reklama

Jak chłopcy ze Zwięczycy rozbrajali Niemców

Cezary KassakZaktualizowano 
Niemcy, którzy stacjonowali w tej szkole w Zwięczycy, mogli nawet nie zauważyć, że ukradliśmy im pistolet maszynowy - opowiada Jan Pasierb.<br>
Niemcy, którzy stacjonowali w tej szkole w Zwięczycy, mogli nawet nie zauważyć, że ukradliśmy im pistolet maszynowy - opowiada Jan Pasierb. Krzysztof Kapica
Mieli naście lat i na regularną wojaczkę byli jeszcze za młodzi. Nie bali się jednak podkradać okupantom broni i amunicji.

ZDANIEM HISTORYKA

ZDANIEM HISTORYKA

Janusz Kujawa, wiceprezes Regionalnego Stowarzyszenia Pamięci Historycznej "Ślad": Ktoś, kto próbuje ocenić celowość i ryzyko walki z okupantem, podejmowanej przez młode Polki i Polaków, często właściwie dzieci, staje przed trudnym zadaniem. Zwłaszcza dzisiaj, gdy kwestionowana jest słuszność polskiego oporu we wrześniu 1939 roku, Powstania Warszawskiego lub akcji "Burza". Czy wolno było pozwalać dzieciom na tego typu działania i korzystać z nich w konspiracyjnej walce? A może należało chronić młode życie za wszelką cenę? Sama młodzież zazwyczaj nie pytała o pozwolenie, chęć zaszkodzenia znienawidzonym oprawcom była zbyt oczywista, a związane z tym niebezpieczeństwo bagatelizowane. Postawy czy wydarzenia podobne do opisanych w artykule nie należały do rzadkości. Swoją walkę młodzi nieraz przypłacali życiem, złamanymi życiorysami, ale czy wojna oszczędzała tych, którzy na takie czyny się nie decydowali? Oni też stawali się ofiarami bombardowań, ludobójstwa, pacyfikacji, wywózek i głodu. Można dywagować, na ile walka dzieci i młodzieży miała sens i znaczenie. Sensowniej wydaje mi się jednak pochylić głowę przed tamtymi młodymi ludźmi, przed odwagą, poświęceniem i patriotyzmem ich samych, a także ich rodziców oraz tych wszystkich, którzy w tak niesprzyjających okolicznościach potrafili zaszczepić w nich miłość ojczyzny.

Było ich czterech: Stanisław i Zdzisław Mielczarkowie, Józef Aksamit oraz Jan Pasierb. Mieszkali w Zwięczycy, wówczas wiosce, a obecnie dzielnicy Rzeszowa.

W 1944 roku stanowili grupę, specjalizującą się w zdobywaniu amunicji i broni na okupancie niemieckim. Najstarszy członek grupy, Stanisław Mielczarek, miał 15, a na przykład Jan Pasierb - zaledwie 11 lat!

- Był to taki nasz minioddział - wyjaśnia Jan Pasierb. - Między sobą nazywaliśmy go oddziałem "Nieznanych". Mieliśmy swojego dowódcę; tę rolę pełnił Staszek Mielczarek. Na spotkaniu w stodole złożyliśmy przyrzeczenie, że o tym, co robimy, nie piśniemy nikomu ani słówkiem. Nawet moi rodzice o niczym nie wiedzieli.

Pomocnicy i… rabusie

W 1944 r. do Zwięczycy z nieodległego już frontu przyjeżdżały na odpoczynek kolejne grupy niemieckich żołnierzy.

Większość z nich stacjonowała w miejscowej szkole. Niektórzy spali w prywatnych domach. Żołnierska kuchnia mieściła się w remizie.

- Czasem kręciliśmy się obok żołnierzy, pomagaliśmy im w pracach porządkowych. Raz czy dwa razy dali mi pieniądze, żebym im kupił jajek. Kupowało się je u ludzi na wsi, bo sklepu nie było. Niemcy ze smakiem potem te jajka wypijali - wspomina Pasierb.

W tym czasie Stanisław Mielczarek systematycznie chodził po żywność do krewnych w Bliziance koło Niebylca. Tam pochwalił się wujkowi, partyzantowi Armii Krajowej, że w samochodach niemieckich żołnierzy znalazł z kolegami naboje.

- Wiedzieliśmy, że takie rzeczy bardzo są naszym partyzantom potrzebne, zrodził się więc pomysł, żebyśmy, w razie sprzyjających okoliczności, spróbowali czasem coś hitlerowcom podiwanić - tłumaczy Jan Pasierb. - Kiedy niemiecki kierowca krzątał się przy aucie, my niby pomagaliśmy mu je myć, czasami robiliśmy porządek w kabinie, naprawdę jednak szukaliśmy amunicji i broni. I zwykle coś nam w ręce wpadało. Najczęściej właśnie naboje, między innymi do popularnych radzieckich "pepesz".

Trofiejny pistolet

Pewnego razu przed obiadem Niemcy poszli się kąpać w Wisłoku. Został tylko wartownik, przechadzający się przed budynkiem szkoły, i dwóch albo trzech kucharzy po drugiej stronie ulicy. Członkowie grupy postanowili wykorzystać okazję.

- Ja i Zdzisiek z krzaków obserwowaliśmy wartownika - opowiada Pasierb. - W odpowiednim czasie daliśmy znak Józkowi, a ten niepostrzeżenie wślizgnął się do piwnicy. Następnie po schodach wszedł na parter i z wieszaka na korytarzu zabrał pistolet maszynowy. Józio ukrył go w piwnicy budynku, po czym na umówiony sygnał wyszedł na zewnątrz. Spod szkoły oddaliliśmy się niezauważeni.

Dwa dni później niemieccy żołnierze wrócili na front. W budynku szkoły przez parę dni nie było nikogo, nastoletni "bojownicy" mogli zatem dokończyć akcję.

- Józek wziął "automat" z piwnicy, okręcił go w koszulę i schował u Mielczarków w piwniczce. Pistolet i inne nasze łupy oddawaliśmy żołnierzom Armii Krajowej z okolic Blizianki. Zanosił je do nich Stasio Mielczarek, który piechotą pokonywał wiele kilometrów, polnymi ścieżkami docierając do celu - relacjonuje pan Jan.

Broń się przydała podczas akcji "Burza"

Ogółem młodociana grupa ze Zwięczycy podarowała AK-owcom paręset sztuk naboi, kilka ręcznych granatów oraz wspomniany już pistolet z magazynkiem i 30 nabojami.

- Kilkanaście lat temu spotkałem się z Henrykiem Pięciakiem (w latach 1942-44 był on członkiem bojówki dywersyjnej AK plutonu Niebylec-Blizianka - dop. red.), który był świadkiem, jak Staszek przekazywał dowódcy plutonu amunicję i broń - opowiada Pasierb. - Od pana Pięciaka wiem, że podprowadzona przez nas broń posłużyła do dozbrojenia plutonu i była wykorzystana w akcji "Burza", w polsko-niemieckiej potyczce, do jakiej doszło w Futomie niedaleko Błażowej. Przyznam, że kiedy się o tym dowiedziałem, odczuwałem satysfakcję. Częściowo pomściłem śmierć brata Tadeusza, rozstrzelanego w lipcu 1943 roku w obławie urządzonej przez hitlerowców w Woli Zgłobieńskiej. Bestialsko zamordowano wówczas kilkadziesiąt osób.

Przeżycia z czasów wojny nasz rozmówca przez długie lata trzymał w tajemnicy.

- Wiadomo, jak w PRL-u było z Armią Krajową, trochę bałem się o tym mówić - przyznaje. - Natomiast wtedy, gdy przywłaszczaliśmy sobie środki bojowe należące do okupantów, strachu nie odczuwałem. Być może nie w pełni zdawaliśmy sobie z kolegami sprawę z konsekwencji, jakie ponieślibyśmy w razie nieudanej kradzieży. Dzięki Bogu udało się uniknąć wpadki. Zresztą zachowywaliśmy ostrożność, a niemieccy żołnierze do Zwięczycy przyjeżdżali tylko na kilka, kilkanaście dni, broni w tym czasie na ogół nie używali i trudno im było dostrzec, że ich stan posiadania odrobinę się zmniejszył…

Z pobudek patriotycznych

Jan Pasierb podkreśla, że nim i jego kompanami kierowały pobudki patriotyczne. Mimo że byli bardzo młodymi ludźmi, wiedzieli przecież, co się dzieje dookoła.

- We wrześniu 1939 roku widziałem u nas we wsi martwego polskiego żołnierza. Leżał w rowie, miał roztrzaskaną głowę. Sąsiad, który mieszkał niedaleko miejsca, gdzie leżały zwłoki, opowiadał później, że żołnierz strzelał do ostatniego naboju, a kiedy już nie miał czym się bronić, został okrążony i zabity kolbą pistoletu. Z kolei w czerwcu 1943 roku Niemcy w Zwięczycy dokonali egzekucji 19 osób. Z odległości kilkudziesięciu metrów widziałem, jak zabijali…

"Oddział" braci Mielczarków, Józefa Aksamita i Jana Pasierba istniał od maja do końca lipca 1944 r. Pan Jan jako jedyny z całej czwórki mieszka dzisiaj w Zwięczycy.

- Aksamitowie przywędrowali tu z Rawy Ruskiej. Po wojnie wyjechali, ale nie wiem dokąd - mówi. - Rodzina Mielczarków też opuściła Zwięczycę. Wrócili tam, skąd wcześniej zostali wysiedleni - na ziemie zachodnie. W 2001 roku, kiedy w związku z naszą wojenną działalnością starałem się o uprawnienia kombatanckie i szukałem świadków z okresu okupacji, nawiązałem kontakt ze Zdzisławem Mielczarkiem. Mieszkał we Wrocławiu. Jego bratu, Staszkowi, niestety nie dane było powrócić w rodzinne strony. Niedługo po tym, jak do Rzeszowa wkroczyła Armia Radziecka, Stasio zginął tragicznie; w jego rękach eksplodował granat. Nasz dowódca i kurier spoczął na cmentarzu w Niebylcu.

FLESZ: Elektryczne samoloty nadlatują.

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 4

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

r
robol z miasta

Ja chce na roboty do Niemiec !

l
leo

a dziś dzięki polskiej prawicy Polacy jeżdżą do Reichu całkiem dobrowolnie by zarobić kilka euro i przeżyć

j
januszek104

Na końcu tekstu Jan Pasierb wspomina o martwym żołnierzu ..." Leżał w rowie, miał roztrzaskaną głowę. Sąsiad, który mieszkał niedaleko miejsca, gdzie leżały zwłoki, opowiadał później, że żołnierz strzelał do ostatniego naboju, a kiedy już nie miał czym się bronić, został okrążony i zabity kolbą pistoletu..." Grób tego żołnierza znajduje się na starym cmentarzu komunalnym przy ulicy Podkarpackiej .Przez długie lata pozostawał on anonimowy .Dopiero kilka lat temu udało się ustalić ,że żołnierz ten nazywał się Józef Sochacki .

G
Gość

Ja bym się nie przyznawał do takich rzeczy jeszcze dzisiaj.Banda ryzego która odbiera dzieci rodzicom,przecież jest skłonna tego goscia oskarżyc o kradzieże.Przeciez amunicja która podkradał Niemcom mogła być uzyta do walki z antysemitami.Polskimi oczywiście.

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3