MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Borek Stary - małe cuda dzieją się tu każdego dnia

ddziopak
O. Roman Bakalarz: - Takie małe cuda dzieją się tu każdego dnia.
O. Roman Bakalarz: - Takie małe cuda dzieją się tu każdego dnia. Krzysztof Łokaj
17 km od Rzeszowa w Borku Starym na zboczu wzgórza zwanego Jasną Górą Różańcową, stoi barokowy kościół. Kult Maryi w tym miejscu trwa już blisko 700 lat, a rozpoczął się nie od świątyni, ale znajdującego się około 100 metrów od klasztoru cudownego źródełka.
Przed wizerunkiem borkowskiej Pani modlili się ludzie wszystkich stanów, od koronowanych głów po biedaków.
Przed wizerunkiem borkowskiej Pani modlili się ludzie wszystkich stanów, od koronowanych głów po biedaków.

Krzysztof Łokaj

Przed wizerunkiem borkowskiej Pani modlili się ludzie wszystkich stanów, od koronowanych głów po biedaków.

(fot. Krzysztof Łokaj)

Złote korony papieskie na głowę Jezusa i Maryi z boreckiego obrazu nałożył 15 sierpnia 1919 roku, ówczesny ordynariusz przemyski, dziś święty bp Józef Sebastian Pelczar. Co ciekawe, była to pierwsza taka koronacja w wolnej Polsce.

Według legend właśnie tu miała objawić się Maryja. W miejscu, gdzie dziś stoi kamienna grota z figurą Matki Bożej z Lourdes, już od połowy XIV w. modlili się okoliczni mieszkańcy. Stąd czerpali wodę, którą pili lub się obmywali, a przy studzience budowali drewniane, otwarte kapliczki z obrazami Maryi.

- Kroniki donoszą, że w tym miejscu modliła się zdążająca na Ruś Królowa Jadwiga - mówi o. Roman Bakalarz, przeor klasztoru o.o. dominikanów w Borku Starym. - Do dziś wierni częściej przychodzą tu do groty i cudownego źródełka niż przed obraz Matki Bożej w kościele. Lokalną tradycją stało się odwiedzanie tego miejsca przed niedzielną mszą św.

I faktycznie proszących o łaski można spotkać tu niemal o każdej porze dnia, a nawet późno w nocy. Figura tonie w żywych kwiatach nawet zimą. Co ciekawe najczęściej modlą się tu ludzie młodzi, zwłaszcza pary małżeńskie, które proszą o pomoc w trudnych, rodzinnych sprawach, np. o dar rodzicielstwa, trzeźwość małżonka.

- Ich wiara jest ogromna - podkreśla o. o. Roman Bakalarz. - Nie tak dawno spotkałem ojca z dwójką małych dzieci. Mówił, że codziennie przychodzi tu modlić się o powrót żony, która ich zostawiła. W grocie znalazłem też list dziękczynny, adresowany do Matki Bożej. Napisała go para, która tutaj przy źródełku się poznała i dziękowała Maryi za dar miłości. Takie małe cuda dzieją się tu każdego dnia.

Madonna w czerwonej sukni i turkusowym płaszczu

Do dziś zachowały się też udokumentowane świadectwa ludzi, którzy dzięki wodzie ze źródełka zostali uzdrowieni. Najwięcej przypadków dotyczyło chorób oczu, w tym wyleczenia z całkowitej ślepoty. O wyproszonych łaskach świadczą też zostawiane przy grocie różańce. Zebrały się ich setki, a te najbardziej wartościowe przenoszone są do kościoła przed cudowny obraz.

Udokumentowane medycznie przypadki uzdrowień dzięki wstawiennictwu Matki Bożej Boreckiej wiążą się również z cudownym obrazem. Madonna z Borku, utrwalona na niewielkiej lipowej desce jest ukazana w półpostaci i prawą ręką wskazuje na Dzieciątko. Jezus w lewej ręce trzyma księgę, a prawą unosi w geście błogosławieństwa.

Historycy sztuki do dziś nie potrafią określić miejsca ani okoliczności jego powstania. Legenda głosi, że obraz został przywieziony w XIII w. przez nieznanego ofiarodawcę ze Wschodu.

Wiadomo, że zanim pojawił się w wybudowanym w 1736 roku kościele, znajdował się w bocznej kaplicy nieistniejącego kościoła Św. Krzyża na szczycie wzgórza. Tutaj, w miejscu zwanym kaplicą na polach, przed wizerunkiem borkowskiej Pani modlili się ludzie wszystkich stanów, od koronowanych głów po zwykłych biedaków.

Ponieważ kult się rozszerzał, a parafia rozrastała, decyzją ówczesnego ordynariusza przemyskiego w 1670 r. do Borku zostali sprowadzeni dominikanie, zwani "Maryjnym zakonem". Mieli opiekować się obrazem i rozszerzać kult Bogarodzicy.

To oni wybudowali obecne Sanktuarium Matki Bożej Różańcowej, w którym obraz jest do dziś. Codziennie odbywa się przed nim różaniec, każdego 13-go dnia miesiąca różaniec fatimski, a w pierwszą sobotę miesiąca nabożeństwo do Niepokalanego Serca Matki Bożej.

Raz w tygodniu zorganizowana grupa pątników przechodzi rozsiane wokół sanktuarium dróżki różańcowe. Tutaj można też spotkać pielgrzymów z całej Polski, którzy w ciszy, skupieniu i objęciach Matki chcą rozwiązywać swoje życiowe problemy.

Od obrazu poczuła ciepło

Najwięcej, bo ok. 20 tys. wiernych gromadzi się na boreckim wzgórzu jednak w dniu odpustu, przypadającym na 15 sierpnia. To wtedy odbywa się tu niezwykła uroczystość "zaśnięcia Matki Bożej". W Wigilię Wniebowzięcia NMP ozdobioną białymi welonami figurę Matki Bożej Zaśniętej spod pobliskiej kaplicy św. Anny przenoszą do kościoła dziewczęta w bieli. Dzień później odbywa się w nim uroczysta msza św.

To właśnie 15 sierpnia 4 lata temu w boreckim sanktuarium miał miejsce ostatnio zanotowany cud uzdrowienia.

Na odpust przyjechała tu z Niska niepełnosprawna 42-letnia kobieta. Władzę w nogach straciła po tym, jak podczas zabiegu ginekologicznego uszkodzono jej nerwy. Żadna klinika nie podjęła się operacji, dlatego poruszała się o dwóch kulach.

- Jak sama mi mówiła, mimo namów rodziny nie chciała przejść wokół ołtarza tak, jak to robili inni pielgrzymi. Dopiero po paru godzinach modlitwy przełamała strach przed tłumem i wstała - opowiada o. Roman.

Kiedy była na wysokości cudownego obrazu, poczuła dziwne ciepło. Jak mówiła, czuła się tak wspaniale, że nie chciała się ruszać, żeby nie przerwać błogiego stanu. Do przodu popchnął ją napierający z tyłu tłum. Ku własnemu zdumieniu zza ołtarza wyszła już o własnych siłach.

- Na drugi dzień opowiedziała mi o wszystkim, a podczas kolejnej wizyty przywiozła dokumentację medyczną, o którą ją prosiłem. Lekarze sklasyfikowali jej przypadek jako cud - kończy opowieść przeor.

Kaplica dobrej śmierci

Ale do boreckiej Pani wierni z okolicy zwracają się nie tylko z prośbą o przywrócenie zdrowia, ale również o dobrą śmierć. Świadczy o tym niosący się po okolicy dźwięk Dzwonka Loretańskiego. Można go zobaczyć w kaplicy Matki Bożej Bolesnej na szczycie wzgórza, w miejscu dawnego kościoła. Dzwoni się w nim wtedy, gdy ktoś umiera w cierpieniach.

- To miejsce, podobnie jak źródełko, przeżywa prawdziwy renesans - podkreśla ojciec Roman. - Kiedy ktoś nie może skonać ludzie przychodzą do kapliczki się modlić i proszą, żeby dzwonić. Na dźwięk dzwonka do modlitwy w swoich domach włączają się też inni wierni.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na nowiny24.pl Nowiny 24