Czy rzeszowski biznesmen prowadzi nielegalny interes na wekslach? Jego wierzyciele się buntują

Andrzej Plęs
Waldemar Ruszel jest jednym z tych, którzy, robiąc interesy z Jarosławem K.,  popadli w  pułapkę zadłużenia.
Waldemar Ruszel jest jednym z tych, którzy, robiąc interesy z Jarosławem K., popadli w pułapkę zadłużenia. Andrzej Plęs
Rzeszowski przedsiębiorca zbija majątek na lichwie, o czym urząd skarbowy nie ma pojęcia - twierdzą świadkowie. Osób, które wpadły w sidła zadłużeń i czują się poszkodowane, mogą być setki.

Lichwa jest nielegalna

Lichwa jest nielegalna

To przestępstwo uregulowane Kodeksem karnym, polegające na wyzyskaniu przymusowego położenia innej osoby przez zawarcie umowy nakładającej na tę osobę obowiązek świadczenia rażąco niewspółmiernego w porównaniu ze świadczeniem wzajemnym.
To również pobieranie nadmiernych, niedozwolonych prawem odsetek od pożyczek pieniężnych w transakcjach pomiędzy osobami fizycznymi.
Za stosowanie lichwy polski Kodeks karny przewiduje do trzech lat pozbawienia wolności.

Waldemarowi Ruszlowi trzeba było kapitału na rozwój własnej działalności. Użeranie się z bankami może trwać tygodniami, więc znajomy mu podpowiedział, że w Rzeszowie jest człowiek, który pieniądze ma i w takich sytuacjach pomaga. Tak Ruszel trafił do Jarosława K. Na swoje - jak dziś mówi - nieszczęście. I nie on pierwszy.

Jakby porównać koszty tej pożyczki do kosztów kredytu komercyjnego, to wyszło mu, że prywatna pożyczka jest tańsza. Panowie dogadali się: Ruszel wypisał weksel na 147 tysięcy z określonym terminem spłaty, ale do ręki dostał 120 tysięcy. Różnica to właśnie zysk Jarosława K. I jeszcze dodatkowy zysk, gdyby pan Waldemar nie zmieścił się w terminie - 0,1 procentu sumy na wekslu za każdy dzień zwłoki. Pan K. mógł być spokojny o swoje pieniądze, bo zabezpieczeniem pożyczki był dom Ruszla na Wilkowyi. I umowa notarialna między panami. Trochę dziwna, jak się później okazało.

- Kiedy pojawiłem się u pani notariusz po umowę, był w niej już zapis, którego nie uzgadnialiśmy - opowiada pan Waldemar. - A zapis mówił, że nie mogę sprzedać domu bez zgody pana K. Notariusz tłumaczyła, że tak sobie zażyczył pan K. Żebym nie sprzedał domu bez jego zgody. I jak będę miał kupca, to żebym go poinformował, on mi takiej zgody udzieli na piśmie. Pani notariusz, w końcu funkcjonariusz państwowy, trochę mnie uspokoiła.

Sześć miesięcy dał sobie Ruszel na sprzedaż domu i spłatę pożyczki, chętnych był tłum, ale część wykruszyła się, kiedy zobaczyli w hipotece nazwisko Jarosława K. Widać wiedzieli więcej niż właściciel domu. Ruszel zaczął się niepokoić tym, z kim tak naprawdę wszedł w interesy pożyczkowe, a to był dopiero początek horroru. Jeszcze trochę czasu zostało do terminu wykupu weksla, kiedy znalazł się chętny na dom. Cenę uzgodniono, pozostało tylko uzyskać pisemną zgodę Jarosława K., bez której domu sprzedać nie można było, a bez pieniędzy ze sprzedaży Ruszel nie mógłby spłacić pożyczki.
- Zwlekał z udzieleniem zgody, przekładał terminy spotkania, nie odbierał telefonów, aż minął okres spłaty pożyczki i zaczęły narastać odsetki za zwłokę - opowiada pan Waldemar. - W końcu chętni na kupno domu uświadomili mi, że to stała praktyka pana K., że tak postępuje od 20 lat, że sam będzie chciał przejąć mój dom.

Z biegiem dni po 0,1 procenta od 147 tysięcy za każdy, Waldemarowi Ruszlowi robiło się coraz chłodniej wokół serca. Lawina esemesów do pana K. pozostawała bez echa, kaskada telefonów - bez odpowiedzi, słane za potwierdzeniem odbioru listy - też. Wiele dni bez kontaktu upłynęły, aż kontakt wreszcie nastąpił - pan Waldemar dostał z kancelarii komorniczej nakaz zapłaty pożyczki na rzecz pana K.

- Miałem nóż na gardle, bo pożyczkę spłacić mogłem pod warunkiem sprzedaży domu, a domu sprzedać nie mogłem, bo nie miałem zgody pana Jarosława, a zgody nie miałem, bo pan Jarosław unikał kontaktu - opowiada Ruszel.

Z czasem wykruszali się kolejni chętni na kupno domu, przestraszeni wizją komplikacji. Pojawiali się nowi, wreszcie taki, który komplikacji się nie przestraszył i doprowadził do spotkania z panem K. u notariusza. Z tym, że dług pana Waldemara wobec Jarosława K. wynosił już - zdaniem pana K. - 174 tysiące. Plus koszty sądowe.

Dostał te pieniądze jeszcze tego samego dnia przelewami błyskawicznymi, na co są potwierdzenia bankowe. A kilka dni potem komornik zajął konta Ruszla, bo ten... nie zwrócił Jarosławowi K. ok. 5,5 tys. zł kosztów sądowych. Wcześniej zapłaconych - zapewnia Ruszel - o czym komornik wiedzieć nie musiał. Pan Waldemar zapłacił je raz jeszcze, ale, według niego, miarka się przebrała.

- Zdecydowany jestem iść do prokuratury, zawiadomić o popełnieniu przestępstwa przez pana K. - zapowiada. - Wciąż spotykam ludzi, którzy mieli z tym panem podobne doświadczenia.

Wekslowo uzależnieni

Gorzko "interesy" z Jarosławem K. wspomina również pan Kazimierz. Przejął hurtownię, która dzierżawiła od Jarosława K. hale magazynowe. Ledwie przejął, a Jarosław K. wypowiedział mu dzierżawę. Należało się wyprowadzić, i to natychmiast, choć znalezienie w trybie pilnym nowych hal do składowania produktów spożywczych łatwe nie jest. Znalazł, przeprowadził się, co nie rozwiązało problemu.

- Dowiedziałem się o tym panu już tyle, że przekonany byłem, że będzie mi naliczał podwójny czynsz za bezumowne wykorzystywanie magazynów, choć już ich nie wykorzystywałem - opowiada pan Kazimierz. - Wiele razy próbowałem się z nim skontaktować, żeby ode mnie te pomieszczenia odebrał. Bez skutku. Nie odbierał telefonu, w biurze był nieuchwytny, nikt tu nie był w stanie mi powiedzieć gdzie jest, kiedy będzie i jak się z nim skontaktować.

O niebagatelne sumy szło, bo tylko czynsz podstawowy wynosił 20 tys. zł miesięcznie. Następnego dnia po wypowiedzeniu umowy pan K. zaczął naliczać czynsz 40 tys. zł. Spółka nie mogła się na to zgodzić, bo przecież hale magazynowe opuściła, tylko pan K. zwlekał z odbiorem pomieszczeń. Spór rozstrzygnie sąd, a sprawa idzie o 100 tys. zł, które pan K. żąda od spółki.

- Współczuję wszystkim, którzy potykają się z panem K., a nie mają wsparcia prawniczego - mówi pan Kazimierz. - Żadne uzgodnienia z tym panem, jeśli się ich nie ma na piśmie, nie mają znaczenia.

Tomasz Hawryłeczko związał się wekslowo z Jarosławem K. na lata i boleśnie. Jeszcze w 2004 roku.
- Działał zawsze w ten sam sposób: emisja weksla, jego wykup przez K., moje zobowiązanie spłaty w określonym czasie, pokwitowanie przeze mnie odbioru gotówki faktycznie niewypłaconej, zawierającej odsetki za pierwszy rok i odsetki karne 0,1 procentu dziennie - tłumaczy pan Tomasz.

W ten sposób pożyczył w 2005 roku od Jarosława K. 1,5 mln zł w czterech wekslach na wykup udziałów w jednej z warszawskich firm. Wkrótce okazało się, że przedsiębiorstwo chyli się ku upadkowi, ale staraniem Hawryłeczki Jarosław K. odzyskał z majątku upadającej firmy i pożyczkę, i część odsetek. Kłopot w tym, że pan Tomasz sam popadł w długi, więc znów pożyczył od Jarosława K. i znów na weksel. Zabezpieczeniem była działka w podwarszawskim Żelechowie. Sumy na każdym wekslu zawierały już zysk pana K., co znaczy, że Hawryłeczko musiał zwracać więcej niż rzeczywiście otrzymał.

- Takie umowy ten pan zawierał z wieloma osobami - przekonuje pan Tomasz. - Nigdy nie odpuszcza ani grosza i nie idzie na ugody, gnębi dłużników do końca, przez co przejmuje wiele nieruchomości za bezcen. Ja sam pośredniczyłem na jego prośbę w wielu takich pożyczkach i mogę podać wielu świadków.

Nie mogąc płacić w terminie kolejnej raty scedował na Jarosława K. prawa własności do towaru i wyposażenia w swoich sklepach, sprzedających odzież męską.

- Wiele razy odwiedzał sklepy i zabierał sobie odzież bez płacenia - opowiada Hawryłeczko. - I przysyłał po to samo znajomych.

Układ po rzeszowsku zamknięty

Wciąż jest winien Jarosławowi K. pieniądze, choć płacić nie przestaje. Z bezsilności próbował w Rzeszowie pomocy prawnej, ale adwokaci pomocy mu odmawiali. Bo przeciwko panu K. niewielu ma odwagę wystąpić. Skłonnego do walki mecenasa znalazł dopiero w Tarnowie.

Ryszard Piotrowicz z Rzeszowa też nieopatrznie wszedł w interesy z panem K. Nie dziwi się, że niewielu adwokatów ma ochotę stanąć przeciwko Jarosławowi K., bo - jak utrzymuje - jest on elementem lokalnego systemu powiązań. Piotrowicz przekonuje, że ma dowody na to, iż tutejsze sądy mocno sprzyjają panu K. I zamierza walczyć z tym systemem przy wsparciu organizacji "Niepokonani 2012".

- Miałem okazję przyjrzeć się metodom działania Jarosława K.- zapewnia Piotrowicz. Póki co , gromadzi wokół siebie ludzi, którzy czują się pokrzywdzeni przez rzeszowskiego biznesmena. Którzy pojedynczo nie są w stanie walczyć, ale w grupie łatwiej im będzie wykrzyczeć poczucie niesprawiedliwości. Kilku złożyło już doniesienia do prokuratury, szereg spraw toczy się w sądzie.

***
Jarosław K. nie jest skłonny wyjaśniać przyczyn zamieszania wokół siebie.
- Nie wiem, o co panu chodzi, to są sprawy sądowe i dopóki się toczą, nie mogę ich komentować - ucina rozmowę.

Wideo

Komentarze 3

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

x
xxxxx

W Rzeszowie mafia prokuratorsko-sedziowska była ,jest i bedzie.Nie wspomne juz o pracownikach administracji ,same rodziny.

M
Max

Szczyt hipokryzji! Waldemar Ruszel, który sam pożycza pieniądze i nie oddaje teraz wlaczy z innym oszustem... Biedny oszust Waldemar...

o
ola

wniski  do  Prokuratora  krajowego  o  zmiane  miejsca  prowadzenia sprawy  na  inne  miasto  oraz  do  sądu o przeniesienie    -  facet  ma  w  rękach  cały  Rzeszów   !!!  jak  adwokaci  nie  chcą  przeciwko  niemu  występowac  to  jest  sygnał  ż e w  Rzeszowie  jest  chyba  "mafia  "  

  CBA ,   ABW    do  roboty  chyba  że  macie  z nim układy  i  jest  nie  do  ruszenia  ???

Dodaj ogłoszenie