Spacer po dnie Soliny

    Spacer po dnie Soliny

    Krzysztof Potaczała

    Nowiny

    Aktualizacja:

    Nowiny

    Spacer po dnie Soliny

    ©Wojciech Zatwarnicki

    Woda w Zalewie Solińskim opadała, odsłaniając tony śmieci. Na suchym dnie można dostrzec też ślady przeszłości.
    Spacer po dnie Soliny

    ©Wojciech Zatwarnicki

    Zaporę wodną w Solinie zbudowano w latach 1961-1968. Potężna tama spiętrzyła wody Sanu i Solinki, tworząc największy sztuczny zalew w Polsce. Żeby "bieszczadzkie morze" mogło powstać, wysiedlono ponad 3 tysiące ludzi, m.in. z Soliny i jej przysiółków, Wołkowyi, Teleśnicy Sannej, Chrewtu, Horodka, Sokolego. Potem rozebrano domy, stajnie, obory, świątynie i ekshumowano (choć niedbale) cmentarze. Masy wody pochłonęły opuszczone wioski we wrześniu 1967 r. Niespełna rok później, 22 lipca 1968 r., oddano solińską zaporę i elektrownię do użytku.
    Zapora ma 664 m długości i 82 m wysokości. Pojemność zbiornika - ok. 474 mln m sześc., powierzchnia - 22 km kwadratowe, spiętrzenie - do 60 m.
    Linia brzegowa jeziora to aż 150 km.



    W burym, śmierdzącym mule stoją łódki. Jeszcze niedawno, zacumowane do pomostów, bojek lub wbitych w ziemię prętów, kołysały się na wodzie potrącane wiatrem. Teraz brzeg zaczyna się tam, gdzie latem można było pływać albo łowić ryby.

    Solińskim zbiornik jest potężny, nie wszędzie widać skutki panującej od dłuższego czasu suszy. Ale liczby nie kłamią: obecny poziom wody w solińskim zbiorniku jest o 8 metrów niższy od normalnego.

    - Nie jest to tragedia - uspokaja Iwona Hawliczek z PGE Polska Energia Odnawialna, oddział w Solinie. - Podobnie niski stan mieliśmy w marcu 2003 r. Żeby zaczęło być niepokojąco, woda musiałaby opaść jeszcze drugie tyle.

    Uziemiony prom i kilogramy śmieci

    Nie padało od września, nie licząc krótkotrwałych i słabych deszczy. Do zbiorników retencyjnych w Solinie i Myczkowcach wpływa więc znacznie mniej wody niż w ustabilizowanych okresach, a jednocześnie elektrownia musi jej więcej wypuszczać, żeby utrzymać minimalny przepływ w Sanie poniżej obydwu zapór i umożliwić funkcjonowanie zależnych od niego ujęć.

    Zdaniem Hawliczek, gospodarstwom i ośrodkom położonym wokół Zalewu Solińskiego obecnie nie zagraża brak dostaw bieżącej wody.

    Przez niski poziom zalewu skutecznie został uziemiony prom pływający na Dużą Wyspę. - Z wyspy zrobił nam się półwysep, betonowe płyty będące zawsze pod wodą, są obecnie odkryte i przez nie przedostajemy się do naszego ośrodka wypoczynkowego - mówią w solińskiej elektrowni.

    90 worów śmieci

    Obraz brzegów "bieszczadzkiego morza" przygnębia. Woda odsłoniła nie tylko cuchnący muł, ale też wszystko to, co kiedyś do jeziora wrzucono bądź co naniosły wartkim nurtem rzeki i liczne strumienie.

    Jeszcze do wtorku gdzie okiem sięgnąć leżały odpady: butelki, puszki, opony, buty, fragmenty pordzewiałych sprzętów gospodarstwa domowego, pojemniki po olejach samochodowych. Ale ludzie się skrzyknęli, chyba po raz pierwszy w tak licznym gronie.

    Do sprzątania ruszyli członkowie Stowarzyszenia Rozwoju Polańczyka, wędkarze, strażacy, mieszkańcy okolicznych wsi, pracownicy interwencyjni zatrudnieni przez Urząd Gminy w Solinie.

    - Zebraliśmy ponad 90 worów śmieci, a to jeszcze nie koniec, bo oczyściliśmy na razie część obszaru, głównie wokół Soliny - mówi wójt Zbigniew Sawiński. - Weźmiemy się też za kompletnie wysuszoną Wołkowyję. Podczas takiego sprzątania łatwiej zrozumieć, jak bardzo zaśmiecony jest ten akwen.

    Spacer po cuchnącym dnie

    Podobną akcję w tym tygodniu zaplanowały władze gminy Czarna. Wójt Marcin Rogacki zapewnia, że część odsłoniętych przez wodę odpadów już zebrano, w tym sporych rozmiarów metalowe ceowniki zatopione w Olchowcu. - Leżały w wodzie od lat. Pewnie nikt o nich nie wiedział, oprócz kogoś, kto je tam bezmyślnie wrzucił.

    Chrewt jest tym miejscem, które, oprócz Wołkowyi, ucierpiało może najbardziej. Przechadzając się brzegami zalewu można natrafić na różnego pochodzenia odpady, które w zamyśle człowieka, który się ich kiedyś pozbywał, na zawsze miały zniknąć w głębinie.

    Spacerujący w gumowcach mulistym nabrzeżem turyści co rusz przystają przy kolejnym znalezisku. Kikut starej lodówki, bliżej niezidentyfikowany szkielet czegoś, co wiele lat temu mogło być żelazną szafką, fragmenty jakiejś maszyny…

    W zatoce Potoku Czarnego w Chrewcie woda odsłoniła teren po dawnej zabudowie. W tym rejonie stało do zalania wsi wiele gospodarstw, dziś możemy sobie tylko wyobrazić, jak wyglądały.

    - Latem tu zwykle kapią się ludzie, a teraz można chodzić po dnie. Widać nawet resztki podmurówki domu - mówi mieszkanka wsi.

    Gdzie jest "martwy las"

    Żeglarze od dawna narzekali na niski poziom wody w Zatoce Teleśnickiej. Teraz jest jeszcze gorzej.

    - Do przystani pod ośrodkiem wypoczynkowym leśników nie wpływam już od dwóch miesięcy - opowiada Krzysztof Bross. - Podobnie jak inni żeglarze cumuję przy dawnym wypale węgla, nieco w głębi zatoki. To mniej wygodne, ale konieczne. Dla mnie jednak nie pierwszyzna, dostosowywałem się do kaprysów natury nad zalewem wiele razy.

    Bross nie dziwi się nawet leżącym tu i ówdzie odpadom. - Odkąd istnieje ten zbiornik, ludzie go regularnie zatruwają. I żadne jednorazowe akcje tu nie pomogą, musi się zmienić mentalność turysty, biwakowicza, mieszkańca, wędkarza.

    Żeby była jasność: nie każdy turysta czy wędkarz jest śmieciarzem, nie każdy wiejski gospodarz, opróżniając szambo, zatruwa środowisko. Ale ich liczba musi być niemała, o czym świadczą tony różnego świństwa.

    Czy opadająca z dnia na dzień woda odsłoniła jeszcze coś oprócz konarów drzew i odpadów?

    - Nie zauważyłem, choć pływam codziennie - mówi pan Krzysztof. - Kiedyś przy niskim stanie wody wyłaniały się czubki drzew tak zwanego "martwego lasu", ale w ostatnim czasie ich nie zauważyłem. Prawdopodobnie dlatego, że ten las po prostu zgnił i zabrała go głębia. Wystających z tafli "jeziora" drzew było więcej, ale współcześnie ostał się tylko stary dąb w Horodku, przy pustelni Julka Wasika. Co innego tak zwana wyspa okresowa. Ona rzeczywiście co jakiś czas wyłania się spod wody.

    Kości są, ale nie wypłynęły

    Spadek poziomu jeziora o 8 metrów pozwala przypuszczać, że spod tafli mogły wyłonić się fragmenty zburzonych budowli, które zatopiono podczas budowy zbiornika.

    - Nie mieliśmy sygnałów, by wychyliły się z wody na przykład resztki cmentarzy czy innych obiektów, choć takie przypadki w ubiegłych latach się zdarzały - twierdzi wójt Sawiński.

    W 1990 r. na cyplu w Polańczyku wędkarze natrafili na zbutwiałe trumny. W tym miejscu był kiedyś cmentarz. Podczas budowy zarówno ten, jak też inne cmentarze ekshumowano, ale po czasie okazało się, ze niedokładnie.

    - Gdyby było inaczej, to woda nie wymywałaby piszczeli - mówią tubylcy. - Parę lat temu żeglarze znaleźli ludzką czaszkę i kości w Zatoce Victoriniego. W Sokolem też był cmentarz, więc można przypuszczać, że i tam nie ekshumowano wszystkich szczątków zmarłych.

    - Już w Sokolem nie mieszkam - mówi Henryk Victorini. - Życie tam kosztowało mnie dużo zdrowia, własnymi rękami przez lata oczyszczałem zatokę z napływających i porzucanych przez pseudoturystów śmieci. A jeśli chodzi o niski poziom wody w Zalewie Solińskim, to już nieraz bywało gorzej. I zawsze wszystko wracało do normy.

    Czytaj treści premium w Nowinach24 Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze (5)

    Dodaj komentarz
    Wszystkie komentarze (5) forum.nowiny24.pl

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo