Ukrzyżowani z własnej woli. Dlaczego decydują się na taką mękę?

Katarzyna Mularz
Na czas krwawego misterium do Cutud San Pedro zjeżdżają media z całego świata.
Na czas krwawego misterium do Cutud San Pedro zjeżdżają media z całego świata. Michał Lubina
Gwoździe wbite w stopy i dłonie, ze zmasakrowanych pleców tryska krew. Czym jest krwawe misterium, które co roku w Wielki Piątek rozgrywa się w pewnym miasteczku na Filipinach?

51-letni Filipińczyk Ruben Enaje z zawodu jest malarzem pokojowym. Kiedyś, podczas prac na wysokości, miał groźny upadek. Przeżył.

Uznał, że powinien podziękować Bogu w szczególny sposób. Dlatego w ten Wielki Piątek - około południa czasu miejscowego - zostanie ukrzyżowany. Z własnej woli po raz dwudziesty siódmy.

Ceremonia odbędzie się w Cutud San Pedro, miejscowości położonej 70 kilometrów na północ od stolicy Filipin - Manilli. Na co dzień miasteczko nie wyróżnia się niczym szczególnym, ale raz w roku ściąga uwagę całego świata.

W Wielki Piątek wśród błysków fleszy i tłumów turystów kilkunastu ochotników zostaje tu ukrzyżowanych. Dziesiątki innych poddaje się biczowaniu. I wszystko dzieje się realnie. Gwoździe wbijane są w stopy i dłonie, ze zmasakrowanych pleców tryska krew.

Kto zrozumie Filipińczyka

Michał Lubina jest ekspertem Centrum Studiów Polska-Azja. Azję zna jak własną kieszeń. Do Cutud San Pedro pojechał, bo chciał na własne oczy przekonać się, czy w tym krwawym misterium jest jakiś głębszy sens.

- Już na kilka dni przed Wielkanocą na ulicach miasteczka pojawiają się ludzie z krzyżami na plecach i biczownicy - opowiada podróżnik. - Wędrują między samochodami, po chodnikach, parkingach... Tak ten rytuał wrósł w codzienne życie, że miejscowi właściwie nie zwracają na nich uwagi.

Największe wrażenie na Michale zrobili biczownicy.

- Ich nagie plecy to po prostu krwawa masa. Okładają je bambusową kolczatką, ale pozwalają też nacinać sobie skórę specjalnym narzędziem. Krew dosłownie tryska. Często do uderzania kijami biczowników, którzy gotowi na wszystko kładą się na ziemi, angażuje się dzieci.

Celem wędrówek są zazwyczaj miejscowe kościoły, choć krzyży nie można wnieść ze sobą do środka. Filipiński Kościół jednoznacznie odcina się bowiem od tych praktyk, podkreślając, że są wyrwane z kontekstu rozumienia wiary.

Mimo to chętnych do ukrzyżowania nie brakuje. Przez jakiś czas rekrutowali się oni z różnych stron świata. Dopiero kilka głośnych incydentów - w tym ucieczka jednego z kandydatów spod krzyża - sprawiło, że teraz krzyżowani są wyłącznie Filipińczycy. Miejscowi mówią, że obcy i tak tego nie rozumieją.

Poznałem wszystkich "Chrystusów"

Najważniejsza ceremonia odbywa się w piątek. Na przygotowanym za wsią kopcu ustawione zostają trzy krzyże. W odpowiedniej odległości stoi platforma dla dziennikarzy, miejsca dla VIP-ów i barierki odgradzające "Golgotę" od zwykłych gapiów.

- Ceremonię rozpoczyna właściwe Misterium Męki Pańskiej, tylko że nie ma żadnej inscenizacji, udawania. Po prostu trzej mężczyźni zostają przybici do krzyża. Kilkucentymetrowe wysterylizowane gwoździe wbijane są w dłonie i stopy tak, żeby nie uszkodzić ścięgien. Słychać ryki bólu. Po 10-15 minutach ukrzyżowani zostają zdjęci na nosze i przetransportowani do szpitala. Rany goją się około pół roku - opowiada Michał.

Kiedy misterium się kończy, krzyżowani są pozostali ochotnicy. Zwykle kilkunastu, czasem dwudziestu. Wtedy też barierki zostają usunięte, a tłum przepycha się do krzyży, żeby zobaczyć wszystko z bliska.

Michał Lubina też znalazł się w centrum wydarzeń, bo już na początku zaprzyjaźnił się z realizatorami manilskiej telewizji, którzy wprowadzili go w miejsca niedostępne dla turystów.

- Dzięki temu poznałem wszystkich "Chrystusów", których krzyżowano tamtego dnia. Telewizja, oprócz filmowania samego biczowania i krzyżowania, przygotowywała także materiał o prywatnym życiu tych ludzi.

Zresztą do Cutud San Pedro zjechały media z całego świata. Dla zachowania porządku, redakcje wykupywały od krzyżowanych dwie godziny na wyłączność. Filmowano ich domy, sceny pożegnania z rodziną.

Wtedy też najczęściej padało pytanie: dlaczego?

- Żeby podziękować Bogu za doznaną łaskę - tak najczęściej odpowiadają uczestnicy krwawego misterium. Wielu robi to więcej niż raz. Zdaniem Michała Lubiny to po części efekt ogromnego spektaklu, którzy urządzany jest w miejscowości wokół ukrzyżowań.

- Ruben powiedział, że już dawno miał zrezygnować, ale co roku jakieś głosy mówią mu, że tym razem jeszcze nie powinien. Być może są to całkiem realne głosy? - zastanawia się podróżnik.

Czy krew odkupi winy

Ksiądz Andrzej Sudoł, pochodzący z Mielca sercanin, obecnie pracujący na Filipinach, podkreśla, że aby oceniać tego rodzaju rytuały, trzeba poznać i zrozumieć mentalność Azjatów i samych Filipińczyków.

- Ludzie pragną się umartwić i czynią to jak umieją. Naśladują Chrystusa w sposób, w jaki wydaje im się najlepszy i tak jak rozumieją Ewangelię. A rozumieją ją i naśladują dosłownie. Osobiście nie widzę w tym nic złego, jeżeli towarzyszy temu właściwa intencja. Co innego jednak gdy robi się z tego show: telewizja, radio, komercja... Nic więc dziwnego, że Kościół filipiński nie zaleca takich praktyk i przestrzega ludzi przed pokutą czynioną na pokaz.

Również i Michał Futyra, wykładowca Wyższej Szkoły Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie, zajmujący się m.in. tematyką kultury Azji Południowo-Wschodniej, podkreśla, że na Kościół filipiński trzeba patrzeć inaczej.

- Na Zachodzie żyjemy indywidualnie i liberalnie. Religia to moja osobista rzecz, z którą czasem nawet nie wypada się obnosić. W tamtej części Azji natomiast istotne jest wspólne przyzywanie i wyznawanie wiary. Najprawdopodobniej pasja wyrażana w tak brutalny sposób jest właśnie efektem takiej potrzeby. Wśród motywacji można zapewne też dopatrzeć się próby naśladowania Chrystusa oraz poszukiwania katharsis, czyli myślenia, że krwią można odkupić swoje winy.
Tego rodzaju praktyki - podkreśla wykładowca - to także część pewnej tradycji, choć trudno powiedzieć czy chrześcijańskiej.

- W Azji inaczej postrzega się symbole religijne. Tam wiara silnie związana jest z tradycjami etnicznymi. Chrystianizacja Filipin rozpoczęła się w XVI w wraz z przybyciem Magellana. Religia w wydaniu hiszpańskim była odbierana przez miejscowych raczej jako narzędzie wyzysku. Dopiero po jakimś czasie misjonarze zauważyli, że ta "wersja" się nie sprawdza. Jak więc przekonać kogoś do religii, której ten nie zna? Najlepiej tłumaczyć ją poprzez zrozumiałe dla niego symbole. Dlatego w Afryce do dziś Matka Boża ma czarną skórę, a w Azji Dzieciątko Jezus skośne oczy.

Bicz za 150 peso

- W 1962 r. Artemio Atniola usłyszał głos Boga, który miał mu powiedzieć, że ma się ukrzyżować. Więc się ukrzyżował. I wtedy zyskał moc uzdrawiania. Tak to się zaczęło. Za nim poszli kolejni - opowiada Michał Lubina.

Dziś jest ich tylu, że cała ceremonia przerodziła się raczej w rodzaj festynu niż intymny rytuał religijny. Co roku do Cutud San Pedro przyjeżdża kilka tysięcy turystów spragnionych mocnych wrażeń.

Specjalnie dla nich kilkaset metrów od miejsca ukrzyżowań ustawiony jest punkt gastronomiczny, w którym można kupić m.in. fastfoody znanej sieci. Rozwinął się też przemysł pamiątkarski. Za 150 peso można kupić bicz.

Michał Lubina: Przez cały czas, kiedy tam byłem, w głowie kołatała mi myśl: to wszystko jest nie tak.
***
Ruben Enaje podjął decyzję. W tym roku da się ukrzyżować po raz ostatni.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie