Trynkiewicza boi się Podkarpacie, Śląsk, Piotrków Trybunalski... Boi się też Trynkiewicz

Andrzej Plęs
Na Facebooku utworzono wydarzenie "Żądamy dożywocia dla Trynkiewicza”. Apelują tam m.in. rodzice zamordowanych chłopców.
Na Facebooku utworzono wydarzenie "Żądamy dożywocia dla Trynkiewicza”. Apelują tam m.in. rodzice zamordowanych chłopców. Krzysztof Łokaj
Mariusz Trynkiewicz boi się wolności. Wskazują na to ruchy, które wykonuje, siedząc za kratami. I ma powody.

Na Facebooku powstał swoisty fan page: "Śmierć Mariuszowi Trynkiewiczowi". Zanim został zdjęty przez administratora, w krótkim czasie ponad 3 tysiące użytkowników portalu zgłosiło, że życzy mu śmierci.

Szybko powstał drugi: "Śmierć za śmierć". Twórcy unikają podawania personaliów Trynkiewicza w obawie, że drugi fan page podzieli los pierwszego, ale wystarczy Mariusz T. i fotografia z wizji lokalnej, by nie było wątpliwości, że chodzi o "Szatana z Piotrkowa".

Nieletnie wówczas ofiary molestowania przez Trynkiewicza dziś mówią bez ogródek: czekamy, aż wyjdzie. Choć przecież minęło ćwierć wieku od chwili, kiedy trafił on za kraty.

Zanim trafił, podczas procesu w 1989 roku powiedział coś, czego nie sposób zapomnieć nawet po 25 latach: "Kiedy wyjdę na wolność, będę znowu zabijał, to silniejsze ode mnie".

Ma wyjść 11 lutego. Boi się Podkarpacie, bo ostatnie lata kary Trynkiewicz odsiaduje na Załężu pod Rzeszowem. I gruchnęła plotka, że uwolniony z więzienia zamierza pozostać na tej ziemi.

Przerażony jest Piotrków Trybunalski, przekonany, że "Szatan" zechce wrócić do rodzinnego miasta. Bo dokąd miałby się udać po 25 latach, podczas których nie miał kontaktów ze światem?

W panice jest Śląsk, bo w przestrzeń poszła pogłoska, iż poczwórny zabójca i pedofil zamierza skorzystać z gościnności śląskiego kolegi więziennego. W końcu 21 lat życia spędził w więzieniu w Strzelcach Opolskich.

- Mocno musieliśmy pilnować Trynkiewicza - przyznaje Stanisław Krawiec, były wieloletni dyrektor strzeleckiego zakładu karnego. - Ale nie przed ucieczką, a przed tym, żeby nie został zlinczowany przez innych osadzonych.

Inny funkcjonariusz służby więziennej ze Strzelec pamięta pokrzykiwania współwięźniów "Szatana z Piotrkowa": “Dajcie go nam na godzinę do celi". Bo za kratami wybacza się zabójstwo, ale pedofilii - nigdy.

- Trynkiewicz był bardzo nieufny i mało mówił - dodaje funkcjonariusz. - Raczej starał się nie wyróżniać wśród innych, przebywał na oddziale terapeutycznym, dużo malował.

Nienawiść społeczna do poczwórnego zabójcy dzieci i gwałciciela była na tyle silna, że do dyrekcji strzeleckiego więzienia docierały wieści, jakoby ludzie z zewnątrz starali się o widzenie ze “specwięźniem" albo nawet starali się o pracę w więzieniu. Tylko po to, by dopaść Trynkiewicza.

"Szatan z Piotrkowa" ubiegał się o zmianę nazwiska na panieńskie swojej matki: Komornicki. Z uzasadnieniem, że jest dyskryminowany ze względu na swoją przeszłość. Sąd się nie zgodził.

A on sam wie, że i dziś na zewnątrz wciąż jest oczekiwany. I chyba też się boi, bo zażądał od służb więziennych na Załężu, by nie udzielały na jego temat żadnych informacji.

- Pan Trynkiewicz złożył oświadczenie, w którym nie wyraża zgody na przekazywanie opinii publicznej informacji odnośnie do jego sytuacji prawnej i procesu jego resocjalizacji - potwierdza kpt. Jarosław Wójtowicz, rzecznik Służby Więziennej w ZK w Rzeszowie. - Takie informacje posiadają te instytucje, które są do tego uprawnione. Jednocześnie złożył oświadczenie, że nie życzy sobie bezpośrednich kontaktów z mediami.

Zło pod kontrolą

Trynkiewicz nie jest jedynym skazanym w czasach PRL na śmierć za wyjątkowo odrażające zbrodnie, któremu - po zniesieniu kary śmierci - wolna Polska zamieniła wyrok na 25 lat więzienia.

Dlaczego "tylko" 25 lat? Bo w ówczesnym kodeksie dożywocia nie było.
Trynkiewicz nie jest też jedynym "zmartwychwstałym", który w najbliższym czasie wróci zza krat na łono społeczne.

Ale stal się symbolem społecznych obaw, lęków i potrzeby ochrony przed uwolnionymi zbrodniarzami. Bronić nas ma przed nimi ustawa, która wejdzie w życie 22 stycznia.

Naczelnicy więzień już typują spośród swoich "podopiecznych" tych, którym lada tydzień i miesiąc kończą się wyroki za wyjątkowe zbrodnie. Ci poddawani są badaniom psychiatrycznym i psychologicznym.

Wyniki badań, przebieg odbywania kary, postępy w resocjalizacji będą decydować, czy dyrektor zakładu będzie wnioskował do sądu okręgowego o uznanie takiej osoby za stwarzającą zagrożenie.

O jej przyszłości sąd zdecyduje na podstawie opinii dwóch biegłych lekarzy psychiatrów. Może wrócić do społeczeństwa, może być objęty systemem nadzoru policyjnego, może trafić przymusowo do zamkniętego ośrodka terapeutycznego.

W Zakładzie Karnym na Załężu nikt nie potwierdzi, czy Mariusz Trynkiewicz jest na pierwszym miejscu listy tych, których losem sąd ma się zająć. Ale nikt temu nie przeczy.

Tymczasem policja już prześwietla życiorys Trynkiewicza, analizuje listę widzeń od początku odbywania kary, sprawdza, z kim z zewnątrz kontaktował się przez ostatnie 25 lat, sporządza listę znajomych jeszcze sprzed procesu, wylicza miejsca, w których bywał, wczytuje się w akta, dotyczące przebiegu resocjalizacji, sprawdza dokumentację medyczną, typuje miejsca, do których Trynkiewicz mógłby się udać po wyjściu na wolność. Wszystko po to, by objąć go ścisłym nadzorem.

O ile "Szatan z Piotrkowa" w ogóle zazna choć dnia wolności, bo może wymiar sprawiedliwości będzie szybszy i Trynkiewicz z wyroku sądu bezterminowo trafi do zamkniętego ośrodka terapeutycznego.

"Szatan" (szczerze?) skruszony

"Kiedy wyjdę z więzienia, znów będę zabijał, to silniejsze ode mnie" - powiedział Trynkiewicz podczas swojego procesu w 1989 roku. Psycholog sądowy Teresa Gens nie ma wątpliwości, że tak będzie.

"Po wyjściu na wolność Mariusz Trynkiewicz bardzo szybko sięgnie po ofiarę, którą może być dziecko - ostrzegała w jednej z publikacji. - W mojej ocenie prawdopodobieństwo jest tutaj stuprocentowe!“.

Wie, co mówi, prowadziła z Trynkiewiczem wielogodzinne rozmowy, kiedy ten odsiadywał wyrok w Strzelcach Opolskich. Dużo wówczas malował, to była jedna z zasadniczych (jeśli nie jedyna - jak twierdzi jego matka) form psychoterapii.

W rzeszowskim zakładzie karnym poddany został intensywnej psychoterapii, ale sam skarży się na to, że psychologowie codziennie każą mu odpowiadać na wciąż te same pytania.

Teresa Gens zapewnia, że widziała "święte obrazki" malowane przez Trynkiewicza krótko po dokonanej zbrodni. I nie wszystkie były "święte" - część z nich obrazowała odludzia i nagich, uduchowionych chłopców zamkniętych w słojach.

Nie wierzy ani w jego skruchę, ani przemianę, bo - jak mówi - to kameleon, który potrafi mówić i słuchać, a przy swoim ilorazie inteligencji, powyżej 120 pkt. doskonale wie, jak manipulować bliźnimi.

"Szatan z Piotrkowa" konsekwentnie ukrywał się przed światem przez ponad 20 lat: nie zabiegał o towarzystwo współwięźniów ani widzenia więzienne, nie zgadzał się na kontakt z mediami.

Tym większe zaskoczenie wzbudził, kiedy - na prośbę matki - napisał list do Polsatu News:

"Czy 25 lat to mało? Ja przez 21 lat mojego wyroku przebywałem na oddziale terapeutycznym w zakładzie karnym w Strzelcach Opolskich, gdzie pracowałem z psychologami, uczęszczałem na terapię i tu do Rzeszowa zostałem przewieziony w celu odbycia terapii, którą odbyłem podczas 12-miesięcznych zintensyfikowanych zajęć. W celi nie siedziałem po prostu odbywając wyrok, ale pracowałem nad sobą. To się dzisiaj w ogóle nie liczy, że siedziałem przez 25 lat i nie zbijałem bąków, ale jednak robiłem wszystko, by okres mojego siedzenia spędzić aktywnie pracując nad sobą? Jakoś nikt tego nie przedstawia od tej strony. Prawda? Dlaczego?".

Czy doszło do przemiany duchowej Trynkiewicza - to mają określić psychologowie i psychiatrzy, zanim zostanie podjęta decyzja, czy wolno mu będzie wrócić do społeczeństwa.

On sam wie, że bezpośrednio zza krat może trafić do zamkniętego zakładu leczniczego; i traktuje to jako bezprawne pozbawienie go wolności za coś, za co już został ukarany. Chce na wolność?

Nawet jeśli ludzie nie wiedzą, jak on teraz wygląda, to wychodząc, jednak ryzykuje. Bo w jego cudowną przemianę nikt nie wierzy.

A instytucje państwowe pośpiesznie i gorączkowo szukają sposobu, by ochronić społeczeństwo przez "Szatanem z Piotrkowa". A jego - przed społeczeństwem.

Współpraca Radosław Dimitrow

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie