W blokach na Rymanowskiej w Rzeszowie zarysowały się ściany, kołyszą się meble. Lokatorzy żyją w ciągłym strachu

Arkadiusz IskierkaZaktualizowano 
Mieszkańcy bloków przy ul. Rymanowskiej w Rzeszowie żyją w ciągłym strachu. Zaczyna się około 8 rano. Widać, jak w szklance drga woda, kołyszą się meble i kwiatki. Drgania trwają zwykle około pół godziny. I tak z przerwami przez cały dzień i całą noc.

- Na początku myślałem, że mi się wydaje. Jednak rozmowa z sąsiadami utwierdziła mnie w przekonaniu, że problem istnieje nie tylko u mnie. We wszystkich trzech blokach: 13, 11 i 9 na ostatnich kondygnacjach odczuwamy takie drgania - mówi Mirosław Ciepiela, mieszkaniec bloku przy ul. Rymanowskiej w Rzeszowie.

Budynki stoją w niedalekim sąsiedztwie wielu firm i zakładów produkcyjnych.

- W tej chwili nie pracuję. Jestem w domu cały dzień, więc obserwuję, co się dzieje. Uciążliwe jest to, jak się siedzi na łóżku, które całe się kołysze i na którym trzeba spać. Nieraz mam problem z zaśnięciem, bo człowiek nie jest przyzwyczajony do tego, że kołysze się we własnym łóżku - dodaje jedna z mieszkanek.

- To, że jest to uciążliwe, to jedno. Zastanawiamy się jednak, jaki to może mieć wpływ na cały budynek, na instalacje gazowe, które są w bloku. Nie wiemy, czy możemy czuć się bezpiecznie we własnym domu - kontynuuje Mirosław Ciepiela.

Problem jest o tyle poważny, że w mieszkaniach na najwyższych kondygnacjach pojawiają się już pęknięcia.

- U mnie w mieszkaniu widać pęknięcia na kominie w poddaszu - mówi Agnieszka Leśniak z bloku stojącego najbliżej zakładów. - W nocy z 26 na 27 lutego tak mocno drgało, że z mężem nie zmrużyliśmy oka. On ma odpowiedzialną pracę i musi się wysypiać. Zadzwonił dzisiaj do mnie i powiedział, że nie jest w stanie pracować i wrócił wcześniej do domu - kontynuuje pani Agnieszka.

WIDEO: Drgania w blokach na ul. Rymanowskiej w Rzeszowie

Spółdzielnia Projektant interweniuje po dwóch tygodniach

Zaniepokojeni lokatorzy zwrócili się o pomoc do właściciela budynków, czyli Spółdzielni Mieszkaniowej Projektant w Rzeszowie. Ta, po dwóch tygodniach, wystosowała na razie tylko pismo do jednej z firm znajdujących się na terenie dawnego WSK.

- W tym momencie oczekujemy na odpowiedź zakładu, do którego wysłaliśmy pismo. Po jej uzyskaniu podejmiemy odpowiednie kroki. Sprawdzamy, czy są jakieś uszkodzenia w części wspólnej, czyli na klatkach schodowych. W żaden inny sposób nie chcemy działać, dopóki nie dostaniemy odpowiedzi na nasze pismo - poinformował nas administrator osiedla Rymanowska.

Mieszkańcy na reakcje spółdzielni czekali dwa tygodnie i teraz boją się, że zostaną z problemem sami.

- Tak samo mieszkańcy, jak i spółdzielnia mieszkaniowa powinni napisać pismo do Powiatowej Inspekcji Nadzoru Budowlanego dla Miasta Rzeszowa, w którym zgłoszą zaistniałą sytuację. Wtedy oni będą musieli zająć się sprawą. Jednak nie przeprowadzą ekspertyz ani badań siły drgań, ponieważ się tym nie zajmują - podpowiada Maciej Chłodnicki, rzecznik prezydenta Rzeszowa.

Właścicielem bloków przy ul. Rymanowskiej jest Spółdzielnia Mieszkaniowa Projektant. Krzysztof Kapica

Firma sprawdzi urządzenia

Mieszkańcy bloków przy ul. Rymanowskiej mają swoje podejrzenia co do tego, skąd mogą pochodzić drgania. Po sąsiedzku jest wiele firm współpracujących z Zakładem Metalurgicznym WSK. Nie używa on sprzętu, który mógłby być powodem powstawania takich drgań. Ale np. firma Forgex Polska ma kuźnię, w której pracuje młot.

- Skoro mieszkańcy zgłaszają, że problem istnieje od początku lutego, chcielibyśmy ustalić, w jakich konkretnych godzinach odczuwają drgania. Wtedy będziemy mogli zauważyć, jakie maszyny działały w tym czasie i zbadać, czy są one powodem drgań - mówi Janusz Lutecki w imieniu zarządu ZM WSK Rzeszów, do którego należy również Forgex Polska.

Dzień po rozmowie z nami zlecono natychmiastową wewnętrzną kontrolę stanu technicznego i instalacji wszystkich wydziałów produkcyjnych pod nadzorem służb BHP i ochrony środowiska, również w firmie Forgex Polska.

- Osoby odpowiedzialne za przeprowadzenie kontroli sprawdzają maszyna po maszynie, czy nie doszło do żadnej awarii. Nie lekceważymy problemu i robimy wszystko na ten moment, by uzyskać odpowiedź na pytanie mieszkańców - kontynuuje Janusz Lutecki.

- Wpływ drgań na budynek może być bardzo różny. Nie znając intensywności i długotrwałości drgań, nie wiedząc nic o instalacjach, użytych materiałach, przyjętych rozwiązaniach w wykonaniu nie można odpowiedzieć na pytanie, czy drgania zagrażają budynkowi. Wibracje są traktowane jako rodzaj zanieczyszczenia środowiska, dlatego proponuję, by mieszkańcy w pierwszej kolejności szukali pomocy w Wojewódzkiej Stacji Sanitarno-Epidemiologiczna w Rzeszowie - mówi Grzegorz Piątkowski, z katedry mechaniki konstrukcji Politechniki Rzeszowskiej.

Firma Forgex Polska chce współpracować z mieszkańcami w celu ustalenia przyczyn i zapowiada, że w poniedziałek będzie wiadomo, czy młot, o którym mówią mieszkańcy, może być powodem drgań.

- W sobotę i niedzielę, kiedy młot jest wyłączony z pracy, sprawdzimy, czy jest w pełni sprawny. Sądzę, że takie badanie maszyny może potrwać nawet 48 godzin - mówi Janusz Lutecki.

Wideo

Materiał oryginalny: W blokach na Rymanowskiej w Rzeszowie zarysowały się ściany, kołyszą się meble. Lokatorzy żyją w ciągłym strachu - Nowiny

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 79

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.
m
miś uszatek

Bloki rozebrać i wystawić w innym miejscu a kosztami obciążyć dewelopera oraz wszystkim wspólnie wydających zgodę na zagospodarowanie rozliczyć co do jednego grosza

zgłoś
t
tedi

Czy dlatego pani dyrektor PINB dla miasta Rzeszowa jest na planowanym zwolnieniu lekarskim.Bo od lat jet więcej nieprawidłowości przy odbiorze obiektów budowalanych w Rzeszowie.Jest wielce prawdopodobnie planowana szczegółowa kontrola odebranych już obiektów budowlanych przez PINB.Sa tacy który mówią że może zainteresuje się  tym co się od lat dzieje z fikcyjnymi odbiorami  w Rzeszowie nie tylko NIK ale prokuratura ale nie ta podkarpacka,która jest mało wiarygodna co potwierdziły ostatnie wyroki jakie zapady w stosunku do szefów byłej prokuratury apelacyjnej.

zgłoś
S
Stefan

Marcin sam mieszkam na tym osiedlu.O mokradla popytaj tych ludzi co mieli tu ogrodki dzialkowe gdy nie bylo jeszcze blokow.Niestety na google maps tego nie zobaczysz.

W dniu 01.03.2019 o 13:50, Marcin napisał:

Chyba stefan nigdy nie byłeś na tym osiedlu jak piszesz takie pierdoły, osiedle jest na górce i nie jest posadowione na mokradłach, nie pisz bzdur.

zgłoś
D
Drabiniarz

Na przykład przy ul. Uroczej w Rzeszowie powstaj bloki czy wieżowce gdzie jest zabudowa niska. Na dodatek pod ziemią jest wysoki poziom wód gruntowych. Wystarczy zobaczyć że nie mogą poradzić z jej odpompowaniem. Później nie ma co się dziwić że ściany pękają...

zgłoś
D
Drabiniarz

Na przykład przy ul. Uroczej w Rzeszowie powstaj bloki czy wieżowce gdzie jest zabudowa niska. Na dodatek pod ziemią jest wysoki poziom wód gruntowych. Wystarczy zobaczyć że nie mogą poradzić z jej odpompowaniem. Później nie ma co się dziwić że ściany pękają...

zgłoś
J
Jorgen

To co Pniok Rzeszowski ty masz wspomnienia z dzieciństwa i chciałbyś po prostu być młodszy, ale co to znaczy że wszyscy

mają chcieć i mieć Rzeszów ze szczurami i starymi ulicami,

To może niech będą tylko dwa mosty, a ludzie niech się przerzucą

na jazdę dorożkami i będzie pięknie jak dawniej.

 

zgłoś
P
Piotr
W dniu 04.03.2019 o 09:31, pniok rzeszowski napisał:

Rzeszow moj widze ogromny, ale kocham tylko ten stary.Pochodze z Krolowki, ale kocham miasto mojego dziecinstwa, z pozydowskimi kamienicami z ich drewnianymi wiecznie skrzypiacymi schodami. Z balkonami od podworza i wychodkami na zewnatrz w oficynach. Z komorkami na wegiel i smietnikiem murowanym pelnym popiolu z metalowa klapa gdzie wylegaly sie szczury. Z podworkami gdzie nawet jednego zdzbla trawy nie znalazl i obejszczanymi poprzez psy naroznikami bram. Kocham te place gdzie gralo sie w kiczki, nozyk, zoske, a potem rznelo w gumiana gale. Ukochany Wislok z ostatnimi krypami piaskarzy jacy jeszcze byli przy zjezdie w zatoczce na koncu Szpitalnej obok skladow drewna. Wislok, gdzie obok kanalu z rzezni za starym cmentarzem lapalo sie ukleje jakich stada srebrzyly sie w jego wodzie i tych rybakow polujacych na wielka rybe. Kapielisko z dolem niezglebionym opodal mostu kolejowego. Olszynki z kajakami i chybotliwym molo na wodzie, kortami tenisowymi z tluczonej cegly gdzie krolowal Skobla i Liske gdzie juz jako starsi chodzilismy sie kapac i podgladac w krzakach przebierajace sie dziewczyny. Kocham moj Malpi Gaj za teatrem z lodowiskiem w zimie i kortami tenisowymi w lecie, z drewniana kregielnia, wieza spadochronowa i stawem gdzie jako dzieciak lapalem karasie. Te podrywania dziewczat na Panskiej i zabawy na Poczcie. Kina Rzeszowskie Zorza, Apollo, Swit, Przodownik, Mewa i WDK. Piekarzy takich jak Krzesik czy Jamrozik u ktorych godzinami czekalo sie na swiezutki i pachnacy chleb. Rzeznikow jak Kogut czy Kosiorowski z jego budka obok bramy wjazdowej na Abrachamsberga gdzie sprzedawal, kiszki, watrobiana i salceson. Restauracji od srodka nie pamietam bo nie bylem na tyle dorosly aby tam wchodzic ale pamietam Rzeszowska, Jutrzenke, Ludowa, u Smarkatego, Tatarska (pod koniem) Podzamcze i Wisieloka. Ogrody Bernardynskie z murowanymi plotami ze szklem tluczonym na wierzchu, z rzeczka gdzie lapalo sie traszki i gdzie chodzilo sie "na jablka". Sklad wegla na Krakowskiej za torami i Budke przy Jajczarni gdzie kupowalo sie jajka tluczki. Pamietam na rozwidleniu drog (Glogow-Sokolow) na Marszalkowskiej obok starej(pierwszej) mleczarni gdzie pod wielkim drzewem stala kapliczka a obok prywatny sklep w ktorym kupowalo sie swistawki z cukru i cukierki Grylazowe po cwierc funta jakich juz teraz nigdzie nie uswiadczy na swiecie chocby ze swieca szukal, drewniane domki na budach z kladka kolejowa od Sienkiewicza do Grunwaldzkiej i Mikoske z mostkiem, Stara Alime za kanalem na Fredry, Stary cmentarz gdzie leza moje praprapradziady i te pogrzeby z konnym karawanem zaprzezonym w kare konie z czarnymi pioropuszami z kaplicy przy starym cmentarzu na cmentarz w Pobitnem. Pamietam tych dziadow zebrzacych na Wszystkich Swietych gdy szlo sie zapalic swieczke za zmarlych na Pobitno. Olszynki i te laki nad Wislokiem az do kladki obok WSK gdzie opalalo sie pol Rzeszowa w lecie i starego przewoznika Nitke ktorego nazywalismy Admiralem. Wygnaniec i Rudki z jego domkami i skrotami miedzy Hetmanska a Dabrowskiego, dorozkarzami Rzeszowskimi i Sierocincem. Park miejski i drzewa morwowe na Browarnej. Kasyno Milicyjne na Kraszewskiego naprzeciw Zamku gdzie jako dzieci chodzilismy zbierac pudelka po Unrowskich paczkach wyrzucone z tylu na smietnisku. Byly zrobione z takiego twardego kartonu i mialy obrazek jak rece sie sciskaja a pod spodem pisalo "Dar narodu Amerykanskiego dla Narodu Polskiego. Nie dla handlu lub wymiany". To tam do kasyna Milicyjnego szla ta pomoc z Ameryki bo my zadnej pomocy nigdy nie widzielismy na oczy. Kochalem ten WuDeK gdzie sie chodzilo do kina, bramy przechodnie z Rynku do Kopernika, zaklad zegarmistrza Koldrasana na Matejki i warsztat muzyczny Perdeusa i sklep chemiczny Szajtra na Grunwaldzkiej. Te warsztaciki od rowerow na Grottgera gdzie do Korby, Cynara i Staromiejskiego chodzilo sie ratowac wiecznie niesprawne i porozbijane rowery, blacharza Adasia ktory nitowal dziurawe garki i warsztat za rogiem na Grunwaldziej gdzie naprawial radia pan Zaborski, zaklady fryzjerskie z "fryzjerkiem", Zyga czy Bentkowskim i blacharza Nalborczyka, stolarnie Cieplaka, zaklady szklarskie Kleczkow z kawalkami lusterek w odpadkach. Tych rzeszowskich fotografow Janusza na Grunwaldzkiej, Sliwe na Lwowskiej i kowala Klosowicza  obok sierocinca z zakonnicami na ulicy Grunwaldzkiej brukowanej konskimi lbami.No nie moge. Pisal bym tak i wspominal i serce sie kraje ze to nigdy juz nie wroci. My "wroble Rzeszowskich ulic" kochalismy swoje miasto i serce nas boli gdy SWIADOMIE niszczy sie te resztki Rzeszowa.Kto nie mieszkal w tym miescie to nie wie co to byc i zyc posrod jego murow i mieszkancow.Tego ze mieszka ktos w obecnym Rzeszowie nie mozna okreslic "zyciem w miescie".Dzisiejsze miasto dla wielu to tylko miejsce tymczasowego pobytu.

zgłoś
P
Piotr
W dniu 04.03.2019 o 09:31, pniok rzeszowski napisał:

Rzeszow moj widze ogromny, ale kocham tylko ten stary.Pochodze z Krolowki, ale kocham miasto mojego dziecinstwa, z pozydowskimi kamienicami z ich drewnianymi wiecznie skrzypiacymi schodami. Z balkonami od podworza i wychodkami na zewnatrz w oficynach. Z komorkami na wegiel i smietnikiem murowanym pelnym popiolu z metalowa klapa gdzie wylegaly sie szczury. Z podworkami gdzie nawet jednego zdzbla trawy nie znalazl i obejszczanymi poprzez psy naroznikami bram. Kocham te place gdzie gralo sie w kiczki, nozyk, zoske, a potem rznelo w gumiana gale. Ukochany Wislok z ostatnimi krypami piaskarzy jacy jeszcze byli przy zjezdie w zatoczce na koncu Szpitalnej obok skladow drewna. Wislok, gdzie obok kanalu z rzezni za starym cmentarzem lapalo sie ukleje jakich stada srebrzyly sie w jego wodzie i tych rybakow polujacych na wielka rybe. Kapielisko z dolem niezglebionym opodal mostu kolejowego. Olszynki z kajakami i chybotliwym molo na wodzie, kortami tenisowymi z tluczonej cegly gdzie krolowal Skobla i Liske gdzie juz jako starsi chodzilismy sie kapac i podgladac w krzakach przebierajace sie dziewczyny. Kocham moj Malpi Gaj za teatrem z lodowiskiem w zimie i kortami tenisowymi w lecie, z drewniana kregielnia, wieza spadochronowa i stawem gdzie jako dzieciak lapalem karasie. Te podrywania dziewczat na Panskiej i zabawy na Poczcie. Kina Rzeszowskie Zorza, Apollo, Swit, Przodownik, Mewa i WDK. Piekarzy takich jak Krzesik czy Jamrozik u ktorych godzinami czekalo sie na swiezutki i pachnacy chleb. Rzeznikow jak Kogut czy Kosiorowski z jego budka obok bramy wjazdowej na Abrachamsberga gdzie sprzedawal, kiszki, watrobiana i salceson. Restauracji od srodka nie pamietam bo nie bylem na tyle dorosly aby tam wchodzic ale pamietam Rzeszowska, Jutrzenke, Ludowa, u Smarkatego, Tatarska (pod koniem) Podzamcze i Wisieloka. Ogrody Bernardynskie z murowanymi plotami ze szklem tluczonym na wierzchu, z rzeczka gdzie lapalo sie traszki i gdzie chodzilo sie "na jablka". Sklad wegla na Krakowskiej za torami i Budke przy Jajczarni gdzie kupowalo sie jajka tluczki. Pamietam na rozwidleniu drog (Glogow-Sokolow) na Marszalkowskiej obok starej(pierwszej) mleczarni gdzie pod wielkim drzewem stala kapliczka a obok prywatny sklep w ktorym kupowalo sie swistawki z cukru i cukierki Grylazowe po cwierc funta jakich juz teraz nigdzie nie uswiadczy na swiecie chocby ze swieca szukal, drewniane domki na budach z kladka kolejowa od Sienkiewicza do Grunwaldzkiej i Mikoske z mostkiem, Stara Alime za kanalem na Fredry, Stary cmentarz gdzie leza moje praprapradziady i te pogrzeby z konnym karawanem zaprzezonym w kare konie z czarnymi pioropuszami z kaplicy przy starym cmentarzu na cmentarz w Pobitnem. Pamietam tych dziadow zebrzacych na Wszystkich Swietych gdy szlo sie zapalic swieczke za zmarlych na Pobitno. Olszynki i te laki nad Wislokiem az do kladki obok WSK gdzie opalalo sie pol Rzeszowa w lecie i starego przewoznika Nitke ktorego nazywalismy Admiralem. Wygnaniec i Rudki z jego domkami i skrotami miedzy Hetmanska a Dabrowskiego, dorozkarzami Rzeszowskimi i Sierocincem. Park miejski i drzewa morwowe na Browarnej. Kasyno Milicyjne na Kraszewskiego naprzeciw Zamku gdzie jako dzieci chodzilismy zbierac pudelka po Unrowskich paczkach wyrzucone z tylu na smietnisku. Byly zrobione z takiego twardego kartonu i mialy obrazek jak rece sie sciskaja a pod spodem pisalo "Dar narodu Amerykanskiego dla Narodu Polskiego. Nie dla handlu lub wymiany". To tam do kasyna Milicyjnego szla ta pomoc z Ameryki bo my zadnej pomocy nigdy nie widzielismy na oczy. Kochalem ten WuDeK gdzie sie chodzilo do kina, bramy przechodnie z Rynku do Kopernika, zaklad zegarmistrza Koldrasana na Matejki i warsztat muzyczny Perdeusa i sklep chemiczny Szajtra na Grunwaldzkiej. Te warsztaciki od rowerow na Grottgera gdzie do Korby, Cynara i Staromiejskiego chodzilo sie ratowac wiecznie niesprawne i porozbijane rowery, blacharza Adasia ktory nitowal dziurawe garki i warsztat za rogiem na Grunwaldziej gdzie naprawial radia pan Zaborski, zaklady fryzjerskie z "fryzjerkiem", Zyga czy Bentkowskim i blacharza Nalborczyka, stolarnie Cieplaka, zaklady szklarskie Kleczkow z kawalkami lusterek w odpadkach. Tych rzeszowskich fotografow Janusza na Grunwaldzkiej, Sliwe na Lwowskiej i kowala Klosowicza  obok sierocinca z zakonnicami na ulicy Grunwaldzkiej brukowanej konskimi lbami.No nie moge. Pisal bym tak i wspominal i serce sie kraje ze to nigdy juz nie wroci. My "wroble Rzeszowskich ulic" kochalismy swoje miasto i serce nas boli gdy SWIADOMIE niszczy sie te resztki Rzeszowa.Kto nie mieszkal w tym miescie to nie wie co to byc i zyc posrod jego murow i mieszkancow.Tego ze mieszka ktos w obecnym Rzeszowie nie mozna okreslic "zyciem w miescie".Dzisiejsze miasto dla wielu to tylko miejsce tymczasowego pobytu.

zgłoś
d
dziadek

Ale pięknie pniok rzeszowski żeś to napisał. Sam mam podobne wspomnienia tyle że Starego miasta w Lublinie a potem na początku lat 70 kontynuując naukę mieszkałem parę lat w Rzeszowie na Fredry. Kto mieszkał w dawnym "starym Rzeszowie" ten znał każdą uliczkę każdy zakamarek a nawet każdy kamień nie tylko w swojej okolicy. Niezapomniany jest klimat wybrukowanych kocimi łbami ulic i podwórek z bramami zamykanymi na noc. Niezapomniane są zabawy z ówczesnego dzieciństwa, dzieciństwa bez kradnącej dziś czas telewizji i tych wszechobecnych ogłupiających dziś ludzi elektronicznych mediów. Dzisiejsi nie tylko młodzi mieszańcy blokowisk  Rzeszowa są jak hotelowi goście, bo nic ich nie wiąże z miejscem w którym mieszkają, bo czy mieszkają w tym czy innym blokowisku to bez różnicy, wszędzie ta sama anonimowość i brak integracji.  

zgłoś
G
Gość

Pani Aniu ja wypowiadam się w kontekście ul. Rymanowskiej , ponieważ pada antyreklama dla

bardzo spokojnego osiedla, współczuję że akurat te trzy bloki ucierpiały.

Kupując mieszkanie widziałem że jest WSK , ale skąd ktoś mógł wiedzieć o jakiejś kużni nie pracując na WSK dla mnie WSK to WSK i tylko przypadek sprawił że w oknie mojego mieszkania widać parking i biurowce a nie kużnię za zielonymi drzewami.

Więc co do  mondralińskich co twierdzą że widziały gały co brały to są po prostu bzdury.

Napiszcie czy drgania ustały czy są?

zgłoś
p
pniok rzeszowski

Rzeszow moj widze ogromny, ale kocham tylko ten stary.
Pochodze z Krolowki, ale kocham miasto mojego dziecinstwa, z pozydowskimi kamienicami z ich drewnianymi wiecznie skrzypiacymi schodami. Z balkonami od podworza i wychodkami na zewnatrz w oficynach. Z komorkami na wegiel i smietnikiem murowanym pelnym popiolu z metalowa klapa gdzie wylegaly sie szczury. Z podworkami gdzie nawet jednego zdzbla trawy nie znalazl i obejszczanymi poprzez psy naroznikami bram. Kocham te place gdzie gralo sie w kiczki, nozyk, zoske, a potem rznelo w gumiana gale. Ukochany Wislok z ostatnimi krypami piaskarzy jacy jeszcze byli przy zjezdie w zatoczce na koncu Szpitalnej obok skladow drewna. Wislok, gdzie obok kanalu z rzezni za starym cmentarzem lapalo sie ukleje jakich stada srebrzyly sie w jego wodzie i tych rybakow polujacych na wielka rybe. Kapielisko z dolem niezglebionym opodal mostu kolejowego. Olszynki z kajakami i chybotliwym molo na wodzie, kortami tenisowymi z tluczonej cegly gdzie krolowal Skobla i Liske gdzie juz jako starsi chodzilismy sie kapac i podgladac w krzakach przebierajace sie dziewczyny. Kocham moj Malpi Gaj za teatrem z lodowiskiem w zimie i kortami tenisowymi w lecie, z drewniana kregielnia, wieza spadochronowa i stawem gdzie jako dzieciak lapalem karasie. Te podrywania dziewczat na Panskiej i zabawy na Poczcie. Kina Rzeszowskie Zorza, Apollo, Swit, Przodownik, Mewa i WDK. Piekarzy takich jak Krzesik czy Jamrozik u ktorych godzinami czekalo sie na swiezutki i pachnacy chleb. Rzeznikow jak Kogut czy Kosiorowski z jego budka obok bramy wjazdowej na Abrachamsberga gdzie sprzedawal, kiszki, watrobiana i salceson. Restauracji od srodka nie pamietam bo nie bylem na tyle dorosly aby tam wchodzic ale pamietam Rzeszowska, Jutrzenke, Ludowa, u Smarkatego, Tatarska (pod koniem) Podzamcze i Wisieloka. Ogrody Bernardynskie z murowanymi plotami ze szklem tluczonym na wierzchu, z rzeczka gdzie lapalo sie traszki i gdzie chodzilo sie "na jablka". Sklad wegla na Krakowskiej za torami i Budke przy Jajczarni gdzie kupowalo sie jajka tluczki. Pamietam na rozwidleniu drog (Glogow-Sokolow) na Marszalkowskiej obok starej(pierwszej) mleczarni gdzie pod wielkim drzewem stala kapliczka a obok prywatny sklep w ktorym kupowalo sie swistawki z cukru i cukierki Grylazowe po cwierc funta jakich juz teraz nigdzie nie uswiadczy na swiecie chocby ze swieca szukal, drewniane domki na budach z kladka kolejowa od Sienkiewicza do Grunwaldzkiej i Mikoske z mostkiem, Stara Alime za kanalem na Fredry, Stary cmentarz gdzie leza moje praprapradziady i te pogrzeby z konnym karawanem zaprzezonym w kare konie z czarnymi pioropuszami z kaplicy przy starym cmentarzu na cmentarz w Pobitnem. Pamietam tych dziadow zebrzacych na Wszystkich Swietych gdy szlo sie zapalic swieczke za zmarlych na Pobitno. Olszynki i te laki nad Wislokiem az do kladki obok WSK gdzie opalalo sie pol Rzeszowa w lecie i starego przewoznika Nitke ktorego nazywalismy Admiralem. Wygnaniec i Rudki z jego domkami i skrotami miedzy Hetmanska a Dabrowskiego, dorozkarzami Rzeszowskimi i Sierocincem. Park miejski i drzewa morwowe na Browarnej. Kasyno Milicyjne na Kraszewskiego naprzeciw Zamku gdzie jako dzieci chodzilismy zbierac pudelka po Unrowskich paczkach wyrzucone z tylu na smietnisku. Byly zrobione z takiego twardego kartonu i mialy obrazek jak rece sie sciskaja a pod spodem pisalo "Dar narodu Amerykanskiego dla Narodu Polskiego. Nie dla handlu lub wymiany". To tam do kasyna Milicyjnego szla ta pomoc z Ameryki bo my zadnej pomocy nigdy nie widzielismy na oczy. Kochalem ten WuDeK gdzie sie chodzilo do kina, bramy przechodnie z Rynku do Kopernika, zaklad zegarmistrza Koldrasana na Matejki i warsztat muzyczny Perdeusa i sklep chemiczny Szajtra na Grunwaldzkiej. Te warsztaciki od rowerow na Grottgera gdzie do Korby, Cynara i Staromiejskiego chodzilo sie ratowac wiecznie niesprawne i porozbijane rowery, blacharza Adasia ktory nitowal dziurawe garki i warsztat za rogiem na Grunwaldziej gdzie naprawial radia pan Zaborski, zaklady fryzjerskie z "fryzjerkiem", Zyga czy Bentkowskim i blacharza Nalborczyka, stolarnie Cieplaka, zaklady szklarskie Kleczkow z kawalkami lusterek w odpadkach. Tych rzeszowskich fotografow Janusza na Grunwaldzkiej, Sliwe na Lwowskiej i kowala Klosowicza  obok sierocinca z zakonnicami na ulicy Grunwaldzkiej brukowanej konskimi lbami.
No nie moge. Pisal bym tak i wspominal i serce sie kraje ze to nigdy juz nie wroci. My "wroble Rzeszowskich ulic" kochalismy swoje miasto i serce nas boli gdy SWIADOMIE niszczy sie te resztki Rzeszowa.

Kto nie mieszkal w tym miescie to nie wie co to byc i zyc posrod jego murow i mieszkancow.
Tego ze mieszka ktos w obecnym Rzeszowie nie mozna okreslic "zyciem w miescie".
Dzisiejsze miasto dla wielu to tylko miejsce tymczasowego pobytu.

 

zgłoś
T
Tomek
W dniu 03.03.2019 o 22:20, Miastowy a mimo to mądry napisał:

Zaraz, zaraz. Co było prędzej kuźnia na WSK czy te bloki? No właśnie. Widziały gały co brały. Trzeba było wybudować dom na wsi to mielibyście zieleń za oknem. Nie każdy musi być miastowy. Obecnie być wieśniakiem to żaden wstyd, teraz być blokersem to ujma.

oj tam, oj tam. Lepiej żeby już te blokersy kisiły  się na tych  swoich Baranówkach, Kmitach i innych podobnych nowych miastach?  dajcie im trochę przestrzeni..hihi 

zgłoś
G
Gość

Kocham Rzeszów i chcę być kochaną

zgłoś
A
Adam
W dniu 01.03.2019 o 21:33, Poznaniak napisał:

Ponieważ jesteście oaza pisowska, zgłoście się do naczelnika państwa , z łupieżem na ubraniach. On chce budować wieżowce, to wam, jako ekspert doradzi

Dobre :)

zgłoś
A
Ania

Panie Jerzy, przecież jest w artykule o które bloki chodzi. Być może ich konstrukcja, położenie itp. ma wpływ na odczuwanie drgań. Mieszkam w 11 i drgania czuć i widać. Zobaczymy jutro, zapewne kuźnia startuje z pracą i przypuszczam, że powrócą.

zgłoś
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3