Sie pracuje, to sie ma!

Piotr Wróbel
Rys. Tomasz Wilczkiewicz
Mamy tanie państwo: szefowi telekomunikacji daje się 5 mln zł odprawy, a zwykłemu Kowalskiemu radzi, żeby kupował tanią kaszankę.

Tak mógłby powiedzieć Marek Józefiak były prezes TP SA, gdy go wyrzucili ze stołka. Żeby się jednak biedak nie stresował i miał co na chleb położyć, dali mu 5 mln zł odprawy. Jóźwiak musi być kimś bardzo przydatnym dla idei "taniego państwa", skoro zwykły Kowalski musiałby na to pracować ponad 400 lat.

Te 5 milionów zł odprawy dla Józefiaka dziwią zwykłych pracowników zwykłych firm.

- Pracuję w krawiectwie. Zasuwam od rana do wieczora za 900 zł miesięcznie. Gdy są przestoje, siedzę w domu. Siedzę, ale wolałabym pracować. Jeśli mnie zwolnią, dostanę kilkaset złotych odprawy. Co potem mam zrobić? - pyta Alicja, zatrudniona w jednej z podkarpackiej firm.

- A ten pan z Telekomunikacji, który dostał 5 mln zł odprawy, też się pewnie martwi, ale o co innego - dodaje.

O co ten "pan" może się martwić?

Alicja odpowiada: - O to, jakiej marki samochód sobie kupić.

Przepracowany Józefiak

Tanio, szybko, przyjemnie.... Taki obraz reklamowy Telekomunikacji pojawia się często w telewizji. No i zadowoleni klienci. Ale, żeby zwykły Kowalski mógł się nacieszyć takim dobrodziejstwami, które oferuje TP S.A., ktoś na to musi ciężko pracować.

Pracował na to Marek Józefiak, prezes. Tak ciężko, że jesienią ub.r. postanowił odpocząć i odejść ze stanowiska. Pożegnanie było skromne i zapewne nikt nie zwrócił by na to uwagi, gdyby dziś nie wyszły na światło dzienne skrywane dotąd fakty. A fakty są takie, że w 2005 r. Józefiak zarabiał: 33 zł na minutę, 1980 zł na godzinę, 316 750 zł na miesiąc, 3 801 000 zł na rok. I drugi fakt: gdyby Józefiak (tak stanowią przepisy) pracował w TP S.A. jeszcze kilka miesięcy dłużej, nie dostałby takich pieniędzy. Ale dłużej nie chciał pracować. Zapewne ze zmęczenia.

Polityczni "fachowcy"

Może Józefiakowi należą się te pieniądze, bo jest bezpartyjnym fachowcem? Czy fachowcem, tego nie wiadomo. Z wykształcenia jest inżynierem elektroniki. Bezpartyjny na pewno nie jest. Prezesem TP S.A. został w 2001 r. Stało się to po czystkach, jakich dokonywał w spółkach Skarbu Państwa Wiesław Karczmarek, minister skarby za rządów SLD.

Dziś metody niewiele się zmieniły. Mówi się, że obecna ekipa pozbywa się Józefiaka (za wszelką "cenę"), żeby na to stanowisko wsadzić swojego fachowca. Nie będzie to łatwe, bo wprawdzie rządzącym fachowców oczywiście nie brakuje, ale Skarb Państwa ma w spółce tylko 4 proc. udziałów. Ale nie ma rzeczy niemożliwych…

Jeśli chodzi o Józefiaka, zadowoleni klienci TP S.A. mogą spać spokojnie. Z informacji prasowych wynika, że francuska grupa France Teleksom zaproponowała mu u siebie intratne stanowisko, na które zapewne się nadaje. Bo w życiu jest jak na jarmarku - Lepiej się ten sprzeda, co się przecenia, jak ten, który się nie docenia.

Głód im nie grozi

Okazuje się, że w Polsce nie tyle opłaca się lać wodę, co raczej ropę. Przekonali się o tym byli szefowie PKN Orlen, przy których Jóźwiak to… biedna myszka.

Zbigniewowi Wróblowi przyznano 13 mln zł odprawy, a Jackowi Walczykowskiemu - 7 mln. Wprawdzie obaj panowie na pieniądze jeszcze czekają, ale stres z powodu widma głodu raczej im nie grozi. Bardziej od nich stresuje się kolejny odwołany prezes Orlenu - Igor Chalupec. On raczej będzie musiał zacisnąć pasa, bo dostał tylko… 1,5 mln zł.

Puste obietnice

Jest mało popularne przekonanie, że biedny nie powinien zbytnio zazdrościć bogatemu, bo - głosi przysłowie - "…i bogacz ma tylko dwie dziurki w nosie, jak i ubogi". Tyle tylko, że ubogi ma wszędzie dziury, a nie tylko w nosie. Bogatemu trzeba zatem życzyć apetytu, a ubogiemu, aby miał co jeść. W III kwartale 2006 r. przeciętne wynagrodzenie w gospodarce narodowej wynosiło 1666 zł na rękę. Tymczasem…

"Nieco" lepiej zarabiają pieniędzy ci, którzy są "blisko pieniędzy", czyli prezesi banków. Dla przykładu. Józef Kancer (BPH) zarobił w 2005 r. 3,1 mln zł, Andrzej Podsiadło (PKO BP), a Jeffrey Peek (CitiGroup) - ponad 11 mln.

I już nawet nie wysokość sum przeraża, ale fakt, że kolejne ekipy rządzące w przedwyborczych hasłach zapewniają o rozbiciu polityczno-towarzyskich układach i obsadzaniu intratnych stanowisk swoimi. I na obietnicach się kończy, bo jak trzeba…, to nagle okazuje się, że były pisowski premier Marcinkiewicz również nadaje się na szefa strategicznego banku.

Dlatego żadne składane dziś deklaracje nie są traktowane przez obywateli poważnie. Na wieść o odprawie dla Józefiaka, Maks Kraczkowski z PiS (szef sejmowej komisji gospodarki) podniósł larum.

- To oburzające, że monopolista na rynku telekomunikacyjnym przyznaje tak gigantyczną odprawę! Z kolei "Solidarność" zainicjowała w środę ogólnopolską kampanię Pt. "Niskie płace barierą rozwoju Polski" - mówił.

Czy coś z tego wyniknie? Mało prawdopodobne, bo w obliczu dużych pieniędzy deklaracje i obietnice najczęściej trafiają do kosza. Przysłowie mówi: "Bogactwo jest podobne do słonej wody; im więcej jej człowiek pije, tym większe pali go pragnienie".

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie