Wszy - temat wciąż z gatunku tabu i sza? [KOMENTARZ]

Beata Terczyńska
Dawniej do klasy przychodziła higienistka i jednemu dziecku po drugim sprawdzała głowę, czy przypadkiem nie zagnieździły się tam gnidy i wszy. Kto tego dokuczliwego pasożyta nie przyniósł nigdy na włosach do domu? Pewnie na palcach można policzyć.

Wielu pamięta małe grzebyczki do wyczesywania nieproszonych gości czy płukanki octowe na włosy. Niejedna dziewczynka straciła warkocze, bo inaczej walka z wszami trwałaby w nieskończoność.

Dziś rodzice muszą łaskawie wyrazić zgodę na skontrolowanie dziecku głowy przez higienistkę. Wszystko musi być top secret. Bo jeśli coś wykryje, a dowiedzieliby się koledzy, to dziecko będzie prześladowane, wytykane palcami, wyśmiewane, wyzywane od brudasów itp.

Fakt, dzieci bywają złośliwe, ale to rolą dorosłych jest wytłumaczyć, że wszy może złapać każdy. Tak samo jak kleszcza podczas spaceru w lesie. I dziecko lekarza i prawnika także! Te pasożyty były, są i będą. Nie jest to powód do żadnego wstydu. Wstydem natomiast jest nic z tym nie robić, choć nowoczesnych środków zatrzęsienie.

Dlatego nie dziwię się poirytowanej matce szóstoklasisty, której dziecko kolejny raz z rzędu przynosi do domu wszy. Ona dba, żeby miało czystą głowę, ale widać inni rodzice albo o problemie nie wiedzą, albo bagatelizują. Dobrze chociaż, że szkoła nie zamiecie problemu pod dywan, tylko zareaguje.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie