Gdy pan doktor jest pijany

Dariusz Delmanowicz, Jerzy Mielniczuk
Ginekolog miała prawie 3 promile. Zdążyła przyjąć sześć pacjentek. Lekarz pogotowia - 2 promile.

Tylko w czerwcu ujawniliśmy w naszym regionie trzy przypadki pijanych lekarzy w czasie pracy.

W środę, 27 czerwca, kilka minut przed godziną 17., w przemyskiej komendzie zadzwonił telefon. Anonimowa osoba informowała, że w gabinecie ginekologicznym przy ul. Brodzińskiego pracuje pijana lekarka Iwona C. (53 l.). Wysłani tam policjanci poprosili, aby pojechała z nimi na badanie alkomatem. Nie oponowała. Pierwszy wynik: 2,81 promila. Drugi: 2,96. Zdążyła przyjąć 6 pacjentek. A miała dyżurować do 18. Do gabinetu nie wróciła.

Nie pierwszy raz pracowała w takim stanie. W sierpniu 2005 roku przyłapano ją w przychodni przy ul Sportowej. Prokuratura rejonowa umorzyła śledztwo. Biegły stwierdził, że lekarka nie naraziła życia i zdrowia pacjentek. Nie ominęła jej jednak kara Okręgowej Izby Lekarskiej w Krakowie -odebrano jej prawo wykonywania zawodu na półtora roku. Wcześniej Sąd Rejonowy skazał ją za kierowanie autem po pijanemu. I zobowiązał do podjęcia leczenia odwykowego.

Od pechowej środy Iwona C. nie pojawiła się w swoim gabinecie. Współpracownicy nie wiedzą, kiedy wróci.

Jej drugą wpadką też zajmie się izba lekarska. A prokuratura znowu zasięgnie opinii eksperta. To on zadecyduje, czy tamtej środy Iwona C. odpowiednio postępowała z pacjentkami. Zrobi to, przyglądając się dokumentacji medycznej, którą zabezpieczyła policja.

Wypije więcej, niż nawarzył

W nocy z 29 na 30 czerwca Stalowa Wola szalała. Były imieniny Piotra i Pawła. Młody człowiek, poturbowany w starciu z kompanami, poszedł po pomoc do pogotowia ratunkowego. Bo "bolało go coś w twarzy". W pokoju przyjęć lekarz spojrzał na chłopaka nic niewidzącym wzrokiem i wsparł się na jego ramieniu. Pacjent, mocno zdziwiony taką poufałością, wciągnął głębiej powietrze i zrozumiał, dlaczego lekarz musiał się wesprzeć.

Wkrótce był anonimowy telefon do oficera dyżurnego policji, a oficer oddzwonił do dyrektora szpitala. Na pogotowie pomknął radiowóz. W gabinecie czekał podejrzewany lekarz i zastępca dyrektora. Próba trzeźwości - 2,06 promila w wydychanym powietrzu. Lekarz nawet nie próbował się tłumaczyć. Dyżuru nie dokończył.

- Od razu odsunąłem go od obowiązków - mówi dr Andrzej Komsa, zastępca dyrektora Powiatowego Szpitala Specjalistycznego w Stalowej Woli. - Nie ma u nas pobłażania dla pijących pracowników. A już dla lekarza na dyżurze!...

Już w poniedziałek dyrektor złożył u przewodniczącego OZZL zawiadomienie o wszczęciu postępowania dyscyplinarnego wobec dr. B. Wstydu, co niemiara, bo nie dość, że doktor popił, to jeszcze był związkowcem. Czy osłabił siłę związku? Pewnie tak, bo lekarze ze stalowowolskiego szpitala zwiesili strajk już w poniedziałek. Podpadnięty ortopeda pracował w tym szpitalu prawie 20 lat. Tu zrobił specjalizację, tu zyskał reputację.

- Szkoda go jak cholera, ale sam sobie ułożył taki los - mówi kolega lekarza. - I tak dobrze, że żadnemu pacjentowi nic się podczas tego dyżuru nie stało. Wtedy dopiero mielibyście o czym pisać!

Inne przypadki pijanych lekarzy

Inne przypadki pijanych lekarzy

Czerwiec 2007 - lekarz z Mielca, który pełnił dyżur w pogotowiu, miał jeden prom. w wydychanym powietrzu.

Listopad 2006 - Pijany internista przyjmował w łańcuckiej przychodni. Miał 2,5 prom. we krwi

Sierpień 2005 - Policja wkracza do gabinetu lekarki - ginekolog w Przemyślu. Miała 2,31 prom. w wydychanym powietrzu.

Maj 2004 - 1,4 prom. we krwi miał lekarz pełniący nocny dyżur w rzeszowskim pogotowiu.

Luty 2003 - Prawie 1 prom. stwierdzono u lekarza, którego wezwano na pomoc do szkoły w Gliniku, pow. ropczycki.

Luty 2002 - Ponad 1,6 prom. w wydychanym powietrzu miał w czasie pracy lekarz przychodni w Jarosławiu.

Inny przypadek

Do tej pory dziennikarze najwięcej pisali o dr N. z tego samego szpitala. On też był pod wpływem, ale nie pełnił dyżuru. Jechał autem i śmiertelnie potrącił starszego człowieka, po czym uciekł. Przez wiele lat robił wszystko, aby uniknąć kary. W końcu został skazany. O wypadku pamięta już tylko rodzina ofiary, a on nadal pracuje w szpitalu.

Dlaczego przypominamy ten przypadek?

Kiedy policja przywiozła dr. N. po wypadku, aby zbadać mu krew, żaden lekarz ze szpitala w Stalowej Woli nie chciał nietrzeźwemu koledze pobrać krwi. Wożono go od miasta do miasta, od szpitala do szpitala i wszędzie to samo. Lekarze bronili swojego kumpla jak niepodległości.

Teraz nikt nie chronił dr. B., gdy pod pogotowie zajechał radiowóz. Lekarze wreszcie zrozumieli, że nie mogą być nietykalni.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie