Potraktowali gazem moje dzieci

Ewa Gorczyca
Małgorzata Barańska: - Najbardziej mi przykro, że ochroniarze nawet nie próbowali nas przeprosić
Małgorzata Barańska: - Najbardziej mi przykro, że ochroniarze nawet nie próbowali nas przeprosić Tomasz Jefimow
Udostępnij:
Zamiast dobrej zabawy - karetka pogotowia, nieprzespana noc i strach o dzieci. Taki był finał "Dni Iwonicza" dla Małgorzaty Barańskiej i dwójki jej dzieci.

Gaz użyty podczas interwencji ochrony, trafił prosto w buzie chłopca i dziewczynki.
W niedzielne popołudnie pani Małgorzata, mieszkanka Zdroju, wraz z rodziną wybrała się na deptak, gdzie świętowano dni kurortu. Zabrała dzieci, 9-letniego Mateusza i o dwa lata starszą Dominikę.

- Słuchaliśmy występu K.A.S.Y stojąc niedaleko sceny, za muszlą koncertową - opowiada Małgorzata Barańska.

- W pewnej chwili zobaczyłam pięciu ochroniarzy, prowadzących chłopaka. Przechodzili obok miejsca, gdzie stałam z dziećmi, i w tej samej chwili jeden z ochroniarzy skierował trzymany w dłoni pojemnik z gazem na nas. Nie wiem, może ktoś go potrącił… Moje dzieci dostały strumieniem gazu prosto w twarze.

Mamo, piecze mnie!

Rozległ się krzyk.

- Mateusz wołał: mamo, buzia mnie strasznie piecze! Oboje chorują na astmę. Dominika nie mogła złapać tchu. Płakała: moje oczy!. Miałam leki, od razu podałam jej podwójną dawkę, zadzwoniłam po pogotowie - opowiada Małgorzata Barańska.

Na deptaku zrobiło się zamieszanie. Zdenerwowana kobieta wezwała policję.

- To nie do pomyślenia, że ochroniarze używali gazu w miejscu, gdzie było to niebezpieczne dla innych. To nie była zadyma na meczu, ale impreza, gdzie przyszły rodziny z dziećmi, kuracjusze - mówi.

- Pięciu silnych, wyszkolonych mężczyzn chyba mogło sobie inaczej poradzić z jednym młodzieńcem? Z tego, co później słyszałam od ludzi, chłopak naraził się im, bo nie posłuchał, gdy zabronili mu robić zdjęć zespołu występującego na scenie.

"Zagazował" nieumyślnie?

Nad incydentem ubolewa burmistrz Paweł Pernal.

- Ochrona była tam przecież po to, żeby ludzie mogli się bezpiecznie i spokojnie bawić. Rozumiem zdenerwowanie rodziców. Zaprosiłem ich do siebie, żeby na spokojnie wszystko wyjaśnić.

Sprawę bada też policja.

- Ze wstępnego rozeznania wynika, że wina ochroniarza była nieumyślna. Będziemy jednak wyjaśniać czy sposób interwencji ochrony był w tym przypadku zasadny - mówi nadkom. Ryszard Dubiel, zast. komendanta komisariatu policji w Rymanowie.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie