Jest wiele mitów o Brukseli

Z Brukseli Norbert Ziętal
Instytucje europejskie stworzyły sobie w Brukseli osobne miasteczko. Z aluminium i szkła. Fot. Norbert Ziętal
By przedostać się głównych do instytucji europejskich, trzeba pokonać wiele barier. Czy zwykły śmiertelnik ma na to szansę?

Urzędnicy w Brukseli denerwują się, że o ich pracy krąży wiele plotek. Jest nawet taka strona w internecie: 200 mitów o Brukseli. Ale jedno urzędnicy sami przyznają - unijne instytucje zużywają za dużo papieru.

Zwykły podatnik z dowolnego państwa Europy, który chciałby na własne oczy zobaczyć na co idą jego pieniądze, nie ma na to szans. Wejść do budynków Parlamentu lub Komisji Europejskiej strzegą liczne bramki i jeszcze liczniejsi strażnicy.

Aby przejść przez bramkę wykrywającą metal, trzeba się wręcz rozebrać. Wystarczy jeden ostrzegawczy dźwięk, a delikwent jest proszony na kontrolę osobistą.

Z plastikiem na szyi

Podstawą jest identyfikator. To europejscy biurokraci mają opanowane do perfekcji. Pełna gama. Plastikowe, wieszane na smyczach lub materiałowe, które przykleja się na ubranie. Przeróżne kolory. Niemal w każdym budynku inne.

- Dla nikogo nie ma taryfy ulgowej. Posłowie także muszą chodzić z plastikami na szyi. Zresztą jest nas siedemset osiemdziesięciu pięciu, więc nie sposób, aby ochroniarze spamiętali wszystkich, choćby tylko z wyglądu - mówi Andrzej Zapałowski, europoseł z Przemyśla.

Aby wejść do siedziby europarlamentu, najpierw musimy sforsować wejście do biura przepustek. Nie udałoby się nam bez przewodnika, czyli jednego z urzędników. Oczywiście, on też chodzi z dyndającym u szyi plastikiem.

Najpierw trzeba przejść przez bramki bezpieczeństwa, czyli takie, co wykrywają np. różne niebezpieczne narzędzia. Dopiero wtedy można powiedzieć, o co chodzi. Pani z ochrony sprawdza nasze nazwiska, błyskawicznie nas przelicza i dopiero wtedy wydaje identyfikatory.

Trwa to kilkanaście minut, ale i tak jesteśmy, jako dziennikarze, uprzywilejowani. Niedaleko jest wejście dla turystów. Wpuszczane są tylko zorganizowane grupy. Przed drzwiami kłębi się spora grupa Niemców. Widzieliśmy ich, jak szliśmy do biura przepustek. Po pół godzinie my wracamy z plastikami na szyjach, a oni dalej tkwią w tym samym miejscu.

Papier - to prawdziwy problem

Jeanneke Pis, czyli siusiająca dziewczynka. Postawiono ją w 1987 r., aby chłopczykowi nie było smutno.
Jeanneke Pis, czyli siusiająca dziewczynka. Postawiono ją w 1987 r., aby chłopczykowi nie było smutno. Fot. Norbert Ziętal

Instytucje europejskie stworzyły sobie w Brukseli osobne miasteczko. Z aluminium i szkła. (fot. Fot. Norbert Ziętal)- Jest wiele mitów o Brukseli, a jednym z nich jest rozrośnięta biurokracja. A tymczasem urzędników jest 30 tys. Tyle co w administracji Paryża. 15 proc. tych europejskich to tłumacze - podczas lunchu mówi Mikołaj Dowgielewicz, rzecznik prasowy komisarz Margot Wallström.

Podobno istnieje strona internetowa z dwustoma mitami o brukselskiej administracji i podejmowanych tutaj decyzjach.

- Najbardziej denerwujące jest, jak ktoś mówi, że Bruksela podjęła jakąś decyzję bez konsultacji z danym państwem. A to nieprawda - przekonuje Dowgielewicz.

Rzecznik przyznaje jedno - unijne instytucje zużywają za dużo papieru. Chodzi nie tylko o trwonienie pieniędzy podatników, ale i o grabienie lasów.

W Brukseli rozmawia się po francusku i angielsku. Jednak większość dokumentów tłumaczona jest na 22 języki, którymi mówią mieszkańcy dzisiejszej Unii Europejskiej.

- Papier to jest problem - przyznaje Dowgielewicz. - Choć staramy się ograniczać jego zużycie.

Byle nie przesiąknąć eurourzędniczyzmem

Brukselskiej biurokracji broni też inny wysoki urzędnik europejski, Robert Sołtyk. Dawniej dziennikarz Gazety Wyborczej, obecnie rzecznik prasowy komisarz Dalii Grybauskaite.

- Brukselska biurokracja do najdroższych nie należy - twierdzi.

Czynni dziennikarze są miej dyplomatyczni w słowach.

- Bruksela jest biurokratyczna, eurokratyczna - nie ma wątpliwości Beata Płomecka, korespondentka Polskiego Radia.

Wcześniej pracowała w Londynie. Mówi, że bała się Brukseli, aby po jakimś czasie nie przesiąknąć "eurourzędniczyzmem".

- W Londynie mogłam realizować więcej tematów społecznych - tłumaczy. - Lubiłam to. Tutaj mam świadomość, że informuję o decyzjach, które mogą mieć wpływ na życie znacznej części ludzi, nawet przez najbliższe 20 lat.

[obrazek3] Jeanneke Pis, czyli siusiająca dziewczynka. Postawiono ją w 1987 r., aby chłopczykowi nie było smutno. (fot. Fot. Norbert Ziętal)"Financial Times" na rozbudzenie

Płomecka opowiada o ciekawej praktyce rozmów dziennikarzy z urzędnikami, off the record i on the record. "Off" to takie, których dziennikarz nie może cytować, jednak przy "on" nie ma zmiłuj. Ten system chwalą sobie i dziennikarze, i urzędnicy. Wszystkie spotkanie oficjalne są "on". "Off" to najczęściej luźne pogaduszki w kuluarach.

- Niemal wszyscy zaczynają dzień od lektury "Financial Times". Dziennikarze tej gazety jako pierwsi mają sporo informacji. I nikt się nie dziwi, że inni dziennikarze o tym nie wiedzieli. "Financial Times" po prostu ma swoje dobre źródła informacji i każdy się do tego przyzwyczaił - wyjaśnia radiowa korespondentka.

Kamieniczki ustępują szklanym wieżowcom

Armia eurourzędników musi się gdzieś pomieścić, bo po kolejnych rozszerzeniach ludzi w krawatach jest coraz więcej.

Unia nie lubi tradycyjnej zabudowy. Króluje aluminium, szkło i ultranowoczesne kształty. Budynki mają sprawiać wrażenie przejrzystości i otwartości. Także wewnątrz króluje szkło.

Instytucje europejskie stworzyły sobie w Brukseli osobne miasteczko. Z pamięci nikt nie jest w stanie podać w ilu budynkach pracują unijne urzędasy. Tylko sama Komisja Europejska ma ich ponad 50. Szybko przybywa nowych.

Co zrobić, jeżeli trzeba wybudować kolejny szklany wieżowiec. Przecież wokoło sama stara zabudowa. Na polskie standardy można rzec "zabytkowa".

Nic prostszego. XIX-wieczne (a nawet XVIII-wieczne!) kamieniczki są burzone całymi kwartałami. Właściciele dostają tak duże pieniądze za działki, że nie zastanawiają się nad sprzedażą.

Czy nie protestuje tamtejszy konserwator zabytków?

- Zabytki są prawnie chronione - mówi poseł Zapałowski. - Ale istnieje wiele kruczków, które pozwalają obejść przepisy. Np. ważny interes społeczny. A takim może być wybudowanie kolejnego szklanego gmachu.
Wyjazd reportera Nowin do Brukseli, w ramach wizyty dziennikarzy z Podkarpackiego, Lubelskiego i Podlaskiego, sfinansowała Komisja Europejska.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie