Brutalnie zamordowali, a ciało ukryli w starym grobie

Ewa Gorczyca
Grzegorz S. i Tomasz N. inaczej przedstawiają przebieg wypadków tej dramatycznej nocy. Wzajemnie oskarżają się o główny udział w morderstwie.
Grzegorz S. i Tomasz N. inaczej przedstawiają przebieg wypadków tej dramatycznej nocy. Wzajemnie oskarżają się o główny udział w morderstwie. Tomasz Jefimow
Udostępnij:
Na cmentarzu Tomek wziął rozbity znicz. "Pomogę jej, żeby się nie męczyła", miał powiedzieć. Uderzył w szyję, zrobił trzy ruchy. Otworzył kobiecie usta i włożył kawałek szkła. Mocno docisnął ręką. Wydała odgłos, jakby się topiła.

Emil z Pawłem nie wierzyli, że to może być człowiek. To manekin - myśleli. Paweł nawet złapał za włosy, żeby się przekonać. - Zaczęliśmy wybierać ziemię z grobu - opowiada Tomasz N. - Jak już dołek był głęboki, ułożyliśmy w nim tę kobietę i przysypaliśmy ziemią. Potem nałożyliśmy płyty. Ale nie udało nam się tego zrobić tak równo jak było przedtem.

Marzec 2008. Wielkanocny Poniedziałek. 65-letnia Bronisława R. wychodzi z domu w Jaśle, późno w nocy. Zdarza się, że spaceruje o tej porze. Tym razem nie wraca. Rodzina i policja zaczynają poszukiwania. Bez efektu.

Listopad 2008. Mężczyzna, który przyjechał zapalić znicz na cmentarzu wojennym w podjasielskich Warzycach, zauważa uszkodzą płytę na jednym z grobów. Interweniuje u proboszcza i w urzędzie. Policjanci dokonują wstrząsającego odkrycia: grób kryje ludzkie ciało (w stanie nie do rozpoznania), które ktoś schował w żołnierskim grobie. Kojarzą ten fakt z zaginięciem jaślanki.

Styczeń 2009. Badania DNA potwierdzają, że znalezione w grobie szczątki to ciało Bronisławy R. Kobieta została zamordowana.

Listopad 2009. Śledztwo zostaje umorzone. Wydaje się, że tajemnica zbrodni nie zostanie wyjaśniona. Ale policjanci zdobywają cenną informację, która okazuje się przełomowa dla sprawy.

Luty 2010. Policja zatrzymuje podejrzanych, czterech młodych jaślan. Jeden z nich przyznaje się do zabójstwa. Pozostali twierdzą: my tylko pomagaliśmy.

Luty 2011. Sąd Okręgowy w Krośnie. 20-letni Tomasz N. i 22-letni Grzegorz S. wyglądają jak młodzi ludzie przed ważnym egzaminem. Grzeczne fryzury, wyczyszczone buty, czarne garnitury, eleganckie koszule, w ręce notatnik i długopis. Tyle, że spod mankietów wystają kajdanki. Zarzut: morderstwo ze szczególnym okrucieństwem.

Grzegorz S. chce składać wyjaśnienia - Chciałem przeprosić rodzinę za to, co się stało. Żałuję bardzo - mówi w pierwszym zdaniu. Dalej będzie już szczegółowo, beznamiętnie, bez emocji.

Wtedy podeszła kobieta...

Marzec 2008. Wielkanocny Poniedziałek. Grzegorz S. planuje wyjazd na imprezę. Jego sympatia ma urodziny, chce jej zrobić przyjemność. Na dyskotekę do Brzostka zabierają się w piątkę, razem z Tomaszem N., jego dziewczyną i jej koleżanką. Grzegorz S. nie wie, dlaczego tego wieczoru zdecydował się akurat na towarzystwo Tomasza N. Czysty przypadek, bo nawet się nie przyjaźnili. - Nie chciałem jechać sam - powie w sądzie.

Grzesiek z dziewczyną ok. północy kończą zabawę i wsiadają do opla astry. On odwozi ją do domu, spędzają razem jeszcze chwilę, potem on jedzie na swoje osiedle. Jest na obwodnicy, gdy dzwoni komórka. Dziewczyna Tomka prosi, żeby po niego przyjechał, bo nie ma jak wrócić z Brzostka. Grzesiek się zgadza. Wraca po kolegę i przywozi go na osiedle.

Do tego momentu relacja Grzegorza S. i Tomasza N. mniej więcej się zgadza. Ciąg dalszy wydarzeń obaj przedstawiają inaczej. Relacja Grzegorza S. wygląda tak.
- Zatrzymaliśmy się koło śmietnika. Grzesiek powiedział, że odda mi paliwo. Chciał poszukać butelek. Ja zostałem w aucie, on wysiadł. Wtedy do śmietnika podeszła kobieta.

Zabiłem ją!

Grzegorz S. pamięta dokładnie, jak była ubrana: szare "adidasy", dresowe spodnie i kurtkę w wyblakłe, niebiesko-czerwone kwadraty. Miała worek i latarkę. Wyglądało, jakby po prostu przyszła wyrzucić śmieci.

- Tomek wulgarnie się do niej odezwał. Ty stara k..., powiedział, poszukaj mi butelek. Słyszałem, bo byłem jakieś 10-20 metrów od śmietnika i miałem otwarte drzwi samochodu, była noc, cisza. Ona próbowała uciec, odbiegła kawałek, ale Tomek złapał ją za kurtkę, szarpnął, uderzył w twarz. Czy to było mocno? W każdym razie nie przewróciła się. Ja mówiłem: zostaw ją, jesteś pijany.

Przestraszyłem się, że ktoś zauważy mój samochód, odjechałem stamtąd i zatrzymałem się na wysokości wejścia do klatki Tomka. Telefonowałem do niego, nie odbierał. Za chwilę zadzwonił: "przyjedź". Wróciłem pod śmietnik, tej kobiety już nie widziałem. Chciałem zapytać, co z nią. Nie zdążyłem. "Zabiłem ją", powiedział Tomek. Ja: "chyba żartujesz". Wyrwał mi smycz z kluczykami od auta i zaprowadził z drugiej strony śmietnika.

Tam leżała ta kobieta, na jakimś worku lub szmacie. Miała rozciętą wargę i ranę z boku, po lewej stronie brzucha. Widziałem dużo krwi. Nie ruszała się, ale było słychać, że oddycha. Tomek powiedział, że jeśli nie pomogą mu jej ukryć, to zrobi to samo ze mną, z moją dziewczyną i moją rodziną. Zostawi mój samochód i wszystko będzie na mnie.

Razem przenieśli kobietę do bagażnika astry. - Pamiętam, że ja niosłem ją za ręce, a Tomek za nogi, bo jeden but się zsunął i już go nie znaleźliśmy. Tomek mówił, że trzeba ją wrzucić do rzeki albo schować w jakiejś krypcie na cmentarzu. Nie wierzyłem, że jest do tego zdolny.

Wyjechaliśmy na dwupasmówkę w stronę Krosna, potem na drogę rzeszowską. O mało nie zderzyłem się z innym autem. Jechałem przed siebie, byle dalej od rzeki. Nie wiedziałem, że tam jest jakiś cmentarz. Tomek go zobaczył, kazał mi się zatrzymać i iść za nim, alejką między drzewami. Ja nic nie mówiłem, byłem w szoku.

Tomek zobaczył grób przykryty płytą, próbował ją zdjąć, ale mu się nie udało. Następny grobowiec miał trzy płyty i ta górna dała się zdjąć, a boczne odsunąć. W środku była ziemia. Zacząłem w niej kopać rękami, Tomek pomagał mi kawałkiem rozbitego znicza, który leżał obok grobowca.

Żeby się nie męczyła

Dół, który wygrzebali, miał najwyżej 20-25 centymetrów głębokości. Grzesiek podjechał bliżej samochodem. Wyjęli kobietę z bagażnika.

- Jak ją nieśliśmy, słyszałem jakby charczenie, jęk. Położyliśmy ją koło grobowca. Wtedy pod bramę podjechały trzy samochody, wysiadło kilku mężczyzn. Stali, rozmawiali, może pili alkohol? Moje auto stało za drzewami, raczej go nie widzieli. Tomek wziął rozbity znicz. "Pomogę jej, żeby się nie męczyła", powiedział.

Tego, że takie zdanie padło, Grzegorz N. jest pewny. - Nie zapomnę tych słów do końca życia - mówi w sądzie. - Uderzył w szyję, zrobił trzy ruchy, ale nie udało mu się przeciąć. Otworzył jej usta i włożył kawałek szkła (Grzegorz S. pokazał sądowi: taki 20 na 10 centymetrów). Mocno docisnął ręką. Ta kobieta wydała taki odgłos, jakby się topiła. Wcześniej cały czas słychać było, że oddycha. W tym momencie zadzwoniła moja komórka w samochodzie. W tym zamieszaniu podbiegłem do auta, wsiadłem i odjechałem stamtąd.

Zatrzymał auto niedaleko cmentarza. Odebrał komórkę - dzwoniła mama. Powiedział, że zaraz będzie w domu. Wysiadł. "Sprawdzałem, czy ci mężczyźni za mną nie jadą, patrzyłem, czy nie biegnie Tomek" - tłumaczy sądowi. Sąd zainteresował się, dlaczego biling rozmów wykazał połączenie z Tomaszem N. - Ja do niego nie dzwoniłem, nie wracałem już na cmentarz. Ten numer musiał wybrać się przez przypadek.

Chwilę siedział w aucie. Do domu wrócił o czwartej nad ranem. Próbował zasnąć. - Byłem w szoku. Myślałem, że takie rzeczy zdarzają się tylko w filmach.

Zobaczyłem leżącą kobietę

Przebieg wydarzeń według Tomasza N. jest inny niż relacja, którą w śledztwie i w sądzie przedstawia Grzegorz S. Tomasz N. odsiedziawszy kilka miesięcy w areszcie odwołuje zeznania złożone po zatrzymaniu, kiedy przyznał się do zabójstwa. Wtedy - jak mówi - podał wersję, którą uzgodnili z Grześkiem na wypadek "gdyby wszystko się wydało". - Miałem wziąć winę na siebie. "Jesteś niepełnoletni, nic ci nie zrobią", powiedział mi Grzesiek.

Zgadza się: na dyskotekę pojechali razem. - Poszli się bawić, ja zostałem przy stoliku. Wypiłem piwo, poszedłem po następne, zostawiłem go na chwilę, poszedłem do WC.

Potem - jak opowiada - zrobiło mu się dziwnie niedobrze. Zasnął, obudziła go dziewczyna z awanturą, że się upił. - Nie chciała słuchać moich tłumaczeń. Odjechała ze znajomymi. Ja zostałem sam. Nie miałem jak wrócić. Dzwoniłem do Grześka i do niej, poprosiłem, żeby załatwiła mi transport.
Grzesiek zabrał go z drogi. Odwiózł pod blok.

- Po drodze wspominał, że moglibyśmy podjechać do Krajowic, na żwirownię. Tam stała koparka, można było spuścić ropę. Pod blokiem znowu o tym wspomniał. Zgodziłem się. Podjechaliśmy pod śmietnik, żeby wziąć jakieś pojemniki. Było ciemno, ruszając, Grzesiek nie włączył świateł. W pewnej chwili poczułem uderzenie. Wysiedliśmy. Zobaczyłem leżącą kobietę. Z nosa ciekła jej krew na brodę. Przenieśliśmy ją za śmietnik.

Grzesiek powiedział, że przestawi samochód. Ja poszedłem za garaże, wymiotowałem. On zadzwonił i pytał, co z tą kobietą. Ja na to, że leży i nie rusza się. Myślałem, ze Grzesiek ucieknie, ale zobaczyłem jak wyjeżdża zza bloku. Ustaliliśmy, ze zabierzemy tę kobietę i zostawimy gdzieś przed szpitalem. Chciałem ją położyć na siedzeniu, ale Grzesiek bał się, że zabrudzi krwią tapicerkę i powiedział, że wsadzimy ją do bagażnika. Jechaliśmy okrężną drogą. Staliśmy na światłach, gdy minął nas radiowóz. Grzesiek się przestraszył i powiedział, że nie jedzie do szpitala. Pojechaliśmy dalej. Nie rozmawialiśmy. On nic nie mówił i ja też.

Według Tomasza N. to Grzegorz S. zdecydował, że ukryją ciało na cmentarzu. Gdy znaleźli odpowiedni grobowiec, Grzegorz powiedział mu "dobij ją". - Ja się nie zgodziłem. Wtedy on się wkurzył, odepchnął mnie i powiedział, że sam to zrobi. Wziął rozbity znicz i kucnął nad tą kobietą. Nie wiem, co dokładnie zrobił. Widziałem, jak nadepnął nogą na jej twarz. Wtedy zacząłem uciekać w stronę drogi. On za mną. Odpalił samochód, ale chyba mnie nie widział, choć krzyczałem na niego, przejechał obok. Ja złapałem na drodze okazję, wróciłem do domu i poszedłem spać.

Ile można dostać za zabójstwo?

Udział Emila L. i Pawła L. w dalszym ciągu zdarzeń zaczyna się następnego dnia. 20-latkowie kumplują się od podstawówki. Obaj nie pracują. Z Tomaszem znają się, mieszkają na jednym osiedlu. Z S. raczej nie byli dobrymi kolegami. Kiedyś się poznali, to były takie kontakty na zasadzie "cześć-cześć".

Dzień po Wielkanocnym Poniedziałku Emil i Paweł umówili się przy moście. Z poprzedniego dnia zostało im piwo. Paweł opowiada, że przyszedł do nich N. Pokazał swoje spodnie, w krwi i błocie. Emil w śledztwie zeznawał: N. zapytał, czy wiemy, ile można dostać za zabójstwo. Powiedział, że zabił starszą babkę. Ale w sądzie Emil powtarza teraz, że niewiele pamięta z tamtego dnia. Był na kacu, doprawił się dwoma butelkami, ma słabą głowę.

Potem w czwórkę pojechali samochodem S. nad rzekę. Wyjęli wykładzinę z bagażnika. Podpalili, wrzucili do wody, próbowali jeszcze zatopić kamieniami, ale popłynęła. Tego samego dnia na mieście widzieli plakaty informujące o poszukiwaniu kobiety. Tomek powiedział, że to Rumunka, że nie ma się czym martwić - opowiada Grzegorz S.

Wieczorem Grzegorz S. i Tomasz N. podjechali samochodem pod blok Pawła i Emila. Wsiadajcie - powiedział N. Z piwnicy zabrali łopatę z ułamanym trzonkiem.

- Grzesiek niewiele się odzywał - opowiada Paweł L. - Po prostu prowadził samochód. N. coś tam mówił. Ja i Emil zastanawialiśmy się, gdzie nas wiozą.

Paweł L. twierdzi, że na cmentarz weszli tylko we trójkę. S. został na drodze, w samochodzie. - Do tej chwili ja i Emil nie wierzyliśmy w żadne zabójstwo. Pytałem Tomka, czy nas nabiera, czy to jakiś test. "Dojdziecie, to się przekonacie" odpowiadał.

Doszli do grobowca. Grzesiek poświecił zapalniczką nad głową widocznej spod ziemi kobiety.

- Wysoki Sądzie, to nie jest prawda, że ja za włosy ją złapałem, ja jej nie dotykałem - zarzeka się Paweł L. - To, co widziałem, nawet trudno nazwać twarzą, tak była zmasakrowana. Coś tkwiło w otwartych ustach. Przez środek brzucha biegło długie przecięcie. Tomek powiedział, że trzeba ją lepiej ukryć w grobie, że skoro już tu jesteśmy, to musimy to zrobić. Płyta była ciężka, we dwóch z Emilem ją podnosiliśmy.

- Dlaczego to zrobiliśmy? Co by to zmieniło, gdybym uciekł? Ja nikomu nie życzę, żeby stanął nad grobem i coś takiego zobaczył. To był strach, noc, cmentarz, widok Tomka trzymającego łopatę...
Emil L. zapamiętał tylko krew i nogi, ziemię osypującą się z ciała. - To się szybko działo, bałem się.

Wracali w milczeniu. Potem rozeszli się do domów. Grzegorz S. o mało się nie spóźnił na nocną zmianę do pracy.

Paweł L. - O tym, co się stało nie rozmawialiśmy. Raczej o tym, żeby to się nie wydało. Z Tomkiem kontakt się urwał. Pracował w Anglii, potem wyjechał z Jasła do Częstochowy.

Grzegorz S: - Bałem się Tomka. Przeżywałem to, co się stało. Ciężko mi było to wszystko przetrwać, zmieniłem się. Przez te wszystkie miesiące wychodziłem tylko do pracy, do szkoły, do dziewczyny. I do kościoła.

***

W sądzie mówią, że żałują. Że rozumieją, jaką krzywdę wyrządzili rodzinie ofiary. Nie będą się uchylać, jeśli sąd zasądzi od nich zadośćuczynienie finansowe - choć wiedzą, że żadne pieniądze nie są rekompensatą za taką stratę.

Najbliżsi Bronisławy R. (troje dorosłych dzieci) siedzą w pierwszym rzędzie sądowych ław. Dwa lata po zaginięciu mamy były dla nich pasem cierpień. Poszukiwania, szok po odkryciu ciała, oczekiwanie na potwierdzenie tożsamości. Śledztwo, w którym podejrzenia kierowano na ojca (zmienił się, serce nie wytrzymało, zmarł na zawał). Dochodzenie umorzono, dopiero sąd nakazał wznowić śledztwo.

Ciągle nie otrząsnęli się z szoku po tym, gdy dowiedzieli się, jak zginęła ich mama. Jeden z oskarżonych to były uczeń córki Bronisławy R. Drugi - wychowanek żony jej syna. Słuchają, jak ze szczegółami opisują to, co zrobili. Kiedy opuszczają sądową salę, po pierwszym przesłuchaniu, nie chcą nic powiedzieć. - Dziękujemy - ucinają i szybko odchodzą.

Bratu Bronisławy R. łamie się głos. Nie wie, czy będzie jeszcze w stanie wrócić na salę rozpraw. - Łzy mi w oczach stawały, gdy tego słuchałem. Nie wyobrażałem sobie, że można tak męczyć człowieka.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze 16

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

s
six
Jak można się dopuścic takiej zbrodni kobieta jeszcze dawała oznaki życia na cmentarzu i zamiast ją ratować to Ci w brutalny sposób pozbawili ją życia, jej godności to jest poprostu nie do wyobrażenia jak może się zachować człowiek.
s
saba
w takich sytuacjach tylko kara śmierci,to są mordercy!na cmentarzu jeszcze babkę dobili,zamiast ratować.coś niewyobrażalnego!Przywrócić karę śmierci!
n
nieważne
Dożywocia nie dostaną, chyba że kierowca, bo reszta nie miała ukończonych 18 lat...
n
nex
nowa szata graficzna jest poniżej wszelkiego poziomu, tragedia, nazwijcie to raczej "niemrugające reklamy plus parę wiadomości"
K
Kat
Oko za oko.
g
gosc
Bzdura. Nienawiść bijąca z tych komentarzy wcale nie jest mniejsza.
Nie wolno nam zabijać ludzi. Powinni zostać bezwzględnie odizolowani od społeczeństwa min. do 65 roku życia i wypuszczeni na wolność jako starcy. Wtedy zrozumieliby co zrobili, że w jednej chwili zmarnowali życie czyjeś i swoje.

zgoda ale ty bedziesz placil za ich pobyt
M
Marcin
Bzdura. Nienawiść bijąca z tych komentarzy wcale nie jest mniejsza.
Nie wolno nam zabijać ludzi. Powinni zostać bezwzględnie odizolowani od społeczeństwa min. do 65 roku życia i wypuszczeni na wolność jako starcy. Wtedy zrozumieliby co zrobili, że w jednej chwili zmarnowali życie czyjeś i swoje.
G
Gość
Tych dwóch zwyrodnialców powinno dostać bezwarunkowo DOŻYWOCIE, a pozostałych dwóch po 25 lat więzienia, na ale w tym chorym kraju gdzie sądy działają jak mafia ci zabójcy dostaną jedynie po nieco ponad 10 lat z czego odsiedzą góra 6 lat. Zacznie się głupie usprawiedliwianie typu młody wiek, wcześniej niekarany i inne tego typu bajki, które mają służyć usprawiedliwieniu mordercy, wtedy już sądów nie obchodzą poszkodowani i ofiary.

Zgadza sie.
G
Gość
CHCEMY PRZYWROCENIA KARY SMIRCI !!!

Tak! Zbrodniarze powinni zawisnac na szubienicy!
G
Gość
CHCEMY PRZYWROCENIA KARY SMIRCI !!!
g
gosc
jak nie kara smierci to trzeba zlinczowac sku***eli sznur i na drzewo
D
DURA LEX,SED LEX
Tylko kara śmierci zatrzyma narastającą falę coraz ohydniejszych zbrodni.
Zaczyna się od pastwienia się nad zwierzętami,następnie ofiarą padają
najsłabsi czyli dzieci i staruszki.Jak się i to uda to dalej bandyci
nie mają już żadnych zahamowań.
Wprowadzić karę śmierci !
R
R47
Jedyna sprawiedliwa kara to kara śmierci dla tych zwyrodnialców, o żadnych prawach człowieka nie może tu być mowy,to nie są ludzie.
o
obiektywnie
Tych dwóch zwyrodnialców powinno dostać bezwarunkowo DOŻYWOCIE, a pozostałych dwóch po 25 lat więzienia, na ale w tym chorym kraju gdzie sądy działają jak mafia ci zabójcy dostaną jedynie po nieco ponad 10 lat z czego odsiedzą góra 6 lat. Zacznie się głupie usprawiedliwianie typu młody wiek, wcześniej niekarany i inne tego typu bajki, które mają służyć usprawiedliwieniu mordercy, wtedy już sądów nie obchodzą poszkodowani i ofiary.
j
jacek
to samo z zrobić z nim.Osobiście zrobię to...sku***el jebeny
Więcej informacji na stronie głównej Nowiny 24
Dodaj ogłoszenie