Mroczna strona zapory w Solinie

    Mroczna strona zapory w Solinie

    Ewa Gorczyca

    Nowiny

    Nowiny

    Żelbetonowy kolos, po 43 latach wciąż budzi ciekawość. Spacer po koronie to obowiązkowy punkt programu pobytu nad Jeziorem Solińskim.

    Żelbetonowy kolos, po 43 latach wciąż budzi ciekawość. Spacer po koronie to obowiązkowy punkt programu pobytu nad Jeziorem Solińskim. ©Archiwum

    Magia tkwi w samych słowach: Jezioro Solińskie. Są tacy, co mówią, że nie szlaki, nie ścieżki, nie przyroda, ale potężna zapora i spiętrzone przez nią wody Sanu, rozlane na 2,2 tys. ha są największym magnesem ściągającym w Bieszczady.
    Żelbetonowy kolos, po 43 latach wciąż budzi ciekawość. Spacer po koronie to obowiązkowy punkt programu pobytu nad Jeziorem Solińskim.

    Żelbetonowy kolos, po 43 latach wciąż budzi ciekawość. Spacer po koronie to obowiązkowy punkt programu pobytu nad Jeziorem Solińskim. ©Archiwum


    Z jednej strony iskrząca się w słońcu tafla wody otoczona wzgórzami. Z drugiej - betonowa ściana, od korony biegnąca pionowo w dół, niżej załamująca się na zewnątrz, aż do wąskiego pasa szmaragdowej rzeki, zmierzającej leniwie w kierunku tamy w Myczkowcach. Pracownicy solińskiej elektrowni (oficjalnie noszącej obecnie nazwę PGE Energia Odnawialna S.A. Oddział ZEW Solina-Myczkowce w Solinie) fachowo jedną stronę nazywają odwodną, drugą - odpowietrzną.

    W sezonie, szeroką (prawie 9 metrów) jak dwupasmowa droga i długą (blisko 700 metrów) koronę zapory w Solinie, nieprzerwanie przemierzają tam i z powrotem setki turystów. Po "odwodnej" zachwycają się malowniczym widokiem na jezioro. W ponad 80 metrową przepaść po "odpowietrznej" spoglądają z respektem. Zwłaszcza ci, którzy są tu po raz pierwszy.

    - Aż mi ciarki przechodzą po grzbiecie, gdy patrzę na tę betonową ścianę - wyznaje jedna z turystek.


    Długo stała przy barierce...

    4 lipca na zaporze nie było tłumów. Od wielu dni padało, siąpiący od rana deszcz odstraszył urlopowiczów. System monitoringu pokazywał tylko pojedynczych spacerowiczów. W pewnej chwili "oko" jednej z kamer zatrzymało się na osobie, która stanęła przy barierkach przy "odpowietrznej".

    27-letnia mieszkanka Zabrza przyjechała w Bieszczady ze znajomymi. Wypoczywali w Cisnej. Poniedziałek był ostatnim dniem ich pobytu. Tego dnia mieli rozjechać się do domów. W drodze powrotnej wstąpili do Soliny. Chcieli zobaczyć zalew i zaporę.

    Danuta zatrzymała się w połowie drogi między lewym przyczółkiem a częścią przelewową tamy. Koleżanki poszły dalej. Ona stała dość długo przy barierkach, odwrócona twarzą w kierunku betonowej ściany, od czasu do czasu spoglądając w kierunku oddalających się znajomych. Nikt nigdy nie dowie się, o czym myślała przez te kilka minut. Czy zastanawiała się nad tym, co chce zrobić? Czy może decyzję podjęła nagle, w ułamku sekundy? Czy czekała, aż nieliczni tego pochmurnego przedpołudnia spacerowicze odejdą wystarczająco daleko?

    Na obrazie z kamery widać moment, gdy kadr pustoszeje, a młoda kobieta zostaje sama przy barierze tej strony zapory. Szybko, nie zdejmując plecaka z ramion, przekłada nogę przez wysoką balustradę, przenosi ciężar ciała, i w ułamku sekundy znika za nią. Zaraz potem w kadrze pojawiają z obu stron ludzie. Koleżanka Danuty nadbiega obejmując rękami głowę...

    Kamera - niemy świadek tragedii

    Co warto wiedzieć o solińskiej zaporze


    Daje energię
    Po modernizacji moc elektrowni w Solinie to 200 MW. Proces wytwarzania energii elektrycznej z wody jest bardzo szybki. W niecałe 180 sekund elektrownia jest w stanie wyprodukować i przesłać do KSE tyle prądu, ile potrzebuje licząca 600 tys. mieszkańców metropolia, np. Wrocław. Niespełna 50 tys. Krosno na energii z Soliny mogłoby funkcjonować przez cały rok.

    Reguluje poziom wód
    Zapora nie dopuszcza do nadmiernego obniżania przepływów na Sanie, dzięki czemu funkcjonują ujęcia wody w dolnym jego biegu. Pozwoliła też ujarzmić tę bardzo kapryśną rzekę. O sile jej żywiołu świadczą dopływy do zbiornika: W czasie gwałtownych wezbrań rosną z 0,6 (to minimum) do 1250 metrów sześć. na sekundę.

    Woda z Soliny płynie do Morza Czarnego!
    Zbiornik w Solinie przyczynia się do ujemnego bilansu wodnego w Polsce. To dlatego, że jest na nim ujęcie zaopatrujące w wodę Ustrzyki Dolne. Oczyszczalnia w tym mieście wypuszcza wodę do Strwiąża, a rzeka ta należy do zlewni Morza Czarnego.



    Od kilkunastu lat kompleks elektrowni w Solinie wyposażony jest w monitoring. Unowocześniono go w ub. roku. Kilkanaście kamer dzień i noc śledzi to, co się dzieje na zaporze.

    - Przede wszystkim ze względu na bezpieczeństwo naszego strategicznego obiektu - podkreśla Józef Folcik, dyrektor oddziału PGE Energia Odnawialna w Solinie. - Ale w przypadku tego dramatu to, obraz zarejestrowany przez kamery pozwolił prokuraturze na ocenę okoliczności tego, co się wydarzyło - dodaje. - Widać, że nie był to wypadek, że nikt do tej śmierci się nie przyczynił. Że młoda kobieta sama podjęła desperacką decyzję.

    Bywa, że kamera monotoringu staje się jedynym, niemym świadkiem tragedii. Tak stało się np. w maju 2005 roku. Młody mężczyzna był zupełnie sam na koronie, gdy zdecydował się na skok do wody. Dopiero po analizie zapisu płetwonurkowie rozpoczęli poszukiwania jego ciała. Odnaleźli je po kilku dniach na dnie zbiornika

    Samobójstwo 27-letniej zabrzanki to pierwsza od trzech lat taka tragedia w Solinie. Wcześniej odnotowywano je każdego roku. W kwietniu 2006 roku z zapory rzucił się nastoletni krośnianin, w maju 17-latek z powiatu bieszczadzkiego. Wiosną 2005 roku po śmierć skoczyli 22-latek z brzozowskiego i mieszkaniec Brzeska. Rok wcześniej, w sierpniu, do wody skoczył i już nie wypłynął dwudziestoparolatek. Dwa przypadki samobójstw zanotowano w 2007. Ostatni - przed lipcową tragedią - w 2008 roku.

    Zdążył złapać za... włosy

    Kilka lat temu ochroniarze zapory opowiadali reporterom Nowin o wstrząsającym obrazie, gdy z zapory rzucił się 18-latek z Krakowa. Kiedy już znalazł się za barierką, odwrócił się i próbował się jej chwycić, jakby w ostatniej chwili zrozumiał nieodwracalność konsekwencji swojego skoku. Zapamiętali też jak w ostatniej chwili uratowali 19-latkę z Ustki: zanim niewysoka dziewczyna pokonała barierę, ochroniarz zdążył złapać ją za... włosy.

    Zimą 2004 roku samobójstwo po miłosnym zawodzie próbował popełnić gimnazjalista z Leska. Rzucił się w dół, ale wylądował na śniegu zalegającym grubą warstwą na betonie, 15 metrów poniżej korony. Przeżył: do szpitala trafił z ogólnymi potłuczeniami, obrażeniami i złamanym obojczykiem.

    Jakiś czas temu w internecie można było znaleźć porażającą "instrukcję" - jak zabić się w Solinie. Jej autor rozważał, jak długo trwa upadek z zapory i dywagował, czy lepiej skakać do wody czy na betonową ścianę.

    Zapora kusi też tych, co chcą się popisać brawurą. Rok temu w sierpniu na oczach tłumu turystów 23-latek z Janowa Lubelskiego przeszedł przez balustradę i skoczył do jeziora. Założył się z kolegami o tysiąc złotych, że stać go na taki wyczyn. Znajomi "czuwali" na wodzie, na rowerku. Wypłynął, wyciągnęli go z wody.

    Tacy "kamikadze" zdarzają się co jakiś czas. Zwłaszcza, gdy wypity alkohol przyćmiewa zdrowy rozsądek, rośnie ocena własnych możliwości. Niektórym śmiałkom wydaje się, że skok z zapory jest niczym skok z trampoliny do basenu. Tylko kilka metrów dzieli ich od lustra wody.

    Ale przekonanie, że zawsze wypłynie się z 60-metrowej głębi (tyle jest przy zaporze), jest złudne. Choć wydaje się spokojna i niewinna, są ryzykanci, którzy stracili w niej życie.

    - Przy pełnej pracy elektrowni przez rurociągi do turbin płynie 400 metrów sześciennych wody na sekundę.

    Wytwarza się podciśnienie, które może zasysać - ostrzega Piotr Walko, dyrektor techniczny. - Tamten "skoczek" miał duże szczęście, bo hydrozespoły akurat były wyłączone.

    A może zamontować siatkę?

    [obrazek5] Z jednej strony pluskające rybki i statki wycieczkowe, z drugiej - ponury beton i przepaść, która działa na wyobraźnię. (fot. Tomasz Jefimow)Kilka lat temu, po serii samobójstw, toczyła się dyskusja, czy elektrownia nie powinna zamontować na balustradach siatki zabezpieczającej. Jednak zarządzający obiektem (podobnie jak wcześniejszy zarząd elektrowni) są zdania, że siatki nie powstrzymają desperatów.

    - Jesteśmy jak najbardziej za tym, by korona zapory była otwarta dla ludzi - podkreśla dyrektor Folcik. - Zależy nam, by rozwijała się jej funkcja turystyczna, staramy się, by w jej otoczeniu znajdowały się atrakcje dla turystów. Udostępniamy nie tylko samą koronę zapory, można także zwiedzać jej wnętrze. Ale nie możemy inwestować wielkich pieniędzy w dodatkowe zabezpieczenia, powstrzymujące przed skokami z zapory, bo nie na tym polega nasza rola - dodaje.

    Zapewnia, że konstrukcja balustrady zapory jest całkowicie bezpieczna. Dwa lata temu została jeszcze podwyższona, na całej długości, o metalową barierę ze stali nierdzewnej. Kosztowało to ok. 400 tys. zł.

    - Teraz ma wysokość 124,5 cm przy wymaganych 110 cm - podkreśla dyr. Walko.

    Ale kiedy wychodzimy na koronę zaporę, na własne oczy możemy się przekonać, że beztroska turystów jest w stanie wygrać nawet z najlepszymi zabezpieczeniami. Przechodzi nas dreszcz, gdy mężczyzna spacerujący z dzieckiem "na barana" podchodzi do balustrady. Trzyma malucha, siedzącego mu na barkach tylko za nóżki, gdy lekko pochyla się, chcąc zobaczyć ile metrów dzieli ich od podnóża betonowej ściany...

    Obrazki świadczące o niesubordynacji turystów nietrudno też dostrzec po drugiej stronie. Choć boje, rozmieszczone 150 metrów od tamy, wyraźnie sugerują, w jakiej odległości od zapory trzeba się trzymać, to co jakiś czas jeden z kolorowych rowerków wodnych wpływa w "zakazaną strefę".

    Co kryje wnętrze zapory w Solinie

    Żelbetonowy kolos, po 43 latach wciąż budzi ciekawość. Spacer po koronie to obowiązkowy punkt programu pobytu nad Jeziorem Solińskim. Coraz więcej turystów chce także zobaczyć, co kryje wnętrze największego obiektu hydrotechnicznego w Polsce.

    - Zwiedza je rocznie 30 tys. osób - mówi dyr. Folcik.

    Trasa prowadzi przez halę produkcyjną, maszyn i turbin, do chłodnych (ok. 7 st. C) podziemnych tuneli, którymi można zejść nawet pięć metrów poniżej dna zbiornika. Można też zobaczyć jedną z 28 tzw. fug oszczędnościowych: to szczeliny, ciągnące się aż korony zapory, z widoczną na dnie wodą.

    Choć Solina to zapora typu ciężkiego (waży ponad 2 mln. ton, zużyto na nią 760 tys. metrów sześć. betonu) nie jest monolitem. Składa się z 43 niezależnie pracujących bloków betonowych.

    - Taka struktura zapobiega powstawaniu niekontrolowanych naprężeń, które mogą skutkować pękaniem elementów zapory - mówi Piotr Walko.

    Repery, szczelinomierze, klinometry, wahadła, piezometry i inne urządzenia zapewniają stałą kontrolę i pomiary odkształceń, przemieszczeń, odchyleń zapory, szczelin, przecieków, poziomu ciśnienia, temperatury wody, betonu i powietrza.

    Do prac specjalnych zatrudniani są płetwonurkowie i alpiniści. Ci drudzy co kilka lat wspinają się po betonowej ścianie, oczyszczając ją z różnych narośli, np. mchu. Ekipa nurków co roku schodzi pod wodę od strony zbiornika. Sprawdzają m.in. wloty czterech rurociągów, o średnicy 6 i 4 metrów. Zdejmują z nich to, co naniosły do zalewu wzburzone wody Sanu. Raz zdarzyło się nawet, że z krat zabezpieczających ściągali zaczepioną o nie kotwicę.

    Dyrektor Folcik zapewnia: - Pod względem stanu technicznego i bezpieczeństwa budowli Solina to najlepiej kontrolowany obiekt hydrotechniczny w Polsce.

    Czytaj treści premium w Nowinach24 Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze (37)

    Dodaj komentarz
    Wszystkie komentarze (37) forum.nowiny24.pl

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo