Był duży, wyglądał groźnie, ale to była ciepła postać. Zdzisław Myrda (1951-2020), legenda rzeszowskiego basketu

Łukasz Pado
Po zakończeniu kariery sportowej Zdzisław Myrda oddał się bezgranicznie pracy z młodzieżą. To zdjęcie zrobił nasz fotoreporter przy hali sportowej ROSiR w Rzeszowie w 2016 roku
Po zakończeniu kariery sportowej Zdzisław Myrda oddał się bezgranicznie pracy z młodzieżą. To zdjęcie zrobił nasz fotoreporter przy hali sportowej ROSiR w Rzeszowie w 2016 roku Krzysztof Kapica
Udostępnij:
- Rywale ze strachu nie trafiali, jak słyszeli, że Zdzichu tupie za nimi. Niektórzy dostawali takie czapy, że na podłodze lądowali - wspomina Zdzisława Myrdę Andrzej Klee, przyjaciel i kolega z Resovii.

Spotkanie ze Zdziskiem to był nie kończący się śmiech. Z tego był znany w towarzystwie - dodaje Jan Kustra, były piłkarz i przyjaciel Zdzisława Myrdy.

Jeden z najwybitniejszych koszykarzy w historii naszego regionu zmarł kilka dni temu w wieku 69 lat. Podkarpacki basket stracił swoją ikonę.

Zdzisław MyrdaUr. 29 stycznia 1951 roku w Siedliskach, zmarł 6 lipca 2020 roku, niedaleko domu rodzinnego w Siedliskach, gdzie po latach się naprzeprowadził. Miał żonę Irenę oraz dwóch synów Wojciecha (zmarł we wrześniu 2018 roku) i Tomasza. Absolwent AWF Warszawa. Kariera: Resovia (1967–81), TSG Westerstede (Niemcy, 81-86), Resovia (1986-88), Juvenia Przemyśl (1988). Później trener, działacz, m.in.: wiceprezes MKS Rzeszów, prezes MKS V LO Rzeszów, prezes ROZKosz, wiceprezes Podkarpackiego ZKosz, wiceprezes Podkarpackiego Stowarzyszenia Związków Sportowych, członek zarządu Polskiej Federacji Sportu Młodzieżowego, wiceprezes ds. sportowych KKS Resovia.

Dziś żegnamy legendę koszykówki w Rzeszowie. Taki był Zdzisł...

„Kpiarz, gawędziarz, dusza towarzystwa. Zawsze miał anegdotę, do każdego tematu“ - mówią o nim koledzy z boiska i nie tylko. Każdy wypowiada się o nim z szacunkiem, do wspaniałego sportowca, ale też człowieka, bo po zakończeniu sportowej poświęcał się jako działacz, nauczyciel i trener.

Urodził się i wychował w podrzeszowskich Siedliskach. Często o sobie mówił, że jest zwykłym chłopakiem ze wsi i trudniej było mu do niektórych spraw dojść, niż chłopakom z miasta. Koszykówkę poznał w technikum elektromechanicznym przy WSK.

- Był rok młodszy ode mnie, ale nie dało się go nie zauważyć go na korytarzu. Był najwyższy ze wszystkich - mówi Jan Kustra, który chodził do tej samej szkoły. Potem obaj spotkali się na studiach na AWF w Warszawie oraz jako nauczyciele - w V LO w Rzeszowie.

Elektromechanik, gdzie trafi Myrda, zawsze miał najlepszą drużynę koszykówki w regionie. Nauka gry w kosza w przypadku Myrdy nie była jednak taka łatwa. - Zaczynał od zera. Jego to nawet chodzić po boisku trzeba było uczyć, on nie biegał, on człapał. Zresztą to mu zostało do końca - wspominają koledzy.

Z czasem pojawiły się pierwsze sukcesy, m.in. złoto na Spartakiadzie Młodzieży wraz z reprezentacją województwa rzeszowskiego. Oprócz Myrdy w drużynie byli gracze, którzy stworzyli później trzon zespołu Resovii: Ryszard Smolnicki z Przemyśla, Franciszek Niemiec z Gorlic oraz rzeszowianie Henryk Jarosz i Andrzej Klee.

Trafił do Resovii, pod skrzydła legendarnego Mieczysława Raby. Na pierwszym obozie miał się po kilku dniach spakować i zakomunikować trenerowi, że jedzie do domu. Bo skoro trener ich goni całymi dniami po łąkach, to on pojedzie do domu, weźmie kosę i pójdzie na tę łąkę.

- Zetknąłem się ze Zdzichem w szkole średniej, graliśmy w reprezentacjach szkolnych. Byliśmy z jednego rocznika, trafiliśmy do Resovii w jednym czasie - mówi Andrzej Klee, kolega Myrdy z drużyny. - Zdzichu, Franek Niemiec, Henek Jarosz, Arek Derwisz to nasza ekipa ze Spartakiady, plus oczywiście chłopaki z Przemyśla i Stalowej Woli. Do naszej czwórki z Rzeszowa dołączył potem Rysiek Smolnicki z Polonii Przemyśl. Tak powstawała Resovia lat siedemdziesiątych.

Tak się rodziły „Bieszczadzkie Wilki”

To na wspomnianej spartakiadzie pierwszy raz mieli ich nazwać „Bieszczadzkimi Wilkami“. Drużyna, na którą przed zawodami nikt nie stawiał, w pył rozbiła konkurencję, zyskując sobie ogromny szacunek.

- Potem nikt się już z nas nie śmiał - wspomina Klee, który - czy to na obozach Resovii, czy wyjazdach reprezentacji Polski - dzielił pokój z Myrdą.

- Od początku jakoś byliśmy razem w jednym pokoju. On duży, ja mały i jakoś nam się tak przez tyle lat układało - wspomina kolega Zdzisława Myrdy z drużyny. - Pamiętam, jak podkładaliśmy na końcu jego łóżka jakieś rzeczy, żeby mógł wyprostować nogi. Miał tylko 203 cm wzrostu, to dziś na koszykarza nie jest dużo, ale wtedy nigdzie nie było takich dużych łóżek. Sporo wtedy jeździliśmy na kadrę, ja, Zdzichu i Franek Niemiec. Byliśmy na mistrzostwach Europy, kilku innych turniejach reprezentacji. Z tym że oni byli na igrzyskach, a ja nie. Bo Franek był w Monachium, Zdzisek w Moskwie. A ja? Ja miałem jechać do Montrealu. Nie udało się.

Lata siedemdziesiąte były najlepsze w historii koszykówki w Resovii. Drużyna trenera Raby, najpierw awansowała do ekstraklasy, a potem przez sześć lat nie schodziła z podium mistrzostw Polski. W 1975 roku Resovia w końcu zdobyła tytuł mistrza Polski, a Zdzisław Myrda został wybrany Koszykarzem Roku Polskiej Ligi.

- Takich kurdupli, jak ja, było wielu, była duża konkurencja. A Zdzichu? On konkurencji nie miał. To był absolutnie jeden z najlepszych centrów w Polsce i najlepszy gracz w walce na tablicy. Byli tacy, którzy mieli od niego większy zasięg, ale na deskach, pod tablicą, był najlepszy - kontynuuje Klee. - Jego atutem, zwłaszcza w reprezentacji, było to, że nie bał się tych wielkich nazwisk. Szkoda, że go już z nami nie ma, bo to była ciepła postać. Był duży, wyglądał groźnie, ale jak mógł pomóc, pomógł. Nie zaszkodził nikomu. Dotknęła mnie jego śmierć, bo kawał czasu spędziliśmy razem. Planował spotkanie naszej złotej Resovii.

Postrach ligi

Mówiono o nim postrach ligi i nie były to przesadzone słowa. Jak zdradza nam nasz rozmówca, nie chodziło tylko o jego wzrost, ale...

- Zawsze jak przeciwnik wyprowadzał szybki atak, to Zdzisek nie gonił za nim, co sił, tylko biegł spokojnie i czekał, kiedy on rzuci na kosz. Wtedy zbijał tę piłkę. Potem niektórzy ze strachu nie trafiali, jak słyszeli, że Zdzichu tupie za nimi. Niektórzy dostawali takie czapy, że na podłodze lądowali - uśmiecha się na samo wspomnienie.

Sukcesy Resovii i samego Zdzisława Myrdy zaowocowały tym, że w 1980 roku pojechał na igrzyska olimpijskie do Moskwy. Z tym jednak wiąże się kolejna historia, bo kadra polskich koszykarzy nie wywalczyła sobie kwalifikacji na te igrzyska. Polacy zamiast do Moskwy pojechali do Bułgarii na obóz wypoczynkowy, a gdy leżeli na plaży, usłyszeli krzyk kierownika drużyny. „Chłopaki, zbieramy się. Jedziemy na olimpiadę!“. Zawodnicy myśleli, że to żart, ale potem okazało się, że rzeczywiście trzeba się zbierać.

Po tym, jak igrzyska w Rosji zbojkotowały Stany Zjednoczone i kilka innych państw, swoją szansę dostali m.in. Polacy. Trzeba przyznać, że wykorzystali ją. Choć pojechali na turniej praktycznie z marszu, zajęli bardzo dobre 7. miejsce. Jak się potem okazało, był to ostatni raz naszej kadry na IO!

Rok po igrzyskach Myrda przerwał studia i wyjechał do Niemiec, gdzie występował w TSG Westerstede. Występował też w lidze węgierskiej. Na koniec kariery wrócił do Resovii, by pomóc jej ponownie awansować do ekstraklasy. W międzyczasie ukończył AWF Warszawa i został nauczycielem w V LO w Rzeszowie, gdzie szkolił narybek koszykarski.

„Łobojczyk, baranie!“

- Na studiach dał się poznać profesorom, wszyscy go lubili - opowiada Jan Kustra. - Historii kultury fizycznej uczył nas doktor Hądzelek, późniejszy prezes PZKosz. Raz powiedział Zdziskowi, że ma jechać na kadrę, a ten mu odpowiedział: „Nie pojadę, bo muszę się uczyć na egzamin z historii kultury fizycznej“. Był też taki profesor Borowiec z Budziwoja, z którym mieliśmy anatomię. Lubił przynosić część szkieletu i pytać: „co to za kość?“. Zapytał Zdziska, a że go znał, to zaczął mu podpowiadać: „ło..., ło...“, Zdzisek odpowiedział, że łopatka, a profesor huknął na niego: „łobojczyk, baranie!“. Takich anegdot było wiele. Zresztą Zdzisek mówił, że on studiował 10 lat i jest tak wykształcony, że więcej mu nie trzeba. Potem razem uczyliśmy w V LO, mieliśmy świetną ekipę, bo oprócz nas byli m.in. Artur Łoza czy Zbyszek Barszcz od siatkówki. Atmosfera była super.

Nawet jak zakończył karierę koszykarza, nie dał o sobie zapomnieć i nie zapomniał o koszykówce. Zdzisława Myrdy było wszędzie pełno. Działał w MKS Rzeszów, MKS V LO Rzeszów, Rzeszowskim Okręgowym Związku Koszykówki, a potem Podkarpackim Związku Koszykówki, Podkarpackim Stowarzyszeniu Związków Sportowych, Podkarpackiej Federacji Sportu Młodzieżowego. Działał też w kolarstwie, szkolił młodzież, przede wszystkim w swojej ulubionej dyscyplinie.

Najważniejszym wychowankiem był jego syn Wojciech, były znakomity koszykarz, reprezentant Polski, który otarł się o występy w NBA, gdyż był zawodnikiem akademickiej ligi koszykówki w USA.

Z wyjazdem Wojciecha do USA ponoć wiąże się ciekawa historia. Zdzisław w towarzystwie miał opowiadać, jak na lotnisku w Warszawie okazało się, że Amerykanie kupili Wojtkowi bilet „bussiness class“, gdzie obowiązywał odpowiedni strój. Starszy z Myrdów oddał synowi spodnie od garnituru, choć były o wiele za szerokie, a sam wracał do Rzeszowa bez spodni. Wojciech zmarł niespodziewanie na serce przed dwoma laty, to mocno wstrząsnęło Zdzisławem. - Zmienił się, to było widać. Chyba każdego by coś takiego dobiło. Mimo to potrafił nadal żartować, zresztą z tego był znany najbardziej - mówi wyraźnie zasmucony informacją o śmierci kolegi i swojego zastępcy Zbigniew Błażkowski, prezes Podkarpackiego Związku Koszykówki.

- To był wspaniały człowiek, którego będzie mi bardzo brakować. Siedzieliśmy praktycznie w jednym pomieszczeniu, prawie codziennie, przez kilka lat - wspomina Mateusz Błachowicz, prezes Podkarpackiej Federacji Sportu. - Kilka dni przed śmiercią dzwonił do mnie, pytał, kiedy będę, bo chciał się spotkać. Spóźniłem się trochę, pogadaliśmy tylko chwilę, bo zadzwoniła jego żona Irena, że już czeka. I tak sobie… poszedł.

Pogrzeb śp. Zdzisława Myrdy odbędzie się w piątek, 10 lipca, w Siedliskach, spocznie w grobowcu obok syna Wojtka.

  • Taniec z „Pigwą”

Zdzisław Myrda aż w dziewięciu edycjach Plebiscytu Sportowego „Nowin“ zajmował miejsca w doborowej dziesiątce (od 1972 do 1980 roku). W plebiscytowej klasyfikacji wszech czasów zajmuje bardzo wysokie 36. miejsce. Był też nagradzany jako honorowy sportowiec roku 1987 oraz kilka razy nominowany do nagrody trenera roku. Z finałem plebiscytu 1989, gdy oklaskiwano m.in. piosenkarkę Irenę Jarocką oraz parodystów: Bolesława Gromnickiego i Bronisława Opałko (grającego postać „Genowefy Pigwy”), Zdzisław Myrda podczas uroczystej kolacji, albo - można by też chyba powiedzieć - bankietu w klubie olimpijczyka, zatańczył z samą... „Genowefą Pigwą”. - Byłem już na lekkim „dopingu” i kiedy przy stolikach zaczęły się dyskusje, kto z kim zatańczy, zapytałem: a czy ktoś chciałby zatańczyć z Pigwą? Nikt? No to ja zatańczę! „Genowefa” bez problemu się zgodziła, w tańcu wywijała mną na wszystkie strony. A wszyscy wokół stali i patrzyli, co my robimy - wspominał z uśmiechem Myrda, gdy rozmawialiśmy z nim kilka miesięcy temu podczas prac nad książką „60 lat sportu na Podkarpaciu”, wydanej przez Polska Press.

ZDZISŁAW MYRDA
Ur. 29 stycznia 1951 roku w Siedliskach, zmarł 6 lipca 2020 roku w Siedliskach. Miał żonę Irenę oraz dwóch synów Wojciecha (zmarł we wrześniu 2018 roku) i Tomasza.
Absolwent AWF Warszawa.
Kariera sportowa:
Resovia (1967-81), TSG Westerstede (Niemcy, 81-86), Resovia (1986-88), Juvenia Przemyśl (1988). Później trener, działacz, m.in.: wiceprezes MKS Rzeszów, prezes MKS V LO Rzeszów, prezes ROZKosz, wiceprezes Podkarpackiego ZKosz, wiceprezes Podkarpackiego Stowarzyszenia Związków Sportowych, członek zarządu Polskiej Federacji Sportu Młodzieżowego, wiceprezes ds. sportowych KKS Resovia.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Rosja na marginesie świata sportu. Czy presja sportowa ma sens?

Wideo

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie