9-10 kwietnia. Warszawa - Smoleńsk - Katyń

Krzysztof Kaszuba
W tamtych dniach miliony Polaków czciły 96 ofiar katastrofy. W uroczystościach przed rzeszowską farą wzięły udział tysiące mieszkańców miasta i regionu.
W tamtych dniach miliony Polaków czciły 96 ofiar katastrofy. W uroczystościach przed rzeszowską farą wzięły udział tysiące mieszkańców miasta i regionu. Krzysztof Łokaj
Spotykam Wiktora, Polaka z Białorusi. Gratuluję mu, że dotarł na uroczystości z udziałem prezydenta RP. A Wiktor mówi, że nie będzie prezydenta. - Jak to - nie będzie? - Wasz prezydent nie żyje...

W piątek, 9 kwietnia, o 9.30 na dworcu Warszawa Zachodnia wraz z grupą kilkuset przedstawicieli Rodzin Katyńskich, parlamentarzystów RP, dziennikarzy wsiadam do pociągu specjalnego Warszawa-Smoleńsk. Cel podróży - Katyń.

W kwietniu 1940 roku ponad 21 tysięcy polskich jeńców z obozów i więzień NKWD zostało zamordowanych. Tej zbrodni ludobójstwa dokonano z woli Stalina, na rozkaz najwyższych władz Związku Sowieckiego. Sojusz III Rzeszy i ZSRR, pakt Ribbentrop-Mołotow i agresja na Polskę 17 września 1939 roku znalazły swoją wstrząsającą kulminację w zbrodni katyńskiej*.

Na warszawskim dworcu żegna nas Andrzej Przewoźnik, sekretarz Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa. Kilka minut po dziesiątej siedemnaście wagonów sypialnych opuszcza stolicę. W wagonie nr 14 znajdują się głównie przedstawiciele polskich mediów.

Moim towarzyszem podróży jest Krzysztof Ardanowski, doradca prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej, wiceminister rolnictwa w rządzie PiS.

Trzy godziny później przejeżdżamy Bug. Przed nami brzeska twierdza i prawie cztery godziny postoju. Białoruscy robotnicy rozpoczynają wymianę kolejowych kół na szersze. Kilka stojących obok torów kobiet oferuje pasażerom pociągu lokalne piwo i inne dobra.

Wieczorem ruszamy w kierunku Mińska. Jest czas na rozmowę. Krzysztof opowiada, że miał lecieć samolotem, ale na prośbę prezydenta odstąpił miejsce przedstawicielowi Rodzin Katyńskich.

W Smoleńsku jesteśmy o czwartej rano czasu polskiego, czyli o szóstej rano czasu lokalnego. Za trzy godziny mamy wsiąść do autobusu.

Czas na mały spacer. Na dworcu starszy pan pyta, czy jadę do Katynia. Wiktor jest z pochodzenia Polakiem, przyjechał z Mińska specjalnie na uroczystości w Katyniu. Opowiada, że na granicy Rosjanie zatrzymali Polaków z Białorusi jadących autobusami do Katynia. On przyjechał pociągiem.

Zapraszam go do dworcowego baru na herbatę. Emerytowany inżynier z Mińska zna świetnie historię Polski. Dziwi się, że polski rząd nie protestuje przeciwko antypolskiej kampanii prowadzonej przez ukraińskich wielbicieli ludobójców spod znaku Bandery i Szuchewycza czy też antypolskiej propagandzie na Litwie.

W marmurowej poczekalni smoleńskiego dworca na ścianach wiszą olbrzymie obrazy. Jeden z nich przedstawia Lenina udzielającego przedstawicielom wiejskiej biedoty porad, jak walczyć z kułakami.

Kilka minut po dziewiątej wsiadamy do autobusów. Chyba nigdy na smoleńskim dworcu nie było tyle bieli i czerwieni. Biało-czerwone opaski Rodzin Katyńskich, biało-czerwone kwiaty, flagi i sztandary.

Kilka minut po dziewiątej (siódmej czasu polskiego) z lotniska na Okęciu odlatuje do Smoleńska samolot specjalny TU--154M z prezydentem RP Lechem Kaczyńskim i jego małżonką.

Konwój kilkunastu autobusów, eskortowany przez rosyjską policję, mija zaniedbane domy i podwórza Smoleńska. Wiele z nich pamięta chyba czasy rewolucji bolszewickiej. Po drodze mijamy miejscowość Gniazdowo. To tutaj dowieziono pociągiem polskich jeńców. Dojeżdżamy do Kompleksu Memo- rialnego "Katyń".

Wysoko nad Lasem Katyńskim ciemne chmury. Zastanawiam się, czy uroczystość się nie opóźni. Przed nami niespodzianki. Pierwsza to wejście do kompleksu przez bramkę, jaką znamy z lotniska. Kontrola bagaży. Prawie tysiąc osób ustawia się w długiej kolejce.

Druga niespodzianka dopiero wyrasta z katyńskiej ziemi, ale już przytłacza. Cerkiew ma mieć czternaście metrów wysokości. Złoto-niebieska - będzie bronić wejścia do Lasu Katyńskiego.

W małym muzeum kilka gablot z katyńskimi guzikami, mundur polskiego oficera, listy, rzeczy osobiste zamordowanych i krótka historia katyńskiego ludobójstwa.

Kilka minut po jedenastej pod katyńskim murem z ponad czterema tysiącami tabliczek z nazwiskami zamordowanych zapalam przywieziony z Rzeszowa biały znicz. Pod katyńską sosną sadzę przywiezione z ogrodu w Przybyszówce czerwone wiosenne kwiaty.

Według programu uroczystości w tym samym czasie powinien w Smoleńsku lądować samolot specjalny.

W Lesie Katyńskim leżą jeszcze resztki śniegu. Członkowie Rodzin Katyńskich zapalają znicze, składają wiązanki kwiatów, mocują biało-czerwone flagi, przyklejają do tabliczek z nazwiskami zdjęcia swoich ojców, dziadków i najbliższych.

Nie tylko w lasach Katynia, także w Twerze, Charkowie, i w innych, znanych i jeszcze nieznanych miejscach straceń wymordowano obywateli II Rzeczypospolitej, ludzi tworzących podstawę naszej państwowości, nieugiętych w służbie ojczyzny. W tym samym czasie rodziny pomordowanych i tysiące mieszkańcówprzedwojennych Kresów były zsyłane w głąb Związku Sowieckiego, gdzie ich niewypowiedziane cierpienia znaczyły drogę polskiej Golgoty Wschodu.

O 11.30 w rosyjskiej części Kompleksu Memoriałowego "Katyń" powinny rozpoczynać się uroczystości z udziałem prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego.

A ja, kilka minut wcześniej, obok stanowiska telewizji polskiej spotykam Wiktora - Polaka z Białorusi. Trochę zaskoczony gratuluję Wiktorowi, że dotarł jednak na uroczystości z udziałem prezydenta RP. A Wiktor mówi, że nie będzie prezydenta. - Jak to - nie będzie? - Wasz prezydent nie żyje - spokojnym głosem odpowiada Polak z Mińska. - Katastrofa lotnicza - dodaje. Nieogolony, po nocnej podróży, Sprawia trochę wrażenie zagubionego człowieka. Czyżby facet miał jakieś problemy psychiczne? To pierwsza myśl, która przychodzi mi do głowy.

Rozglądam się dookoła. Nic szczególnego się nie dzieje. Uczestnicy uroczystości zapalają znicze, składają wiązanki kwiatów, mocują biało-czerwone flagi, przyklejają do tabliczek z nazwiskami zdjęcia swoich ojców, dziadków i najbliższych.

Spoglądam na znajdujące się tuż obok stanowisko TVP. Trzy krzesła przygotowane do wywiadu, który o godzinie 14.05 ma udzielić TVP Maria Kaczyńska, małżonka prezydenta RP, a po niej prezydent Lech Kaczyński.

Nagle jakieś poruszenie. Rozmowy przez telefon. - Jedziemy na lotnisko! - słyszę krótkie, głośne zdanie wypowiedziane przez pracownika TVP. Dochodzi do mnie, że Wiktor mógł powiedzieć prawdę.

Obok mnie, wokół polityków PiS - Macierewicza, Mularczyka i Suskiego - zbiera się grupka ludzi. Trwają ciche rozmowy. W dłoniach telefony komórkowe. Nerwowe rozmowy z najbliższymi i znajomymi w kraju. Nagle młoda brunetka podnosi głos.

- Ja też chcę jechać. To mój tata jest głównym organizatorem tych uroczystości - mówi. To chyba córka Andrzeja Przewoźnika nie może się pogodzić, że nie ma dla niej miejsca w samochodzie, którym kilka osób jedzie na lotnisko w Smoleńsku.

O 11.45, zgodnie z programem uroczystości, w części rosyjskiej Kompleksu Memoriałowego "Katyń" trębacz miał zagrać utwór "Cisza".

O 11.45 (9.45 czasu polskiego) cisza zalega przed katyńskim ołtarzem, gdy ksiądz prosi zebranych o wspólną modlitwę w intencji ofiar katastrofy na lotnisku w Smoleńsku, szczegóły której w Lesie Katyńskim są wciąż nieznane.

O 12.15 ksiądz informuje, że uroczysta msza święta rozpocznie się o 12.30, a poprzedzi ją oficjalny komunikat. Kilka minut później minister Sasin z Kancelarii Prezydenta RP urywanym głosem przekazuje informacje o katastrofie.

Wynika z nich, że cztery osoby prawdopodobnie trafiły do szpitala i że prawdopodobnie prezydent RP Lech Kaczyński zginął w katastrofie. W Lesie Katyńskim rozlega się "Mazurek Dąbrowskiego" śpiewany przez chór Wojska Polskiego i zebranych. Bicie katyńskiego dzwonu oznajmia, że rozpoczyna się uroczysta msza święta.

Miał jej przewodniczyć Tadeusz Płoski, biskup polowy Wojska Polskiego. Był w samolocie.

Trębacz gra sygnał "Słuchajcie wszyscy". Zgromadzeni w Lesie Katyńskim, pogrążeni w cichej modlitwie, nie wiedzą, że cała Polska słucha i ogląda. Że cały świat słucha i ogląda. Z oczami pełnymi łez. Z sercem pełnym łez. Z pytaniem: dlaczego... Kogo zapytać? Kto wie? Z góry na zgromadzonych spoglądają, kołysząc się na wietrze, wysokie katyńskie sosny i brzozy, wyrosłe na dołach śmierci pełnej polskiej krwi.

Polskich oficerów, duchownych, urzędników, policjantów, funkcjonariuszy straży granicznej i służby więziennej zgładzono bez procesów i wyroków. Byli ofiarami niewypowiedzianej wojny. Zostali zamordowani z pogwałceniem praw i konwencji cywilizowanego świata. Zdeptano ich godność jako żołnierzy, Polaków i ludzi. Doły śmierci na zawsze miały ukryć ciała pomordowanych i prawdę o zbrodni. Świat miał się nigdy nie dowiedzieć. Rodzinom ofiar odebrano prawo do publicznej żałoby, do opłakania i godnego upamiętnienia najbliższych. Ziemia przykryła ślady zbrodni, a kłamstwo miało wymazać ją z ludzkiej pamięci.

Według programu o 13.30 aktor Janusz Zakrzeński miał odczytać fragment pamiętników znalezionych w Katyniu. Był w samolocie.

Po mszy świętej jesteśmy proszeni o jak najszybsze przejście do autobusów i szybki powrót do Smoleńska. Pociąg specjalny ma szybko wyjechać w kierunku polskiej granicy.

Nie odbył się uroczysty apel poległych. Prezydent RP nie złożył wieńca i nie zapalił znicza. Nie było uroczystego obiadu prezydenta RP i jego małżonki w towarzystwie Rodzin Katyńskich. Nie było spotkania z Polonią w filharmonii w Smoleńsku. Prezes NBP Sławomir Skrzypek nie przekazał okolicznościowej monety przedstawicielowi Polonii. A przede wszystkim - zabrakło wystąpienia prezydenta Lecha Kaczyńskiego. I tych słów prawdy, jakże innych od tych, które 7 kwietnia musiał wysłuchać Las Katyński.

Ważne jest, by została potwierdzona prawnie niewinność ofiar, by ujawnione zostały wszystkie dokumenty zbrodni. Aby kłamstwo katyńskie zniknęło na zawsze z przestrzeni publicznej. Domagamy się tych działań przede wszystkim ze względu na pamięć ofiar i szacunek dla cierpienia ich rodzin. Ale domagamy się ich także w imię wspólnych wartości, które muszą tworzyć fundament zaufania i partnerstwa pomiędzy sąsiednimi narodami w całej Europie.

13 kwietnia 2010 - Rzeszów

Podobnie jak w setkach innych polskich miast, odbywają się zaplanowane znacznie wcześniej msze święte upamiętniające 70. rocznicę katyńskiego ludobójstwa. Miliony Polaków czczą dodatkowo 96 ofiar smoleńskiej katastrofy.

W uroczystościach przed rzeszowską farą biorą udział tysiące mieszkańców miasta i regionu. Po wzruszających słowach biskupa rzeszowskiej diecezji Kazimierza Górnego ludzie idą na plac Śreniawitów, gdzie złożone zostają wieńce i wiązanki kwiatów.

A niżej podpisany dwa dni wcześniej w niedzielne popołudnie, 25 godzin po zakończeniu mszy w Katyniu, pod katyńskim krzyżem w Rzeszowie rozsypał przywiezione z Lasu Katyńskiego szyszki, owoce zrodzone przez drzewa wyrosłe na dołach śmierci. Jakie były, jakie będą dla Polski i Polaków owoce tych kilku niezwykłych kwietniowych dni 2010 roku?

*Kursywą zaznaczono fragmenty planowanego wystąpienia prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego w Katyniu

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie