Nasza Loteria SR - pasek na kartach artykułów

Zagadkowe zaginięcie 73-letniej mieszkanki Wiśniowej. Jak kamień w wodę

Bogdan Hućko
Bogdan Hućko
Władysław Majsterkiewicz ze zdjęciem zaginionej żony
Władysław Majsterkiewicz ze zdjęciem zaginionej żony Bogdan Hućko
Halina Majsterkiewicz 7 lutego wyszła z domu na spacer. Do tej pory nie wróciła. Wszelki ślad po 73-letniej mieszkance Wiśniowej (powiat strzyżowski) zaginął. Poszukiwania nie przyniosły żadnych efektów. Mąż zaginionej stracił już wszelką nadzieję na odnalezienie żywej. Chce tylko, żeby służby odnalazły ciało żony, żeby mógł ją godnie pochować po 51 latach wspólnego życia.

Nagłe zaginięcie Haliny Majsterkiewicz wstrząsnęło spokojną Wiśniową. Większość osób do dzisiaj jest zaskoczona tym faktem, bowiem znało 73-latkę z widzenia, głównie ze spacerów z czarnym labradorem oraz częstych odwiedzin w bibliotece.

Idę się przejść

To była środa, 7 lutego, pochmurne popołudnie, mżyło. Władysław Majsterkiewicz oglądał w telewizji mecz siatkarzy ZAKSA Kędzierzyn-Koźle z tureckim Halbank Ankara.

– Weszła do pokoju. Była za piętnaście piąta. Powiedziała: Władziu, idę się przejść, nie będzie mnie godzinę, półtorej – przypomina sobie ostatnią rozmowę mąż zaginionej.

Po godzinie 18 zaczęło go niepokoić, że żona nie wraca.

– Chyba dwadzieścia po szóstej nie wytrzymałem. Wsiadłem w samochód, objechałem całą Wiśniową. Jeździłem chyba godzinę. Byłem nawet na cmentarzu, chociaż ona tam nie chodziła. Najczęściej spacerowała przez park Mycielskich, potem dróżką koło stadionu w stronę rzeki, przechodziła przez tory i wąską ścieżką w stronę kładki na Wisłoku. Tam nie ma domów, tylko jeden nieco dalej, spuszczała psa ze smyczy, żeby mógł się wybiegać. Szła nad Wisłok i wracała. Tak było niemal codziennie, między godziną 13 a 14. Ostatnio nie mogłem wychodzić z psem, bo czuje ból w biodrach – opowiada Władysław Majsterkiewicz.

Tego feralnego dnia, żony nigdzie nie spotkał. Po powrocie do domu zadzwonił do żony kuzynki oraz jej przyjaciółki. Tam też jej nie było. Wtedy wykręcił numer alarmowy 112. Po około 20 minutach przyjechali policjanci ze Strzyżowa.

7 lutego Halina Majsterkiewicz, emerytowana urzędniczka gminna, szczupła, mająca około 170 cm wzrostu i ważąca około 50 kilogramów, z domu wyszła sama. Pies w tym dniu wcześniej był na spacerze z synem. Nie wzięła ze sobą telefonu, żadnych dokumentów, pieniędzy, tylko papierosy i zapalniczkę. Ubrała granatową kurtkę przeciwdeszczową z kapturem, buty kozaki, niebieskie spodnie jeansowe, popielaty sweter i szarą czapkę.

Ma żal do służb

Po przyjeździe policji, mąż zaginionej pokazał miejsca, gdzie żona najczęściej chodziła. Byli nad Wisłokiem, bo przypuszcza, że mogła się poślizgnąć i wpaść do rzeki. Stan wody był dosyć wysoki. Nad Wisłok, po drugiej stronie torów, do kładki prowadzi wąska ścieżka wyłożona betonowymi płytkami chodnikowymi, dlatego żadnych śladów butów dostrzec nie można.

– Zasugerowałem policjantom, żeby użyli do poszukiwań psa tropiącego, bo od chwili wyjścia żony z domu do przyjazdu funkcjonariuszy nie upłynęło więcej jak trzy godziny. Powiedzieli mi, że w Strzyżowie psa nie mają, że dopiero w Mielcu jest taki do poszukiwań ludzi. Jak wykonuje się czynności w takich sprawach trochę się na tym znam – mówi Władysław Majsterkiewicz, który 25 lat pracował w policji w Strzyżowie, w służbach kryminalno-dochodzeniowych, a ostatnie 9 lat przed przejściem na emeryturę w 2000 roku był zastępcą komendanta powiatowego. – Nie wiem jakie teraz obowiązują procedury, jakie kryteria, jaki nadano status poszukiwaniom – zastrzega się emerytowany policjant.

Miejsca w Wiśniowej, gdzie najczęściej chodziła na spacer z psem zaginiona Halina Majsterkiewicz
Miejsca w Wiśniowej, gdzie najczęściej chodziła na spacer z psem zaginiona Halina Majsterkiewicz Bogdan Hućko

Poszukiwania trwały w nocy z 7 na 8 lutego i były kontynuowane następnego dnia. Nie przyniosły żadnych rezultatów. Po czterech dniach użyto do poszukiwań drona z kamerą termowizyjną.

– Bez sensu, bo nawet gdyby ciało gdzieś leżało, to jego temperatura byłaby taka sama jak ziemi – zaznacza Władysław Majsterkiewicz.

Mąż zaginionej ma żal, że nikt go nie poinformował, czy trwają poszukiwania.

- Nikt nie skontaktował się ze mną, więc chyba po trzech tygodniach zadzwoniłem do komendy. Pogoda się poprawiła, słońce świeciło, woda w Wisłoku opadła, więc pytałem czy przeszukano rzekę. Nie uzyskałem jednoznacznej odpowiedzi. Przecież przeszukanie koryta rzeki, około 40 kilometrów, od zalewu w Rzeszowie do Wiśniowej nie powinno być w dzisiejszych czasach dużym problemem. Z działań funkcjonariuszy doszedłem do wniosku, że zaginięcie mojej żony zostało potraktowane jako zaginięcie jakiejś rzeczy czy też zwierzęcia. I z tym nie mogę się pogodzić. Służby z Koszalina jechały 700 kilometrów, żeby uratować psa na Bugu. Na działaniach służb całkowicie się zawiodłem – podkreśla wyraźnie rozżalony Władysław Majsterkiewicz.

Mówi, że żyje już ponad miesiąc w ogromnym stresie, który jest nie do zniesienia. Wysłał pisma do ministra spraw wewnętrznych i administracji oraz do komendantów policji – głównego, wojewódzkiego i powiatowego.

Zaginięcie ogłosił z ambony miejscowy proboszcz. Władysław Majsterkiewicz zamówił też mszę w intencji odnalezienia żony. Została odprawiona 21 lutego.

Jedyny ślad

Wiśniowa żyje nadal zaginięciem 73-latki.

– Co tak naprawdę się wydarzyło, to pewnie się już nie dowiemy nigdy. Ludzie różne rzeczy mówią, ale nie chcę tego powtarzać – mówi jeden z mieszkańców.

– Pogoda nie zachęcała wtedy do spaceru, do wychodzenia z domu, jeżeli nie musi się wyjść w pilnej sprawie. W dodatku, że nie wyszła z psem, tylko sama. Dziwne to – zastanawia się inny napotkany starszy mężczyzna.

- Wszyscy mówią, że mogła wpaść do rzeki. Tego wykluczyć nie można, ale skoro nie była z psem, to po co miałaby iść nad rzekę w taką pogodę? Mogła pójść wszędzie. Widzi pan, jakie tutaj przestrzenie wokół wsi – dywaguje w średnim wieku mieszkaniec Wiśniowej.

Miejsca w Wiśniowej, gdzie najczęściej chodziła na spacer z psem zaginiona Halina Majsterkiewicz
Miejsca w Wiśniowej, gdzie najczęściej chodziła na spacer z psem zaginiona Halina Majsterkiewicz Bogdan Hućko

- Dziwne, że nie wzięła ze sobą telefonu. Teraz nawet starsi ludzie nie rozstają się z komórkami. Dzwonią im podczas mszy w kościele – uśmiecha się nasz rozmówca. – Może miała jakiś plan – dodaje, zastrzegając się, że niczego nie sugeruje.

- Widziałam ją często jak chodziła do biblioteki. Nosiła dużo książek, widocznie dużo czytała. Jeżeli poszła do lasu, to mogły ją nawet i wilki rozszarpać – kreśli czarny scenariusz mieszkanka Wiśniowej.

To nie była późna pora. Ludzie wracają z pracy, robią zakupy. Nikt, nic nie widział. Jedna z kamer monitoringu w centrum wsi zarejestrowała jej przejście. To jedyny ślad.

Zrobili wszystko co mogli

Policja twierdzi, że zrobiła wszystko, żeby kobietę odnaleźć i poszukiwania wciąż trwają.

- Od chwili przyjęcia zawiadomienia o zaginięciu, w poszukiwania zaangażowane są różne służby. Oprócz Policji to strażacy i strażacy ochotnicy, a także Ochotnicza Grupa Poszukiwawcza z Zawadki Brzosteckiej oraz okoliczni mieszkańcy. Do poszukiwań wykorzystany był także dron i łódź z sonarem. Policjanci sprawdzają każdy sygnał, mogący pomóc w odnalezieniu zaginionej – mówi komisarz Katarzyna Kosturek z biura prasowego Komendy Wojewódzkiej Policji w Rzeszowie, a do niedawna rzeczniczka KPP w Strzyżowie.

Policja nie ujawnia stanu zdrowia zaginionej. Jej mąż nie chce mówić czy miała jakieś dolegliwości, czy kłopoty ze zdrowiem. Zaznacza jedynie, że chorowała na covid.

– W tym dniu żadnych nerwowych sytuacji w domu nie było – podkreśla.

Katarzyna Kosturek przypomina sobie, że w akcję poszukiwawczą zaangażowanych było mnóstwo osób, że był bardzo duży odzew lokalnej społeczności. Policja sprawdziła wiele miejsc, w tym przystanki, szpitale, opuszczone domy.

– Zwróciliśmy się z prośbą do okolicznych parafii, łącznie z Boguchwałą, o zamieszczeniu komunikatu na stronach parafialnych i przekazaniu informacji wiernym w kościołach. Poszukiwania mieszkanki Wiśniowej nadal trwają i mamy nadzieję w szczęśliwy ich finał – dodaje Katarzyna Kosturek.

Na stronie KPP w Strzyżowie opublikowany jest komunikat o zaginięciu 73-latki wraz z jej wizerunkiem. Każdy kto ma wiedzę na temat miejsca przebywania zaginionej lub informacje, które mogłyby się przyczynić do odnalezienia kobiety, proszony jest o kontakt ze strzyżowską komendą tel. 47 8225 310 lub pod nr alarmowy 112.

W szczęśliwe zakończenie poszukiwań nie wierzy Władysław Majsterkiewicz. Mówi, że jest twardy, bo widział w życiu mnóstwo ludzkich tragedii, ale głos mu się łamie, gdy odtwarza wydarzenia z 7 lutego br.

– Nie wierzę, że żona żyje. Proszę tylko, żeby znaleziono jej ciało, albo przynajmniej jakiś fragment, żebym mógł ją pochować, miał do kogo iść na cmentarz - mówi ze łzami w oczach. – A to zdjęcie trzymam na nagrobek – dodaje.

Władysław Majsterkiewicz ze zdjęciem zaginionej żony

Zagadkowe zaginięcie 73-letniej mieszkanki Wiśniowej. Jak ka...

od 7 lat
Wideo

Jak głosujemy w II turze wyborów samorządowych

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na nowiny24.pl Nowiny 24