Zabójstwo sędziego z Tarnobrzega. Dlaczego Czechura stryczka...

    Zabójstwo sędziego z Tarnobrzega. Dlaczego Czechura stryczka uniknął?

    Marcin Radzimowski

    Echo Dnia Podkarpackie

    Aktualizacja:

    Echo Dnia Podkarpackie

    Zabójstwo sędziego z Tarnobrzega. Dlaczego Czechura stryczka uniknął?
    1/12

    Przejdź do
    galerii zdjęć

    Dokładnie 84 lata temu, 4 listopada 1934 roku niewielkim powiatowym miasteczkiem - Tarnobrzegiem wstrząsnęła potworna zbrodnia. Jej ofiarą padł sędzia Stanisław Krzos, naczelnik miejscowego Sądu Grodzkiego. Niesamowite są nie tylko jej okoliczności, ale też powód, z jakiego zabójca uniknął szubienicy. Takiego przypadku nie było wcześniej nigdy na całym świecie.
    W pewnym momencie zaskrzypiały drzwi. Przyczajony w kącie piwnicy Gabryel Czechura usłyszał kroki schodzącego sędziego, który trzymaną w ręku latarką oświetlał sobie schody do piwnicy. 28-letni Czechura wpadł w panikę, chwycił za leżącą obok niego siekierę i uderzył naczelnika sądu w głowę. Ten usiadł i zaczął głośno jęczeć z bólu, wówczas otrzymał kolejne dwa uderzenia. Ostrze rozpłatało szyję. Zrobiło się cicho. 28-letni zabójca chwycił za latarkę, która wypadła z ręki Krzosa i przeszukał kieszenie leżącego bezwładnie w kałuży krwi sędziego, swojego dobrodzieja. Chwilę potem rzucił się do ucieczki. Wydostał się z piwnicy przez okno i pobiegł w stronę Wisły, byle z dala od domu Krzosów. Obmył ręce z krwi. Może nikt go nie zauważy, może nikt nie powiąże ze zbrodnią, może uniknie szubienicy.

    Ze zrabowanego sędziemu portfela wyjął pieniądze i schował w kieszeni a pulares wcisnął w dziuplę drzewa. Nerwowo zapalił papierosa, wyjmując go ze skradzionej papierośnicy. Jej też musiał się pozbyć, to dowód winy. Zakopał papierośnicę w kopcu ziemniaków na dworskim polu. Jak później przyznał śledczym, pozbył się też latarki, którą wrzucił do wody…

    Pół godziny po zbrodni, jedna z trzech córek sędziego przybiegła do kancelarii więziennej, o czym relacjonowała później gazeta „Poszlaki i fakty”. Do dyżurnego Kuropatwińskiego powiedziała, że złodzieje są w piwnicy i tatuś z nimi.

    „W kancelarji obecnym był przypadkowo emeryt, sekretarz sądowy Albert Dukel, który na wiadomość o tym polecił strażnikowi wziąć karabin i udać się na miejsce, sam zaś zaalarmował policję” - relacjonowała gazeta. - „Zaraz potem uzbroił się w rewolwer i pobiegł za strażnikiem (…). Dukel zszedł natychmiast do piwnicy i w świetle trzymanej latarki zobaczył leżącego w kałuży krwi śp. Krzosa. Na jego szyi i na krtani widniały dwie szerokie i głębokie rany. Dukel dotknął ciała, a widząc, że jeszcze ciepłe, obrócił leżącą ku ziemi twarz chcąc się przekonać czy żyje, wtedy spostrzegł, że głowa od lewej skroni aż po szczękę jest rozpłatana (…).

    Załączniki


    Zatrzymano żonę i studenta Frankiewicza
    „Ujęcie mordercy sędziego z Tarnobrzega” - krzyczał tytuł na pierwszej stronie dziennika ilustrowanego „Siedem groszy”, natenczas kosztującego już 8 groszy (a w niedzielę 10) reklamującego się jako >dla wszystkich o wszystkiem<. W obszernym artykule informującym o zabójstwie naczelnika tarnobrzeskiego sądu Stanisława Krzosa, dziennik relacjonował pierwsze ustalenia śledczych. I pierwszą pomyłkę, gdyż bezpośrednio po odkryciu zbrodni śledczy zatrzymali żonę śp. Krzosa, 50-letnią Helenę i 20-letniego studenta Frankiewicza, który feralnego dnia przebywał w domu sędziego. „Powstały nawet wersje, że Krzosowa utrzymuje stosunki z Frankiewiczem (narzeczony jednej z córek sędziego - przyp. autor), lecz dalsze dochodzenia stwierdziły niesłuszność jakichkolwiek zarzutów w stosunku do nich (...)” - donosiła gazeta.
    Sprawcę zabójstwa właściwie wytropili nie śledczy a chłopi z okolic Chmielowa, którzy dzień po zabójstwie przyuważyli kręcącego się nad Wisłą włóczęgę. Mężczyzna ten chował się za krzakami, unikając ludzkich spojrzeń. „Siedem groszy” donosiło potem, że w panice włóczęga wszedł do głębokiej kałuży powodziowej (w rozlewisku Wisły - przypisek autora) i tam zanurzony po szyję przebywał 12 godzin, czekając na zmrok, ażeby wyjść z mokrej kryjówki.
    „Dopiero wieczorem zgłosił się na nocleg do jakiejś wieśniaczki, która odprawiła go z niczem, obawiając się napadu. Wówczas włóczęga wyszedł z chaty, wdrapał się na stryszek chlewu i tam przenocował” - podgrzewał emocje dziennik ilustrowany „Siedem groszy”. - „Gdy go chłopi zauważyli następnego dnia rano, zawiadomili o ten posterunek policji, wyrażając przypuszczenie, że to może być ów osobnik, który zamordował naczelnika sądu, o czem wieść się szybko rozniosła po okolicy”.
    Znaleziony łup
    Gabryel (w niektórych gazetach opisywany jako Gabriel lub Gabrjel) Czechura został zatrzymany. Śledczy znaleźli przy nim pieniądze - 52 złote w dwuzłotowych, srebrnych monetach. Właśnie takim bilonem wypłacano pensje urzędnikom, w tym też sędziom. To był jeden z dowodów winy, których w tamtych latach nie trzeba było zebrać zbyt wiele, by wytypować i oskarżyć sprawcę. Wszystko było proste, jak się wydaje. Dzisiejszym śledczym trudno sobie wyobrazić oskarżenie o zbrodnię kogokolwiek, bez wykonania szeregu opinii i badań, daktyloskopijnych, osmologicznych, badań DNA czy bez opinii sądowo-psychiatrycznej. W tamtych latach jednak oczywiście takie techniki typowania sprawcy nie były znane.
    Gabryel Czechura z Woli Baranowskiej przyznał się do zabójstwa sędziego Stanisława Krzosa, naczelnika Sądu Grodzkiego w Tarnobrzegu. Opisał też co zrobił z portfelem, papierośnicą i latarką. Śledczy znaleźli wspomniane rzeczy we wskazanych przez zabójcę miejscach. Tylko sprawca mógł wiedzieć, gdzie podziały się przedmioty należące do zamordowanego sędziego - to był kolejny dowód winy.
    Krzos mu pomógł, na swoją zgubę
    Nie do końca zrozumiały był motyw działania sprawcy. Ofiara zbrodni - Stanisław Krzos, pomógł swojemu późniejszemu zabójcy. To dzięki interwencji Krzosa 28-latek po 6 miesiącach spędzonych w więzieniu, przed upływem końca kary został uwolniony. Można rzec, że sędzia uwolnił Czechurę na swoją zgubę. Gdyby nie chciał mu pomóc…
    Stało się jednak tak a nie inaczej. Czechurze, by mógł normalnie zarabiać i jedenasty raz nie trafić do więzienia za kradzieże, pozwolono pracować u sędziego Krzosa - to rąbać drewno, to znów porządkować teren przy domu. Czechura poznał zwyczaje swoich gospodarzy, groźny pies sędziego nabrał zaufania dla nowego gościa. I nie szczekał. To pozwoliło 28-latkowi zaplanować zbrodnię, choć on utrzymywał, że zabójstwo było dziełem przypadku. Jak relacjonował śledczym, tego wieczoru wśliznął się do piwnicy domu Krzosów, by się ogrzać. Zapalił krzesiwem papierosa i przyświecając sobie nim, znalazł siekierę oraz worek jutowy. Jak twierdził Czechura zmarzł, dlatego siekierą w worku wyciął otwory na oczy i ręce - robiąc coś w rodzaju koszuli. Założył ten worek na siebie, by się rozgrzać. Siekierę zostawił obok siebie, by się bronić w razie, gdyby ktoś go tu znalazł i chciał zaprowadzić na policję.
    Obwiniał żonę sędziego
    Zabójcę przewieziono do rzeszowskiego więzienia, z którego zwolniono zatrzymaną pierwotnie żonę sędziego Krzosa i studenta Frankiewicza. „W ten sposób potworna zbrodnia została całkowicie wyjaśniona dzięki czujności chłopów. Gdyby nie to, niewiadomo, jaki los spotkałby początkowo aresztowanych, Krzosową i studenta Frankiewicza” - donosił dziennik „Siedem groszy” (pisownia oryginalna).
    Tej samej wersji przebiegu zdarzeń Gabriel Czechura trzymał się też przed Sądem Okręgowym w Rzeszowie, gdzie już półtora miesiąca później, kiedy ruszył jego proces. Na oskarżenie i sądowy proces w tamtych latach długo czekać nie trzeba było.
    Przed sądem oskarżony na pytanie przewodniczącego składu odparł, że poczuwa się do winy. Treść przesłuchania cytowała jedna z gazet:
    - Znaliście ś.p. Krzosa?
    - Znałem. Poznałem go, gdym siedział w więzieniu. Pracowałem u niego. Byłem tam (…) codziennie od godziny 8 rano do 9 wieczorem, potem wracałem do więzienia. Był bardzo dobry. Dawał mi codziennie pieniądze na papierosy. Siedziałem 6 miesięcy. Gdym wyszedł z więzienia miałem 1 złotego (…). Krzos ostrzegał mnie, ażebym uważał i nie dostał się więcej do więzienia (…). Kupiłem sobie czapkę i zapałki. Pieniądze mi się skończyły. Szukałem roboty, ale nigdzie jej nie znalazłem, bo nie chciano mnie zatrudnić,mówiąc, że jestem złodziejem.
    Relacjonował też wydarzenia z feralnego wieczora, 4 listopada 1934 roku.
    - Do Tarnobrzega wróciłem w niedzielę wieczór. Postanowiłem pójść do piwnicy Krzosów i spać tam. Wlazłem przez okno od strony podwórza. Zeszedłem do piwnicy bo byłem zmarznięty (...).
    Sąd pytał: - Poczuwacie się do winy, czy nie?
    - Wiem, że zabiłem człowieka, ale nie szedłem tam, by go zabijać.
    Dodając, że pieniądze zabrał, bo bardzo mu się chciało palić i czuł szum w głowie. Przed rzeszowskim sądem odwołał też wcześniejsze swoje zeznania, po których drugi raz aresztowano żonę sędziego. Powiedział wówczas śledczym, że do zabójstwa namówiła go Krzosowa, obiecując pieniądze. Ostatecznie przyznał, że Krzosowa nic wspólnego nie miała ze zbrodnią a do fałszywego oskarżenia namówił go jeden ze współwięźniów.
    Kara mogła być jedna
    Wyrok za zabójstwo mógł być w tamtych latach tylko jeden: kara śmierci. Prawomocny wyrok zapadł bardzo szybko a egzekucję w Rzeszowie wyznaczono na godzinę 5 rano 6 kwietnia 1935 roku, pół roku po zabójstwie sędziego Stanisława Krzosa.
    Doszło wówczas do dramatycznych zdarzeń, które nigdy wcześniej i nigdy później nie miały miejsca nie tylko w historii polskiego sądownictwa, ale też na całym świecie. Do Gabriela Czechury podszedł kat. Zawiązano skazańcowi oczy, związano sznurem ręce. Kiedy kat założył pętlę na szyję Czechury, ten zemdlał. Stracił przytomność. „Powstało zrozumiałe zamieszanie. Skazańca podniesiono i poddano badaniu przez lekarzy – biegłych dr. Thena i dr. Diubeka, którzy orzekli, że Czechura doznał nagłego wstrząsu mózgu, wobec czego egzekucja została przerwana i odroczona, zaś skazańca umieszczono w szpitalu więziennym. W godzinach południowych kat Braun wyjechał z Rzeszowa” - relacjonował następnego dnia na pierwszej „Express Wieczorny Ilustrowany” w artykule zatytułowanym „Kat nie mógł powiesić skazańca w Rzeszowie”. Inna z kolei gazeta to, co się wydarzyło opisywała w artykule zatytułowanym „Dramatyczne sceny na miejscu stracenia mordercy Czechury”. Pisząc, że kat oświadczył, iż nie wolno mu wykonać egzekucji na nieprzytomnym człowieku. Wykonanie wyroku śmierci odroczono - zdjęto szubienicę a kata odprawiono do domu.
    Prezydencka łaska dla zabójcy sędziego
    Zaczęto spekulować, czy wyrok w ogóle zostanie wykonany. Jeden z adwokatów, mecenas Hofmokl-Ostrowski podkreślał, że w Stanach Zjednoczonych był inny podobny przypadek, gdzie nie było można wykonać wyroku śmierci na skazanym. Straceniec siedział już na krześle elektrycznym, gdy nagle z powodu awarii prądu nie można było wykonać egzekucji. Wówczas zamieniono karę śmierci na dożywocie.

    Na ten przypadek, łaskawie prosząc prezydenta Polski o ułaskawienie skazanego , powoływał się mecenas Albert Hollaender, obrońca Gabriela Czechury: „Nie uchodzi, by Czechura, który już raz przeszedł dreszcze przedśmiertne, miałby być podleczony, by zostać powieszony”. Sprawa zbrodni na Stanisławie Krzosie i procesu była na tyle istotna, że odpowiedź prezydenta RP Ignacego Mościckiego nadeszła już trzy dni później, 9 kwietnia 1935 roku. Kierując się względami humanitarnymi prezydent ułaskawił Gabriela Czechurę, zamieniając karę śmierci na dożywotnie więzienia...
    Choć od tamtych wydarzeń minęło ponad 80 lat, tę niesamowitych historię znają tylko nieliczni obecni mieszkańcy Tarnobrzega. Nawet jeśli mijając każdego dnia dom Krzosów, budynek przy ulicy Sandomierskiej, gdzie do niedawna mieścił się Dom Samopomocy. Historia, która może być gotowym scenariuszem filmu, zapisała się jednak na stałe na kartach polskiego sądownictwa. Nie zdarzyło się bowiem nigdy, że na skazanym nie można było wykonać kary śmierci. Nie znamy dalszych losów zabójcy - Czechury, którego karę dożywotniego więzienia „skrócił” wybuch II wojny światowej niespełna pięć lat po zabójstwie sędziego Krzosa. Jedna z wersji mówi, że po wojnie Czechura został zwerbowany przez komunistyczną „bezpiekę” i przez kolejne lata był jej wiernym żołnierzem.



    POLECAMY RÓWNIEŻ:



    Przygotowanie grzybów - krok po kroku - do spożycia, suszenia, mrożenia, marynowania




    Praca marzeń, czyli TOP 10 wyjątkowych stanowisk pracy





    TOP 10 polskich przysmaków w zagranicznym wydaniu






    Oglądasz KUCHENNE REWOLUCJE? Oto QUIZ dla ciebie





    Najlepsze kostiumy na Bal Wszystkich Świętych ZOBACZ GALERIĘ





    Najdziwniejsze pytania w "Milionerach" [QUIZ]







    ZOBACZ TAKŻE: FLESZ 12LISTOPADA WOLNE


    Czytaj treści premium w Nowinach24 Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo