Więzienie, grzywna i dożywotni zakaz prowadzenia pojazdów dla lekarza za spowodowanie wypadku na ul. Krzyżanowskiego w Rzeszowie

Andrzej Plęs
Andrzej Plęs
Karolina Misztal
Na cztery lata bezwzględnego pozbawiania wolności skazał rzeszowski sąd Krzysztofa P. za prowadzenie samochodu w stanie nietrzeźwości i spowodowanie wypadku, w którym mocno ucierpiał 22-letni wówczas Kamil Stadnik.

Prokuratorskie dochodzenie, a potem proces były przedmiotem dużego zainteresowania opinii społecznej z dwóch porodów: Krzysztof P. (51 l.), to znany rzeszowski chirurg. Poza tym pierwsza faza śledztwa przebiegała w sposób, budzący zdziwienie obserwatorów.

Do wypadku doszło przed północą 19 grudnia 2017 roku w rejonie oznakowanego przejścia dla pieszych. na ul. Krzyżanowskiego w Rzeszowie. Kamil, student z Jarosławia, wracał z wizyty u znajomych, znajdował się już na pasie jezdni, kiedy z dużą siłą uderzyło w niego subaru. Młody człowiek doznał bardzo poważnego urazu kręgosłupa i uszkodzenia rdzenia kręgowego. Lekarze obawiali się, że grozi mu całkowity paraliż, młody mężczyzna przeszedł kilka operacji i długi proces rehabilitacji, która konieczna będzie do końca życia. Skazany jest na wózek inwalidzki.

Już wstępne ustalenia śledczych dowodziły, że w chwili zdarzenia Krzysztof P. miał w organizmie ponad 0,7 prom. alkoholu. Biegli sądowi ds. rekonstrukcji wypadków komunikacyjnych prędkość subaru w zderzeniu z Kamilem określili na ok. 80 km na godz., podczas, kiedy dopuszczalna w tym miejscu, to 50 km/ godz. W akcie oskarżenia znalazło się sformułowanie, że kierowca przed przejściem dla pieszych nie zachował należytej ostrożności.

Przez pierwsze trzy miesiące śledztwa policja nawet nie zdołała przesłuchać chirurga, prowadząca postępowania prokuratura rejonowa nie przedstawiła zarzutów. Zatrzymano mu jedynie prawo jazdy o zakazano prowadzenia pojazdów mechanicznych. Sytuacja zmieniła się, kiedy nadzór nad dochodzeniem przejęła Prokuratura Okręgowa w Rzeszowie. Po kolejnych miesiącach zbierania dowodów śledczy przedstawili podejrzanemu zarzuty prowadzenia samochodu w stanie nietrzeźwości, spowodowanie w tym stanie wypadku komunikacyjnego, którego skutkiem były ciężkie obrażenia ciała, jakie odniósł pieszy.

Krzysztof P. nie przyznał się do winy, odmówił składania wyjaśnień i był w tym konsekwentny nawet podczas procesu sądowego, kiedy odpowiadał tylko na formalne, ale już nie merytoryczne, pytania sądu.

Przed Sądem Rejonowym w Rzeszowie odpowiadał z wolnej stopy, ponieważ prokuratura zdecydowała się wobec niego na zastosowanie sankcji wolnościowych: 40 tys. zł poręczenia majątkowego. Opinię społeczną bulwersował fakt, że medyk nie zdobył się na przeprosiny wobec Kamila.

Proces rozpoczął się w lutym 2019 roku. Podczas pierwszej rozprawy lekarz wciąż nie przyznawał się do winy, sąd przesłuchał wówczas ratownika medycznego karetki, który udzielał rannemu pomocy i koleżankę Kamila, które młody człowiek tamtego wieczora odprowadzał. Miał zeznawał również poszkodowany, ale nie stawił się na rozprawie ze względu na stan zdrowia. Spodziewano się, że wobec miażdżących dowodów winy wyrok zapadnie w ciągu kilku miesięcy, jednak na werdykt trzeba było czekać do lipca 2021 r.

Prokuratura uwzględniła, że sprawca prowadził pojazd pod wpływem alkoholu, również i to, że spowodował poważny i trwały uszczerbek na zdrowiu poszkodowanego. Przed sądem domagała się kary 7 lat w więzieniu. Ostatecznie sąd orzekł wobec Krzysztofa P. łączną karę 4 lat bezwzględnego pozbawienia wolności.

- Oskarżony pozostawał pod zarzutem dwóch przestępstw – precyzuje sędzia Alicja Kuroń, rzeczniczka Sądu Rejonowego w Rzeszowie.

- W pierwszym, czyli prowadzenie pojazdu pod wpływem alkoholu, został uznany za winnego i sąd wymierzył mu karę grzywny 8 tysięcy złotych oraz trzyletni zakaz prowadzenia pojazdów i 5 tysięcy złotych świadczenia na rzecz Funduszu Pomocy Pokrzywdzonym. Drugi zarzut dotyczył spowodowania wypadku i tu sąd nieznacznie zmienił kwalifikację czynu poprzez przyjęcie, że pieszy przyczynił się do zdarzenia. Za ten czyn oskarżonemu wymierzono karę 4 lat pozbawiania wolności, 200 tysięcy złotych nawiązki na rzecz pokrzywdzonego i dożywotni zakaz prowadzenia pojazdów. Ponieważ w orzeczeniu były dwa zakazy, toteż sąd połączył je i ostatecznie zdecydował o wymierzeniu tego najwyższego, czyli dożywotni zakaz prowadzenia pojazdów.
Sędzia sprawozdawca Katarzyna Baryła na podstawie dowodów uznała, że poszkodowany przyczynił się do zdarzenia, ponieważ w czasie przekraczania jezdni miał możliwość uniknięcia kolizji z autem lekarza.

- Uzasadnieniem dla niższego, niż żądała prokuratura wyroku, było i to, by oskarżony miał możliwość powrotu do pracy i zaspokojenie roszczenia finansowego pokrzywdzonego – dodaje pani rzecznik.

Wyrok jest nieprawomocny.

Uwaga na chińskie telefony

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość
O swoich sie Dba
G
Grażyna Soja
Kpiny a nie wyrok
Dodaj ogłoszenie