Czy w mieleckiej szkole doszło do mobbingu?

Joanna Tarnowska
Teresa Miąsik: - Opieszałość władz samorządowych sprawia, że nie mam innego wyjścia i muszę swych racji dochodzić w sądzie.
Teresa Miąsik: - Opieszałość władz samorządowych sprawia, że nie mam innego wyjścia i muszę swych racji dochodzić w sądzie. Joanna Tarnowska
Zaczęło się od konfliktu rodziców ucznia z nauczycielką. Włączył się dyrektor szkoły. Czy działał zgodnie z prawem i normami obyczajowymi?

Teresa Miąsik w Szkole Podstawowej nr 6 w Mielcu uczy matematyki od 25 lat.
- Bywa czasem tak, że uczę dzieci moich uczniów - mówi. Okres spokojnej pracy skończył się dla niej w 2008 roku.

Dlaczego tylko trójka?

Pod koniec roku szkolnego rodzicom ucznia V klasy nie spodobała się proponowana przez Teresę Miąsik ocena końcowa.

- Kiedy zobaczyłem, że nauczycielka proponuje mojemu synowi trójkę, wiedziałem, że coś jest nie tak - mówi ojciec Chłopca. - Igor dobrze się uczył. Wychowawczyni nieraz powtarzała, że należy do grupy liderów.

Rodzic wykazuje, że nauczycielka niesprawiedliwie oceniła chłopca, bo średnia jego ocen cząstkowych była dużo wyższa, od zaproponowanej przez nauczycielkę. Po napisaniu testu sprawdzającego chłopiec otrzymał wyższą ocenę.

Na nikogo się nie uwzięłam

Na początku VI klasy podczas spotkania rodziców z uczniem i z nauczycielką matka chłopca domagała się wyjaśnienia, dlaczego jej syn został tak niesprawiedliwie oceniony. Zasugerowała - jak twierdzi ojciec chłopca - by matematyczka przeprosiła Igora za to, że go niesprawiedliwie oceniła.

- Odmówiłam, bo byłoby to równoznaczne z przyznaniem się do błędu, którego nie popełniłam - mówi nauczycielka. - Każde dziecko, moim zdaniem, zostało sprawiedliwie ocenione. Nie miałam go więc za co przepraszać. Każda ocena cząstkowa ucznia miała inną wartość, i ja, jako doświadczony nauczyciel, doskonale zdawałam sobie sprawę z tego, która ocena jest ważniejsza, a która mniej.

Teresa Miąsik skarży się, że rodzic, kiedy tylko miał okazję, wypisywał pod jej adresem swoje uwagi, podważając jej kompetencje. Raz w zeszycie, raz na kartach ćwiczeniowych ucznia. - Mam to wszystko w dokumentach - podkreśla.
- Jak miałem nie pisać, kiedy w zeszycie widziałem błędy w poprawkach nauczycielki. Ona wyraźnie uwzięła się na mojego syna - podkreśla ojciec Igora.

- Na nikogo się nie uwzięłam - odpowiada nauczycielka. - Gdybym chciała gnębić dziecko, nie prosiłabym o przeniesienie do innej klasy. Nie poszłabym też na zwolnienie lekarskie. Cała ta sytuacja zaczęła nieskorzystanie odbijać się na moim zdrowiu.

Nie mogłem siedzieć cicho

Informacja o stanie zdrowia nauczycielki i jej rezygnacji z dalszej nauki w tej klasie zaniepokoiła innych rodziców. Pod koniec października 2008 r. zorganizowali spotkanie, zaprosili na nie nauczycielkę i prosili o wyjaśnienia, dlaczego chce zrezygnować z nauki w klasie ich dzieci i dlaczego jest na zwolnieniu.

Teresa Miąsik na zebranie poszła z mężem. Był na nim również pan dyrektor szkoły Lech Stacho, który siedział z tyłu. Z relacji ojca Igora wynika, że mąż pani Teresy rzucił się na niego podczas spotkania, gdy ten zabrał głos.

- To bzdura - zaprzecza mąż pani Teresy. - Nie mogłem siedzieć cicho, kiedy ktoś obraża moją żonę i mówi, że ma 100 procent dowodów jej winy. Pan dyrektor na to nie reagował. Fakt, zerwałem się z krzesła mówiąc: "Jeżeli jeszcze raz rodzic będzie wygrażał palcem w stronę mojej żony to... to my wyjdziemy".

Po tym spotkaniu ojciec Igora złożył skargę do Generalnego Inspektora Ochrony Danych Osobowych na nauczycielkę, że podczas zebrania naruszyła dane osobowe jego dziecka.

- To nie ja wymieniałam po nazwisku dzieci i nie ja porównywałam na forum ich oceny z ocenami jego syna - zapewnia Teresa Miąsik. - Pismo Rzecznika Dyscyplinarnego dla Nauczycieli ze stycznia 2009 r. nic o tym nie mówi, że naruszyłam dane osobowe ucznia. Podczas tego spotkania zrobił się też gwar.

Dyrektor próbował uspokoić rodziców, zapewniając, że załagodzi sytuację. W konsekwencji nic się nie zmieniło. Zamienić klasy nie mogłam. Dyrektor się nie zgodził. Gdybym podczas sierpniowej konferencji w 2008 roku była świadoma tego, że dyrektor mówi o mnie poruszając kwestię niesprawiedliwego oceniania i skrzywdzonego ucznia, już wtedy poprosiłabym o zmianę klasy - dodaje.

Ruch dyrektora

Po spotkaniu z rodzicami dyrektor Stacho skierował sprawę do Rzecznika Dyscyplinarnego dla Nauczycieli. Zarzucił nauczycielce, że przyszła do szkoły będąc na zwolnieniu lekarskim oraz że na forum publicznym mówiła o ocenach ucznia.

- Nic o tym nie wiedziałam, bo dyrektor krył się ze swoimi krokami - mówi Teresa Miąsik. - Rzecznik umorzył postępowanie. Argumentował, że dyrektor nie zrobił nic, żeby dyskusję zakończyć. Wykazał również jego błąd, ponieważ ukrył przede mną fakt napisania tego pisma.

Nauczycielka twierdzi, że już wcześniej dyrektor robił coś za jej plecami. - Z jednej strony zapewniał mnie, że sytuacje załagodzi a później (w grudniu 2008 - przyp. red) pisemnie przeprosił rodziców ucznia za moje zachowanie i brak profesjonalizmu. Nie patrzył nawet na to, że zaczęło się postępowanie dyscyplinarne w stosunku do mojej osoby, o które sam poprosił. Po czym kilka dni później podpisywał się pod pozytywną opinią na mój temat, napisaną przez moje koleżanki do ZNP. Unikał mnie, kontaktował się poprzez swoje zastępczynie, które blokowały mi dostęp do dokumentacji szklonej. Podczas mojej nieobecności w połowie grudnia 2008 r. na Radzie Pedagogicznej wyrażał swoje ironiczne zdanie o mojej chorobie. Takich oznak niechęci do mnie mogę jeszcze trochę wyliczyć i wszystko podeprzeć dokumentami - zapewnia Teresa Miąsik.

Piszą do kuratorium

Rodzice innych dzieci pisali pisma do prezydenta Mielca i kuratorium. Sugerowali, by zmusić dyrektora do zakończenia tej absurdalnej sytuacji. Pisma pozostały bez echa.

O sprawie zrobiło się głośno, gdy we wrześniu 2009 r. rodzice Igora napisali skargę do radnych na bezczynność prezydenta Mielca. Radni uznali skargę za bezzasadną. Pod koniec ub. roku na sesji domagali się od prezydenta usunięcia dyrektora ze szkoły.

Wcześniej sprawa zachowania dyrektora wobec nauczyciela trafiła pod obrady Komisji Oświaty i Kultury. Radni, po zapoznaniu się z opinią nauczycielki i dyrektora, jako pierwsi użyli określenia - mobbing. Prezydent uznał, że zwolni dyrektora, jeśli wyrok sądu potwierdzi, że doszło do mobbingu.

Dyrektor milczy

Chcieliśmy poznać wersję dyrektora Lecha Stacho, ale wielokrotnie odmawiał wypowiedzi. - To są pomówienia i plotki. Jak trzeba będzie, z nauczycielka spotkamy się w sądzie. Nie mam nic do ukrycia - ucina dyrektor "szóstki".

Zaskoczeni cała tą sytuacja są byli uczniowie pani Teresy do, których udało nam się dotrzeć. - Nie przeczę, że pani Teresa dużo od nas wymagała - przyznaje Alan Wójcik. - Ale jak dostawaliśmy "pały", to wiadomo było, że zasłużyliśmy. Z ręką na sercu mogę powiedzieć, że pani Teresa nauczyła mnie matematyki na wyższym poziomie niż dodawanie i mnożenie i dzielenie. Dziwi mnie też zachowanie dyrektora. Zawsze wydawało mi się, że działał na korzyść szkoły.

Sprawą zainteresował się również Stanisław Rajda, prezes ZNP Mielec: -Dyrektor nie powinien dopuścić do takiej sytuacji. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że najbardziej cierpi dziecko, które musiało być świadkiem całej tej utarczki miedzy dorosłymi. To niedopuszczalne.

Nauczycielka pisała pisma do prezydenta i szefa Wydziału Edukacji, by pomogli jej znaleźć inną szkołę. Bezskutecznie. - Teraz już nie mam nic do stracenia - mówi. - Będę dochodziła swoich racji w sądzie.

***
W poniedziałek Teresa Miąsik wróciła z urlopu na poratowanie zdrowia do pracy w SP nr 6, gdzie dyrektorem jest Lech Stacho.
(na prośbę rodziców imię chłopca zostało zmienione)

Wideo

Komentarze 19

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

b
była uczennica
Pani Tereso, jesteśmy z Panią! Zawsze była Pani najlepszą nauczycielką! Tak dobrze jak uczyła Pani - nie uczył nikt. Każdy były uczeń wie jaka była Pani na prawdę i my nie mamy wątpiliwości że to tylko wygórowane ambicje jakiś konfliktowych rodziców spowodowały ten spór. Będziemy z Panią bez względu na wszystko i wierzymy że wszystko dobrze się ułoży.

Dyrektor zawsze był lubiany przez uczniów, ale może już czas ustąpić miejsca komuś nowemu? Skoro nie radzi sobie z takimi problemami. Zamiast wspierać psychicznie swoich długoletnich pracowników, pomaga nie do końca wiarygodnym rodzicom...W takich sprawach trzeba być bezstronnym i nikogo nie krzywdzić! Nasz dyrektor nie dość że stanął po stronie rodziców to jeszcze oskarżał swoją najlepszą nauczycielkę o nieuzasadnione przewinienia... To chyba już czas na emeryturę, od której ucieka już od bardzo dawna. Gdyby miał resztki honoru sam by teraz odszedł, a nie czekał na decyzję prezydenta...

Pozdrawiam serdecznie i liczę na pomyślne rozwiązanie konfliktu.
A Pani Miąsik życzę dużo zdrowia i cierpliwości!

Nigdy bym się nie spodziewała, że takie przykrości spotkają właśnie Panią Teresę...
m
mateusz
W dniu 24.02.2010 o 01:23, Gość napisał:

Uchowaj Boze wszystkie szkoly przed takimi rodzicami!



Boze uchowaj szkoly przed takimi PSEUDO DYREKTORAMI!!!!!!!!!
~maria~
powiazanie rodzicow z dyrectorem szkoly....warto przeczytac....

Panowie prezydenci wolą nie zauważać jakichkolwiek nieprawidlowości w działaniu tego dyrektora, a co dopiero mówić o mobbingu. Nie chcą problemów, bo to sprawa do sądu przecież, wolą podpierać sie wypacowanymi przez ich prawników pseudo opiniami, aby "zamieść sprawę pod dywan". Sprawa przycichnie i głupi dyrektor pójdzie np. na emeryturę bo to wynika z jego lat pracy, a nie będzie szumu i problemu, który by im mógł zaszkodzić i narobić problemu i pracy. Niedlugo wybory, więc po co sie angażować w niepewne sprawy, a nauczycielka niech cierpi i choruje skoro nie poddała sie wszechwładnemu i niezatapialemu dyrektorowi, ktorego wszyscy nauczyciele, rodzice i uczniowie "uwielbiają". Nikomu nie zrobił w ciągu swej "kariery" dyrektora krzywdy? Nieprawda!!! Porozmawiajcie z zastraszonymi przez niego nauczycielami tej szkoły, o ile będą mieli odwagę i jeszcze odrobinę ambicji,to powinni wreszcie przemówić o tych licznych przypadkach wrednego dołowania, represji i mobbingu jaki stosował i w dalszym ciągu stosuje ten chory na władzę i chyba psychicznie dyrektor. Rodzic, który wnosił skargę na nauczycielkę, to stary kumpel dyrektora od wielu lat. Razem działali w jedynie słusznej wówczas partii i znają sie jak łyse konie, są przecież świadkowie tego. Rodzic sie poskarżył, a kumpel dyruś jakby mógł nie "pomóc" swojemu dobremu kolesiowi, co tam jakiaś "durna" matematyczka i jej uczciwość oraz zdrowie, co tam jej zaangażowanie dla uczniów i szkoły zarazem, co tam, że dzięki takim jak ona szkoła stoi wysoko w rankingach, co tam ... Kolesiostwo przede wszystkim, ona nie posłuchała bezprawnych rozkazów, to trzeba ją osaczyć, nasłać kuratorium, naciskać, straszyć, napuszczać współpracowników, to wtedy skruszeje i kolejny mobbing zakończy sie sukcesem i znowu będzie sie można chwalić, że wszyscy "pana" dyrektora kochają jak ojca i moze będą mu śpiewać hymny pochwalne i wymyślać cudowne przydomki jak Stalinowi czy Kim Ir Senowi. Ten dyrektor sam o sobie daje wyraz w swojej wypowiedzi, z której wynika wprost, że on ma gdzieś co o nim mówią i niczego się nie boi, bo rządzi i rządził będzie, bo wie że tacy włodarze miasta i jego przełożeni zarazem nic nie zrobią, aby światło dzienne ujrzały jego nikczemności, więc czuje się bezkarny i utwierdzony w tym, że mu wszystko wolno, nawet być ponad prawem. Nauczycielka ... cóż, przyjdzie i pewnie znowu on doprowadzi ją do choroby, ale to okaże się winą jej słabego zdrowia, bo gdzieżby cudowny i opiekuńczy "pan" dyrektor mógł być przyczyną i sprawcą kolejnego cichego i zaplanowanego mobbingu. Tą sprawą powinna się zając z urzędu prokuratura i zbadać dogłębnie, czy to, co coraz głośniej i częściej, jawnie mówi się, a nawet pisze o tym w prasie, nie jest przypadkiem prawdą?, bo dyrektor szkoły to urzędnik państwowy, na którego nie może padać nawet cień podejrzenia o takie brudne i bezprawne postępowanie. Powołuje go prezydent więc i odpowiedzialność spada na prazydenta za zaniechanie lub nie podejmowanie działań, kiedy skargi płyną. Panowie prezydenci, jeszce nie jest za poźno, nie dopuszczajcie aby następni nauczyciele w tej szkole cierpieli tyraństwo tego dyrektora, nie dopuszczajcie do tego, aby inni podobni naturą temu człowiekowi dyrektorzy, widząc wasze przyzwolenie, nie próbowali wcielić w życie takich praktyk w swoich placówkach szkolnych. Stańcie wreszcie na wysokości zadania, miejcie wreszcie cywilą odwagę stawić czoło temu, z czym pewnie przysięgaliście walczyć i nie dopuszczać do takiej sytuacji. Noie zasłaniajcie się tym, że nie ma skarg, bo w przypadku takiego zastraszania nigdy ich nie będzie, a dobrzy i cisi ludzie będą cierpieć w obawie o utratę pracy!!!! Wy dobrze wiecie o tej sytuacji i pewnie o innych również, wyśmienicie znacie tego dyrektora i człowieka, udajecie że nie ma problemu, bo tak wygodniej i bez komplikacji w waszej pracy i życiu, ale to może też wasz kolega ten dyrektor?!!!!! Nie po to jesteście na swoich wysokich urzędach Państwowych, Czy to Państwo ma być takie, jaka wasza odwaga i moralność, taka ma być ciągle ta Polska?!! Skorzystajcie z pomocy urzędu prokuratora, to on potwierdzi lub odzruci zarzuty wobec dyrektora, zgłoszenie podejrzenia nie jest karalne, a wręcz jest waszym obowiązkiem i pokaże waszą troskę o to, czy wszystko jest zgodne z prawem w tej szkole, to wasz obowiązek i po to m.in. was ludzie wybrali. Jeżeli sądzicie, że nie musicie się martwić o los nawet tylko jednego człowieka i czy czasem nie dzieje mu się krzywda, to nie jesteści warci funta kłaków i wobec was powinno być użyte to juz niestety słynne powiedzenie "spieprzajcie dziady"
m
matka
A, przepraszam, jakie powiązania mają rodzice owego ucznia z dyrektorem - tak poza szkołą oczywiście?
Dziś uczniom brakuje respektu przed nauczycielem. Rodzice fundują im taką porcję wysokiego mniemania o sobie. "Moje dziecko jest "naj" pod każdym względem i nie będzie mi tu jakiś nauczyciel oceniał mojego skarba". Dziwne podejście - "szkoła ma mi wychować i nauczyć dziecko ale go nie oceniać!" Otóż błąd! Pomieszaliśmy role! Zrzuciliśmy na szkołę to, co nam niewygodne. Ale nie wolno naszych dzieci skarcić czy też ocenić sprawiedliwie! Taki nauczyciel, jak ta Pani, z takim stażem i taką opinią, zna stan wiedzy dziecka. A rodzice tego chłopca, gdyby przysiedli z nim i zainteresowali się naprawdę tym, co on wie, a co powinien wiedzieć, nie wszczynaliby głupich awantur.
Trzymam za tę nauczycielkę kciuki i życzę powodzenia.
~gość~
obyś cudze dzieci uczył a teraz dochodzi jeszcze: i miał do czynienia z tępawymi rodzicami, dyrektor jak widać też w dzieciństwie miaL pod "górkę"
~gość~
W dniu 24.02.2010 o 08:49, ~gość~ napisał:

"Każda ocena cząstkowa ucznia miała inną wartość, i ja, jako doświadczony nauczyciel, doskonale zdawałam sobie sprawę z tego, która ocena jest ważniejsza, a która mniej."co za bzdury, wartość oceny ma być jedna - od 1 do 6. czy doświadczony nauczyciel celowo zawyża oceny lub zaniża aby później twierdzić, że np. tą 4 którą postawiłam w myślach oceniam na 3 ? ta kobieta sama ukręciła sobie bicz na siebie. nie dziwię się rodzicom.



ale głupoty piszesz, prace uczniów są przechowywane w szkole i mają do nich wgląd wizytatorzy, rodzice też, więc jak to sobie wyobrażasz, że na kartce biała plama a nauczyciel np.po znajomości daje "cztery"?, za uzupełnienie prostego ćwiczenia w domu i za rozwiązanie zadań tekstowych na klasówce liczy się oceny tak samo? zejdź z drzewa na ziemię, gdzie ty się uchowałeś
~gość~
W dniu 24.02.2010 o 08:49, ~gość~ napisał:

"Każda ocena cząstkowa ucznia miała inną wartość, i ja, jako doświadczony nauczyciel, doskonale zdawałam sobie sprawę z tego, która ocena jest ważniejsza, a która mniej."co za bzdury, wartość oceny ma być jedna - od 1 do 6. czy doświadczony nauczyciel celowo zawyża oceny lub zaniża aby później twierdzić, że np. tą 4 którą postawiłam w myślach oceniam na 3 ? ta kobieta sama ukręciła sobie bicz na siebie. nie dziwię się rodzicom.



nie masz racji, każda ocena ma swoją wagę i uczniowie doskonale o tym wiedzą, bo jest to zapisane w PSO, jest to logiczne, bo inny jest poziom trudności przy pisaniu zadania domowego/ można skorzystać z notatek, czyjeś pomocy/ a inny na zadaniu klasowym, na kartkówce wykazujesz się znajomością krótkiego działu, zaś na teście podsumowującym wykazujesz wszystkie umiejętności, moje dzieci są bardzo z tego zadowolone, uczą się dobrze i denerwuje ich to,że ktoś nie uczy się systematycznie, złapie dwie = trzy dobre oceny i też chce mieć czwórkę czy piątkę na semestr, dzieci są dobrymi obserwatorami i cenią nauczyciela surowego ale sprawiedliwego
B
Bidifon
W dniu 24.02.2010 o 08:49, ~gość~ napisał:

"Każda ocena cząstkowa ucznia miała inną wartość, i ja, jako doświadczony nauczyciel, doskonale zdawałam sobie sprawę z tego, która ocena jest ważniejsza, a która mniej."co za bzdury, wartość oceny ma być jedna - od 1 do 6. czy doświadczony nauczyciel celowo zawyża oceny lub zaniża aby później twierdzić, że np. tą 4 którą postawiłam w myślach oceniam na 3 ? ta kobieta sama ukręciła sobie bicz na siebie. nie dziwię się rodzicom.


Błąd kolego - Już ktoś na forum napisał że ocena z zadania domowego nie jest równa ocenie z klasówki. Mądrze to napisał.
Pracowałem kiedyś w różnych szkołach i na wsi i w mieście. Stwierdzić mogę, że dzieciaki są wszędzie takie same - jedne rozrabiają inne nie, jedne sie uczą inne nie - ale powalała mnie głupota rodziców... "Jak to ? Mój Aniołek ???" "Szkoła jest po to żeby mi wychować syna/córkę, a mnie proszę nie zawracać takimi sprawami głowy. Rozliczę później szkołę z tego wychowywania" itd. itp. Ludzie jak możecie być tak ślepi !!! Rodzic powinien z nauczycielem współpracować ! No chyba, że ma uraz ze szkoły albo jest bezdennie głupi
~gość~
"Każda ocena cząstkowa ucznia miała inną wartość, i ja, jako doświadczony nauczyciel, doskonale zdawałam sobie sprawę z tego, która ocena jest ważniejsza, a która mniej."

co za bzdury, wartość oceny ma być jedna - od 1 do 6. czy doświadczony nauczyciel celowo zawyża oceny lub zaniża aby później twierdzić, że np. tą 4 którą postawiłam w myślach oceniam na 3 ? ta kobieta sama ukręciła sobie bicz na siebie. nie dziwię się rodzicom.
x
xyz
jak zwykle w takiej sytuacji prawda leży pośrodku. W zawodzie nauczyciela (jak w każdym zawodzie) są ludzie, którzy nigdy nie powinni wejść do klasy z dziennikiem pod pachą - co do oceniania uczniów to również różnie z tym bywa, znam wiele przykładów oceniania według własnego widzimisię, rażąco niesprawiedliwych - a dzieci są świetnymi obserwatorami i potrafią to po swojemu ocenić.
~gość~
a nad czym tu dumać? zwolnić dyrektora który najbardziej tu zawinił - w jego placówce doszło do sytuacji problemowej i jego obowiązkiem było ją odpowiednio załatwić, brak mu elementarnych umiejętności, pokazał brak profesjonalizmu, nie mówiąc już o zasadach współżycia społecznego, tacy ludzie nie powinni kierować żadnym zespołem ludzkim, dno i żenada, że stawia się takich osobników na czele szkoły, która nie tylko ma uczyć, ale i wychowywać, szok
~gość~
hmmm tatuś pewnie po wyzszej matematyce stosowanej ... człowieku brak ci umiejetności pedagogicznych, które posiada nauczyciel i to z dużym stażem, ja dziękuję matematykowi, który "zmusił" moje zdolne aczkolwiek trochę kombinatorskie dziecię do ostrej pracy, teraz kończy studia techniczne i zawsze podkreśla, że dzięki kubłowi zimnej wody ze strony matematyka teraz nie ma problemów z nauką, ciężkie życie mają nauczyciele w dzisiejszych czasach: wygórowane ambicje rodziców i niezbyt rozgarnięci synusiowie i córusie
G
Gość
Najwiecej zlego robia wygorowane ambicje rodzicow nieuka...
J
Ja
Niesprawiedliwe ocenianie w szkole podstawowej - dobre sobie. Proszę państwa, przecież tam zamiast ocen, praktycznie stawia się uczniom chmurki.
Z własnego doświadczenia wiem, że liczenie średniej warzonej jest dobre dla starszych dzieciaków, które potrafią radzić sobie z obciążeniem psychicznym - tam jedna "lufa" może ważyć dosłownie nad losami ucznia.

Ostatecznie to dziecko ma wiele szans na poprawę swojej oceny; zgłoszenie się do odpowiedzi, zadania dodatkowe - oprócz zadań podstawowych. Wystarczy przełamać strach i niechęć.

Jestem absolutnie przeciwny stawiania tej kobiety w takiej sytuacji, w jakiej się znalazła, ale za równie skandaliczne uważam zachowanie się jej męża, który ze spotkania z rodzicami zrobił niemalże "Fight Club" - człowieku - "albo wyjdziemy" to masz na wsi, a w mieście trafiasz pod sąd i Ci się ode chce.
Rodzice mają swoje prawa, ale wszystko jest kwestią argumentacji, a nie wrzasków.
G
Gość
Panie Boze! Uchowaj wszystkie szkoly przed takimi rodzicami!
Dodaj ogłoszenie