Sutanna, "fura" i komóra

Jaromir Kwiatkowski
Ksiądz prałat Henryk Jankowski znany jest z zamiłowania do luksusowego życia.
Ksiądz prałat Henryk Jankowski znany jest z zamiłowania do luksusowego życia. FOTORZEPA
Artykuły o wystawnym życiu arcybiskupa Juliusza Paetza zbulwersowały wielu ludzi. Czy to norma? Może warto o tym spokojnie rozmawiać…

- Kiedy mój kolega z seminarium szedł na pierwszą parafię, jego ojciec, mieszkający w USA, kupił mu nową hondę - opowiada wikariusz wiejskiej parafii w diecezji rzeszowskiej. - Parafianom nie spodobało się, że tak młody ksiądz ma taki dobry samochód. Czy ojciec nie miał prawa kupić auta swojemu dziecku?

Ludzie nie chcą, by ksiądz przymierał głodem i jeździł zdezelowanym maluchem. Chcą natomiast, by poziom życia duchownego nie odbiegał od przeciętnego poziomu życia jego parafian. Dlatego ludzi tak denerwują księża - właściciele "wypasionych" aut czy luksusowo urządzonych mieszkań.

Ile w opowieściach o rzekomym bogactwie księży jest prawdy, a ile mitów? Sprawa nie jest prosta. Inne reguły obowiązują w zakonach, a inne wśród księży diecezjalnych.

Wszystko należy do zakonu

Księża zakonni składają ślub ubóstwa, czyli dobrowolnego zrzeczenia się prywatnej własności.

- Nie po to, byśmy poczuli się lepsi od innych - podkreśla ks. Antoni Skałba, saletyn z Dębowca k. Jasła. - Naszym celem ma być dokładniejsze naśladowanie Chrystusa.

Zakonnik nie może mieć ani swojego samochodu, ani mebli, ani prywatnych oszczędności. Wszystko - także pensję za katechezę szkolną - musi oddać zakonowi. W zamian zakon ma obowiązek go utrzymać.

Samochody, meble, a nawet komputery, których używają zakonnicy, stanowią własność wspólnoty. Są jedynie powierzone zakonnikowi na czas jego pracy w danym miejscu.

Zakonnik może posiadać wyłącznie rzeczy osobiste. A gdy chce np. kupić książkę czy bilet do kina?

- Wówczas idzie do przełożonego i prosi o pieniądze, określając dokładnie, na co są one potrzebne - mówi ks. Antoni. - Można mieć wygórowane potrzeby. Wtedy przełożony odmawia, mówiąc: "po co ci to?".

Bywa, że sprawę drobnych wydatków załatwia się inaczej: zakonnicy dostają kieszonkowe, z którego muszą się skrupulatnie rozliczyć.

Czasami zapalonemu sportowcowi w habicie rodzina chce zafundować rower lub narty. Powinien się na to zgodzić przełożony. Z reguły nie ma z tym problemu. Jednak bez zgody przełożonego zakonnik nie może zarządzać dobrami, które posiada.

Praktykowanie ubóstwa to także skromny styl życia, a nawet miejsce, jakie zajmują ubodzy w posłudze zakonu.

Nie mogę być właścicielem sklepu

Księża diecezjalni nie są zobowiązani żadnym ślubem do życia w ubóstwie.

- Jest to pozostawione mojej wolności wynikającej z mojej duchowości - podkreśla cytowany wikariusz.

Na dochody księdza diecezjalnego składają się: pensja ze szkoły, stypendia mszalne (czyli ofiary składane przy zamawianiu mszy św.), część ofiar składanych przy okazji kolędy, część wpływów z wypominków oraz wpływy z chrztów.

Z tego nasz rozmówca oddaje co miesiąc: 400 zł proboszczowi za to, że mieszka przy parafii (coś w rodzaju czynszu), 40 zł na seminarium duchowne, 70 zł na księży emerytów. 50 zł miesięcznie zasila fundusz ewangelizacyjny, wspomagający wakacyjne wyjazdy młodzieży. Z tego, co zostanie, ksiądz musi opłacić ZUS, zryczałtowany podatek, telefon, komórkę, internet, utrzymać samochód itd.

- Kodeks prawa kanonicznego zabrania mi szukania innych źródeł zarobku. Nie mogę być np. właścicielem sklepu - podkreśla wikariusz.

Duchowny może natomiast przyjąć pieniądze lub dary rzeczowe od rodziny czy dobroczyńców.

Nasz rozmówca podkreśla, że skoro społeczeństwo ubożeje, to i księża ubożeją. Spada liczba intencji mszalnych. Sytuację ratują (choć nie wszędzie) szkolne pensje.

Nowa "fura" i buty za 600 złotych

Dr Leszek Gajos, socjolog z warszawskiej SGGW, uważa, że wśród duchownych można spotkać skrajności. Biednych księży na biednych parafiach, gdzie trzeba często dokładać z własnych oszczędności. I takich, którzy żyją ponad stan.

- Problem jest nośny społecznie, bo jesteśmy relatywnie biedni - uważa Gajos. - Gdy widzi się kogoś o wyższym statusie materialnym, budzi to poczucie niesprawiedliwości. Zwłaszcza, gdy są to księża, postrzegani jako ta grupa społeczna, od której oczekuje się więcej.

Problem zbyt wystawnego życia, jeżeli występuje, dotyczy raczej księży diecezjalnych. Tak uważa Kasia, studentka z Rzeszowa, i prof. Aleksander Bobko, etyk z Uniwersytetu Rzeszowskiego, który proponuje, by zakonników w ogóle wyłączyć z tych rozważań.

Kasia mieszka na terenie parafii zakonnej i nie zetknęła się bezpośrednio z tym problemem.

- Znajomi, z którymi studiuję, opowiadają, że "ich" ksiądz ma znowu nowy samochód, luksusowo urządzony pokój czy kupił buty za 600 zł. To może drażnić - przyznaje.

Jej zdaniem, ksiądz powinien żyć tak, by nikt z parafian nie zazdrościł mu tego, co posiada.

Nie przekonuje to profesora Bobko: - Ksiądz, kupując jakąkolwiek rzecz, musiałby zastanawiać się, czy parafianie będą mu tego zazdrościć. To absurd.

Bobko uważa, że te sprawy trzeba zostawić raczej subiektywnemu wyczuciu księdza.

Granica przebiega w sercu księdza

Kilka lat temu teściowa mojego kolegi wróciła zbulwersowana z drogi krzyżowej ulicami Rzeszowa. Była mimowolnym świadkiem rozmowy dwóch kleryków, którzy przez całe nabożeństwo gadali o… samochodach. I to tych od 100 tys. zł w górę.

Z samochodami jest tak: wiadomo, że księża pokonują wiele tysięcy kilometrów, powinni więc mieć dobre, mocne, niezawodne samochody. Ale powinni unikać zbytku, który czasami wygląda jak prowokacja. Jeżeli wszystkie niezbędne funkcje spełnia samochód za, dajmy na to, 50 tys. zł, to zakup "fury" za 100 czy 200 tys. nie ma żadnego uzasadnienia.

Gdzie przebiega granica, za którą zaczyna się życie księdza ponad stan? W jego sercu. Jeżeli Bóg zajmuje w nim zbyt mało miejsca, to na puste miejsce wchodzi zamiłowanie do spraw materialnych.

- Posiadanie nie jest niczym złym, jeżeli tylko nie przeszkadza w ewangelizowaniu - tłumaczy nasz wikariusz.

Wolno mieć drogie auto otrzymane od rodziny czy kupione na kredyt, jak robi to tysiące ludzi. Ale można przez to stracić coś więcej: kapłańską wiarygodność, autorytet. Ksiądz musi to wziąć pod uwagę. Nawet wtedy, gdy ludzkie języki go krzywdzą.

Gdybym miał, to bym rozdał

Prof. Bobko uważa, że skoro księża diecezjalni nie ślubowali ubóstwa, to mają prawo nawet do posiadania własnych nieruchomości czy robienia interesów. Jest tylko wymóg, skądinąd oczywisty, by źródło dochodów było legalne i zgodne z prawem.

- Jeżeli jest to np. spadek po rodzicach, nie widzę tu żadnych ograniczeń - mówi etyk. - Sprawa zaczęłaby się komplikować w momencie, gdyby ksiądz czerpał korzyści z tego, że jest księdzem, np. ze składek kupił sobie luksusowy samochód.

Bobko nie widzi nic złego, że duchowny, jak abp Paetz, kolekcjonuje drogie dzieła sztuki: - Jeżeli nie jest to związane z jego dochodami jako biskupa, a źródło finansowania jest inne, a przy tym legalne, jest to może rzecz kontrowersyjna, ale nie jest nie w porządku.

Niektórzy ludzie uważają, że duchowny powinien posiadać jak najwięcej "mamony", po to, by - pielęgnując wolność wewnętrzną od niej - przy jej pomocy czynił jak najwięcej dobra.

- Gdybym miał dużo pieniędzy, to jedyną sensowną rzeczą, jaką mógłbym z nimi zrobić, byłoby rozdanie ich potrzebującym - mówi wikariusz.

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

A
Alan

Sprawa ma sie tak i wtajemniczeni wiedza o co chodzi. Zakonnicy slubuja ubostwo a diecezjalni ksieza je praktykuja. Kazdy kto zna sie na temacie wie ze dokladnie tak jest.

Dodaj ogłoszenie