reklama

Bogdan i Marcin przepadli jak kamień w wodę

Ewa GorczycaZaktualizowano 
Ich pasją były konie. Na zdjęciu Bogdan Kenar. Archiwum
Gdzie są Bogdan i Marcin? Policja, rodzina, znajomi sprawdzają każdy trop. - Są uwięzieni, potrzebują pomocy - orzekły wróżki.

Najgorsze jest to bezczynne czekanie. Brak wiadomości. Milczący telefon. Bezsilność. Bo nie wiadomo, co jeszcze można zrobić. Poza czekaniem. I ciągłym zadawaniem sobie pytania: Czy to możliwe, żeby dwaj mężczyźni i samochód zniknęli tak zupełnie bez śladu?

28-letni Marcin Dziura z Rzeszowa i 35-letni Bogdan Kenar z Iwonicza poznali się w stadninie. Konie to była ich pasja. Marcin marzył o własnym wierzchowcu, Bogdan snuł plany poprowadzenia stadniny.

Zaprzyjaźnili się. - Marcin nie raz bywał u nas w Iwoniczu, nawet pomagał przy domu, w polu - opowiada Krystyna Kenar, matka Bogdana.

Dobrali się: obydwaj spokojni, nie pili, nie palili. Zanim się poznali, jakiś czas spędzili za granicą. Tyle że charaktery mieli różne. Bogdan mocno związany z rodziną. Marcin bardziej skryty, niezależny.

- Nie lubił, gdy wypytywałam go, dokąd jedzie, na jak długo - przyznaje Eugenia Dziura, matka 28-latka. - Mamo, nie martw się, przecież ja jestem już od dawna dorosły - uspokajał ją, gdy prosiła o częstsze telefony.

Mamo, jadę w góry

Wszystkich, którzy mają jakiekolwiek informacje w tej sprawie, wiedzieli zaginionych mężczyzn bądź granatowego opla astrę combi RZ 77986, proszeni są o kontakt z policją 013 432-99-00 lub 997.

W sobotę, 11 października, rzeszowianin spakował parę ubrań do małej torby, którą woził w bagażniku. Wsiadł do opla astry. - Mamo, jadę w góry - rzucił.

- Sądziłam, że jak wcześniej, syn jedzie do stadniny, za Puławy. Marcin przez dłuższy czas pracował w tym gospodarstwie - mówi Eugenia Dziura.

Jej spokój zburzył po tygodniu telefon od Krystyny Kenar z Iwonicza. - Coś się stało z naszymi synami...

Do Wernejówki

Środa, 15 października, dom rodziny Kenarów w Iwoniczu. Jest siódma rano. Obaj koledzy szykują się do wyjazdu do oddalonej o kilkanaście kilometrów Wernejówki, małej osady za Puławami. Stadnina jest tam jedynym gospodarstwem. To tam ostatnio pracował Marcin. Właściciel obiecał, że zamiast wynagrodzenia dostanie młodego konia. Umówili się, że dziś przyjedzie go odebrać. Miał jechać sam, ale pomyślał, że Bogdan przyda się do pomocy przy transporcie wierzchowca.

- Nocował u nas, wstali wcześnie - wspomina pani Krystyna. - Marcin zawsze pił kawę na śniadanie, ale tym razem odmówił: - Oj, i tak czeka mnie spora dawka adrenaliny - skwitował.

Wsiedli do samochodu rzeszowianina, kilkunastoletniego opla astry.

Najpierw pojechali do stadniny w Iwoniczu-Zdroju. Bogdan załatwił z jej właścicielem, że przechowa im konia. Przygotowali boks, zabrali uprząż. Około dziewiątej pojechali dalej.

- Mamo, będziemy z powrotem na obiad, koło drugiej, trzeciej - wcześniej na odchodnym zapowiedział Bogdan. Nie wrócili do wieczora.

Krystyna Kenar pomyślała: może zostali dłużej w Wernejówce, może trzeba było jeszcze coś zrobić w stadninie, albo przy koniu?

- W Wernejówce nie ma zasięgu telefonicznego, więc nie mieliśmy kontaktu - tłumaczy siostra Agnieszka.

Jedyny ślad

[obrazek4] Marcin Dziura - wzrost ok. 170 cm, średnia budowa ciała, szatyn, krótko ostrzyżone włosy, ubrany był w dżinsy, sportowe buty, nie rozstawał się z czapką z daszkiemNastępnego dnia, w czwartek, zaczęły się niepokoić. - Próbowałam dzwonić na komórkę, bez skutku. Ale jeszcze czekaliśmy.

W piątek Krystyna Kenar zatelefonowała do Rzeszowa, do matki Marcina. - Nie wiadomo, co się stało. Nikt nie wie, gdzie oni są...

Przez następne dni Bogdan się nie odezwał. Nie oddzwaniał, nie odpowiadał na SMS-y. W niedzielę, 19 października, rodzina zgłosiła jego zaginięcie na policję.
Właściciel stadniny w Wernejówce powiedział policjantom: - Byliśmy umówieni, ale Marcin nie przyjechał.

Policjanci pytali w okolicy. Nikt poszukiwanych mężczyzn nie widział. Nikt nie zapamiętał granatowego opla astry combi na rzeszowskich numerach. Jak kamień w wodę.

Jedynym śladem są SMS-y wysłane między 15 a 20 października z telefonu Marcina i list nadany 16 października w Rzeszowie. Dwie wiadomości dostała dziewczyna Marcina: "Wyjeżdżam i nie wrócę, nie czekaj, nie dzwoń". Z listu: "nie kocham cię, już dawno planowałem wyjazd, zmieniam numer telefonu". Ostatni SMS przyszedł 20 października w nocy, do siostry Marcina: "Wyjeżdżam z kolegami, jak się wszystko ułoży, dam znać".

Czy list napisał Marcin? Dziewczyna twierdzi, że tak. Rodzinie także wydaje się, że to pismo Marcina. - Musimy zrobić dokładną analizę grafologiczną, wtedy będziemy mieli pewność - mówi nadkom. Marek Cecuła, rzecznik krośnieńskiej policji.

Usłyszeć jego głos

[obrazek5] Bogdan Kenar - wzrost 168 cm, waga ok. 80 kg, brunet, włosy krótkie. W dniu zaginięcia ubrany był w niebieską kurtkę do pasa z żółtymi pasami na rękawach, niebieskie dżinsy i jasnoniebieskie buty sportowe. - Na początku myślałam, że rzeczywiście postanowił gdzieś wyjechać. Teraz uwierzę, jak usłyszę jego głos - mówi matka.

W nagłą decyzję o wyjeździe nie wierzą Kenarowie. Dobrze znają ich obu.

- Przecież Bogdan nie zabrał żadnych rzeczy, pieniędzy, dokumentów. Założył zwykłe, robocze ubranie - dziwi się matka.

- To prędzej Bogdan przysłałby wiadomość niż Marcin - mówi zdecydowanie siostra Agnieszka.

Wspomina, że Bogdan, jej najstarszy brat, kilkakrotnie wyjeżdżał za granicę do pracy. Od razu po przyjeździe dawał znać: "Dojechałem szczęśliwie". Dzwonił, esemesował.

- To do niego niepodobne, zniknąć, uciec od nas bez słowa, zerwać kontakt - twierdzi Agnieszka. - Bogdan na pewno nie zrobiłby tego mamie. Wiem, że tęsknił, gdy był daleko od rodziny. Teraz nie zamierzal już nigdzie wyjeżdżać na dłużej. Mówił, że chce ułożyć sobie życie tutaj, w Iwoniczu - opowiada siostra.

Wróżka: są uwięzieni

- Najgorszy jest brak jakichkolwiek wieści - mówi matka Marcina. - Nie wiem już, co myśleć. Tak długo to trwa, a ja nic nie mogę zrobić.

Agnieszka poszła do wróżki. - Są uwięzieni, ale żywi, czekają na uwolnienie - usłyszała.

- Nigdy nie dawałam wiary wróżbom, ale człowiek w takiej sytuacji chwyta się wszystkiego, najmniejszej nadziei - mówi matka Marcina. - Trzy wróżki powiedziały, że żyją, potrzebują pomocy.

Agnieszka Kenar wzięła urlop w pracy. - Moje myśli cały czas krążą wokół tego, co mogło się stać. Nie jestem w stanie skupić się na czymkolwiek.

Policja, rodzina, znajomi sprawdzają każdy trop. Przejechali kilkakrotnie drogę do Wernejówki. Przeszli zagajniki, dukty, boczne ścieżki, szukali w lesie, sprawdzili okolice pobliskiego zalewu w Sienawie. Nie natrafili na żaden ślad.

Policja sprawdziła, że telefony obu mężczyzn były włączone do 20 października. System lokalizował je w Iwoniczu, Rzeszowie, Strzyżowie. Ale, co dziwne, w ciągu tych dni nikt ze znajomych nie widział Bogdana w Iwoniczu.

- Musimy sprawdzić, czy to nie jest jakiś błąd w nawigacji - mówią policjanci.

* * *

Auto Bogdana ciągle stoi na podwórku, przed garażem. Agnieszka: - Przychodzę i czasem mam wrażenie, że zastanę brata w domu. Pies szczeknie, a mnie już serce zaczyna walić. Może wrócili?

Flesz - nowi marszałkowie Sejmu i Senatu, sukces opozycji

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 2

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

p
puławy

znam Piotrka od dziecka. masz racje ze to dziwny człowiek. ale nie mozemy go bezpodstawnie o nic oskarzac. współczóje rodzinie. juz drugi dzien nad zalewem lataa helikopter, ale nie przynosi to zadnych skutków;/

I
Iwonicz

Znam jednego z nich.I czy znajdzie sie w koncu ktos kto wezmie sprawe w swoje rece bo jak wiadomo na policje nie ma co liczyc.Oni zawsze czekaja na jakies slady bez pokrycia a nie wykorzystuja tych,ktore juz maja.Czy ktos wogole wie kim jest ten 'typ' Wernujowki-Piotr? Ja bym mu nigdy nie ufala bo slyszalam duzo dziwnych rzeczy na jego temat.I apropo to Marcin nie mial dziewczyny i nadany esemes nie byl pisany przez niego a list tez wydawaloby sie,ze jakis naciagniety.Nikt ich nie szuka a moze dla nich jest to jedyna nadzieje na przezycie.... Niech ktos kto ma na tym reke sie gleboko zastanowi po co byl powolany na stanowisko swojej pracy..Bliscy ciagle maja nadzieje i czekaja ...

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3