Pierwsi absolwenci medycyny opuszczają Uniwersytet Rzeszowski: To był dobry wybór!

Beata Terczyńska
Beata Terczyńska

Wideo

Uniwersytet Rzeszowski właśnie wypuszcza pierwszych absolwentów medycyny. - Czujemy, że jesteśmy rocznikiem historycznym i ogromnie się cieszymy, że przecieraliśmy szlaki - mówią Wioletta Hus, Paweł Zapolnik i Adam Bielecki. Czy Rzeszów to był dobry wybór? - Tak!

W „Czterdziestolatku” Stefanowi Karwowskiemu lata minęły jak jeden dzień. Podobnie Uniwersytetowi Rzeszowskiemu 6 lat od rozpoczęcia kształcenia studentów na kierunku lekarskim upłynęło błyskawicznie. Właśnie pierwsi absolwenci medycyny opuszczają mury uczelni. Jak studiowało się kierunki medyczne w Rzeszowie? Warto było? Rozmawiamy z absolwentami.

Wioletta: Fantastyczna sprawa pomagać ludziom

Wioletta Hus śmieje się, że będzie pierwszą lekarką w rodzinie. W dodatku z pierwszego, historycznego, a może i też doświadczalnego rocznika na Uniwersytecie Rzeszowskim. Dlaczego wybrała studia medyczne i wybór padł na Rzeszów?

- Odpowiedź jest prosta. Mam blisko do domu. Myślę, że warto się tym kierować przy wyborze studiów. Zresztą ludzi z Podkarpacia u nas na roku najwięcej. A dlaczego te studia? Kiedy byłam dzieckiem, często chorowałam. Miałam kontakt z lekarzami, szpitalami i… bardzo dobrze czułam się w tym środowisku. Pomyślałam, że to coś dla mnie. Fantastyczna sprawa tak pomagać ludziom!

Najpierw wymarzoną specjalizacją Wioletty była pediatria. Ale teraz...

- Nie wybrałam jeszcze. Może medycyna rodzinna? A może reumatologia? Na razie wiem tylko, czego nie wybiorę.

Co zaskoczyło ją podczas studiów?

- Ogrom nauki. Ilość czasu, który trzeba poświęcić na wpojenie ważnych rzeczy. To wymagający kierunek. Tylko my wiemy, jak wiele było nieprzespanych nocy, ile stresu, ile litrów wypitej kawy.

Na pierwszym roku nierzadko wkuwali do 3 - 4 nad ranem. Gdy ich koledzy mieli czas na imprezowanie, oni siedzieli nad książkami. Zgodnie przyznają, że najtrudniejszy był początek. Jedna kobyła - anatomia, druga - farmakologia, a po drodze patomorfologia.

Paweł: Czuję się wyróżniony!

Paweł Zapolnik jest przekonany, że wybrał najlepszy zawód na świecie. Dzięki niemu może pomagać ludziom, ale i realizować zainteresowania, pasję no i kształcić się w wielu dziedzinach. Studnia w Rzeszowie? Tak, bardzo sobie chwali.

Czepkowanie świeżo upieczonych pielęgniarek z Uniwersytetu R...

- Podobnie jak Wiola, jestem stąd, z Rzeszowa. Możliwość kształcenia się w miejscu zamieszkania to ogromny plus. A dlaczego kierunek lekarski? Mam w rodzinie lekarzy i od dziecka byłem przesiąknięty tym środowiskiem. Podobało mi się to. Od kilku lat na poważnie myślałem o medycynie. Chodził mi po głowie Gdańsk, Wrocław, ale skoro otworzyła się możliwość nauki na naszym uniwersytecie, postanowiłem zostać. Cieszę się, że jestem tym rocznikiem historycznym, a nawet czuję się w pewien sposób wyróżniony, bo wiem, ile wysiłku na przestrzeni lat włożyło mnóstwo osób, aby uruchomić medycynę w Rzeszowie.

Marzy, by teraz łączyć pracę kliniczną z naukową. - Podobają mi się zagadnienia, które skupiają się na poznaniu podstawowych funkcji życiowych i funkcjonowaniu organizmu na poziomie komórkowym. Interesuje mnie genetyka kliniczna i tym chciałbym się zajmować w przyszłości. A ponieważ większość chorób genetycznych ujawnia się w wieku dziecięcym, zamierzam połączyć pracę w szpitalu na pediatrii z badaniami, wykładami, ćwiczeniami na uczelni.

Zaplanował, że na ten moment chce się związać z Rzeszowem. - Najbardziej optymalnym szpitalem dla rozwoju młodego człowieka zainteresowanego pediatrią jest Kliniczny Szpital Wojewódzki nr 2 przy Lwowskiej.

Paweł, absolwent medycyny, a wcześniej IV LO w Rzeszowie - podobnie jak koledzy z trójki, z którą rozmawiamy - dobrze pamięta pierwszy dzień ćwiczeń klinicznych. To było na trzecim roku. Trafił do Łańcuta, do Kliniki Chorób Zakaźnych, pod skrzydła prof. Cieśli, którego ogromnie chwali. - Najpierw przytłoczył mnie ogrom spraw, o które trzeba zapytać w wywiadzie i jak łatwo coś pominąć. Ale w kolejnych latach doskonaliliśmy umiejętności w badaniu pacjenta. Teraz aż tak mnie to nie przeraża.

Podkreśla, że rzeszowski uniwersytet jako młoda uczelnia daje możliwości, które na starszych uczelniach są już wykorzystane. Na przykład założenia nowego koła naukowego.

- Wartością jest również bardziej bezpośredni kontakt z prowadzącymi i możliwość zwrócenia się do nich o pomoc, radę. Student nie ginie w tłumie, nie jest taki anonimowy. To atut dla osób chcących pozostać w Rzeszowie. Poznaliśmy większość lekarzy w tym regionie, przez co łatwiej będzie nam w pracy.

Adam: Może ortopedia? Masz szybsze poczucie satysfakcji

Adam Bielecki także pochodzi z rodziny lekarskiej, więc wybór profesji był raczej oczywisty. No, ale nie lada zadaniem był wybór kierunku.

- Rozważałem ortopedię, medycynę estetyczną, chirurgię plastyczną. Raczej zostanę przy tej pierwszej specjalizacji z uwagi też na to, że kierunki estetyczne w Polsce są młode i gdybym chciał działać w tej materii, wiązałoby się to z opuszczeniem miasta. Ortopedia podoba mi się z tego względu, że szybko widoczne są postępy, efekty leczenia, terapii. Pacjent wychodzi z widoczną poprawą, a to daje poczucie satysfakcji.

Gdyby mieli tak na szybko wyciągnąć jedną rzecz z „szufladki pamięci” z tych 6 lat?

- Każda z osób na roku będzie pamiętała czasy pandemii, bo wywróciła nam ona do góry nogami sposób nauczania na kierunku lekarskim - mówi Wioletta. - Z dnia na dzień. Mój przykład. Mieliśmy zajęcia z ginekologii, kiedy dostaliśmy telefon, że w szpitalu pojawi się pacjent chory na Covid-19, więc wracamy do domu. To był ostatni dzień, kiedy miałam zajęcia kliniczne na piątym roku.

Pawłowi w pamięć zapadła chwila, gdy miał praktykę na SOR, po drugim roku.

- Śmigłowiec LPR przywiózł pacjentkę, która paliła papierosa w łóżku, zasnęła. Ta charakterystyczna woń spalonej ludzkiej tkanki to jest coś, co zapamiętam do końca życia.

Adam wspomina moment na ostatnim roku

- Na kariologii trwał obchód. Lekarze byli przy łóżkach innych pacjentów, a my na sali, gdzie doktor musiała reanimować kobietę. Trzeba było założyć rękawiczki i pomóc. To była dla mnie pierwsza namacalna styczność z walką o życie człowieka, kiedy było na krawędzi. Nie teoria, nie ćwiczenie na fantomie, a rzeczywistość, skok na głęboką wodę. Na szczęście udało się nam przywrócić akcję serca.

Przyznają, że pacjenci byli do nich przyjaźnie nastawieni, traktowali ich ze zrozumieniem i cierpliwością. Lekarze uprzedzali, że przyjdą studenci.

- Choć, jak to w życiu, na wiele miłych osób trafią się też i mniej sympatyczni.

Zabawnie bywało, gdy pacjent przepytywany przez kolejną grupę przyszłych lekarzy, mówił: „No przecież już wam wszystko powiedziałem, zapytajcie kolegów”. Albo gdy - być może nawet nieświadomie -zmieniał „zeznania” w zależności od grupy. Albo też pytany, czy przechodził jakieś zabiegi operacyjne, stanowczo zaprzeczał, a potem okazywało się, że miał 4 różne operacje.

Studenci podpytywani, czy były „profesorskie piły”, wymagające, ostre, śmieją się, że i owszem. Kogo darzą szczególną atencją? Przekonują, że jest wielu takich lekarzy z sercem na dłoni. Starali się im pomagać, byli życzliwi, pozytywnie nastawieni, profesjonalni, chcieli i potrafili przekazać wiedzę i zarazić pasją. Kogo wyróżnić? Przykładowo wymieniają w tej grupie prof. Włodykę z medycyny ratunkowej ze szpitala MSWiA, doktora Małeckiego z medycyny rodzinnej, prof. Tabarkiewicz z immunologii, prof. Markiewicz ze stomatologii.

Ostatni egzamin był z pediatrii. 18 września czeka ich jeszcze państwowy egzamin lekarski, złożony z testu 200 pytań, a dzień później będą uroczyście świętować podczas rozdania dyplomów w Filharmonii Podkarpackiej. Od października rozpoczynają staż podyplomowy, trwający 13 miesięcy.

Prorektor Artur Mazur: Zaryzykowali, ale z dobrym finałem

Prof. dr hab. n. med. Artur Mazur, prorektor Kolegium Nauk Medycznych na Uniwersytecie Rzeszowskim, podsumowuje, że te 6 lat to był okres bardzo pracowity. A jednym z największych zadań, było skompletowanie kadry.

Studenci Politechniki Rzeszowskiej z koła Racing Team skonstruowali bolid i zabierają go na prestiżowe zawody Formuła Student. Pokażą się m.in. na Hungaroring - torze Formuły 1 położonym niedaleko Budapesztu na Węgrzech. To już trzecia tego typu konstrukcja zespołu, a w planach mają kolejne, jeszcze bardziej ulepszone, m.in. pierwszy na Podkarpaciu elektryczny samochód wyścigowy [CZYTAJ WIĘCEJ].

Studenci Politechniki Rzeszowskiej testowali swój bolid na O...

- Duża część znakomitych lekarzy musiała odkryć w sobie talent dydaktyczny i pokłady cierpliwości. Jednym się to lepiej udawało, drugim troszkę gorzej, ale efekt końcowy powinien być dobry. Na pewno wszyscy bardzo się starali.

Uśmiecha się, że rzeczywiście, ten rocznik, który teraz kończy studia, doznawał troszkę eksperymentów organizacyjnych.

- Zwłaszcza na początku każdego roku akademickiego, kiedy do ostatniej chwili układaliśmy plany zajęć. Ale myślę, że te trudności były na tyle małe, że studenci będą dobrze wspominać czas nauki u nas. Z pewnością byli grupą, która trochę zaryzykowała, ale z dobrym finałem. Uważam, że mały ośrodek dał pewien komfort i możliwości bezpośredniego dostępu do pacjenta, opieki ze strony prowadzącego i otrzymania wiedzy bezpośrednio od praktyka.

Wszyscy dotrwali?

- Na początku było ponad 100 osób, ale około 20 studentów z różnych względów nie dotarło do mety. Część rezygnowała, ale przychodziły też osoby z innych uczelni. Część powtarzała rok.

Jaki to był rocznik? Trafiły się tzw. „perełki”?

- To był bardzo dobry rok - ocenia prorektor. - Ambitny, bo mamy osoby, które już publikują. To był też ten czas, gdy tworzyły się koła naukowe. Przez 6 lat uzbierało się ich aż 19. Aktywność studentów, zapał do uczenia się, ale i poszukiwania źródeł wiedzy były duże.

Naszą chlubą Centrum Symulacji Medycznej

Prof. Mazur opisuje, że studia medyczne można podzielić na dwie części.

- Pierwsze 2,5 roku to przedmioty, nazwijmy, podstawowe. Z zakresu anatomii, fizjologii, chemii, biochemii, biologii, immunologii, genetyki. Mają dać podstawę do tego, aby można było zrozumieć etiologię (przyczyny - red.) choroby, a później jej przebieg. Właściwe, kliniczne zajęcia zaczynają się mniej więcej w połowie trzeciego roku.

Większość zajęć odbywała się w szpitalach. Czasami trzeba też było organizować ćwiczenia poza Rzeszowem, ze względów logistycznych.

- Np. zajęcia z psychiatrii, bo w Rzeszowie jest tylko jeden mały oddział. Jeździliśmy do Łańcuta, Leżajska, Dębicy. Z onkologii też część zajęć była prowadzona w Brzozowie. Naszą chlubą jest to, że w ciągu tych kilku lat powstało Centrum Symulacji Medycznej, gdzie studenci ćwiczą na specjalnych symulatorach, bardzo dobrze wyposażonych manekinach, które nawet „myślą” i mówią, gdy student coś źle zrobi.

Trenażery np. do zabiegów laparoskopowych, sprzęt do wkłuwania się, wirtualny stół do nauki anatomii. Sale: porodowa, do opieki pielęgniarskiej, fantomy, które mówią, płaczą, oddychają, mrugają oczami, mają astmę, krwotoki, zatrzymanie akcji serca... Uniwersytet wyposażeniem do nauki zawodu może się poszczycić.

70 egzaminów, testów i... jesteś lekarzem

- Możliwość pogłębiania wiedzy stwarzaliśmy na fakultetach. Były zajęcia stricte związane z medycyną, ale też ogólnoakademickie, np. z filozofii, zasad dobrego wychowania, historii

- opowiada prof. Artur Mazur.

Ostatni, szósty rok był podzielony na części. Z zajęciami zgodnie z programem nauczania - obowiązkowymi oraz tymi, które studenci sami wybierali, planując przyszłość.

- Podobnie jak pierwszy rok, też był bardzo trudny. Kończył się dużymi egzaminami z pediatrii, interny, chirurgii, co też było konsultowane na początku, gdyż układając program zależało nam, by studenci byli na bieżąco przygotowani do egzaminu lekarskiego.

Jako ciekawostkę profesor podaje, że kadra na uczelni liczyła, ile egzaminów i sprawdzianów wiedzy musieli przejść studiujący medycynę. Wyszło im prawie 70.

- Są to ciężkie studia, wymagające samozaparcia i dużej liczby godzin spędzonych przy biurku, czasami w nocy, żeby zdać egzaminy - przyznaje. - Ale jaka później satysfakcja!

Jak sądzi, który moment dla studentów jest przełomowy?

- Na pierwszym roku obawy dotyczą anatomii. Ten przedmiot wymaga dostosowania swoich wyobrażeń, jak wygląda zawód, do rzeczywistości. Praca ze zwłokami wymaga predyspozycji. To było pierwsze mocne przeżycie. Poza tym samo zaliczenie jest trudne. Trzeba opanować dużo szczegółów, polskich, angielskich, łacińskich nazw. Drugim sitem, myślę, była fizjologia i patofizjologia na drugim roku. Biochemia pewnie też, ale wszyscy studenci podkreślają, że jak się przejdzie te 2,5 roku i wejdzie do szpitala, to też jest chrzest bojowy.

Więcej lekarzy w regionie!

Na uczelni liczą, że ich absolwenci poprawią sytuację kadrową w regionie.

- Duża część naszych absolwentów deklaruje, że chce tutaj pozostać - podkreśla prorektor.

A pytany o największe pragnienie związane z rozwojem kierunku medycznego, odpowiada bez wahania:

- Szpital Uniwersytecki! By znaleźć się w krajowym „medycznym topie”, dochodzi się latami. Ale my mamy stworzone bardzo dobre podstawy, by w przyszłości być w tej czołówce. Przy zapale naszych nauczycieli i kreatywności studentów powinno nam się to udać

- przekonuje Artur Mazur.

Powieszony wyrokiem komunistycznego sądu Bronisław Stęga „Kolejarz”, żołnierz AK i antykomunistycznego podziemia, uczestnik Akcji "Kośba", doczekał się symbolicznego nagrobka na cmentarzu Pobitno w Rzeszowie.

W Rzeszowie odsłonięto nagrobek żołnierza AK powieszonego pr...

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

M
Malteusz Klamczynski
Zaraz po tem przy pierwszej okazji opuszczą tę PISoBOLSZEWICKĄ republikę bananową posłuchawszy rady towarzyszki z KC PiS he he.
R
Róża won Tfuj
24 lipca, 7:53, Kamil Durczok-junior:

Kwiat Polskiej Medycyny! Kasa, kasa, kasa.... nic więcej. Ci ludzie jak inni im podobni idą na medycynę by się dorobić szybko i sprawnie, po trupach ale dorobić. Widzimy ich każdego dnia na Lwowskiej, Szopena, miejskim, młodzi, aroganccy, bezczelni i mający pacjenta w przysłowiowej "dupie". Minęły czasy gdy lekarz był dla ludzi, a te czasy nie wrócą.

Taki /nick/ mądry inaczej jak stary, oryginał Durczok.

Dodaj ogłoszenie