Rowerem dookoła Europy

Andrzej Kozicki
Rower, którym Atemborski jechał z Włoch służy teraz do prozaicznych celów - wycieczek po lesie i codziennych zakupów.
Rower, którym Atemborski jechał z Włoch służy teraz do prozaicznych celów - wycieczek po lesie i codziennych zakupów.
Udostępnij:
300 dni zajęło Henrykowi Atemborskiemu z Nowej Sarzyny objechanie rowerem Europy. Nie byłby jednak sobą, gdyby nie poszukał kolejnego wyzwania.

Robi szpagaty i uczy się jazdy na łyżworolkach. A ma prawie 80 lat.

Skąd u niego taki hart ducha?

- Już jako 15-latek uciekłem z domu do oddziału Narodowych Sił Zbrojnych - wspomina. -Przemarzałem w ziemiance. W słocie, o pustym żołądku maszerowałem nocami wymykając się Niemcom. Wyszedłem żywy z ubeckich kazamatów

Dziś uważa, że leśno-więzienna gehenna dała mu odporność na trudności i niepowodzenia. A naturę ma niepokorną. Uważa że dzięki temu wszystkiemu wygrał z gruźlicą, której nabawił się we więzieniu. - Lekarze zalecili mi unikanie wysiłku, ciepłe ubrania. Ja ścigałem się na rowerze, uprawiałem szermierkę, pływałem, biegałem na nartach.

Największą jego pasją jest turystyka. Łazikowanie - jak mówi - ma po ojcu. Przed wojną w motocyklowej przyczepce zjeździł z nim Polskę od Podola do Gdańska.

Nawet stary wyga zbłądzi

Pół wieku temu zakładał w Mielcu PTTK.

- Wtedy turystyka była prawdziwą traperką. W Bieszczadach przez tydzień można było nie natknąć się człowieka. Idąc na szlak, ładowało się pełny plecak konserw i chleba. W ręku kompas i mapa. Miałem taką z 1922 roku. Dawała pewność dotarcia do celu. Z peerelowskimi musiałeś trzymać się wytyczonych ścieżek, bo zawierały mylne dane.

Przemierzył Polskę wzdłuż i wszerz. Rowerem i na piechotę. Czerwony Szlak: Bieszczady-Sudety przeszedł trzykrotnie. Ale nawet jemu doświadczonemu łazikowi zdarza się pobłądzić. W Bieszczadach z miejscowym leśnikiem prowadził grupę turystów.

- Leśnik, zapewniał, że zna każdą ścieżkę, ja nie patrzyłem na kompas. We mgle zrobiliśmy kółko wokół góry i po sześciu godzinach byliśmy w punkcie wyjścia. Przemoczeni, utytłani w błocie turyści rzucali plecakami. Ale jakoś do nocy dotarliśmy do schroniska.

Choć od tamtej przygody pilnie baczy na azymut i tak zdarzają się wpadki. Na granicy fińsko-norweskiej pomyliły mu się kierunki i zamiast wjechać do Norwegii, zawrócił do Finlandii. Po 60 km zorientował się, że jedzie w złą stronę.

Gieroj Atemborski

- Pomysł rajdu dookoła Europy zrodził się w 2003 roku, po tym jak w dwadzieścia siedem dni przejechałem rowerem Polskę wzdłuż jej granic. Kondycji i zdrowia byłem pewien. Obliczyłem, że przejeżdżając 100 km dziennie, po roku wrócę do Sarzyny. Był jeden problem - kiepsko było z moją emerycką kasą.

Nie starczyło na telefon komórkowy. Zamiast górskiego roweru musiał kupić taki ze zwykłymi przerzutkami, choć czekała go przeprawa przez góry. Nocował w namiocie rozbijanym przy drodze, w zagajnikach. Jadłospis miał skromny i monotonny - 6 jajek na śniadanie, 4 na kolację, herbata z masłem. Kiedy przemókł, do herbaty dolewał parę kropel "antygrypiny w promilach".

- W Laponii nocą zaatakował mnie niedźwiedź. Poszarpał namiot, ale wystraszył się rumoru przewracanych garnków. Od tego czasu zniszczony namiot nie chronił przed deszczem. A w Skandynawi lało tygodniami.

Spotkani za kręgiem polarnym rosyjscy myśliwi z podziwem przyznali: "nawet u nas nie ma gierojów, którzy odważyliby się na taką eskapadę". Właściciel winnicy we Francji uhonorował pana Henryka częstując go 75-letnim koniakiem.

- Dzięki życzliwym ludziom, których spotkałem na trasie, sprostałem zadaniu. Pomagali Szwedzi, Duńczycy, Niemcy, Francuzi, Włosi i rzecz jasna Polacy. Rodaków spotykałem w wszędzie. Jednym z nich był szyper, który rozbiwszy kuter uciekł do Hiszpanii, gdzie imał się różnych profesji - był torreadorem i... złodziejem.

Bezduszność ambasady

Na ogół spotykał się również z życzliwością służb dyplomatycznych. Zdarzały się jednak przykre wyjątki. W polskim konsulacie w Malmoe potraktowano go jak szpiega - zrewidowano bagaż, nie pozwolono fotografować. W Barcelonie odesłano go na nocleg do przytułku.

Atemborskiego nie zmogły Pireneje i Alpy. Ale rower nie wytrzymywał. We Włoszech rozsypał się kompletnie. W polskiej ambasadzie poprosił o pożyczkę na nowy.

- Może pan dostać pieniądze na pociąg do Polski - usłyszał. Próżno tłumaczył, że nie wsiądzie do pociągu, przejechawszy połowę trasy. Na nocleg ambasada odesłała go do Domu Pielgrzyma. Ale stamtąd go wyrzucono, bo ambasador nie zapłacił za jego kwaterę.

Kiedy w grudniu spał w dziurawym namiocie przed klasztorem, zlitowali się nad nim zakonnicy. Kupili mu nowy namiot. Na rower musiał wydać 150 dolarów żelaznej rezerwy. W lutym zrobiło się bardzo zimno i Atemborski dał się skusić na kwaterę w motelu, w zamian za pracę. Tam skradziono rower. Zrozpaczony Atemborski był bliski załamania. Wówczas proboszcz z Ostii ogłosił wśród parafian zbiórkę na rower dla Polaka-cyklisty.

Atemborski nie chciał już kusić włoskiego pecha. Mimo że był środek zimy, ruszył na trasę. Choć bardziej byłyby przydatne sanki niż rower. W Grecji i Rumuni góry tonęły w 2-metrowych zaspach. Dzień zaczynał do odkopania namiotu ze śniegu.

- Mając już dość nieprzewidzianych przygód do Polski jechałem nie przez Ukrainę, ale bezpieczniejsze Węgry.

W kwietniu 2003 r., przejechawszy 20 tys. km, wrócił do Nowej Sarzyny.

Nowe wyzwanie - łyżworolki

Rok czasu zajęło mu pisanie książki -relacji ze swojej eskapady. I znów odezwał się w nim niespokojny duch.

- Gdzieś bym znowu wyruszył. Przyzwyczaiłem do włóczęgi. Że śpię na podłodze, myję się w zimnej wodzie. Zdrowie dopisuje. Biegam po 10 km, pływam 2-3 godziny. Ale już chyba nigdzie nie wyjadę. Mam 79 lat i jestem wdzięczny Panu Bogu, za każdy darowany mi dzień życia - wyznaje Atemborski.

Nie byłby jednak sobą, gdyby nie poszukał kolejnego wyzwania. Kupił łyżworolki i ćwiczy piruety na szkolnym boisku. Młodzież przygląda się temu z uznaniem, ale nie idzie w ślady w Atemborskiego. A ten się dziwi: - I z takiej cherlawej młodzieży, ma wyrosnąć zdrowe społeczeństwo?

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze 3

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

A
Agata Iwicka

Ja nie wiem czy Pan pamięta ale w czasie wakacji 2012 wstąpił Pan do naszej rodziny Iwickich do Hulcza razem z kolegą-historykiem. Gratuluje wytrzymałości, zapraszamy do nas znowu:)

j
jarek
Spotkałem tego Pana w Hastings w Anglii (05/07/2012) podróżuje teraz motocyklem
pełen podziw i szacunek pozdrawiam szerokiej drogi!!!!!!
t
tulku
Słyszałem o Panu i wyczynie kilka lat temu. Dzis dopiero natknąlem sie na artykuł. Wspaniała sprawa - gratuluje!
Moja podróż dookołam Polski trwała 10 dni więcej, a jestem duuużo młodszy
Przejdź na stronę główną Nowiny 24
Dodaj ogłoszenie