Do połknięcia trzy kilo "koki"

Ewa Gorczyca
Artur miał w żołądku 67 kapsuł - trzy kilogramy czystej kokainy wartej 300 tysięcy dolarów.
Beata R. werbowała w Krośnie i okolicy kurierów do przemytu narkotyków. Za jeden kurs mieli zarobić do 20 tysięcy złotych. Teraz siedzą w południowoamerykańskich więzieniach.

Młoda kobieta w sali sądowej nie przypomina już atrakcyjnej blondynki ze zdjęć w aktach sprawy. Włosy spięte niedbale w kucyk, zero makijażu.

- Przyznaję się do zarzutów i odmawiam składania wyjaśnień - mówi Beata R. Płacze. - Nie wiedziałam, że to tak się może skończyć.

Od czasu zatrzymania przez funkcjonariuszy Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego kilka razy zmieniała zeznania.

- Kłamałam, bo się bałam - twierdzi.

Teraz, kiedy siedzi na ławie oskarżonych, chce jak najszybciej mieć wszystko za sobą. Trzyletni synek bardzo tęsknił, gdy siedziała w areszcie, musi się nim zająć.

Po narkotyk na Antyle

10 lat temu jeszcze jako nastolatka wyjeżdża z rodzinnych Łężan do pierwszej pracy za granicą. Brat ściąga ją na trzy miesiące do Grecji. Następne są Włochy. Zajęcie - opiekę nad dzieckiem - załatwiła jej koleżanka. Potem Beata sama uczy się szukać pracy. Sprzątanie, pomoc w domu "na godziny". Zarabia miesięcznie 400-500 euro. Do Polski przyjeżdża odpocząć, na kilka tygodni.

Na trasie podróży Beaty R. jest też egzotyczna wycieczka na Antyle Holenderskie, wyspę na Morzu Karaibskim. Dokładnie wypełnia instrukcje, jakie otrzymała przed wyjazdem. Przed odlotem z Curacao połyka kapsuły z narkotykiem. Ma je w żołądku, kiedy zatrzymują ją na lotnisku w Holandii. Holendrzy przemyt narkotyków traktują dużo łagodniej niż inne kraje. Wyrok: 6 miesięcy więzienia.

29-letnia Beata R. jest oskarżona o podżeganie do zbrodni w zorganizowanej grupie przestępczej, zajmującej się przemytem narkotyków z Ameryki Południowej
29-letnia Beata R. jest oskarżona o podżeganie do zbrodni w zorganizowanej grupie przestępczej, zajmującej się przemytem narkotyków z Ameryki Południowej do Europy. Jej proces toczy się przed Sadem Okręgowym w Krośnie. Grozi jej od 3 do 12 lat pozbawienia wolności.
TOMASZ JEFIMOW

Anna Sz.: - Dlaczego nie odmówiłam wykonania zlecenia? Nie wiedziałam, czy mogę tak po prostu odejść i wrócić do domu. (fot. TOMASZ JEFIMOW)Przyjeżdżaj, zarobisz

Lipiec 2002 roku. Beata R. jest znowu we Włoszech. Żyje z Nigeryjczykiem, mieszkają razem. Na prośbę konkubenta dzwoni do rodzinnej miejscowości, do Radosława R.

- Wiedziałam, że jest bez pracy, nie ma pieniędzy - tłumaczy.

Właśnie takich ludzi szukają. - Weź jakiegoś kumpla chcesz przyjeżdżaj, jeśli chcesz dobrze zarobić - zachęca chłopaka.

Radosław B. ma wtedy 20 lat i wydaje mu się, że propozycja znajomej spadła mu jak z nieba. Zwłaszcza, że Beata R. zajmuje się wszystkim, przysyła kasę na bilety dla Radka i jego kolegi: Daniel właśnie się ożenił, potrzebuje pieniędzy na utrzymanie rodziny.

Radek i Daniel wyjeżdżają z Krosna do Neapolu, nie mając pojęcia, na czym ma polegać ich praca. Z Beatą i jej czarnoskórym przyjacielem spotykają się w umówionym barze. Tam Nigeryjczyk bez ogródek mówi im (z włoskiego na polski tłumaczy Beata), że będą kurierami narkotykowymi. Pojadą na Jamajkę jako turyści, odbiorą przesyłkę z narkotykami, przywiozą towar do Europy. Zarobek za jeden kurs - 20 tysięcy złotych dla każdego.

- Murzyn od razu zabrał nasze paszporty, Beata tłumaczyła, że musi nam kupić bilety na samolot - opowiada Radosław B.

Już wtedy są pewni, że trzeba jak najszybciej zwiewać do Polski.

- Na szczęście Murzyn wrócił bez biletów: zbliżały się święta Bożego Narodzenia, wszystkie loty wykupione. Oddał nam dokumenty, a my całą noc w hotelu zastanawialiśmy się, jak się wymigać. Choć Beata uspokajała, że nic się nie stanie, my baliśmy się pakować w przestępstwo. Ja miałem się żenić, Daniel zostawił w Polsce malutkie dziecko.

Postanawiają opuścić Neapol pod pretekstem spędzenia świąt z rodziną. Obiecują, że wrócą zaraz po Nowym Roku. Beata, o dziwo, kupuje historyjkę, choć odnoszą wrażenie, że boi się reakcji swojego partnera. Przed odjazdem na dworcu słyszą od niej: " Tylko nie zróbcie mniej w ch…, bo będę miała przeje….

Tylko najbliższym przyznają się, na czym miała polegać ich robota. W domu nie podnoszą słuchawki telefonu, kiedy w komórce Radka wyświetla się numer Beaty, odbiera jego narzeczona, zapewniając, że chłopcy właśnie wybierają się do Włoch.

- Wreszcie ponaglające telefony się kończą. Do Beaty dotarło, że nie wrócimy - mówi niedoszły kurier.

[obrazek3] 29-letnia Beata R. jest oskarżona o podżeganie do zbrodni w zorganizowanej grupie przestępczej, zajmującej się przemytem narkotyków z Ameryki Południowej do Europy. Jej proces toczy się przed Sadem Okręgowym w Krośnie. Grozi jej od 3 do 12 lat pozbawienia wolności.
(fot. TOMASZ JEFIMOW)Syn przepadł w Wenezueli

Janusz P. (43 lata, pochodzenie romskie) podejrzewa, dlaczego został wezwany do sądu na rozprawę Beaty R. To z powodu syna, który siedzi w więzieniu w Wenezueli. Ale nie wie, jaki Damian dostał wyrok i za co.

- Powiedział mi, że niesłusznie. Że znaleźli u niego w bagażu jakieś ampułki z proszkami.

Ale jak syn się znalazł w Ameryce Południowej? - ojciec nie może się nadziwić. - Miał przecież jechać do pracy na Słowację.

Od miesięcy nie ma kontaktu z Damianem. Chłopak zadzwonił tylko raz. Rozmawiali krótko. Damian skarżył się, że w wenezuelskim więzieniu jest bardzo ciężko. Że jedzenie dostaje... raz na trzy dni.

20 lipca 2005 roku - tego dnia Lucyna S. (lat 39, wykształcenie zawodowe, troje dzieci) nie zapomni nigdy. Wtedy ostatni raz widzi najstarszego syna. Artur tłumaczy rodzicom, że razem ze swoją dziewczyną, Anką i kolegą Damianem jedzie zarobić do Holandii. Że ma załatwioną pracę w warsztacie samochodowym.

- Choć nie chciał, żeby go odprowadzać, mąż wstał o piątej rano i pojechał z nim na dworzec - opowiada matka. - Artur uspokajał: Patrz, jest matka Anki, wracaj do domu, tato.

Lucynie S. wyjazd syna nie daje jednak spokoju. Dzwoni do matki Anny Sz. Okazuje się, że dziewczyna powiedziała, że jadą do Włoch.

- Gdy syn zatelefonował do domu, przyznał, że jest we Włoszech. Opowiadał o pracy na budowie. Obiecał, że niedługo wróci, że chce się dalej uczyć. Powiedział, że człowiek bez matury niczego nie osiągnie. Ucieszyłam się, że dojrzał, zmądrzał.

300 tysięcy dolarów w żołądku

31 listopada 2005 r. dzwoni telefon z Sao Paulo.

- Pani syn został zatrzymany na lotnisku, przeszedł zabieg wydobycia z żołądka kapsuł z narkotykiem - słyszy od polskiego konsula w Brazylii.

Konsul mówi też, że może załatwić adwokata i że to kosztuje 20 tysięcy złotych. - Nie mieliśmy tyle pieniędzy.

Tylko kilka razy rozmawia z synem.

- Powiedział mi, że chyba Anka też wpadła z narkotykami. I że to wszystko zorganizowała Beata R.

Konsul uspokaja ją, że Artur jest młody, może liczyć na złagodzenie wyroku.
Z akt sprawy wynika, że Artur miał w żołądku 67 kapsuł. Trzy kilogramy czystej kokainy. Był kurierem wartym 300 tysięcy dolarów. Miał zarobić z tego pół procenta.
Za taki przemyt brazylijskie sądy skazują na 8 lat za kratami.

- Nie wiem, czy zapadł wyrok. Chyba konsul by do mnie zadzwonił? - zastanawia się Lucyna S.

Nie szuka usprawiedliwienia dla syna: - Ma swój rozum. Inni wrócili, jak się dowiedzieli, o co chodzi. On zaryzykował. Teraz musi ponieść karę.

Do normalnej roboty się nie nadaję

Kiedy dwa miesiące po wyjeździe Anka nie daje znaku życia, jej matka Beata Sz. (magister pedagogiki) sama zaczyna szukać córki. W ambasadzie dostaje komunikat: dziewczyna została zatrzymana z narkotykami w hotelu.

- Powiedzieli też, że w takich sprawach Polakom nie pomagają. Sama wynajęłam i opłaciłam adwokata.

Anna Sz. (ładna buzia, farbowane na czarno włosy, różowa skórzana kurtka, kolczyki w uszach i nosie) od kilkunastu tygodni jest w domu. We włoskim więzieniu spędziła rok.

- Nie wiem, jaki był wyrok, nie znam włoskiego. Nie byłam na rozprawie, wszystkim zajmował się adwokat - tłumaczy. O włoskim epizodzie chce jak najszybciej zapomnieć.

Niespełna dwa lata wcześniej Anna Sz. jest w ostatniej klasie krośnieńskiego liceum, marzy o wielkiej kasie, lubi się bawić. Na jednej z imprez poznaje Beatę R.
Beata R. z malutkim synkiem przebywa akurat w rodzinnych stronach. Tym razem zostaje na dłużej, bo matka nalega, żeby rozstała się z czarnoskórym konkubentem. Beata ma w Krośnie nowego przyjaciela, Włocha. Pomaga mu w rozkręceniu interesu.

Ance imponuje jej starsza koleżanka.

- Miała pieniądze na najmodniejsze ciuchy i częste wizyty u fryzjera, bywanie w lokalach i taksówki - opowiada matka dziewczyny.

Kiedy Anka po maturze nie dostaje się na uczelnię, skarży się Beacie, że przydałaby się większa forsa. Że do "normalnej pracy" to ona się nie nadaje.

Akurat siedzą w barze przy piwie. Beata mówi Ance, że jest na to sposób. Że ma namiary we Włoszech. Potem kontaktuje się ze swoim Nigeryjczykiem. Organizuje wyjazd dla Anki i jej dwóch kolegów.

- Wiedzieliśmy, po co jedziemy - przyznaje Anka. - Że będziemy przewozić narkotyki. Im więcej kursów, tym więcej zarobimy.

Nie wiedziałam, czy mogę odejść

Matce mówi, że we Włoszech będzie pracować jako opiekunka dla dzieci. Już na miejscu Anka rozstaje się z kolegami, od tej pory kontaktują się telefonicznie. Ona wprowadza się do czarnoskórego chłopaka.

- Miał na imię Henry, nazwiska nie znam.

Koledzy dzwonią, że dostali pierwsze kurierskie zlecenia. Artur ma bilet do Brazylii, Damian ma lecieć do Wenezueli. Anka jest już w Holandii, kiedy dzwoni jej komórka. Chłopcy mówią, że wpadli na lotnisku, są w areszcie. Mimo to dziewczyna posłusznie wykonuje instrukcje.

Odbiera w towar w umówionym miejscu, łyka 60 dziesięciogramowych owiniętych taśmą paczuszek z heroiną. Idzie jej ciężko, bo każda kapsułka jest wielka jak kciuk. Potem wsiada do samolotu. W hotelu w Perrugii czeka, aż narkotyki opuszczą jej przewód pokarmowy. Pakuje towar do plecaka, kiedy wpadają włoscy karabinierzy.
Dlaczego ryzykowała, mając świadomość, że jej kolegom się nie udało? Dlaczego nie odmówiła wykonania zlecenia?

Odpowiada cicho, przez łzy: - Nie wiedziałam, czy mogę tak po prostu odejść i wrócić do domu.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie