Biegły w procesie Rzeszowskich Zakładów Graficznych: grożono mi

Andrzej Plęs
Andrzej Plęs
Żadnego wizerunku, personaliów, publikacji zeznań, nawet ujawniania swojej płci – biegli zaskoczyli podczas procesu o wyprowadzenie majątku Rzeszowskich Zakładów Graficznych.

Oskarżonych Ryszarda Podkulskiego i jego zięcia Marcina B. nie było dziś na sali rozpraw Sądu Apelacyjnego w Rzeszowie.

Ich proces rozpoczął się w 2014 przed rzeszowskim sądem okręgowym, w którym obaj zostali skazani za wyprowadzenie ok. 14 mln zł Rzeszowskich Zakładów Graficznych, w których Podkulski był głównym udziałowcem.

Sąd okręgowy uznał ich za winnych, po dwóch latach procesu Ryszarda Podkulskiego skazał na 3 lata, zaś jego zięcia na 2,5 roku bezwzględnego pozbawienia wolności.

Obaj odwołali się od tego wyroku z uzasadnieniem, że okręgowy w swojej decyzji nie uwzględnił wszystkich wniosków i argumentów obrony, szczególnie mocno podkreślali, że wyrok oparto na „rażąco błędnych wyliczeniach strat, jakie RZG miały ponieść w wyniku działań skazanych”, biegłym, sądowym ds. szacowania nieruchomości zarzucali błędy i niekompetencję.

Sprawa trafiła więc do Sądu Apelacyjnego w Rzeszowie, tu w maju 2017 r. zapadł prawomocny wyrok skazujący obu. Ale i od tego złożyli wniosek kasacyjny do Sądu Najwyższego, SN uchylił wyrok apelacyjnego i nakazał mu ponowne rozpatrzenie sprawy.

- Podstawą uchylenia jest nierozpoznanie w sposób prawidłowy apelacji obrońców oskarżonych – wybrzmiało na sali SN w Warszawie.

Nadto sędziowie uznali, że rzeszowski wymiar sprawiedliwości nie dość szczegółowo rozważył materiał dowodowy sprawy i nie wziął pod uwagę części dowodów, przedstawianych przez obrońców.

Sprawa wróciła do Rzeszowa, ponownie rozstrzygać ją rozpoczęto w październiku ub. r., po czym proces przerwano ze względu na chorobę jednego z sędziów. Poniedziałkowa rozprawa była pierwszą po kilku miesiącach zawieszenia, jej zasadniczym celem było przesłuchanie dwójki biegłych, którzy na zlecenie sądu sporządzali opinię, dotyczącą wyceny majątku RZG oraz sposobu, w jaki Ryszard Podkulski wszedł w posiadanie zakładu i jego aktywów.

Czytaj także: Ryszard Podkulski: Mam dość! Nie widzę swojej przyszłości w biznesie

Już na wstępie rozprawy jeden z nich zaprotestował: wobec obecności mediów na sali oświadczył, że nie życzy sobie publikowania jego personaliów, wizerunku, treści zeznań, nawet swojej płci.

Uzasadniał, że odebrał telefon od mężczyzny, który przedstawił się, jako przedstawiciel stowarzyszenia. Mężczyzna miał rozmówcę zastraszać informacją, że jednemu z biegłych w tej sprawie spalono kancelarię.

Chodziło zapewne o pożar z początku 2015 r. rzeszowskiego biura Adama Weryńskiego, biegłego sądowego z zakresu księgowości i finansów, który zeznawał w procesie RZG. Podczas dzisiejszego procesu biegły zdradził, iż rozmówca radził „żeby uważał”.

Sąd uznał, że media pozostaną na sali sądowej, jednak opuszczą ją na czas zeznań biegłych. Zakazał też publikowania ich personaliów, ujawniania wizerunku.

Przez chwilę nie było pewne, że do zeznań w ogóle dojdzie, bo prok. Marta Steciak, reprezentująca Prokurę Okręgową w Rzeszowie, poddała pod wątpliwość sens takich zeznań. Z uzasadnieniem: w przedstawionej przez biegłych ekspertyzie oboje przyznają, że ich opinia jest niepełna, oparta na niekompletnym materiale dowodowym, a biegli nie odpowiedzieli na żadne z sześciu pytań, zadanych przez sąd.

- Przesłuchanie biegłych byłoby dla nas wszystkich stratą czasu – skończyła argumentację.

Obrońcy oskarżonych wnioskowali jednak, by biegłych przesłuchać, co odbyło się, ale bez udziału mediów.


ZOBACZ TEŻ: Policjanci z Rzeszowa zatrzymali 4 osoby podejrzane o usiłowanie wyłudzenia podatku VAT

Wideo

Dodaj ogłoszenie