiące po rozstaniu się z rzeszowskim szpitalem, żona pokazała mi ogłoszenie w polskim piśmie medycznym - opowiada Pluta. - Angielski uniwersytet poszukiwał hematologa - specjalisty chorób krwi.

Zadzwonił pod wskazany numer. Po półgodzinnej rozmowie zaproponowano mu zatrudnienie w klinice uniwersyteckiej na trzymiesięczny okres próbny.

- W Anglii, aby na takim stanowisku dostać stałą pracę, trzeba wygrać konkurs, zazwyczaj z kilkoma kandydatami z całego świata. Taki konkurs wygrałem - mówi.

Lekarz na skinienie ręki

Szpital w Basildon w Londynie należy do sektora państwowej służby zdrowia. Ma 700 łóżek i 35 oddziałów niemal wszystkich specjalności. To, co zwraca uwagę przybysza, to przyjazne nastawienie do drugiego człowieka, czystość, profesjonalizm personelu.

W szpitalu nie ma ordynatorów (funkcje administracyjne pełnią kierownicy oddziałów). Zamiast nich są konsultanci z każdej dziedziny medycyny. Pacjent wybiera jednego z konsultantów. Ma z nim stały kontakt, taki jak ze swoim lekarzem domowym. Gdy konsultant jest zajęty, sekretarka przekazuje mu numer telefonu pacjenta. Jego obowiązkiem jest oddzwonić.

Konsultant dostępny jest także dla lekarzy rodzinnych i konsultantów z innych specjalności.

Nie jest przyjęte składanie lekarzom żadnych "wyrazów wdzięczności" za opiekę.

Dr hab. med. Andrzej Pluta, ur. 1950 w Sosnowcu, studiował w Akademii Medycznej w Lublinie, gdzie pracował do roku 1990. Sześć lat pracował w Klinice Chorób Wewnętrznych Uniwersytetu w Umtacie (RPA), w latach 1997-2004 ordynator oddziałów Wewnętrznego i Hematologii Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego w Rzeszowie, wykładowca Wydziału Medycznego Uniwersytetu Rzeszowskiego. Od 10 stycznia 2005 konsultant ds. hematologii w szpitalu klinicznym Uniwersytetu w Basildon - Thurrock, Anglia. Autor ponad 80 publikacji naukowych.

Dla biednych i bogatych

Z państwowego systemu służby zdrowia w Anglii korzysta 95 procent społeczeństwa, które płaci składkę na ubezpieczenie w wysokości 3 proc. pensji brutto. Z prywatnej służby zdrowia korzystają nieliczni - pozostałe 5 proc.

Jej usługi są bardzo drogie np. wizyta u lekarza domowego kosztuje 50 funtów (prawie 300 zł), konsultacja u specjalisty - 150 funtów (ponad 800 zł). Leczenie ostrej białaczki, związane z 2-3 miesięcznym pobytem w prywatnej klinice kosztuje 35 tys. funtów (prawie 200 tys. zł)

Kogo stać na prywatną klinikę? Stąd w bogatym społeczeństwie angielskim tak powszechna jest państwowa służba zdrowia. Obejmuje ona zarówno bogatych, średniozamożnych i biednych, a nawet osoby nieubezpieczone.

Gdy człowiek zasłabnie na ulicy, zawsze musi znaleźć się dla niego miejsce w szpitalu. Dopiero z chwilą wypisania do domu wszczynane jest postępowanie egzekucyjne. Ma ono odpowiedzieć na pytanie: czy pacjent może zapłacić?

Jeśli taka osoba nie ma żadnych dochodów, nie płaci za pobyt w szpitalu, a postępowanie jest z reguły umarzane. Gdy w wieloosobowej rodzinie pracuje tylko ojciec, prawo do opieki lekarskiej mają również: niepracująca matka oraz dzieci.

Ile zapłacę za leki?

W Polsce dużym problemem - szczególnie dla emerytów - jest: ile zapłacę za przepisane na recepcie leki. W Anglii odpowiedź jest prosta: ubezpieczony płaci za każdą pozycję z recepty zryczałtowaną kwotę 6,65 funta. Bez względu na to czy cena lekarstwa wynosi 2 funty czy 2 tysiące funtów oraz bez względu na czas podawania leku.

- Gdy pacjent prosi o przepisanie aspiryny, uświadamiam mu, że zamiast płacić w aptece 6,65 funta w hipermarkecie kupi opakowanie tego leku za 1 funta! - mówi Pluta. - Za hospitalizacje oraz badania diagnostyczne ubezpieczony nie płaci.

Państwowa konkurencja dla prywatnych przychodni

W Rzeszowie możemy zobaczyć szyldy licznych przychodni i gabinetów prywatnych, zaś obok wisi tabliczka: "Umowa z NFZ". Tymczasem w Anglii National Health System (odpowiednik NFZ) nie wykupuje usług w prywatnej służbie zdrowia, lecz prawie wyłącznie w państwowych placówkach.

Po co miałby wspierać konkurencję? Państwowe przychodnie i szpitale robią wszystko, by stać się konkurencyjnymi dla prywatnych. Tak jest także we Francji i Niemczech.

Angielski etos pracy

Lekarz pracuje w godzinach od 9 do 17 z krótką przerwą na obiad. Jeżeli sytuacja tego wymaga, lekarz zostaje 2-3 godziny dłużej i nie odbiera sobie tych godzin następnego dnia. Wynagrodzenie lekarzy uzależnione jest wyłącznie od wykształcenia oraz stażu pracy. Lekarze różnych specjalności zarabiają tyle samo. Nie ma premii uznaniowych. Jak oni to robią?

Praca w angielskim szpitalu to system naczyń połączonych, który wymusza dyscyplinę.

- Jeżeli przyjmuję 20 pacjentów dziennie, muszę przygotować 20 listów do ich lekarzy rodzinnych - tłumaczy Pluta. - Jeżeli tego nie zrobię, moja sekretarka będzie siedziała bezczynnie. Oceniam po kilka preparatów szpiku kostnego dziennie. Jeżeli w ciągu tygodnia nie wpiszę do komputera ich oceny, system zostanie zablokowany. Jego odblokowanie wymaga wytłumaczenia przełożonym skąd wzięło się opóźnienie.

Podstawowym celem brytyjskiej służby zdrowia jest zapewnienie wysokiej jakości powszechnie dostępnych usług. Zapewnia ja najlepszy na świecie system kształcenia brytyjskich lekarzy.

- W 2006 roku byłem aż osiemnaście dni na różnego typu zjazdach i konferencjach naukowych - wylicza Pluta.

Komputer zamiast kartoteki

Pracę ułatwia centralny system komputerowy, w którym zebrane są dane (nawet z ostatnich pięciu lat) ze wszystkich przychodni, gabinetów i szpitali. W ciągu kilku sekund lekarz może odnaleźć wyniki badań np. krwi chorego z ostatnich pięciu lat. Dostęp do systemu maja również wszyscy lekarze rodzinni.

W Polsce taka komputeryzacja służby zdrowia należy do rzadkości. Zapisane w systemie informacje obejmują zazwyczaj tylko personalia pacjenta oraz dane niezbędne do rozliczeń finansowych z NFZ. Reszta mieści się w papierowych teczkach.

Nasza narodowa klęska

W Basildon pracuje jeszcze jeden polski lekarz - dermatolog, polska pielęgniarka oraz dwadzieścia osób personelu pomocniczego: salowe i sprzątający.

- To młodzi Polacy w wieku 18-35 lat - opowiada Pluta. - Przygnębia mnie fakt, iż połowa z nich ma wykształcenie wyższe. Wśród nich są: psycholog, biolog, biotechnolog. Przyjechali tu po wejściu Polski do Unii. Z czasem, po opanowaniu języka, niektórzy z nich znajdują pracę zgodną z kwalifikacjami. Inni nie mogą odnaleźć się w nowych realiach. Marnotrawienie takiego potencjału intelektualnego uważam za naszą klęskę narodową.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Komentarze 5

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

T
Tak właśnie
Pierwsze zdanie w tytule to ile zarabia lekarz i potem ani słowa na ten temat! Żenada, a nie dziennikarstwo!
M
Magda

Dziewczyny,

Mają tam ortodontę, a jak wygląda sytuacja z pediatrą w tym polmedics i gdzie dokładnie mają przychodnie?

Pozdrawiam

M
Magda
W dniu 28.06.2016 o 11:19, Karola napisał:

Dzięki za polecenie, faktycznie mają dobrego ortodontę, ja dostałam się do dr Doroty Piechowicz i jestem bardzo zadowolona, nie czekałam długo, i nie będzie to kosztowało majątek.Pozdrawiam,

 

K
Karola
W dniu 19.04.2016 o 13:24, Maria napisał:

Tak mają tam taką usługę.Zobacz sobie na stronie polmedicsPozdrawiam,Maria

 

Tak mają tam taką usługę.Zobacz sobie na stronie polmedics

Pozdrawiam,

Maria

Dzięki za polecenie, faktycznie mają dobrego ortodontę, ja dostałam się do dr Doroty Piechowicz i jestem bardzo zadowolona, nie czekałam długo, i nie będzie to kosztowało majątek.

Pozdrawiam,

 

W
Weronika

Znam ten polmedics.

Mają w UK kilka oddziałów ja trafiłam do dobrego stomatologa dr.Iza Kozarska

Fajny lekarz i solidnie robi zęby.

 

Więcej informacji na stronie głównej Nowiny 24
Dodaj ogłoszenie