Człowiek-orkiestra

    Człowiek-orkiestra

    JAROMIR KWIATKOWSKI

    Nowiny

    Aktualizacja:

    Nowiny

    Gra na saksofonach, flecie, fortepianie, keyboardzie, gitarze i akordeonie. Muzycy współpracujący z nim twierdzą, że jego geniusz polega na tym, iż potrafi się odnaleźć w różnych, nierzadko bardzo odległych stylach muzycznych. On widzi to inaczej. - W każdym zespole gram swoją muzykę, a jedynie inne utwory - przekonuje Stanisław Domarski, muzyk jazzowy, zdobywca Lauru "nowin" 2002 w kategorii "kultura".
    Muzykowanie to rodzinna tradycja Domarskich. Dziadek grał na kontrabasie, ojciec - na skrzypcach. Pierwsze zespołowe granie młodziutkiego Staszka to "domowy duet" ze starszym bratem Zdzisławem. - On grał na akordeonie, ja - na instrumentach perkusyjnych, a później na saksofonie.

    W jazzie nigdy nie wiem w którym kierunku to pójdzie

    Gra na wielu instrumentach, lecz tym ukochanym jest saksofon. Dlaczego? - Czułem, że na saksofonie gram w sposób najbardziej naturalny.
    Jeszcze w średniej szkole muzycznej zainteresował się jazzem. - Janusz Tumidajewicz, muzyk i kompozytor, z którym współpracuję od 1978 r., rzucił mnie od razu na głęboką wodę - wspomina. - Pożyczył mi płyty grupy Weather Report. Na początku nic z tej muzyki nie rozumiałem, ale później zafascynowałem się nią.
    W 1980 r. pojechał do Chodzieży na warsztaty muzyczne. Prowadził je słynny Jan Ptaszyn-Wróblewski. - Mieszkałem w jednym pokoju z braćmi Pospieszalskimi: Mateuszem i Marcinem. Od nich również złapałem jazzowego bakcyla.
    Był jednym z pierwszych, który w programie egzaminu szkoły muzycznej II stopnia w Rzeszowie umieścił dodatkowo utwory jazzowe. - Miałem bardzo wyrozumiałego nauczyciela, Stanisława Szabata - wspomina. - Umówiliśmy się, że jeśli zagram program klasyczny na piątkę, to będę mógł wprowadzić swój program jazzowy. Tak też się stało. Komisja osłupiała.
    Co go fascynuje w jazzie? - Raz w życiu zdarzyło mi się wystąpić z orkiestrą Filharmonii. Dostałem nuty "Bolera" Ravela i moim zadaniem było zagrać bezbłędnie to, co miałem tam zapisane. A w jazzie wychodzę na scenę i nigdy nie wiem, w którym kierunku to wszystko pójdzie. Jest to uzależnione od mojego samopoczucia i reakcji publiczności. Gdy widzę, że reaguje dobrze, to mnie to jeszcze bardziej "podpala".

    Nauczyłem się dyscypliny i punktualności

    Stanisław Domarski niedawno obchodził 45. urodziny. W tym roku obchodzi także 25-lecie pracy artystycznej. Grał w wielu formacjach (m.in. Jazz Combo Plus, Jazzgot, Studio Form Dźwiękowych, Skyline, Novo Group). Lideruje grupie Domarski Quartet. Jest członkiem grupy Moment Evolution. Jego biogram znajdzie się w leksykonie "Who is who w Polsce", który wydaje szwajcarskie wydawnictwo. Żona Iwona, trójka dzieci: Dominika (18 lat), Filip (13) i Karol (11).



    Muzyczną szkołę średnią skończył w 1981 r. Nie poszedł na studia. - Trzeba było już na siebie zarabiać. Zacząłem uczyć w ognisku muzycznym nr 1 w Rzeszowie. Pracuję tam do dziś.
    Uczenie godzi z graniem w kilku formacjach. Jak mu się to udaje? - Sam się dziwię - śmieje się. - Większość moich kolegów nie ma czasu na grę z jednym zespołem. Chyba wzięło się to stąd, że zawsze miałem wiele zajęć, np. uczyłem się równolegle w dwóch szkołach - muzycznej i ogólnej. To nauczyło mnie dyscypliny i punktualności.
    Uważa, że na artystyczny sukces składa się talent, praca i jeszcze raz praca. - Nawet kiedy mam "okienko" w ognisku, biorę do ręki saksofon i ćwiczę. Koleżanka dziwi się, bo przecież mógłbym wtedy odpocząć.
    Nie ma czasu na codzienne słuchanie muzyki. Uważa jednak, że przynajmniej trzeba być "na bieżąco" z dokonaniami najwybitniejszych muzyków. Uważa, że posłuchanie ich, choćby od czasu do czasu, daje więcej niż słuchanie wielu płyt, które są tylko powielaniem cudzych pomysłów.

    Trzeba szukać swoich dźwięków

    Powiedzieli o laureacie:


    IWONA DOMARSKA, żona: Staszek sprawił, że zakochałam się w saksofonie. Jest zdyscyplinowany i wymagający. Wymaga od innych, ale przede wszystkim od siebie.
    DOMINIKA DOMARSKA, córka: Jest taki sam jako ojciec i jako muzyk. Wszystko chce robić perfekcyjnie. Ostatnio ma więcej pracy i mniej czasu dla nas. Ale mimo to nigdy nie był obojętny na nasze problemy, zawsze interesował się tym, co nas trapi.
    MAREK JASTRZĘBSKI, wicedyrektor WDK w Rzeszowie: Staszek Domarski to mistrz saksofonu. Jego szerokie kontakty muzyczne w regionie pozwalają na promowanie wielu młodych, a także uznanych jazzmanów.
    JANUSZ TUMIDAJEWICZ, muzyk, kompozytor, lider grupy Moment Evolution, współpracuje z S. Domarskim od 25 lat: W sumie Stachu fajny jest, dlatego tak długo ze sobą gramy. Podoba mi się to, że nawet w najbardziej chorej osobowości stara się znaleźć coś dobrego.



    Podkreśla, że nie stara się nikogo naśladować. Z saksofonistów ceni Stana Getza - za "poezję" w muzyce, Dextera Gordona - za pewność frazy i Sonny?ego Rollinsa. Kiedy muzyk staje się twórcą? - W niektórych szkołach uczniowie kopiują solówki mistrzów. To bardzo dobry sposób nauki, ale w pewnym momencie trzeba zostawić te setki wyuczonych standardów i szukać muzyki, która siedzi w człowieku - twierdzi Domarski. - Dziś, żeby kogoś zainteresować, trzeba umieć powiedzieć coś od siebie. Wydział Muzyki Rozrywkowej i Jazzu Akademii Muzycznej w Katowicach opuszcza co roku wielu "sklonowanych" saksofonistów. To są świetni rzemieślnicy, ale żeby stali się twórcami, muszą odrzucić to wszystko i poszukać własnych dźwięków.
    W muzyce jest tak, że nie wystarczy być dobrym - trzeba mieć jeszcze łut szczęścia. Wie to Domarski jako członek grupy Moment Evolution. Jej dwie płyty miały świetne recenzje w branżowym "Jazz Forum", a Domarski dwukrotnie trafiał do pierwszej dziesiątki najlepszych saksofonistów jazzowych w Polsce w plebiscycie czytelników tego prestiżowego periodyku. Mimo to sale koncertowe i kluby nie stanęły przed nim otworem. Muzyk uważa, że brakuje do tego dwóch rzeczy: zawodowego, rzutkiego menedżera i sponsorów.

    W kolejce do "Bohemy" ustawiają się najwięksi

    Zasługi Domarskiego dla rzeszowskiej sceny jazzowej są nie do przecenienia. Przede wszystkim, jego kwartet jest gospodarzem muzycznym "Czwartków jazzowych", odbywających się od 8 lat (!) w klubie WDK "Bohema". - Nie wiem, czy jest drugi klub jazzowy w Polsce, który miałby tak długo zespół "dyżurny" - podkreśla. Dotychczas odbyło się prawie 100 koncertów w ramach tego cyklu. Domarski Quartet przygotowuje na każdy z nich nowy program.
    Dzięki "Czwartkom" gościła w "Bohemie" czołówka polskiego jazzu. - Pod koniec lat 70., kiedy pojechaliśmy na nasz pierwszy festiwal jazzowy, dziwiono się, że w Rzeszowie grają jazz - opowiada muzyk. - A teraz najwięksi ustawiają się w kolejce, by zagrać u nas.
    Domarski cieszy się, że w ciągu tych 8 lat udało się wykształcić w Rzeszowie publiczność jazzową - świetną i... bardzo wymagającą. Jak również, że do występów na scenie "Bohemy" garną się bardzo młodzi ludzie, w tym jego uczniowie. Właśnie, uczniowie... - Kiedyś przyszli do mnie młodzi chłopcy i powiedzieli, że chcą się uczyć gry na saksofonie, by w przyszłości grać tak jak ja. A pewna kobieta powiedziała, że - słuchając mnie - pokochała saksofon. Takie sytuacje to największa satysfakcja dla mnie jako muzyka i nauczyciela - mówi Domarski.

    Z Wesołymi Nutkami "ładuję akumulatory"

    Powiedzieli o laureacie:


    SEBASTIAN STACHURSKI, lider grupy Portal: Staszek jest człowiekiem niekonfliktowym, "do rany przyłóż". W jego wieku ludzie czasami nie mają ochoty poszukiwać, pracować nad sobą, a on to robi. Ciągle nie jest zadowolony z siebie; ciągle myśli, że może zagrać jeszcze lepiej.
    PAWEŁ CZACHUR, muzyk: To bardzo wrażliwy facet, który gra tak jak czuje lub tak jak lubi. Nie jest showmanem, lecz człowiekiem, który za pośrednictwem tego, co gra, chce BYĆ.
    ANIA WRÓBEL, saksofonistka, uczennica S. Domarskiego: To mój mistrz. Nie wyobrażam sobie lepszego nauczyciela. Na lekcje chodzi się z ogromną przyjemnością.



    Szczególne miejsce w działalności artystycznej muzyka zajmuje współpraca z Wesołymi Nutkami - scholą dziecięcą przy parafii Matki Bożej Saletyńskiej w Rzeszowie. - Wesołe Nutki to coś więcej niż muzyka - to granie dla Pana Boga. Dzięki temu "ładuję akumulatory".
    Najważniejszy występ Domarskiego miał miejsce właśnie z Wesołymi Nutkami, 25 kwietnia 2001 r. na placu św. Piotra w Rzymie. - Do dziś pamiętam: papież kieruje wzrok na mnie, błogosławi, uśmiecha się, a ja dla niego gram.

    Rodzinne muzykowanie jeszcze przed nami

    Rodzina jest również uzdolniona muzycznie. Żona Iwona, obdarzona pięknym głosem, śpiewa standardy podczas "Czwartków jazzowych". Córka Dominika próbuje sił w grze na trąbce, a synowie Filip i Karol - na saksofonie. Cała trójka gra też na fortepianie. Do rodzinnych koncertów dochodzi jednak tylko z okazji świąt i rodzinnych uroczystości. - Nawet gdy jesteśmy wszyscy razem, spędzamy wolny czas w inny sposób: idziemy do kina lub na zawody sportowe - przyznaje Domarski. - Dlaczego? Nie wiem. Może wspólne, rodzinne muzykowanie jest jeszcze przed nami?
    Dużo czyta. Ostatnio "Poemat Boga-Człowieka" Marii Valtorty. Bardzo lubi pływać i oglądać "męskie sporty": boks zawodowy, żużel.

    Czytaj treści premium w Nowinach24 Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo