Nasza Loteria SR - pasek na kartach artykułów

Miesiąc ze św. Menasem. Piotr Kotowicz z Sanoka brał udział w polskiej misji archeologicznej w Egipcie [ZDJĘCIA]

Dorota Mękarska
Dorota Mękarska
Piotr Kotowicz i jego podopieczni
Piotr Kotowicz i jego podopieczni Piotr Kotowicz
Piotr Kotowicz, archeolog z Muzeum Historycznego w Sanoku, brał udział w polskiej misji archeologicznej w Egipcie. Spędził tam miesiąc, badając relikty bizantyńskiego miasta, leżącego na szlaku do sanktuarium św. Menasa, patrona osób fałszywie oskarżonych, wędrownych handlarzy i karawan oraz chorych na oczy.

Początek tej historii, jak to zwykle bywa, zainicjował przypadek. W Muzeum Historycznym w Sanoku występował z wykładem prof. Tomasz Derda z Instytutu Archeologii Uniwersytetu Warszawskiego. Wykład dotyczył stanowiska archeologicznego w Marei w Egipcie.

Marea to antyczne miasto położone na południowy-zachód od Aleksandrii, nad jeziorem Mareotis. W czasach antycznych i we wczesnym średniowieczu był ważnym portem i ośrodkiem handlowym. W 2003 roku polscy archeolodzy rozpoczęli w tym miejscu badania, koncentrując się na pracach w bizantyjskiej bazylice, drugiej co do wielkości w Egipcie.

Sanocki archeolog otrzymał od prof. Derdy zaproszenie do wzięcia udziału w misji, na co dyrektor Muzeum Historycznego w Sanoku, wyraził zgodę. W październiku Piotr Kotowicz wyjechał do Egiptu i był tam do końca sezonu wykopaliskowego. Działał w gronie badaczy z tzw. misji krakowskiej.

Sanocki badacz, który pracuje już 21 lat jako archeolog, miał doświadczenie w pracy w Afryce, gdyż w połowie poprzedniej dekady pracował przy wykopaliskach w Sudanie, w miejscowości Banganarti. Brał tam udział w badaniach chrześcijańskiej świątyni z czasów bizantyjskich.

Wino z Marei było słynne w śródziemnomorskim świecie

Stanowisko w Marei znajduje się na zachód od Aleksandrii. Miasto znane było już starożytnym pisarzom, pisał o nim m. in. Herodot. Było to w czasach hellenistycznych znaczące miejsce, a znane stało się przede wszystkim z produkcji doskonałego wina, które słynne było w całym śródziemnomorskim świecie. Największy rozkwit miasta przypadł na V i VI n.e., kiedy to w Marei rozwinęło się bizantyjskie miasto portowe. Był to wielki ośrodek miejski, zajmujący kilkanaście hektarów powierzchni. We wczesnym średniowieczu miasto nazywało się prawdopodobnie Philoxenite, choć nie jest to do końca potwierdzone.

Święty z Afryki

Do portu w Marei przybywali pielgrzymi, którzy udawali się do sanktuarium w Abu Mena. Było ono poświęcone św. Menasowi męczennikowi egipskiemu i świętemu kościoła katolickiego, prawosławnego, ormiańskiego i koptyjskiego. Menas miał pochodzić z chrześcijańskiej rodziny i służyć jako oficer w armii rzymskiej w Egipcie oraz Frygii. Po wydaniu przez cesarza Dioklecjana edyktu przeciw chrześcijanom udał się na pustynię i rozpoczął życie pustelnicze. Podczas igrzysk na arenie cyrkowej w Kytaion przyznał się do wyznawania chrześcijaństwa, za co został skazany na tortury i ścięcie. Umierając wyraził życzenie, by jego ciało przewieziono do Egiptu. Wielbłądy transportujące trumnę ze zwłokami Menasa miały odmówić dalszego marszu na pustyni między Aleksandrią a oazą Wadi Natrum w miejscowości Abu Mena. Tam zmarły został więc pochowany. Od XIV wieku relikwie Menasa znajdują się w Kairze.

Pielgrzymki do Abu Meny miały nie tylko religijny charakter, służyły również podreperowaniu zdrowia. Pątnicy nabywali tu ampułki św. Menasa, na które badacze natykają się w całym dawnym świecie bizantyjskim.

Pielgrzymi lubili wygody

Czciciele św. Menasa, przybywający do Egiptu drogą morską, w Aleksandrii przesiadali się na statek śródlądowy i przez jezioro Mareotis, które jest połączone z Nilem, docierali do Marei.

Efektem żywo rozwijającego się kultu było wybudowanie potężnej bazyliki, drugiej co do wielkości w Egipcie – jej pozostałości do dzisiaj są widoczne w terenie. Dla potrzeb ciała powstał zaś kompleks łaźni, z basenami wyłożonymi marmurami, do którego z jeziora doprowadzono wodę bieżącą. Dzięki tzw. sakiji, czyli kołu wodnemu rozprowadzano wodę do pieców, gdzie była podgrzewana. Był to więc jak na owe czasy prawdziwy luksus.

Oprócz bazyliki w mieście istniały jeszcze dwa mniejsze kościoły oraz szereg obiektów, które służyły, jakbyśmy powiedzieli dzisiaj, turystyce pielgrzymkowej.

Na początku VI wieku miasto osiągnęło szczyt rozkwitu, ale w następnych latach zaczęło podupadać. Jego kres przyniósł najazd arabski z początku VIII w. W okresie późnośredniowiecznym miasto było już prawie całkowicie zapomniane. Jego upadek następował jednak powoli. Nie był to efekt łupieżczego najazdu, ale powolnego ogołacania miasta z wartościowych materiałów, w tym pochodzących z zagranicy marmurów.

Dwie dekady badań

W Marei od 20 lat funkcjonuje polska misja archeologiczna. Początkowo badania skupiły się na jednej z łaźni, a następnie na bazylice.

Tegoroczny sezon wykopaliskowy trwał przez cały październik. Archeolodzy codziennie dojeżdżali do Marei z Aleksandrii, która leży 40 km na wschód. Pracowali przez sześć dni w tygodniu. Codziennie wstawali o godz. 5 i pracowali do godz. 13, zanim nastawał największy upał, co przy odsłoniętym całkowicie terenie dawało się mocno we znaki. Niestety ze względu na zanieczyszczenia nie można było zażywać kąpieli w mocno zanieczyszczonym jeziorze.

Bazylika, która miała 60 m długości i 40 m szerokości, została już bardzo dobrze rozpoznana. Zanim powstała, na jej miejscu istniał mniejszy kościół, z dziedzińcami wyłożonymi kamiennymi podłogami i ozdobionymi ścianami.

– W porównaniu z tymi obiektami nasze średniowiecze było niezwykle ubogie – podkreśla sanocki badacz.

Podczas prac natrafiono na zniszczoną kolumnę z pięknym kapitelem korynckim. Kolumna była połamana z kilku miejscach, ale prawdopodobnie nie została strącona, lecz spadła podczas trzęsienia ziemi.

Przeszłość Marei jest jeszcze nieodkryta do końca

Piotr Kotowicz skupił się nad tymi dwoma obiektami. Do prac wykopaliskowych zatrudniono osiadłych już Beduinów, żyjących w pobliskich wioskach.

Powierzono mu do badań pomieszczenie sąsiadujące z baptysterium, czyli miejscem, gdzie chrzczono wiernych. Była to okazała sala z okrągłym basenem, w którym podczas chrztu zanurzał się neofita.

Prawdopodobnie sąsiednie pomieszczenie służyło arcybiskupowi, którzy przybywał z Aleksandrii. Świadczą o tym resztki bogatego wyposażenia. Są to płyty marmurowe, mozaikowe posadzki i dekoracje w formie roślinnego ornamentu. Udało się odkryć pod owym pomieszczeniem starsze ślady pierwotnego kościoła, w postaci kamiennego dziedzińca i pomieszczeń, których przeznaczenie nie zostało ustalone.

– Zrobiliśmy też niewielki sondaż, by zobaczyć, co jest jeszcze pod spodem – relacjonuje sanocki archeolog. – Okazało się, że na dole mamy warstwy z czasów rzymskich z II i III w n.e. ze świetnie zachowanymi dużymi fragmentami amfor na wino, z którego słynęła Marea. Ze względu na podchodzącą wodę gruntową, nie dało się tych prac kontynuować, więc tajemnica jak daleko sięga przeszłość Marei jest jeszcze przed badaczami skryta.

Na wszystkich poziomach znaleziono mnóstwo monet, pozostawionych przez pielgrzymów. Nie było tu jednak monet srebrnych czy złotych.

– Są to głównie, drobne, brązowe monetki, które jednak dobrze nam mówią, w jakich czasach to wszystko się działo – dodaje badacz. – W Marei odkryto to tej pory około 6 tysięcy monet, które na miejscu są badane przez współpracujących z archeologami numizmatyków.

Niezwykle ciekawym momentem było odkrycie dwóch grobów w pomieszczeniu przy baptysterium. Na groby natrafiono w ubiegłym sezonie, ale nie zbadano ich do końca. W tym roku kontynuowano prace.

– Okazało się, że odkryte groby to najmłodszy komponent bazyliki – mówi Piotr Kotowicz. – Niedaleko od siebie pochowano mężczyznę i kobietę. Zmarłych złożono w rycie chrześcijańskim, z głową na zachód. Przy kobiecie odkryto monetę z VII w. Prawdopodobnie pochówku dokonano po zaprzestaniu użytkowania tego pomieszczenia, przypuszczalnie, gdy bazylika chyliła się już ku upadkowi lub jej nie było. Świadczy o tym fakt, że do zasypiska grobu kobiecego powrzucano cenne, ale rozbite elementy wyposażenia.

W tamtych czasach ludzie lubili konwersować, nawet w ubikacji

Archeolodzy z misji warszawskiej skupili się natomiast na badaniu jednej z łaźni, która była eksplorowana w ubiegłym wieku przez Egipcjan, ale mylnie powiązana z bazyliką. Dokonano tam bardzo ciekawych odkryć. Dzięki temu dokonano analizy technicznych szczegółów odnośnie doprowadzania i odprowadzania zużytej wody, a także jej podgrzewania. Odkryto także latrynę z czasów bizantyjskich, która była wybudowana na wzór rzymski. Było to wspólne pomieszczenie, w którym znajdował się ciąg siedzisk z otworami. Wokół biegł kanał, którymi doprowadzano czystą wodę. Do czynności higienicznych służyły naturalne gąbki. Co ciekawe, ubikacja była też miejscem do konwersacji.

– Marea była miejscem oddalonym od centrów cywilizacyjnych, ale poziom rozwoju cywilizacyjnego był bardzo wysoki – podkreśla nasz rozmówca.

Natrafiono też na jeden z basenów, w którym zachowały się jeszcze marmury. Dzięki temu odkrywcy mogli przekonać się, jak bogato wyposażone były to obiekty. Baseny posiadały kanały doprowadzające i odprowadzające wodę. Zażywało się w nich ciepłej kąpieli. Łaźnie były rozdzielone, co sugeruje, że jedna służyła kobietom, druga mężczyznom.

Marei nie ominęły epidemie

W tym roku kontynuowano też badania skał wapiennych, w których wykuto grobowce. Natrafiono na trzy takie obiekty, w których złożono szczątki wielu osób. Badała je antropolożka z Austrii.

– Wydaje się, że są to groby zbiorowe osób, które zmarły w wyniku epidemii, być może nawet dżumy, która przeszła w tym okresie przez Egipt – wyjaśnia sanocki badacz. – Ofiar epidemii nie chowano na zwyczajnych cmentarzach, ale tworzono specjalne miejsca pochówków.

Egipt zza muru kurortu

Ze względu na zakaz wywozu jakichkolwiek znalezisk z Egiptu, naukowcy wszystkie badania i analizy muszą wykonywać na miejscu. Jest to spore utrudnienie, ale państwo egipskie w ten sposób broni się przed rabowaniem kolejnych zabytków. Jest to bardzo mocno przestrzegane. Każda ekipa archeologiczna ma przydzielonego inspektora, który non stop jest na miejscu wykopalisk.

– Praca archeologa w Egipcie nie jest łatwa, ale dała mi sporo doświadczenia – ocenia Piotr Kotowicz.

Sanoczanin miał też okazję zobaczyć zupełnie inny Egipt, niż znany z kurortów wypoczynkowych.

– Polacy są bardzo dobrze postrzegani w Egipcie, głównie dzięki Lewandowskiemu, bo Egipcjanie pasjonują się piłką nożną – śmieje się nasz rozmówca.

Niestety, w czasie pobytu polskich archeologów w Marei, doszło do wybuchu konfliktu izraelsko-palestyńskiego, co wzbudziło obawy o dalsze funkcjonowanie misji, tym bardziej, że w Aleksandrii zabito dwóch Izraelczyków i Egipcjanina. Dokonał tego mordu strażnik muzealny.

– W czasie tych zajść widać było duże poruszenie wśród Arabów, ale szybko wszystko wróciło do normy – relacjonuje sanoczanin. –Zdecydowaliśmy się więc pozostać.

Piotr Kotowicz i jego podopieczni

Miesiąc ze św. Menasem. Piotr Kotowicz z Sanoka brał udział ...

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Opaska na depresję - to może być przełom!

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na nowiny24.pl Nowiny 24