Ostatnią kulę zostawił dla siebie

Krzysztof Potaczała
Edward S. zastrzelił znajomego ze wsi i bratową. Ostatnią kulę zostawił dla siebie.
Edward S. zastrzelił znajomego ze wsi i bratową. Ostatnią kulę zostawił dla siebie. DARIUSZ DELMANOWICZ
Wstał o świcie, załadował myśliwskiego winchestera. Jeszcze raz powtórzył w myślach plan zbrodni. Celował tak, żeby zabić jednym strzałem.

Poniedziałek, 16 kwietnia. Czarna w Bieszczadach budzi się ze snu. Około siódmej Edward S., lat 44, dzwoni do znajomego i pyta, czy wybiera się do pracy w lesie. Jan D. potwierdza, chętnie przystaje na propozycję podwiezienia samochodem.

- Zaraz będę - rzuca Edward.

Gdy obydwaj jadą drogą przez Czarną, kierowca zauważa Aleksandra S., byłego policjanta. Podjeżdża na podwórze jego domu, chwilę rozmawiają. Widać, że mają sobie dużo do wyjaśnienia, ale to nie jest odpowiednie miejsce. Umawiają się, że za pół godziny dokończą dyskusję na tarasie widokowym pod Polaną. Bez świadków.

Przepraszam cię za wszystko

Edward S. czeka na asfaltowym tarasie razem z Janem D. Kiedy dostrzega zbliżające się auto Aleksandra S., prosi kolegę, by poszedł na spacer. Jan D. o nic nie pyta - posłusznie wysiada i znika w pobliskich zaroślach. Po paru minutach z oddali słyszy huk. Myśli, że pękło koło w samochodzie. Wychodząc z lasu widzi stojącego z bronią Edwarda. Obok leży we krwi Aleksander S.

Zabójca nakazuje koledze, by wsiadł do auta. Jan D. jest roztrzęsiony, nie może wykrztusić słowa. Razem odjeżdżają w kierunku Czarnej. Półtora kilometra dalej

Edward naciska hamulec i mówi: - Przepraszam cię za to wszystko. Idź już...
Zszokowany świadek zbrodni biegnie przez las. W domu chwyta za telefon i dzwoni do kuzyna. Ten powiadamia policję.

Broń w rękach brata

W tym czasie Edward S. jest już na swojej posesji w Czarnej. Jego młodszy brat Grzegorz myje się w łazience, bratowa krząta się po mieszkaniu, w małym pokoju bawi się ich trzyletnia córka. Edward wchodzi do środka, jest blady. Przez uchylone drzwi łazienki Grzegorz dostrzega w rękach brata broń. W tej samej chwili Edward strzela do stojącej półtora metra dalej Katarzyny S. Raniona w szyję upada na podłogę.

Przerażony mąż chwyta jakieś ubranie i próbuje zatamować krwotok. Bez skutku. Nie ma czasu, by zadać bratu pytanie: dlaczego?! Biegnie do pokoju córki, owija ją w koc i wyskakuje z dzieckiem przez okno. Na drodze zatrzymuje przejeżdżający samochód. Słyszy, jak zabójca krzyczy z podwórza, że już zabił kogoś na parkingu pod Polaną.

Wszystko ci wytłumaczę

Grzegorz S. prosi kierowcę o podwiezienie do domu siostry. Z telefonu komórkowego dzwoni do niej, by powiedzieć o tragedii, ale słowa grzęzną w gardle. Kilka minut później Grzegorz wraca ostrożnie w pobliże miejsca zbrodni.

Z pobocza jezdni woła: - Edek, ratuj Kasię!

Brat odpowiada: - Chodź tu, wszystko ci wytłumaczę.

W tej samej chwili do Czarnej leci ratowniczy śmigłowiec, na sygnałach pędzą policyjne radiowozy z Ustrzyk Dolnych. Gdy są blisko domu S., Edward przystawia sobie strzelbę do skroni. Pada śmiertelny strzał. Lekarze dobiegają do konającej Katarzyny S. Walczą o jej życie jeszcze 20 minut, ale są bezsilni.

Dlaczego rozum stracił?

Wieść o zbrodni rozchodzi się po Czarnej błyskawicznie.

Ludzie nie mogą uwierzyć: - Przecież Edek to był normalny facet, nigdy wcześniej nikomu nie wyrządził krzywdy. Pewnie, czasem wypił, ale to nie przestępstwo.

Tadeusz Kołodyński, jeden z najbliższych sąsiadów rodziny S.: - Od paru lat Edziu pracował we Włoszech, przyjeżdżał do domu na święta. W tę Wielkanoc też był. Bóg jeden wie, dlaczego rozum stracił.

- Bo diabeł go podkusił - włącza się starsza kobieta, ale nie chce podać nazwiska. - Tylko ktoś opętany przez szatana mógł zrobić coś tak potwornego.

- Na pewno nie pociągnął za spust bez powodu - szepczą dwie panie stojące na przystanku PKS w Czarnej. - Musiało chodzić o jakieś rodzinne zatargi, a może o miłośc? Ktoś kogos skrzywdził i ktoś nie mógł tego znieść...

Na miejsce zbrodni przyjeżdża Marcin Rogacki, wójt gminy Czarna. Chwyta się za głowę, zapala papierosa, choć dawno rzucił. Pierwsza decyzja: zapewnić pomoc psychologiczną dzieciom zamordowanych Aleksandra S. i Katarzyny S.

Po chwili mówi: - Jechałem rano do pracy i po drodze mijałem Edwarda. On chyba już wtedy miał krew na rękach, już chyba zastrzelił Olka na tarasie widokowym.

List w domu zabójcy

Jest 9.30. Policja zabezpiecza ślady, przyjeżdża prokurator. Przy zwłokach Edwarda S. leży myśliwski winchester. Jak mężczyzna zdobył broń? Czy kupił ją nielegalnie w Polsce, czy może przemycił przez granicę wracając z Włoch?

- Tego chyba się nie dowiemy - powątpiewa Edward Martuszewski, prokurator prowadzący sprawę.

Podczas przeszukania domu zabójcy i jego rodziny policjanci znajdują list skreślony ręką Edwarda S.

- To zaledwie parę słów, ale nie możemy ujawnić treści - tłumaczy mł. asp. Dorota Głazowska-Krzywdzik, rzecznik Komendy Powiatowej Policji w Ustrzykach Dolnych.

Dlaczego? - Z uwagi na szacunek dla zmarłych i dobro ich rodzin - podkreśla prokurator Martuszewski.

Jeszcze w dniu tragedii zostaje przesłuchany Grzegorz S., brat zabójcy. Jest w szoku, w dodatku choruje na serce. Trafia do ustrzyckiego szpitala, jednak wkrótce wychodzi i wraca do ukochanej córeczki, która bardzo tęskni za ojcem. Jego zeznania nie wnoszą nic nowego do sprawy. Mężczyzna nie ma pojęcia, co kierowało Edkiem, gdy zabijał mu żonę. Wie, że nie mógł jej obronić, wszystko trwało ułamki sekund.

Trzy śmierci, trzy dni żałoby

Prokuratura przesłuchuje też mieszkańców Czarnej. Niemal wszyscy zgodnie potwierdzają: Edward S. był spokojnym człowiekiem, lubianym. Od kilku lat nie pił alkoholu, cieszył się pracą we Włoszech, dawał pieniądze na remont domu. Cieszył się też samochodem, który kupił. Alfa Romeo to była jego największa miłość. Po przyjeździe do Polski popsuło się, Edward oddał je w Sanoku do naprawy. Tam wypożyczył inne auto, w którym później na tarasie widokowym pod Polaną zabił Aleksandra S., byłego policjanta i kolegę.

Przyjaciel Edwarda S. z dzieciństwa: - On zawsze był skryty, nieśmiały. I miał taki ciepły uśmiech... Jak go zobaczyłem leżącego na podwórzu, to mi nogi podcięło. Lecz jeszcze bardziej żal Kasi, ledwie parę lat po ślubie, taka młoda...

We wtorek, dzień po strzelaninie, wójt Marcin Rogacki ogłasza w gminie trzydniową żałobę. Na szkołach i urzędach czarne wstęgi. Odwołane zostają imprezy rozrywkowe, sportowe.

- My tu przeżywamy ból, a po wsi jeździ TVN, jeździ Polsat, wciąż przepytują ludzi - skarży się Rogacki i dodaje: - Tak być nie powinno.

*****

W środę po południu na cmentarzu w Czarnej spoczęła 29-letnia Katarzyna S. Dzień później został pochowany 42-letni Aleksander S. Na piątek zaplanowano pogrzeb Edwarda S., lat 44, podwójnego zabójcę i samobójcę.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie