reklama

Psi los. Czy Siwka z żalu za swym panem i psim towarzyszem nie chce już żyć?

Alina BosakZaktualizowano 
Na ulicę Sanocką w Przemyślu Siwka przychodzi od śmierci Miśka. Wystaje pod sklepem, wypatruje kogoś na ulicy. Może swego pana z działek, a może psiego kolegi...
Na ulicę Sanocką w Przemyślu Siwka przychodzi od śmierci Miśka. Wystaje pod sklepem, wypatruje kogoś na ulicy. Może swego pana z działek, a może psiego kolegi... Zdzisław Czernecki/akuratny.pl
- Ona cierpi - mówi Iga. - Najpierw wyrzucili ją z samochodu, potem straciła pana Wilu i Miśka. Wypatruje, wbiega pod auta, kładzie się na jezdni. Znam ją i wiem, że nie chce już żyć.

Iga Dżochowska wciąż walczy o prawa zwierząt, do swojego domu i ogrodu przygarnęła całe stadko bezdomnych i schorowanych istot. A teraz męczy ją myśl o jeszcze jednej. - To sunia. Piękna, mądra i bezdomna - dowiaduję się przez telefon. Jadę więc do Przemyśla, żeby poznać psa. Jadę i myślę, czy to możliwe, że zwierzę chce popełnić samobójstwo...

Kobieta w eleganckim samochodzie

Babcia, która mieszkała zaraz obok przejścia dla pieszych przy ulicy Sanockiej, wszystko widziała. Tuż za pasami zatrzymała się jakaś kobieta w bardzo eleganckim samochodzie i wypchnęła psa. Ruszyła. Zwierzę zaczęło biec za autem. Kobieta musiała to widzieć, bo zatrzymała się, a kiedy pies dobiegł, otwarła drzwi, jeszcze raz odepchnęła go i odjechała.

- To było jakieś osiem lat temu - opowiada Iga. - Wprowadziłam się tutaj rok później. Po jakimś czasie zauważyłam, że przy Sanockiej, obok przejścia, wciąż siedzi taki pies - grzbiet w centki, panterka. Deszcz, słońce, mróz, a on ciągle przy tych pasach. Jakby czekał.

Znów minął jakiś czas i pies zaczął znikać na pobliskich działkach nad Sanem.- Ktoś mi powiedział, że tam jest jeszcze drugi bezdomny pies. Wzięłam jedzenie, swoje psiaki do towarzystwa, bo trochę się bałam, i poszłam ich szukać. Szybko znalazłam w jednym z ogródków. Wchodzę i nagle widzę nad krzakami słomiany kapelusz. Przestraszyłam się, ale zaraz mówię: "Dzień dobry, proszę się mnie nie bać. Ja z jedzeniem dla piesków". Wciąż odwrócona postać przyznaje męskim głosem: "One takie biedne. Jednego wziąłem ze schroniska, drugi się przybłąkał... Niech pani nie patrzy na moją twarz". Tak mnie ostrzegł. Zobaczyłam ją po dwóch dniach, kiedy wróciłam z kolejną porcją jedzenia. Czegoś takiego nigdy wcześniej nie widziałam. Rak zdeformował nos, szczękę. "Leczę się" - usłyszałam - "ale wolę mieszkać tutaj, na działce, wśród drzew i kwiatów. Z psami i kotem". Pomyślałam, że jest tak samo bezdomny jak jego zwierzęta.

Pomnik szczerzy kły

Tak naprawdę pan Wilu, jak nazywają go sąsiedzi z działek, ma dom. Ale przez znaczną część roku pomieszkiwał w malutkim domku letniskowym na działce. Samotny, bez żony i dzieci, schował się tutaj przed światem. Ostatnio jednak nie przyjeżdża.

Właśnie stoję przed tym zielonym azylem i szeroko otwieram oczy na widok dziwacznej rzeźby przedstawiającej psa. Ulepiona z cementu, z rozdziawioną paszczą jakby rozparła się w samym centrum zarośniętego już mocno ogródka. Tuż obok - nagrobek z kamienia. Jak głosi napis, postawiony dla Myszka. Być może to jego rzeźba kłapie na mnie zębami?

- Ten Myszek to był poprzedni pies pana Wilu - tłumaczy zza płotu Władysław Chudzik, sąsiad z działek. - Pochował go tutaj i pomnik postawił. Potem miał tego Miśka, trochę agresywnego, i suczkę - łagodną, chociaż nigdy nikomu nie dała się pogłaskać.

Skromniutki domek przypomina raczej schowek na narzędzia, za to przytuliły się do niego dwie psie budy. - Najpierw sunia spała w jednej razem z Miśkiem, jeszcze i kot do nich się wpychał, a potem przytargałyśmy z Patrycją drugą budę - mówi Iga. - Sunia była wysterylizowana. Rok temu wygląd psów mnie zaniepokoił, więc poprosiłam, żeby obejrzał je pan Piotr, zaprzyjaźniony lekarz weterynarii.

- Oba miały pchły i bakteryjne zapalenie skóry, podleczyłem je - przyznaje doktor Piotr Pawlikowski. - Ale potem Misiek zachorował i nie udało się go wyleczyć.

W lutym ktoś zadzwonił do Igi, że pan Wilu nie przyjeżdża, a z psami chyba dzieje się coś złego. Nie mogła iść, więc poprosiła o pomoc przyjaciół. - Misiek ledwo dychał, był odwodniony - wspomina Patrycja Szymaneczko. - Wyciągnęliśmy go z doktorem Piotrem z budy. Nie udało się go uratować. Zdechł w lecznicy.

Psie czekanie

Patrycja jest szczupłą blondynką o delikatnej urodzie. Stoimy obok siebie. Nie jestem już na działkach, ale znów przy Sanockiej, tyle że bliżej centrum. Patrzę na psa. Właśnie pojawił się pod sklepem i wietrzy nosem w naszym kierunku.

Jesteśmy daleko, ale on jakby wiedział, że właśnie jego szukamy. Czarny pysk i uszy, a reszta jaśniejsza, w centki. Ładny. Widziałam go już wcześniej, na działkach. Krótko, bo uciekł. Iga mówiła, że na pewno poszedł pod sklep. I rzeczywiście, jest.

- Przychodzi tu od śmierci Miśka - mówi kobieta. - To był jej przyjaciel i zarazem przywódca. Odkąd go nie ma, wygląda, jakby straciła poczucie sensu. Nie wie, co z sobą począć. Przeniosła się tutaj, wystaje pod sklepem, ludzie ją przeganiają, a ona wciąż wypatruje kogoś na ulicy. Tego dziadka z działek, a może psiego kolegi... Czasem rzuci się nagle na ulicę, jakby wreszcie ich zobaczyła po drugiej stronie. Lubi pobiec chwilę za kimś idącymi z psem. Za mną też biega. Bo ja mam dwa psy od doktora Fedaczyńskiego. I kota przygarniętego, i ślepą papugę. Chciałam jej pomóc, dać ciepły kąt, bo był mróz. Złapałyśmy ją z córką. Ale w mieszkaniu wpadła w panikę, moje zwierzęta ją obszczekały, nie wiedziałam, co robić, pozwoliłam uciec.

- Szukam jej domu - kiwa głową Iga. - Przygarnęłam kota z tej działki. Nie mogę wziąć kolejnego psa. Nie udało się jeszcze nikogo znaleźć. Ona jest bardzo łagodna, ale nieufna.

- To prawda - przyznaje Władysław Chudzik. - Nigdy nikogo nie zaatakowała, kiedy przychodzi ktoś na działki, biegnie na powitanie, macha ogonem. Z jednej stronny - towarzyska, a z drugiej - boi się ludzi jak skrzywdzone zwierzę.

- Na działki też na początku nie chciała przychodzić. Dopiero za tym Miśkiem się odważyła - przypomina sobie Ewa Prochoniak. - Wszyscy ją tu dokarmiamy. Ale po śmierci tamtego psa załamała się. Gdzieś wychodzi, wypatruje.

W Krakowie przed laty też był taki pies. Jego właściciel zmarł w 1990 roku na atak serca w pobliżu ronda Grunwaldzkiego. Dżok, czarny mieszaniec, został i czekał w tym miejscu długie dni na swojego pana. Mieszkańcy Krakowa dokarmiali go, a psia wierność budziła podziw i zdumienie. Sprawa stała się głośna.

Po roku pies pozwolił się przygarnąć Marii Müller. Po siedmiu latach nowa właścicielka zmarła. Dżok uciekł i wałęsał się w pobliżu terenów kolejowych, aż w końcu wpadł pod koła jadącego pociągu. Jego historia stała się niemal legendą Krakowa.

Przypomina o niej pomnik psa, który Dżokowi wystawili ludzie na bulwarze Czerwieńskim nad Wisłą, w pobliżu Wawelu i mostu Grunwaldzkiego. Jest na nim napis: "Pies Dżok. Najwierniejszy z wiernych, symbol psiej wierności. Przez rok /1990-1991/ oczekiwał na rondzie Grunwaldzkim na swojego pana, który w tym miejscu zmarł".

- Boję się, że i ona w końcu zginie po kołami samochodu - martwi się Iga. Doktor Piotr Pawlikowski mówi, że chociaż pies jest nieufny, dobrze byłoby znaleźć mu dom. Zazwyczaj strażnicy miejscy wyłapują bezdomne psy i przewożą do lecznicy, skąd po zbadaniu zwierzęta trafiają do schroniska, a potem do adopcji. - Jeśli psa nie adoptuje się ze schroniska lub ośrodka adopcyjnego, przygarniając go lub jakiegokolwiek bezdomnego psa, dla własnego bezpieczeństwa najlepiej od razu udać się z nim do lekarza weterynarii na kontrolną wizytę - podkreśla doktor Piotr.

Wołałem ją Siwka

Z panem Wilu rozmawiam przez telefon prawie godzinę. Jest w swoim domu, w Brzegu, na Śląsku. - Umieram - mówi. - Wiem, że Siwka czeka. Ale ja nie wrócę już do Przemyśla.

polecane: Dzwonią do Ciebie te numery? Nie odbieraj!

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 6

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

k
konrad
W dniu 08.04.2015 o 20:15, nino napisał:

Inteligencja glowki kapusty. Sprawe powinna zbadac policja.

 


Jak towaru nie wprowadza do obrotu to nic mu nie zrobią.

Psy są  anonimowe nie mają prawnych właścicieli  co najwyżej miskodawów..

A  miskodawca w zaciszu stodoły może z psem zrobić wszystko  ważne tylko żeby dyskretnie

k
konrad
W dniu 08.04.2015 o 19:03, z gramatyką za pan brat napisał:

To znaczy... kto rozumie? W zdaniu brakuje podmiotu.

 

Podmiotem  na mój chłopski rozum jest sisi .

Mam  podobne spostrzeżenia że dość ryzykownie jest  gdybanie  czy psina biegająca wśród jeżdżących aut  chce popełnić samobójstwo bo rocznie na naszych drogach ginie kilkadziesiąt osób którym psy o podobnych skłonnościach  wbiegły  nagle pod auto.
 

z
z gramatyką za pan brat
W dniu 08.04.2015 o 16:05, sisi napisał:

rozumie ze przyjmowane sa zaklady czy pies zginie pod autem czy kierujacy .

To znaczy... kto rozumie? W zdaniu brakuje podmiotu.

s
sisi

rozumie ze przyjmowane sa zaklady czy pies zginie pod autem czy kierujacy .

G
Gość

Psy są kochane :) .

K
Kika

Psy maja więcej serca jak ludzie, wstyd tak postąpić ze swoim pieskiem

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3