Edward Janusz, fotograf, który uwiecznił "tamten" Rzeszów

    Edward Janusz, fotograf, który uwiecznił "tamten" Rzeszów

    Cezary Kassak

    Nowiny

    Aktualizacja:

    Nowiny

    Zakład Edwarda Janusza przy ulicy Sandomierskiej 18 (dzisiejsza Grunwaldzka).

    Zakład Edwarda Janusza przy ulicy Sandomierskiej 18 (dzisiejsza Grunwaldzka). ©ze zbiorów Muzeum Okręgowego w Rzeszowie

    Niemal równo 100 lat temu zmarł Edward Janusz, najsłynniejszy fotograf w dziejach Rzeszowa.
    Zakład Edwarda Janusza przy ulicy Sandomierskiej 18 (dzisiejsza Grunwaldzka).

    Zakład Edwarda Janusza przy ulicy Sandomierskiej 18 (dzisiejsza Grunwaldzka). ©ze zbiorów Muzeum Okręgowego w Rzeszowie

    [obrazek1] Edward Janusz z czasów, gdy mieszkał i pracował w Rzeszowie. (fot. ze zbiorów Elżbiety Kaliszewskiej)Kilkadziesiąt tysięcy negatywów i zdjęć, a na nich utrwalony Rzeszów, jakiego już nie ma: ulice, domy, urzędy, obiekty wojskowe, no i przede wszystkim ludzie. Tak potężny zbiór pozostał po rzeszowskim zakładzie założonym przez Edwarda Janusza.

    Uścisk dłoni cesarza

    Edward Janusz urodził się we Lwowie 19 października 1850 roku. - Jego ojciec był stolarzem, matka prawdopodobnie zajmowała się prowadzeniem domu.

    Edward miał jeszcze siostrę oraz brata, który później został dyrektorem fabryki mebli giętych w Warszawie - opowiada Elżbieta Kaliszewska, prawnuczka Edwarda Janusza.
    Początkowe szczeble edukacji przyszły fotograf zapewne pokonywał we Lwowie. Potem studiował na Politechnice Lwowskiej. Studiów nie ukończył, na co miała wpływ nie najlepsza sytuacja materialna rodziny.

    Szansę na poprawę położenia upatrywał w zawodzie wojskowego. Przez ponad dekadę służył w austriackiej armii, z której odszedł - na skutek choroby serca - w stopniu porucznika, a więc jako oficer.
    Służył w wojsku konnym. Po latach, kiedy był już fotografem, zdarzyło mu się obsługiwać manewry wojskowe z udziałem cesarza Franciszka Józefa i wysokich rangą dowódców austriackich.

    Ze statywem i aparatem poruszał się konno, a cesarz, zdumiony, pytał, jak to możliwe, że fotograf jeździ na koniu tak dobrze, jakby był oficerem… Monarcha wezwał Edwarda Janusza do siebie i uścisnął mu rękę.

    Fotografią Janusz zainteresował się w okresie służby wojskowej. Tego, jak robić użytek z aparatu, uczył się sam, nigdzie nie praktykował. Zawodowo zaczął fotografować mniej więcej w 1880 r., kiedy podjął pracę na przedmieściach Lwowa.

    - Z początku nie miał atelier, robił zdjęcia w świetle zastanym, na podwórzu. Za tło służyła mu ściana z desek albo mur domu - opowiada Elżbieta Kaliszewska.

    We Lwowie pracował około dwóch lat, po czym przeniósł się do Złoczowa. W 1886 roku osiadł w Rzeszowie.

    - Przybył tu za namową przyjaciela, Edwarda Hoffera, weterynarza wojskowego, który służył w Rzeszowie - tłumaczy Małgorzata Jarosińska, historyk, długoletni pracownik Muzeum Okręgowego w Rzeszowie.

    1 lipca 1886 r. otworzył zakład w opuszczonym przez fotografa Józefa Zajączkowskiego lokalu w podwórzu posesji Gartnerów, przy ulicy Sandomierskiej 18 (dzisiejsza Grunwaldzka). Zanim do tego doszło, urządził wystawę swoich zdjęć w sklepie Ferdynanda Schaitra.

    - Była to pierwsza wystawa fotograficzna w Rzeszowie - zaznacza Irena Gałuszka, dyrektor Galerii Fotografii Miasta Rzeszowa.

    Janusz szybko zdobył zaufanie klientów. W listopadzie 1886 r. "Kuryer Rzeszowski" pisał: "Nowy zakład fotograficzny p. Janusza (…) pozyskał sobie ze wszech miar zasłużone uznanie ze strony publiczności tutejszej.

    Zdjęcia p. Janusza, odznaczające się dokładnem i wzorowem wykonaniem (pisownia oryginalna - red.), mogą bez obawy rywalizować z pracami fotografów stołecznych. (…) Pan Janusz wykonuje zdjęcia swe nowym emulacyjnym sposobem, niezawiśle od pogody i słońca. Atelie jego przez całą zimę będzie opalanem".

    Mistrz fotografii portretowej

    Ilustracje wykonywał przy użyciu kamery formatu 24x30 cm z adapterem na klisze 12x16 cm. Na bieżąco zaopatrywał się w nowy sprzęt. Oferował fotografie w paru formatach: tzw. gabinetowym, wizytowym czy podłużnym.

    W zachowanym do dziś rękopisie, datowanym na 23 grudnia 1881 roku, stwierdził, że "należy definitywnie skończyć z dotychczasowym sposobem pokazywania ludzkiej twarzy".

    - Najbardziej lubił zdjęcia portretowe i starał się robić je tak, aby pokazywać osobowość fotografowanego. Niektóre z tych ilustracji przypominają portrety malarskie. Zresztą interesował się malarstwem, potrafił rysować, obracał się w kręgach artystów. Babcia mówiła mi, że znał twórców Panoramy Racławickiej - opowiada Elżbieta Kaliszewska, która kontynuuje tradycje rodzinne i też fotografuje.

    Z aparatem regularnie wychodził na miasto. Dokumentował codzienne życie rzeszowian, uczestniczył w ważnych wydarzeniach i uroczystościach. W swoim zakładzie nie tylko wykonywał zdjęcia. Zajmował się również sprzedażą akcesoriów fotograficznych, był wydawcą pocztówek.

    Potwierdzeniem jego talentu i pracowitości stał się - nadany mu w 1898 roku - tytuł cesarsko-królewskiego nadwornego fotografa. Tytuł prestiżowy, przyznawany tylko najlepszym fotografom.

    W zakładzie początkowo pracował sam. Z czasem zatrudnił pomocników: retuszera. pozera, laboranta. W prowadzeniu firmy wspierała go żona Leopoldyna, rodowita Austriaczka, która była zawodowym fotografem. Parę lat praktykowała w Wiedniu, później miała własny zakład w rodzinnej miejscowości Raabs.

    Edward i Leopoldyna mieli czworo dzieci: Dorotę, Fryderyka, Marię i Helenę. W Rzeszowie mieszkali najpierw w kamienicy, w której mieścił się zakład. Dość szybko kupili dom przy ulicy Poniatowskiego. W międzywojniu rodzina wybudowała willę przy ul. Jagiellońskiej, w której mieszkał Fryderyk z żoną i synem, oraz kamienicę przy Poniatowskiego.

    Zakład istniał przeszło 100 lat!

    Edward Janusz zaliczał się do najbardziej znanych i szanowanych obywateli Rzeszowa. Aktywnie uczestniczył w życiu miasta. Współfinansował rozmaite przedsięwzięcia, np. pracę komitetu na rzecz budowy pomnika Tadeusza Kościuszki.

    Był jednym z założycieli Towarzystwa Gimnastycznego "Sokół" i rzeszowskim delegatem utworzonego we Lwowie Towarzystwa im. Stanisława Staszica.


    Zmarł po długiej chorobie 3 marca 1914 roku; spoczął na cmentarzu na Pobitnie. "Głos Rzeszowski", informując o zgonie fotografa, ocenił, że "swój zakład artystyczny doprowadził [Janusz] do rzędu pierwszych w kraju…". Jako datę śmierci gazeta podała dzień 2 marca.

    - To pomyłka. Właściwa data to 3 marca. Widnieje ona zresztą na nagrobku - podkreśla Kaliszewska.

    Od tego czasu zakładem, wciąż działającym pod szyldem "E. Janusz", zarządzała wdowa. Atelier, początkowo mieszczące się w drewnianym pawilonie, w latach 20. zaadaptowano do pracy przy sztucznym świetle i przeniesiono z oficyny do frontowego lokalu.

    Po śmierci Leopoldyny kierownikiem firmy została najmłodsza córka, Helena. Pomagała jej siostra, Maria, i zaufani pracownicy, m.in. Maria Boro. Podczas okupacji w zakładzie były też zatrudnione wnuczki Edwarda: Irena oraz Krystyna - córka Marii, mama Elżbiety Kaliszewskiej.

    Po drugiej wojnie zakład został prawowitym właścicielom odebrany; powstała Spółdzielnia Fotografów im. 22 Lipca.

    - Moja ciocia, Helena Stanisz, i babcia, Maria Urban, przystąpiły do tej spółdzielni. Wniosły swoje udziały, w postaci sprzętu, i pracowały dalej. W latach 50., jako dziecko, odwiedzałam babcię i ciocię, bywałam w atelier - wspomina pani Elżbieta. - Niesamowitym przeżyciem było dla mnie obserwowanie tego, jak z kartki papieru wyłaniają się postaci, twarze, drzewa. No i pamiętam zapach chemii w laboratorium...

    Od lat 70. ubiegłego wieku zakład prowadzili ludzie niezwiązani już z Januszami. Zdjęcia wywoływano tam aż do lat 90. Pracownia założona w epoce zaborów przetrwała więc do czasów III RP!

    Największy zbiór w Polsce

    W roku 1997 pracownice Służby Ochrony Zabytków na strychu kamienicy przy Grunwaldzkiej odkryły archiwum zakładu Janusza. Znaleziono ponad 30 tysięcy szklanych klisz, a oprócz tego zdjęcia, błony fotograficzne, elementy wyposażenia lokalu. To był największy zachowany zbiór pochodzący z jednego zakładu.

    Wszystko to przez lata segregowała i zabezpieczała przed zniszczeniem Maria Urbanowa.

    Blisko dwa tysiące szklanych klisz, w większości "januszów", w swoich zbiorach miał do niedawna rzeszowski kolekcjoner Zbigniew Tybura.

    - Wpadły mi w ręce na pchlim targu. Oddałem je do galerii fotografii w Rzeszowie. Ostatnio na naszych giełdach szklane klisze już się nie pokazują. Bez większych kłopotów można za to dostać Januszowe zdjęcia - opowiada Tybura. - Edward Janusz na ilustracjach utrwalił kawałek historii Rzeszowa. Myślę, że Rzeszów powinien być mu za to wdzięczny - zwraca uwagę prawnuczka fotografa.

    Czy Rzeszów jest wdzięczny? Ulicy Edwarda Janusza w grodzie nad Wisłokiem nie ma, ale inicjatyw upamiętniających najsłynniejszego rzeszowskiego fotografa w minionych latach nie brakowało. Były to m.in. wystawy prezentujące jego prace.

    - Na marzec planujemy kolejną wystawę, tym razem na okrągłej kładce - informuje Irena Gałuszka. - Myślimy także o tym, aby Galerii Fotografii Miasta Rzeszowa nadać imię Edwarda Janusza. Na to jednak będzie musiała wyrazić zgodę rada miasta.

    Korzystałem z przygotowywanej do druku książki Elżbiety Kaliszewskiej i Krystyny Krzysztofowicz "…czas w kadrze zatrzymany. Edward Janusz i jego fotografie" oraz z książek Małgorzaty Jarosińskiej "Rzeszów galicyjski w obiektywie Edwarda Janusza", Rzeszów 2010, i "Rzeszów międzywojenny w obiektywie zakładu >>E. Janusz<<", Rzeszów 2011.




    Czytaj treści premium w Nowinach24 Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo