Ameryka tylko dla zuchwałych

Wojciech Malicki z Nowego Jorku
Polskie dzienniki pełne są ogłoszeń o możliwości uzyskania bajońskich odszkodowań za wypadki przy pracy.
Coraz więcej Polaków przylatuje do USA w odwiedziny i na zakupy (tu prawie wszystko jest tańsze!). A coraz mniej do pracy.

Przeglądając polskie gazety, dochodzisz do wniosku, że największym szczęściem, jakie może cię spotkać w USA, to upadek z rusztowania. Wtedy rzuci się na ciebie armia adwokatów, aby wywalczyć ci parę milionów dolarów odszkodowania. Jeśli jesteś zdrowy, nikogo nie interesujesz.

Siedzimy w pubie i pijemy piwo. Po cztery dolary za kufel, czyli jak na Manhattan, całkiem tanio. Tomek i Marek to moi koledzy z Tarnobrzega, których nie widziałem parę lat, bo od dawna nie byli w Polsce. Nie mogli być. To znaczy mogli, ale byłby to tzw. one way ticket, czyli droga w jedną stronę. Bez prawa powrotu do USA. Tak mają nielegalni emigranci. I choć służby imigracyjne raczej polskich regionalnych gazet nie czytają (amerykańskie też rzadko), wolą dmuchać na zimne i nie chcą, aby w gazecie podawać ich nazwiska.

- Wracać? Czy nie wracać - taki dylemat ma co drugi Polak w USA. I ten legalny, z zieloną kartą i ten nielegalny, z przeterminowaną wizą turystyczną. Choć ci drudzy pewnie częściej się zastanawiają - opowiada Marek.

Wraca do kraju

Konsulat generalny RP w Nowym Jorku mieści się w czteropiętrowym, wykończonym z przepychem Pałacu De Lamar Mansion na Manhattanie. Na początku lat 70. władze PRL kupiły go za śmieszną sumę miliona dolarów. Dzisiaj jest wart 100 razy tyle.

- To był chyba najlepszy interes, jaki komuna zrobiła w Ameryce - śmieje się Krzysztof W. Kasprzyk, konsul generalny RP w Nowym Jorku i zaprasza do zwiedzania swoich włości.

W pokoju na pierwszym piętrze dwie młode pracownice konsulatu przygotowują do powrotu do Polski jakiegoś rodaka. Jedna mocuje sznurek na niewielkiej, leciutkiej jak piórko skrzynce. Druga odciska na niej lakową pieczęć.

- Urna jest już prawie gotowa. Jutro poleci do kraju - mówi kobieta.

[obrazek2] Polskie dzienniki pełne są ogłoszeń o możliwości uzyskania bajońskich odszkodowań za wypadki przy pracy.Jest nas miliony

- Ilu Polaków żyje w Nowym Jorku? - pytam konsula.

- W samej metropolii Nowego Jorku około 400-500 tysięcy. A w całym stanie New York około dwóch milionów. Choć te dane mogą być niedoszacowane, bo wielu Polaków przebywających nielegalnie nie bierze udziału w spisach ludności - opowiada Kasprzyk.

- I przybywają nowi?

- Coraz więcej Polaków przylatuje, aby odwiedzić krewnych, pozwiedzać, albo na za kupy, bo prawie wszystko jest tu tańsze niż w Polsce. A coraz mniej do pracy. Bo Ameryka przegrywa teraz konkurencję z Anglią, Irlandią, czy Holandią, gdzie jest znacznie bliżej i gdzie można pracować legalnie. Też za godne pieniądze - tłumaczy konsul.

- No i bez starania się o wizę, co jest cholernie upokarzające - dodają moi koledzy. - Wiesz przecież, bo byłeś pod konsulatem w Krakowie.

Byłem. I najpierw dziwiłem się, że za minutę rozmowy telefonicznej, bez której nie się umówić z konsulem, "Wuj Sam" każe sobie zapłacić aż 4,88 zł z VAT. To nie wszystko. Za samo rozpatrzenie wniosku wizowego, bez gwarancji zwrotu, jeśli konsul powie "nie" - bierze dodatkowe 280 zł. Przed widzeniem z konsulem trzeba sterczeć jak ubogi krewny przed budynkiem konsulatu.

Ale jednak tłumy, jakie od poniedziałku do piątku zbierają się na ulicy Stolarskiej w Krakowie, każdą wierzyć, że mit Ameryki wciąż działa.

Greenpoint już nie polski

Jest takie miejsce w Nowym Jorku, gdzie można pracować i mieszkać przez 20 lat nie znając słowa po angielsku. To Greenpoint, czyli polska enklawa na Brooklynie. Miejsce, gdzie czas się zatrzymał, tak gdzieś w latach 70. Ale i to się zmienia. Polskie getto, przestaje być ... polskie.

- Polaków wypierają stąd Latynosi i deweloperzy, którzy kupują ziemie i stawiają drogie apartamenty z cenami nie na kieszeń naszych rodaków - tłumaczy Tomasz, nielegalny emigrant, od sześciu lat mieszkaniec Manhattan Avenue. To główna ulica na Greenpointu, która z Manhattanem ma tyle wspólnego, co biedak z Rockefellerem.

Polacy wynoszą się z polskiej dzielnicy na Queens i do New Jersey. A czy mieszkają na tym prawdziwym Manhattanie?

- Wynajęcie skromnego mieszkania z dwoma sypialniami to koszt około trzech tysięcy dolarów miesięcznie. Kogo z naszych na to stać? - pyta retorycznie Sławek, w Nowym Jorku od pół roku, legalnie.

Robota na cały zegar

Ameryka ładnie wygląda na zdjęciach przesyłanych przez emigrantów do Polski. Rodziny podziwiają wieżowce Manhattanu i zazdroszczą. Rzeczywistość jest dużo brzydsza.

- Mam tutaj rodzinę i znajomych, dlatego wiem, że Polakom naprawdę nie ma czego zazdrościć. Mieszkają w klitkach i pracują bardzo ciężko - mówi Zygmunt Cholewiński, marszałek podkarpacki, który przyleciał do Nowego Jorku z okazji inauguracji połączenia z Jasionką.

Praca dla Polaków to przeważnie budowlanka dla mężczyzn i sprzątanie lub opiekowanie się staruszkami - dla kobiet.

- Ze znalezieniem roboty kłopotu teraz nie ma, bo dużo naszych przeniosło się do Europy. Tam pracują legalnie 8 godzin, a za nadgodziny dostają ekstra kasę. A tutaj, dziesięć - dwanaście godzin harówy na czarno to norma - opowiada Marek.
Stawki? 10 dolarów za godzinę dla niewykwalifikowanego robotnika. Na życie, bez szaleństw i wynajęcie (na początek) pokoju za 400 dolarów miesięcznie wystarczy. Fachowiec zarobi więcej - od 15 do 35 baksów za godzinę. Taki to już może pomyśleć o kupnie własnego lokum (oczywiście nie w centrum), mimo, że ceny domów na peryferiach zaczynają od 200 tysięcy dolarów.

Dzieci nie chcą wracać

Wracać, nie wracać? Na to pytanie lepiej sobie odpowiedzieć wcześniej niż później - tak uważa Tomek. Bo im dłużej zwlekasz, tym gorzej. Nienawidzisz tego kraju, a jednocześnie go kochasz. Po prostu się uzależniasz. Jeszcze "gorzej", gdy urodzą ci się dzieci i zaczną w USA chodzić do amerykańskich szkół. Wtedy się gryziesz, bo ty chcesz wracać, a one chcą zostać.

- Tutaj jak się pracuje, to się prosto żyję. A sam Nowy Jork jest niezwykle energetycznym miejscem, które oddaje ci "kopa" do życia, do działania - opowiada Sławek.

- Kocham Amerykę, tu wszystko jest jasne proste. Nie ma żadnego kombinowania. Jesteś dobry i pracowity, to dobrze żyjesz. Jesteś leniem, lądujesz na ulicy - mówi Bogdan (10 lat w Nowym Jorku)

- Podziwiam Amerykę za wolność gospodarczą, za proste zasady, które nie ograniczają ludzkiej przedsiębiorczości. Dlatego tutaj wszystko jest możliwe, wielkie kariery od pucybuta do milionera także - dodaje Cholewiński.

Szansa na miliony

- Musisz być twardy, bo tutaj nikogo twój los nie interesuje - mówi Marek. - Jesteś Misterem Nobody (Panem Nikt). No chyba, że spadniesz z rusztowania i sobie złamiesz kręgosłup. Wtedy możesz liczyć na adwokatów. Nie wierzysz? To przeglądnij polskie gazety.

Przeglądam. Co drugą dużą reklamę w Nowym Dzienniku i Polskiej Gazecie zamieścili amerykańscy i polscy adwokaci. Czytam: "Twoją sprawę możemy wygrać, nawet jeśli nie masz zielonej karty". "Honorarium dostaniemy tylko wtedy, gdy twoją sprawę wygramy". "15 mln $ za upadek z drabiny i 9.8 mln $ za upadek z rusztowania. Dzwoń 24 h/ 7 dni w tygodniu".

- Ale to jest lipa - zaznacza Marek. - Takie sprawy ciągną się miesiącami albo latami, a ty zamiast milionów, dostajesz 450 dolarów tzw. workers compensation. I musisz za to żyć.

Kto zbudował tę potęgę?

Nielegalni emigranci, którzy chcą zostać, próbują zalegalizować swój pobyt. Kiedyś załatwienie "papierów" było to trudne, a po zamachach 11 września 2001, praktycznie niemożliwe.

Barbara Chlebińska, Polka (od 18 lat w USA) prowadząca biuro prawne na Manhattanie: - Jak na zbawienie czekamy na zmiany w prawie emigracyjnym, nad którymi w najbliższych tygodniach będzie pracował Kongres. Politycy amerykańscy muszą sobie przypomnieć, że potęgę ich kraju zbudowali emigranci i bez nich on sobie nie poradzi...

Za pomoc w zbieraniu materiałów do tego tekstu dziękujemy PLL LOT.

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

l
lala

kochani rodacy
komu sie nie podoba w USA to ma wolna droge do powrotu,
nikt nie bedzie tu za wami plakal,
Ameryka nadal jest krajem w ktorym mozna sobie ulozyc zycie
nie wszyscy musza pracowac na budowie (u kontraktorow)
i nie wszystkie panie pracuja tylko opiekujac sie chorymi
jesli nie masz stalego pobytu to przeciez nie mozesz
innej kariery zrobic,ludzie ktorzy sa z legalnym statusem , znajomoscia jezyka angielskiego
wykonuja rozne prace,majac troche rozssadku dorobili sie
nie tylko klitek ale bardzo wygodnych domow o ktorych regolarny Polak w swoim
kraju moze tylko pomarzyc.
tak jak wszedzie nawet w Polsce ci co pracuja maja tez piekne domy i niezle sie
im powodzi,ale ci nie szukaja szczesia (a moze sie co uda zakrecic- moze kogos
sadzic i wygrac mase pieniedzy?)
ja mam rade dla was szukajacy szczescia i dolarow spadajacych z nieba
trzeba przcowac , oszczedzac i nie myslec ze rodzinie pieniadze same weszly w kieszenie.
Ludzie ktorzy przyjechali tutaj lata wsecz tesknia za swoim krajem i rodzina
ale skladajac wizyte spedzaja pieniazki nie tylko na siebie ale rowniez na rodzinke
bo gdzie sie jedzie to placi sie za siebie i za rodzinke.
jesli rodzina odwiedza nas w USA to rowniez placimy za nich tutaj
a przeciez wedlug waszej wypowiedzi drodzy rodacy to Ameryka i rodzina to biedacy?

Dodaj ogłoszenie