Amerykanie nadal szukają szczątków Josepha Gorczycy, pilota Liberatora, który w 1944 rozbił się koło Birczy [ZDJĘCIA]

Norbert Ziętal
Norbert Ziętal
Poszukiwania szczątków Liberatora „Ditney Hill” w Sufczynie koło Birczy.
Poszukiwania szczątków Liberatora „Ditney Hill” w Sufczynie koło Birczy. Norbert Ziętal
Bombowiec B-24 J Liberator 2 grudnia 1944 r. leciał z włoskiej bazy, aby zbombardować niemieckie rafinerie na Śląsku, dostarczające paliwo dla armii hitlerowskiej. W czasie misji został trafiony przez niemiecką artylerię. Pilot zdecydował o locie na tereny zajęte przez Armię Czerwoną. Członkowie załogi zdołali wyskoczyć, pusta maszyna rozbiła się w lesie w Sufczynie koło Birczy. Przeżyli wszyscy oprócz por. Josepha J. Gorczycy. Został uznany za zaginionego, Amerykanie nadal szukają jego szczątków.

2 grudnia 1944 r. B-24 Liberator o bocznej nazwie "Ditney Hill", razem z 194 innymi samolotami, wystartował z lotniska Spinazzola na południu Włoch. To już jego kolejna misja tego typu, a chodzi o zbombardowanie zakładów niemieckiego przemysłu na Śląsku i okolicach, głównie rafinerii produkujących paliwo dla armii hitlerowskiej.

Jako drugi pilot w "Ditney Hill" leci por. Joseph J. Gorczyca, syn polskich emigrantów, którzy w latach dwudziestych XX wieku wyemigrowali do USA.

Liberator z Gorczycą leci jako pierwsza jednostka szturmowa. Ma dwie minuty do zrzucenia bomb, wtedy zostaje trafiony pociskiem niemieckiej obrony przeciwlotniczej. Z późniejszych meldunków wynika, że część bom wypadła przez uszkodzony właz. Następuje wyciek paliwa, jest go zbyt mało, aby wrócić do Włoch. Pilot decyduje się przelecieć na stronę zajmowaną już przez Armię Czerwoną. Wiadomo już, że maszyny nie można uratować, jednak życie załogi jest ważniejsze, a są duże szanse na ocalenie. Zgodnie z niepisanym porozumieniem pomiędzy aliantami, w takich przypadkach Rosjanie mają przejąć lotników i odesłać ich do macierzystej jednostki. Pilot kieruje Liberatora na wschód, po chwili poleca opuszczenie samolotu.

Członkowie załogi po kolei wyskakują. Pusta maszyna rozbija się w Sufczynie koło Birczy. Do dzisiaj można znaleźć jej szczątki. Kolejna ekspedycja, pod wodzą Wiesława Sokolika z Przemyśla, ma wydobyć pozostałe jeszcze w ziemi fragmenty Liberatora.

Ten samolot to świadek największej operacji lotniczej nad ziemiami polskimi

Sobota, wczesny poranek. Fort VIII Łętownia niedaleko Przemyśla. Trwa odprawa przed kolejną akcją poszukiwań szczątków amerykańskiego Liberatora. Jednym z uczestników jest dr inż. Krzysztof Wielgus z Politechniki Krakowskiej, autorytet historii lotnictwa.

- Mamy do czynienia z pamiątką, ze świadkiem największej operacji lotniczej, jaka kiedykolwiek miała miejsce nad ziemiami polskimi. Amerykańska wojna o paliwo rozpoczęła się w 2 sierpnia 1944 r. i trwała do 26 grudnia 1944 r. Było to 19 wielkich wypraw, realizowanych głównie siłami 15. Armii Powietrznej Stanów Zjednoczonych - mówi K. Wielgus.

Jak zaznacza, były to skrajnie niebezpieczne, trudne wyprawy. Średnio w ciągu jednego dnia, jednej misji, 40 ludzi ginęło, zostawało rannych, dostawało się do niewoli. Dlaczego je podejmowano? Były niezwykle ważne dla dalszego przebiegu wojny. Uderzenie w niemiecki przemysł zaopatrujący front mogło znacznie skrócić II wojnę światową.

Polskie podziemie w ramach operacji wywiadowczej "Synteza" odkryło, że Niemcy opracowali bardzo kosztowną metodę produkcji paliwa z węgla. Przekazali dane aliantom. Zachodni analitycy twierdzili, że ze względu na wysokie koszty, metoda nie będzie wykorzystywana na skalę przemysłową. Mylili się. Niemcy rozpoczęli produkcję, a ta mogła im zapewnić sporo paliwa do sprzętu wojennego.

- Na Zachód poszły informacje polskiego wywiadu: ogarnijcie się, Niemcy to naprawdę robią - tłumaczy dr Wielgus.

- Straty amerykańskiego lotnictwa były ogromne, ale efekty operacji nie do przecenienia. W marcu 1944 r. produkcja niemieckich paliw wynosiła 3 mln ton miesięcznie, w marcu 1945 r. zero. Dzięki tym akcjom wojna w Europie została skrócona o ok. sześć miesięcy - dodaje dr Wielgus.

Co to oznaczało? Zmniejszenie skali niemieckiego barbarzyństwa, dymiących kominów krematoriów, okupacji Polski i innych krajów. Jednak dzięki poświęceniu lotników uniknęliśmy również innego niebezpieczeństwa.

- Pierwsze bombardowania atomowe miały być realizowane nie w Japonii, lecz w Europie przez 15. Armię Powietrzną USA, a miastami przeznaczonymi jako cel miały być niemieckie Essen i Kilonia. Jeżeli wojna trwałaby dłużej, mielibyśmy w Europie dwa "grzyby" atomowe - twierdzi dr Wielgus, choć od razu zaznacza, że w historii nie można snuć przypuszczeń "co by było gdyby".

Poszukiwania szczątków Liberatora „Ditney Hill” w Sufczynie koło Birczy.

Amerykanie nadal szukają szczątków Josepha Gorczycy, pilota ...

Zapach lotniczego paliwa sprzed 80 lat

Z Łętowni dojeżdżamy do Sufczyny. Najpierw czeka nas kilkaset metrów drogi w trudnym, leśnym terenie. Jednak ekipa jest pierwszej klasy. Oprócz Wiesława Sokolika i Krzysztofa Wielgusa także Przemysław Sokolik, Bogusław Świrk, Tomasz Prochaska, Daniel Wojdyło, Jakub Kubas, Krzysztof Wątroba z Podkarpacia i innych zakątków Polski. Wyposażeni w wykrywacze metalu, łopaty, rydle a przede wszystkim zgody Podkarpackiego Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków i właściciela terenu Nadleśnictwa Bircza.

- Samolot nadleciał z tej strony. Przechylił się. Na tej górce widać jeszcze, w którym miejscu jeden z silników uderzył w ziemię. Najpierw kopiemy w tym miejscu, tu zostaje część ekipy. A pozostali niech pochodzą po terenie - instruuje pan Wiesław.

Po chwili z podmokłej ziemi "wychodzą" szczątki Liberatora. Leżą na głębokości ok. 15 cm. Jest ich mnóstwo. Spora części ma numery, oznaczenia, nazwy producentów. To ważne, bo pomoże w znalezieniu miejsca w samolocie, z którego pochodziły.

- Ależ tu śmierdzi benzyną - reporter Nowin sygnalizuje wyraźnie wyczuwany zapach i... to był błąd, który zdradził laika i wywołał małe oburzenie wśród poszukiwaczy.

- Śmierdzi?! Pachnie! Ładnie pachnie, mmmm - komentuje jeden z pasjonatów i... z uwielbieniem wącha jedną z części. To czuć paliwo lotnicze, oleje.

- To zapach historii sprzed 80 lat - komentuje dr Wielgus, który również nie omówił sobie przyjemności powąchania jednej z wydobytych części.

Podczas kilkugodzinnych poszukiwań udało się odnaleźć dziesiątki mniejszych lub większych części. Podczas katastrofy Liberator rozpadł się na wiele drobnych kawałków. Dzięki doskonałych warunkom glebowym, m.in. iłom, części zachowały się w bardzo dobrym stanie. Sprzymierzeńcem tego, że dotrwały do naszych czasów był również trudno dostępny, podmokły teren.

Udało się odnaleźć ogromny fragment skrzydła

- Mamy coś dużego. Coś naprawdę dużego. Chodźcie - z ważnym komunikatem przybiega jeden z mężczyzn.

Wykrywacz dał sygnał, że pod ziemią znajduje się bardzo duży element. Tu kopanie nie idzie już tak łatwo, jak w innych miejscach. Ciężka ziemia, glina. Choć emocje dodają sił, to jednak jest trudno. Kopiący co chwilę się zmieniają. Po chwili widać kawałki metalu. Jednak nie wydobędziemy go od razu.

- Sygnał pokazuje, że jeszcze co najmniej ten metr ziemi musimy skopać - oznajmia jeden z mężczyzn. Potem z tego metra "zrobiły się" kolejne.

Po dłuższej chwili i ciężkiej pracy udało się wydobyć spory fragment prawego skrzydła Liberatora. To obok niego w samolocie siedział por. Gorczyca, który pełnił funkcję drugiego pilota.

Nasz rodak jako jedyny nie uratował się z załogi "Ditney Hill". Pozostali poprzez bazę w Połtawie (dzisiejsza Ukraina) dotarli do swojej jednostki. Co się stało z 23-letnim wówczas por. Gorczycą? Do dzisiaj nie wiadomo. Oficjalnie został uznany za zaginionego, bo nie znaleziono ani jego żywego, ani jego szczątków.

- Jest kilka hipotez, co do jego dalszych losów. Na pewno wyskoczył z tego samolotu. To wiemy z meldunku złożonego przez innego członka załogi, który wyskakiwał później - mówi Małgorzata Gliwa, specjalista z Wieloosobowego Stanowiska do spraw Poszukiwań i Identyfikacji Instytutu Pamięci Narodowej w Rzeszowie.

Jedna z wersji głosi, że Gorczycę zatrzymali Sowieci. Rzekomo lotnik miał nie mówić po polsku albo bać się używać naszego języka. Rosjanie mieli go rozstrzelać w parku zamkowym w Dąbrówce Starzeńskiej i tam pogrzebać. Jednak z informacji przekazanych przez Amerykanów wiadomo, że ppor. Gorczyca doskonale znał język polski.

Czy mógł zostać rozstrzelany przez Sowietów w Dąbrówce i tam pogrzebany?

- Ten wątek był rozpatrywany, był tematem śledztwa Okręgowej Komisji Ścigania Zbrodni Przeciwko Narodowi Polskiemu w ok. 2000 r. Były nawet prowadzone wykopy sondażowe we wskazanym miejscu, jednak nie natrafiono ani na jamę grobową, ani tym bardziej szczątki lotnika - wyjaśnia M. Gliwa.

Amerykanie nadal szukają szczątków swojego żołnierza

- W styczniu obecnego roku Amerykanie z komórki Departamentu Obrony USA zajmującej się poszukiwaniem szczątków żołnierzy amerykańskich, prowadzili badania georadarowe w parku w Dąbrówce Starzeńskiej. Pod uwagę wzięli dość duży obszar i go przebadali. Na razie nie mamy informacji o wynikach tych prac - mówi M. Gliwa.

Inna hipoteza zakłada, że lotnik mógł zostać przejęty przez działające na tym terenie oddziały UPA. Jednak tutaj kontrargumentem jest fakt, że dwóch lub trzech Amerykanów z tego lotu trafiło w ręce członków UPA, ale zostało przekazanych Sowietom, a następnie wrócili do amerykańskiej bazy. Według jeszcze innych założeń, porucznik z różnych powodów mógł zginąć w trakcie skoku. Z relacji świadków wynika, że zarówno do samolotu, jak i skoczków, oddawano strzały.

Wiadomo natomiast jest, że Amerykanie nigdy nie rezygnują z poszukiwań szczątków swoich żołnierzy. Takie działania prowadzone są do skutku, a każda kolejne informacja jest weryfikowana. Nasz artykuł sprzed kilku dni dotyczący odkrycia w leśnej ziemi znacznego fragmentu skrzydła maszyny już do nich trafił.

Komórką, która zajmuje się poszukiwaniami zaginionych żołnierzy amerykańskich, z różnych wojen, jest Defense POW/MIA Accounting Agency Departamentu Obrony USA. W archiwach tej komórki dotarliśmy do protokołu z lutego 2018 r. z prac wspólnej amerykańsko-rosyjskiej komisji USRJC, która zajmowała się 11 niewyjaśnionymi sprawami żołnierzy amerykańskich z okresu II wojny światowej. Jedna z nich dotyczy porucznika pierwszego stopnia Josepha J. Gorczycy.

- Porucznik Joseph J. Gorczyca z 760. Dywizjonu Bombowego 460. Grupy Bombowej 15. Sił Powietrznych zaginął 2 grudnia 1944 r. w okolicach Birczy w Polsce. Por. Gorczyca służył jako drugi pilot na pokładzie B-24J Liberator, który został trafiony niemieckim ogniem przeciwlotniczym podczas bombardowania rafinerii ropy naftowej Blechhammer (w Kędzierzynie - Koźlu w dzisiejszym województwie opolskim - przyp. red) - piszą Amerykanie.

Na podstawie meldunków uratowanych członków załogi Liberatora, odtworzyli ostatnie, znane chwile życia por. Gorczycy.

Ostatni raz ppor. Gorczycę widziano, gdy leciał na spadochronie, ok. 150 metrów nad ziemią

- Około dwie minuty przed wypuszczeniem bomb, grupa napotkała ciężki ogień przeciwlotniczy z niemieckich baterii chroniących zakłady Blechhammer. Samolot [w którym leciał] Gorczyca doznał bezpośredniego trafienia w dziobową komorę bombową, co spowodowało ogromny wyciek paliwa. Pilot, zdając sobie sprawę, że nie starczy mu paliwa na lot powrotny do Włoch, poleciał w stronę linii sowieckich. W okolicach Birczy pilot nakazał załodze uratowanie się. Każdy członek załogi z powodzeniem wyskoczył z samolotu na spadochronie. Dziewięciu z dziesięciu członków załogi (tu jest błąd, bo faktycznie było 11 członków załogi - przyp. red.) zostało schwytanych przez siły radzieckie i ostatecznie wróciło pod kontrolę USA. Pilot ostatnio widział Gorczycę około 500 stóp (ok. 150 metrów) nad ziemią. Po wylądowaniu Gorczyca i pilot zostali oddzieleni niewielkim wzniesieniem. Wojska radzieckie natychmiast zatrzymały pilota, który próbował przejść przez wzgórze na spotkanie z Gorczycą - opisują Amerykanie.

Ten pilot nie mówił po rosyjsku czy polsku. Nie potrafił wytłumaczyć sowieckim żołnierzom, że idzie szukać kolegi, czyli por. Gorczycy.

Podobnie jak reszta członków załogi Liberatora, został przewieziony do bazy w Połtawie, a z niej przez Iran (jak podają Amerykanie) wszyscy trafili do armii amerykańskiej. Brakowało tylko Josepha Gorczycy.

Ze sporządzonego w 2018 r. protokołu z prac amerykańsko-rosyjskiej komisji wynika, że strona amerykańska wyjaśniła, że ​​porucznik Gorczyca byłby przedmiotem szczególnego zainteresowania sowieckich sił bezpieczeństwa. Miał polskie korzenie, mówił po polsku, a jego dziadkowie mieszkali wówczas (1944 rok) w Polsce. Losem por. Gorczycy interesowała się również jego rodzina.

Dotarliśmy do archiwalnych meldunków armii amerykańskiej z 1944 r. dotyczących tego lotu. Było 11 członków załogi. Czterech oficerów w stopniu porucznika, wśród nich Gorczyca. Pozostali to sierżanci. Do raportu o zaginięciu załogi dołączone były wyjaśnienia trzech innych oficerów. Zeznali, że pilotowany przez por. Ralpha E. Beama "Ditney Hill" został trafiony podczas zniżania się do bombardowania. Maszyna skierowała się na wschód.

- Samolot stacjonował na lotnisku Spinazolla w mieście Foggia we Włoszech. Został zestrzelony 2 grudnia 1944 r. przez flak i rozbił się koło Przemyśla, podczas misji bojowej do Południowej Rafinerii Olejów Syntetycznych w Blechhammer w Niemczech - meldują Amerykanie.

Śledztwo w sprawie miejsca spoczynku por. Gorczycy będzie kontynuowane, podobnie jak poszukiwania kolejnych szczątków B-24 Liberator "Ditney Hill".

- To była jego 49 misja. Jeszcze jedna i zgodnie z przepisami armii amerykańskiej należałby mu się półroczny urlop. Wróciłby do USA albo przynajmniej przebywałby na zapleczu frontu. Nie wróciłby już do bezpośredniej walki – mówi dr Wielgus.

Każdy żołnierz wskazywał, kogo powiadomić w razie jego śmierci czy zaginięcia. Tak było również w przypadku 11 członków załogi "Ditney Hill". Porucznik Gorczyca wskazał matkę, Sophick Gorczyca, która wtedy mieszkała w South Amboy W stanie New Jersey. Prawdopodobnie również tutaj mieszkał por. Gorczyca.

***

USA pamiętają o swoich bohaterach. W mieście Sayreville w stanie New Jersey, niedaleko Nowego Jorku, Joseph J. Gorczyca patronuje jednej z ulic. To Gorczyca Place. Pod tabliczką z nazwą ulicy nieco większa tablica z flagą amerykańską i informacją, że patron ulicy poległ w boju podczas II wojny światowej. Sayreville sąsiaduje z miastem South Amboy.

Nowe odkrycia archeologów na jarosławskim Rynku. Rzucają now...

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Ostrzał Kijowa. W trakcie operacji na sercu dziecka zabrakło prądu

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Wróć na nowiny24.pl Nowiny 24
Dodaj ogłoszenie