Pacjent z kartką i długopisem ustawia kolejkę do lekarza. I to ma być system opieki świątecznej?

Stanisław Sowa
Udostępnij:
Dyrektor szpitala, w którym pacjent wziął z rejestracji czystą kartkę i długopis, by zapanować nad kolejkowym bałaganem, powinien się schować ze wstydu pod biurko.

Pięć godzin czekali rodzice w kolejce do lekarza z chorym dzieckiem w Rzeszowie. O perypetiach pacjentów, którzy o swoich przykrych doświadczeniach poinformowali „Nowiny”, pisaliśmy we wtorek. Ale warto do tego wrócić. Bo nie pierwszy już raz mamy czarno na białym, że system opieki świątecznej wciąż działa bardziej na papierze niż w rzeczywistości. Bo jaki to system, skoro szpital zobowiązuje się do dyżurów w dni świąteczne, a jak puka pacjent po pomoc, to okazuje się, że bezskutecznie. A świadczeniodawca, który przecież nie działa za darmo, bo bierze pieniądze z tytułu świadczenia opieki z naszych składek zdrowotnych, rozkłada bezradnie ręce, bo nie ma lekarza. Z taką sytuacją mieliśmy do czynienia w sobotę i niedzielę w szpitalu prywatnym. A na początku roku podobne problemy z lekarzami były w obu rzeszowskich szpitalach klinicznych.

W tej sytuacji mało mnie interesuje, i podejrzewam, że nie jestem wyjątkiem, czy NFZ przeprowadzi w jakimś szpitalu kontrolę, czy nie. Kontrole są sprawą wewnętrzną płatnika. Z punktu widzenia pacjenta istotne jest to, by NFZ zakontraktował świadczenia medyczne i by te świadczenia były rzeczywiste, a nie iluzoryczne. Skoro ktoś się tłumaczy, że z przyczyn losowych nie było lekarza, to znaczy, że system nie działa.

Dyrektor szpitala, w którym pacjent wziął z rejestracji czystą kartkę i długopis, by zapanować nad kolejkowym bałaganem, powinien się schować ze wstydu pod biurko, które zapewne ma w swoim gabinecie. No bo jaka w tym szpitalu jest organizacja, skoro dopiero poirytowany bałaganem ojciec dziecka usiłuje zapanować nad chaosem? Jeśli zatem ktoś tłumaczy nam - obywatelom, a niekiedy również pacjentom - że to jest system, to wciska nam ciemnotę. Bo system opieki świątecznej ma działać, a nie - jak słyszymy tłumaczenia - starać się działać. Bo jeżeli wszystko jest OK, to podatnicy powinni się starać płacić składkę zdrowotną, a nie po prostu ją płacić.

Pamiętam głosy przestrogi, gdy jesienią ubiegłego roku z wielkim hukiem wprowadzano tzw. system opieki świątecznej. Już wtedy mówiono, że placówki będą miały problem z zabezpieczeniem kadrowym. I że tzw. system spowoduje jeszcze większy transfer pieniędzy do prywatnego sektora usług medycznych. Bo jak ludzie z dzieckiem nie dostaną się do lekarza w ramach opłacanej przez nich co miesiąc składki zdrowotnej i wynikającego z tego ubezpieczenia, to przecież - choćby mieli się zadłużyć - nie ustaną w poszukiwaniu ratunku.

A może w tym wszystkim jest głęboko ukryty sens? Może słusznie ktoś skalkulował, że jak kolejki się wydłużą, dramatycznie ograniczy się dostępność świadczeń w publicznej służbie zdrowia, to jeszcze więcej pacjentów będzie zmuszonych szukać pomocy prywatnie. I może to jest patent na oszczędności? Myślę, że to pytanie powinniśmy zaadresować do polityków sprawujących władzę, ale również do tych z opozycji, bo problemów opieki zdrowotnej nie da się rozwiązać bez porozumienia ponad partyjnymi podziałami. Zastanawiam się tylko, co takiego musi się stać, by rządzący krajem wreszcie pochylili się nad zdrowiem i życiem nas wszystkich.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Nowiny 24
Dodaj ogłoszenie