NOWINY24

    Polecamy Twojej uwadze

    Rozwiń
    NOWINY24
    Zwiń

    Polecamy Twojej uwadze

    • Największe tragedie podkarpackich sportowców. Na torach ginęli żużlowcy, na drogach siatkarze i piłkarze
    • Podkarpacka wieś na starych zdjęciach z Narodowego Archiwum Cyfrowego
    • Za nami Plebiscyt „Piłkarskie Laury Podokręgu Rzeszów”

    Tak żyje Grobelny

    Tak żyje Grobelny

    Wojciech Malicki

    Nowiny

    Aktualizacja:

    Nowiny

    Lech Grobelny: Formalnie jestem kloszardem bez meldunku w dowodzie osobistym

    Lech Grobelny: Formalnie jestem kloszardem bez meldunku w dowodzie osobistym ©Wojciech Malicki

    15 lat temu był bajecznie bogatym biznesmenem, a telewizyjnych debatach pouczał Balcerowicza. Dziś "bohater“ pierwszej afery finansowej w III RP nie ma pracy, zasiłku, ani adresu. Ale wkrótce znów może być bardzo bogaty. Właśnie wygrał kilkunastoletnią batalię w sądzie.
    Lech Grobelny: Formalnie jestem kloszardem bez meldunku w dowodzie osobistym

    Lech Grobelny: Formalnie jestem kloszardem bez meldunku w dowodzie osobistym ©Wojciech Malicki

    Piętnaście lat temu miał willę, domy i jacht. Teraz mieszka na zapleczu tego pawilony handlowego
    Wojciech Malicki
    Piętnaście lat temu miał willę, domy i jacht. Teraz mieszka na zapleczu tego pawilony handlowego
    (fot. Wojciech Malicki)Pukam w drzwi na tyłach obskurnego pawilonu handlowego na warszawskim Bródnie. Otwiera, zarośnięty, tęgi mężczyzna około pięćdziesiątki. Ubrany w dres, przepocony podkoszulek i adidasy. Siadamy w zagraconym pokoju, gdzie właśnie trwa remont.
    - Jest pan pierwszym dziennikarzem, z którym rozmawiam od ładnych paru lat. Jak pan mnie odnalazł? - pyta Lech Grobelny.
    - Łatwo nie było. Dziękuję, że zgodził się pan na rozmowę...
    - Nie ma sprawy. Odpowiem na każde pytanie, nie mam nic do ukrycia...

    Zaczął od chałtur

    Pytanie I:- Zarabiał pan tylko na fotografii, czy jak głosi plotka dorabiał także nielegalnym handlem walutą?
    - Cinkciarstwem się nie parałem!
    Pytanie II: - Ale waluciarzy, czyli tzw. chłopaków z miasta, pan znał?
    - Oczywiście. Musiałem ich znać, bo od kogo bym kupował dewizy potrzebne na zakup materiałów fotograficznych.



    Grobelny pierwsze pieniądze zarabiał na fotografowaniu, co od dzieciństwa było jego pasją. Na Politechnice Warszawskiej, gdzie studiował przez 13 lat, robił zdjęcia na imprezach organizacji studenckich i uczelnianych. Brał przeróżne chałtury - śluby, komunie, uroczystości w przedszkolach, szkołach, klubach...
    - Za jedną imprezę dostawałem równowartość dwóch - trzech ówczesnych pensji. Na brak pieniędzy nie narzekałem - wspomina.
    Nie poprzestał jednak na chałturach, zrobił papiery mistrza fotografii i rozwijał działalność. W 1979 roku wyprodukował setki tysięcy (miliony?) obrazków - zdjęć z wizerunkiem Jana Pawła II. Poszły jak woda, Grobelny stał się bogatym człowiekiem i rozwijał fotograficzny biznes.

    Bezpieczna Kasa Oszczędności

    Pytanie III: - Dlaczego po wybuchu afery, nie wrócił pan do kraju?
    - Liczyłem, że przeczekam kilka miesięcy w Niemczech aż sprawa się wyjaśni...
    Pytanie IV: - Sama się wyjaśni?
    - Tak, bo liczyłem na to, że prokuratura i policja zrobią remanent, zliczą aktywa i ujawnią, że Grobelny nie uciekł z pieniędzmi za granicę. Zamiast tego, przedstawiono mi zarzuty i wystawiono nakaz aresztowania. Nie wiedziałem, dlaczego i kto za tym stoi. Zwyczajnie się bałem tego, że mnie odstrzelą.



    W 1989 roku Grobelny miał pieniądze, sieć studiów fotograficznych, firmę Dorchem i nowe pomysły. W październiku tegoż roku założył Bezpieczną Kasę Oszczędności - parabank oferujący znacznie wyższe oprocentowanie lokat niż PKO. Klienci w przekonaniu, że robią interes życia, szturmowali kasy firmy. W sumie swoje oszczędności (około 25-26 mld st. zł) powierzyło mu ok. 10 tys. osób.
    W lipcu 1990 r. lotem błyskawicy rozeszła się wiadomość, że Grobelny uciekł z kraju z pieniędzmi. Klienci BKO rzucili się do kas po wpłacone oszczędności. 7,5 tys. osób odeszło z niczym - tak wybuchła pierwsza afera finansowa w III RP.
    Za Grobelnym, który przebywał za granicą, rozesłano listy gończe.

    12 lat więzienia

    Pytanie V: - Jakiej wartości majątek pan zostawił wyjeżdżając z kraju?
    - Miałem 16 lokali w dobrych miejscach stolicy, 12 mercedesów, mieszkanie, willę na Saskiej Kępie, jacht. Majątek firmy oceniam na około 3 miliony dolarów, a mój prywatny na 2-3 miliony. Też dolarów.
    Pytanie VI:
    - Co się z nim stało?
    - Rozkradli go pracownicy moich firm. Prokuratura, sąd i komornicy nie potrafili, albo nie chcieli, go zabezpieczyć.



    Ujęto go w Niemczech, skąd do kraju wrócił dopiero w 1992 roku. Cztery lata później za zagarnięcie ponad 700 tys. zł stanął przed Sądem Wojewódzkim w Warszawie. Zarzekał się, że nie ukradł ani złotówki, a w momencie wybuchu afery jego firma była wypłacalna w 70-80 procentach.
    Sąd nie uwierzył i skazał go na 12 lat więzienia. Grobelny nie pogodził się z wyrokiem i złożył apelację. W 1997 roku Sądu Apelacyjny uchylił wyrok i zwrócił sprawę prokuraturze do uzupełnienia. Grobelny opuścił areszt. Przez kolejne pięć lat śledczy nie znaleźli dowodów winy Grobelnego i umorzyli postępowanie.
    - To było bardzo długie śledztwo, a czas zazwyczaj pracuje na korzyść oskarżonego, a nie oskarżenia. Nie wiem, czy umorzenie śledztwa w tej konkretnej sprawie można określić mianem prestiżowej porażki prokuratury. Na pewno nie jest to powód do dumy - tłumaczy prok. Maciej Kujawski, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie

    A teraz mi płaćcie

    Pytanie VI:- Czy czuję się pan ofiarą wymiaru sprawiedliwości?
    - Nie, w każdym kraju zdarzają się przypadki więzienia niewinnych ludzi. To nieuniknione pomyłki. Cywilizowane państwa jednak płacą za takie błędy, dlatego żądam odszkodowania.
    Pytanie VII: - Na ile wycenił pan swoje straty moralne?
    - Na milion złotych. To nie jest wygórowana kwota za utratę dobrego imienia, zdrowia, rodziny i majątku.



    Po wyjściu na wolność Grobelny próbował wrócić do biznesu, zarejestrował nawet firmę... odzyskującą długi. Interes nie wypalił. Obecnie jest bezrobotnym, bez prawa do zasiłku. Utrzymuje się ze zbierania metali kolorowych. Mieszka na zapleczu pawilonu handlowego, ale formalnie jest bezdomnym, bo nie ma w dowodzie osobistym meldunku.
    Ma za to (tak twierdzi) dokumenty świadczące, iż w 1990 (tuż przed wybuchem afery) roku jego spółki przynosiły miesięcznie 100 mln starych zł (101 ówczesnych średnich pensji) czystego zysku. Obliczył zatem, że przebywając w areszcie stracił 6182 przeciętnych wynagrodzeń. We wniosku, złożonym w lipcu br do Sądu Okręgowego w Warszawie, żądał od Skarbu Państwa ich zwrotu. Przy uwzględnieniu obecnej wysokości średniej płacy - daje to sumę niemal 15 mln zł. Do odszkodowania ma prawo, bo zgodnie z obowiązującą uchwałą Sądu Najwyższego, każdemu niesłusznie aresztowanemu należy się odszkodowanie (za straty materialne) i zadośćuczynienie (za straty moralne).

    Epilog za kilka dni

    We wtorek przed Sądem Okręgowym w Warszawie, prok. Krystyna Nogal-Załuska wnosiła, aby sąd oddalił żądanie Grobelnego, bo ukrywał się on przed organami ścigania. Sąd wyda postanowienie w poniedziałek.
    Po sprzedaży majątku Bezpiecznej Kasy Oszczędności, jej klienci odzyskali po około 15 procent zdeponowanych pieniędzy. Na więcej nie mają szans, bo ich roszczenia są już przedawnione. Grobelny zadeklarował jednak, że jeżeli wygra sprawę i otrzyma wysokie odszkodowanie, zwróci im pieniądze.

    Czytaj treści premium w Nowinach24 Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo